fbpx

HFM

Nowe testy

czytajwszystkieaktualnosci2

 

Pół wieku z klasą Classé

020 032 Hifi 1 2022 021
Początki niemal wszystkich firm produkujących sprzęt hi-fi są do siebie podobne. Oto sfrustrowany młody technik odkrywa w sobie duszę audiofila i, nie mogąc zdzierżyć brzmienia posiadanego sprzętu, postanawia skonstruować własny.

Wieści na temat nowych urządzeń lotem błyskawicy rozchodzą się wśród znajomych, którzy podobne cacka zamawiają dla siebie. Później dołączają do nich znajomi znajomych i, jeśli nasz bohater nie odziedziczy po drodze miliona dolarów, za kilka lat ma szansę utrzymać się z produkcji swoich wynalazków.
Bohater tej prezentacji, kanadyjska firma Classé, to jednak zupełnie inny przypadek.


Złe miłego początki
Założycielska legenda Classé głosi, że iskrą inicjującą powstanie przedsiębiorstwa był niefortunny incydent na jednym z licznych przyjęć, organizowanych przez zamożnego przedsiębiorcę Mike’a Viglasa. Przyszły założyciel firmy dorobił się majątku na handlu ciężarówkami oraz w branży hotelarskiej, mógł więc sobie pozwolić na dowolną zachciankę. Jedną z nich był kosztowny zestaw stereo, oparty na wzmacniaczu lampowym, którego brzmienie przy jakiejś okazji zachwyciło Viglasa. W tamtych czasach przy produkcji lampiaków mniej zwracano uwagę na wydajność czy niezawodność, a bardziej na jakość dźwięku, więc na skutki nie trzeba było długo czekać. Na pamiętnej imprezie ktoś nieopatrznie podkręcił gałkę potencjometru do końca skali i rzeczony wzmacniacz zwyczajnie eksplodował. Zapadła głucha cisza, towarzystwo na chwilę skamieniało, po czym obecne na przyjęciu damy zaczęły wyciągać z misternych fryzur resztki kondensatorów i odłamki szkła z lamp.
Zdarzenie miało miejsce w 1979 roku, a w życiu Mike’a Viglasa dokonał się radykalny przełom: nigdy więcej lamp, żadnych! Zaczął szukać sprzętu równie dobrego pod względem brzmienia, lecz odznaczającego się większą mocą i niezawodnością. I tak natknął się na Davida Reicha.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Wielkie chrapy zasysające
powietrze we wzmacniaczu
Delta STEREO nie są tylko dla ozdoby.
 
 
 
 


Panowie spotkali się na jednej z wystaw w Las Vegas. W tamtym czasie Reich produkował niepozorne wzmacniacze tranzystorowe w klasie A, pod marką Eleson. Zanim poznał Viglasa, miał na koncie ponad 60 sprzedanych egzemplarzy. Tym samym był na prostej drodze do osiągnięcia wspomnianego na wstępie sukcesu finansowego, ale akurat w jego przypadku w charakterze miliona dolarów wystąpił rzutki biznesmen z Kanady.
Viglas i Reich natychmiast poczuli więź, którą postanowili przekuć w konkrety. Powołali do życia przedsiębiorstwo zajmujące się produkcją wysokiej jakości wzmacniaczy. David wniósł wiedzę i doświadczenie; Mike – entuzjazm i kapitał. Ze względu na kompetencje Reich został mianowany prezesem Classé. Siedzibę ulokowano w niewielkim miasteczku Pointe-Clare, leżącym w obszarze metropolitalnym Montrealu.
Nazwę firmy wybrano nieprzypadkowo. Jest to gra słów: francuskie Classé  brzmi jak „klasa A” oraz „z klasą”.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Tu można zobaczyć,
co we wzmacniaczu Delta STEREO
waży 46 kilo.

 
 
 


Wzmacniacze pierwsza klasa
Pierwszy wzmacniacz pod marką Classé ujrzał światło dzienne pod koniec roku 1980. Piecyk DR-2 dysponował mocą 25 watów w czystej klasie A, która na długie lata zdefiniowała wizerunek kanadyjskiej firmy. Choć David Reich cenił w brzmieniu lampową słodycz i bezpośredniość, wolał technologię solid-state, a Viglas podpisywał się pod tą decyzją obiema rękami. Zasada ta obowiązuje zresztą w Classé do dziś, a dzięki wieloletniemu doświadczeniu Kanadyjczycy są jednymi z najbardziej kompetentnych producentów wzmacniaczy w technice półprzewodnikowej.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Mike Viglas
 
 
 
 


O ile DR-2 dopiero przecierał szlaki, to kolejny wzmacniacz Classé, noszący symbol DR-3, taki skromny już nie był. On również oferował 25 W w czystej klasie A, jednak wyglądał jak dzieło sztuki użytkowej. Ważył ponad 35 kilo i kosztował 2895 dolarów amerykańskich. W DR-3 David Reich postawił na konstrukcję dual mono, z dwoma transformatorami i baterią kondensatorów o łącznej pojemności 160 tys. µF. Pasmo przenoszenia w przedziale 0,3 Hz – 80 kHz nawet obecnie jest uznawane za co najmniej bardzo przyzwoite. W tamtych czasach cena 58 USD za wat nie wyglądała specjalnie atrakcyjnie, ale kilku konkurentów, np. Mark Levinson, ustawiało poprzeczkę znacznie wyżej. Do okazyjnej, jak na hi-end, ceny należy dodać brzmienie, zawierające lampowe bogactwo barw, połączone z przejrzystością i ogromną sceną. Dziś używane DR-3 osiągają ceny wyższe niż w dniu debiutu, o ile w ogóle trafiają na rynek wtórny.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Wzmacniacz DR-2 rozsławił
Classé w początkach działalności.
 
 
 
 


DR-3 był wzmacniaczem, który na Classé zwrócił uwagę prasy branżowej, zamożnych audiofilów oraz ludzi interesu. Choć Viglasowi nie brakowało pieniędzy, pozyskał dwóch cichych wspólników, którzy znacznie dokapitalizowali firmę. David Reich mógł z niezmąconym spokojem zająć się opracowaniem nowych konstrukcji.
Począwszy od debiutanckiego, wszystkie wzmacniacze Classé nosiły kolejne numery poprzedzone literami DR, oznaczającymi „David Reich Design”. W ciągu następnej dekady ze stołu kreślarskiego prezesa Classé zeszło kilkanaście modeli wzmacniaczy i preampów, a firmę zaliczono do grona butikowych producentów high-endowej elektroniki. Przez ten czas, jak w starym dowcipie, Mike Viglas zyskał doświadczenie, zaś David Reich pieniądze. Aż nastał znamienny dla firmy maj 1991 roku.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Montrealskie biuro projektowe
Classé zimą.
 
 
 
 


Zmiana warty
Kiedy Reich pracował nad kolejnymi projektami, Viglas prowadził zakulisowe operacje finansowe. Najpierw dyskretnie wykupił wspomnianych dwóch cichych wspólników, po czym złożył Reichowi niezwykle atrakcyjną propozycję przejęcia jego udziałów. Nieświadom bieżącej sytuacji Reich przyjął ofertę Viglasa, który w tym momencie stał się jedynym właścicielem firmy Classé Audio. Dla Reicha nie było już w niej miejsca. Zdolny konstruktor po krótkim okresie bezczynności najpierw zaczepił się w Archtech Electronics, po czym przez następne dwie dekady działał w Theta Digital. Jego miejsce na fotelu prezesa Classé zajął Glen Grue, odpowiedzialny dotąd za sprzedaż i marketing.
Odchodząc z Classé, David Reich zabrał ze sobą literki „DR” i od tego czasu wszystkie kolejne wzmacniacze miały w nazwie słowo „Model”.
Pierwszym urządzeniem wypuszczonym na rynek po odejściu Reicha był przedwzmacniacz Model Six Mk II, bazujący na flagowym DR-6 z 1989 roku. Miał w pełni zbalansowany układ, wbudowany moduł korekcyjny MM/MC, a w zasilaczu – obok dużego toroidu – kondensatory filtrujące o łącznej pojemności 104,6 tys. µF.
Wybór Glena Grue przez Viglasa na fotel prezesa nie był przypadkowy. Marka Classé zdążyła się już zakorzenić w świadomości zamożnych audiofilów Nowego Świata, przyszła więc pora na podbój Europy i Azji. Kolejne lata pod przywództwem Grue upłynęły pod znakiem zagranicznej ekspansji, aż pewnego dnia Viglas skonstatował, że zbliża się do wieku emerytalnego i postanowił wycofać zainwestowany kapitał. Pieniądze włożone w Classé traktował nie jak finansowanie audiofilskiej pasji, lecz jako kolejny biznes, który teraz postanowił po prostu sprzedać. Nabywców nie szukał długo, bo po rozpuszczeniu wici jako jeden z pierwszych zgłosił się do niego rodak – Joe Atkins. Nie był to bynajmniej kolejny inwestor finansowy, lecz osoba od dawna związana z branżą hi-fi.

020 032 Hifi 1 2022 001Zespół projektantów Classé

w trakcie kolejnej narady.
 
 
 
 


Kanadyjski sen
65-letni obecnie Joe Atkins nigdy nie brylował w świetle jupiterów na celebryckich imprezach, za to jego notes z telefonami aż puchnie od nazwisk najmożniejszych tego świata – koronowanych głów, miliarderów i ludzi z pierwszych stron gazet. Na swoją pozycję pracował przez ostatnich 40 lat, choć początki kariery były mało efektowne.
Przyszły właściciel Classé Audio poszedł w ślady ojca i skończył ekonomię na Uniwersytecie w Toronto. Po studiach dołączył do audytorskiej firmy Peat Marwick (obecnie będącej częścią KPMG), gdzie zdobył tytuł dyplomowanego księgowego. W Peat Marwick Joe zajmował się upadłościami. Pomimo kuszących widoków na przyszłość, po pięciu latach odszedł z firmy. Za zarobione pieniądze otworzył wraz z braćmi sieć salonów sprzedaży i leasingu samochodów. Warto odnotować, że rodzina Atkinsów była pierwszym kanadyjskim dealerem Hyundaia.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Dave Nauber
 
 
 
 


Dzięki znajomościom w KPMG, na początku 1987 roku Joe Atkins dowiedział się o problemach amerykańskiego dystrybutora brytyjskiej firmy Bowers &Wilkins i, niewiele myśląc, za niewygórowaną kwotę odkupił od niego całą działalność. Zrazu traktował to jako kolejną inwestycję, jednak już wkrótce oddał się całkowicie swemu nowemu biznesowi.
Co zaskakujące, przez wiele lat działalności w branży hi-fi Atkins nigdy nie połknął audiofilskiego bakcyla. Rozumiał jednak chęć posiadania przez ludzi sprzętu grającego wysokiej klasy i dążenie do osiągnięcia perfekcyjnego brzmienia. Otoczył się więc pasjonatami hi-fi, którzy znali ten biznes od podszewki. Jak wspominał w którymś z wywiadów: „Jako dystrybutor jesteś tak dobry, jak producent, którego reprezentujesz. John Bowers był przedsiębiorcą i inżynierem, którego obsesją było stworzenie najlepszego głośnika na świecie. To był biznes oparty na pasji, ale także na niewielkim wyczuciu biznesowym. W tamtym czasie Ameryka była największym rynkiem hi-fi na świecie, jednak kolumn B&W prawie nikt nie znał. Dostrzegłem szansę wypełnienia tej próżni, więc wszedłem w ten biznes, ale właściwie był to przypadek”.
Sytuacja zmieniła się siedem miesięcy później. W grudniu 1987 roku, w wieku 65 lat, zmarł John Bowers, a większościowy pakiet akcji B&W oraz stery w firmie przejął Robert Trunz. Wcześniej, od początku lat 80. XX wieku w fotelu prezesa B&W zasiadał syn Johna, Paul Bowers, który jednak po śmierci ojca wycofał się z firmy. Funkcję głównego konstruktora powierzono Johnowi Dibbowi, który z zapałem wziął się do roboty.
Jako szef i właściciel B&W Trunz szybko określił nową strategię firmy i priorytety, wśród których, prócz prac nad nowoczesnymi technologiami, znalazła się ekspansja zagraniczna. To za jego czasów powstało pomnikowe dzieło B&W, legendarne Nautilusy z 1993 roku, a nazwa „Bowers & Wilkins” rozbrzmiewała na wszystkich kontynentach poza Antarktydą. Dzięki Nautilusom kolumny z Worthing stały się jednymi z najbardziej pożądanych w Ameryce, a dla Joego Atkinsa nastały złote czasy. W 1996 roku sprzedał swoje udziały w biznesie samochodowym (zdążyły osiągnąć całkiem pokaźną wartość) i wykupił Roberta Trunza. Tym samym stał się udzielnym władcą w Worthing, w hrabstwie West Essex.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Montrealska
fabryka Classé
w 1994 roku.
 
 
 
 


W obcych rękach
Pod rządami Atkinsa Bowers & Wilkins wyrósł na jednego z najważniejszych graczy na rynku hi-fi. Angielscy inżynierowie bez zahamowań eksperymentowali z abstrakcyjnymi, wydawałoby się, materiałami, np. diamentowymi kopułkami, a każda taka informacja, nagłaśniana przez branżowe media, wzmagała zainteresowanie firmą. Był tylko jeden szkopuł: brak towarzyszącej elektroniki.
W czasie rozmaitych wystaw i prezentacji trzeba było korzystać z urządzeń dostarczanych przez lokalnych przedstawicieli B&W. Jedną z firm mających podpisane wspólne umowy dystrybucyjne był Rotel, a japońskie wzmacniacze z powodzeniem sterowały tańszymi głośnikami Bowersa. W przypadku systemów high-endowych zestawienia często jednak bywały dziełem przypadku. Wśród różnych urządzeń pod względem brzmieniowym wyróżniała się właśnie elektronika Classé. Jeszcze w latach 90. XX wieku obie firmy zacieśniły współpracę i wystawiały się razem na najbardziej prestiżowych imprezach. Później podpisano umowy dystrybucyjne i głębszy alians finansowy wydawał się kwestią czasu, choć Mike Viglas nie kwapił się wtedy do sprzedaży firmy.
Przełom nastąpił w roku 2001, kiedy to współzałożyciel i jedyny właściciel Classé postanowił spieniężyć posiadane udziały. Oferta sprzedaży dosłownie spadła Atkinsowi z nieba i po kurtuazyjnych negocjacjach Bowers & Wilkins nabył pakiet akcji Viglasa. Faktyczne przejęcie kontroli B&W nad Classé trwało aż do końca 2008 roku.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Technik Ben Evans
przy pracy.
 
 
 
 


Dream team
Kupno Classé przez Anglików nie oznaczało podporządkowania im firmy. Wręcz przeciwnie. Członkom zarządu B&W bardzo się spodobało to, co zobaczyli w siedzibie nowo nabytego przedsiębiorstwa. W efekcie pozostawili Kanadyjczykom niemal nieograniczoną autonomię. Niemal, ponieważ montrealskiej firmie powierzono projektowanie oraz montaż całej elektroniki stosowanej w produktach B&W. Na początku były to aktywne subwoofery do kina domowego. Później dołączyły do nich głośniki Zeppelin.
Już w sierpniu 2002 roku Joe Atkins pozyskał do współpracy świetnego fachowca – Davida Naubera. Nauber nie stawiał bynajmniej pierwszych kroków w branży; ze światem hi-fi związał się już na początku lat osiemdziesiątych.
Jeszcze w trakcie studiów na uniwersytecie Illinois pracował w sklepie z high-endem, w którym poznał brzmienie i budowę sprzętu Audio-Researcha, Magnepana, Marka Levinsona i właśnie B&W. Po ukończeniu studiów, zwieńczonych tytułem inżyniera elektronika, znalazł pracę w Madrigalu, gdzie odpowiadał za sprzedaż elektroniki na terenie 20 stanów. Zajmował się też importem urządzeń kilku high-endowych marek, m.in. Meridiana i Accuphase’a. Ukoronowaniem kariery Naubera w Madrigalu był awans w 1992 roku na dyrektora ds. sprzedaży. Uprzedzając fakty, dodam, że w Classé Dave zrobił jeszcze bardziej błyskotliwą karierę, którą zakończył na stanowisku prezesa.
Po przyjęciu propozycji Atkinsa Nauber namówił do zmiany pracy Toma Calatayuda, wcześniej przez 15 lat związanego z Markiem Levinsonem. W ciągu półtorej dekady pracy u amerykańskiego specjalisty Calatayud zaprojektował m.in. dzielone źródła No. 30/31 oraz zintegrowane odtwarzacze z serii 39.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Kolejna kontrola płytek
drukowanych przedwzmacniacza
Delta PRE.
 
 
 
 


Drugim znaczącym nabytkiem Classé okazał się Alan Clark, który wcześniej przez 10 lat pracował dla Linna. To spod jego ręki wyszedł słynny Sondek CD12 i kilka innych znakomitych urządzeń.
Pierwszym zadaniem zespołu Dave’a Naubera, któremu nadano kryptonim Projekt Delta, była całkowita zmiana wizerunku firmy. Nazwę tę wybrano nieprzypadkowo, bowiem w inżynierii termin „delta” jest używany do określenia różnicy pomiędzy dwiema wartościami. Była to więc idealna nazwa dla nowej serii produktów, oznaczająca przejście od starej Classé do nowej. Wiązało się to z kompletną zmianą wyglądu wzmacniaczy oraz nowym logo firmy.
Nie zwlekając, trzej amigos dziarsko wzięli się do pracy i już na początku 2004 roku światło dzienne ujrzała opracowana przez nich seria urządzeń, noszących, a jakże, nazwę Delta. Stworzenienie linii high-endowej elektroniki od zera w ciągu niespełna 20 miesięcy wydaje się prawie niemożliwe, ale pamiętajmy, że Classé miało za sobą dwie dekady doświadczeń, a i konstruktorzy nie wypadli sroce spod ogona.
Nowe wzmacniacze zerwały z drapieżnym wzornictwem. Zamiast straszenia najeżonymi radiatorami kusiły łagodnie zaokrąglonymi frontami, za którymi kryły się jedne z najnowocześniejszych urządzeń na Ziemi. Classé na przykład jako pierwsza firma na świecie wprowadziła panele dotykowe. Impulsem do montażu ekranów była… frustracja żony Davida Naubera. Jak wspominał w jednym z wywiadów, prototypy przed wprowadzeniem do produkcji testowali członkowie rodzin pracowników. Przede wszystkim chodziło o sprawdzenie łatwości obsługi przez osoby, które na co dzień nie mają do czynienia z zaawansowanym sprzętem grającym. Gdy w podobnej sytuacji żona Davida miała problemy z obsługą jakiegoś przedwzmacniacza, przyszedł mu do głowy pomysł prostego menu dotykowego z kilkoma ukrytymi, bardziej zaawansowanymi poziomami.
Nauber podzielił się swoim pomysłem z zarządem firmy, ten jednak wyraził obawy, że taka technologia będzie zbyt kosztowna do zastosowania w produktach Classé. Ponieważ jednak Kanadyjczycy wciąż wdrażali Projekt Delta i zależało im na śmiałym zaakcentowaniu zmiany wizerunku, za radą Naubera postanowili pójść na całość. Okienka i komendy udoskonalano tak długo, aż obsługa stała się w pełni intuicyjna. Wspomniane urządzenie zaopatrzone w ekran dotykowy oczywiście trafiło do produkcji, a siedem miesięcy później… Steve Jobs pokazał światu pierwszego iPoda Touch.
W szczytowym okresie produkcji seria Delta składała się z blisko 20 komponentów. Obok kilku końcówek mocy znajdowały się w niej przedwzmacniacze, odtwarzacze płyt CD, wzmacniacze zintegrowane, a nawet kilka procesorów AV. Mało? To dodajcie do tego ultra high-endową serię Omega, adresowaną do najzamożniejszej klienteli, oraz „budżetową” Sigma, o którą uzupełniono ofertę w 2014 roku.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Kolejna kontrola płytek
drukowanych przedwzmacniacza
Delta PRE.
 
 
 
 


Hi-end to nie tylko ceny
Firma systematycznie się rozwijała, a pieniądze zainwestowane przez B&W pozwoliły na wdrożenie jednego z najnowocześniejszych procesów produkcyjnych w branży.
Montrealscy inżynierowie przykładali wielką wagę do kontroli jakości, a co za tym idzie – niezawodności produktów opuszczających mury zakładu. Każda płytka drukowana miała na przykład swój indywidualny kod kreskowy, z aktualizowanymi informacjami na temat przebiegu montażu. Na każdym etapie rejestrowana była nie tylko data i godzina, ale także pełna historia produkcji i użytych części. Jeśli jakiś moduł lub komponent uległ awarii na którymkolwiek etapie produkcji lub u klienta, można było odczytać całą jego historię i znaleźć przyczynę usterki. Gotowe urządzenia przed spakowaniem były wygrzewane przez dwie, trzy doby, po czym sprawdzano każdy element budowy, każde gniazdo, włącznik, diodę i elementy wyświetlacza. Jeśli coś budziło wątpliwości, w ruch szedł czytnik kodów kreskowych i urządzenie wracało do poprawki. Jeśli natomiast wszystko działało bez zarzutu, z czystym sumieniem zamykano pokrywę i dany klocek wkładano w specjalnie przygotowane opakowanie z Coroplastu. O skuteczności tego systemu świadczy choćby to, że ilość urządzeń Classé trafiających w ciągu całego swojego życia do serwisu wynosi poniżej dwóch procent. Dla porównania, 3-procentową awaryjność w tamtych czasach uznawano za znakomitą, a jak jest obecnie – nie muszę mówić. A teraz uwaga: w archiwach Classé były przechowywane informacje dotyczące kontroli jakości WSZYSTKICH urządzeń, począwszy od pierwszych wzmacniaczy wyprodukowanych w 1981 roku. Jakieś pytania?

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Salonowy system
Dave’a Naubera.
 
 
 
 


Inną cechą wyróżniającą wzmacniacze Classé było stosowanie w nich aż trzech rodzajów tranzystorów. Na wejściu montowano niskoszumne J-FET-y. Rolę stopnia sterującego (drivera) pełniły szybkie MOSFET-y, zaś na wyjściu pracowały wydajne prądowo tranzystory bipolarne, zdolne wysterować nawet najbardziej oporne kolumny. Zasadę tę wdrożył jeszcze David Reich i, pomimo licznych perturbacji zachodzących w firmie, obowiązywała ona przez długie lata działalności Classé.
Komputerowy system kontroli i zarządzania częściami zrobił na szefach B&W tak duże wrażenie, że wymogli na Kanadyjczykach wdrożenie go w swoich biurach i zakładach produkcyjnych. W ramach rewanżu wpuścili Classé do swojej fabryki w chińskim mieście Zhuhai, gdzie wytwarzano niektóre komponenty i podzespoły do budowy wzmacniaczy. Integracja z Bowersem zataczała coraz szersze kręgi i ostatecznie w 2010 roku Classé przeniosło produkcję wszystkich wzmacniaczy do Chin.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Jeden z pokoi odsłuchowych
Classé.
 
 
 
 


Kaprysy bogów
W 2015 roku Joe Atkins – główny udziałowiec Bowers & Wilkins i pośrednio właściciel Classé – postanowił przejść na biznesową emeryturę. Może się wydawać, że sześćdziesiątka to zbyt młody wiek na kapcie i telewizor, ale – z drugiej strony – to najlepszy okres w życiu człowieka: dzieci odchowane, kredyty pospłacane, zdrowie jeszcze dopisuje, można więc się zająć odkładanymi na później przyjemnościami.
Córka Atkinsa nie była zainteresowana przejęciem firmy. Nie pozostawało mu zatem nic innego, jak szukać nowych inwestorów. Wcześniej pozbył się już 40% udziałów na rzecz dwóch funduszy private equity – belgijskiego Sofiny i Caledonia Investments z siedzibą w Wielkiej Brytanii. Teraz przyszła pora na pozostałe 60% akcji.
Najlepszą ofertę przedstawił mu enigmatyczny start-up EVA Automation, Inc., będący własnością jeszcze bardziej tajemniczego Gideona Yu. I oto, ku zdumieniu całego audiofilskiego świata, nikomu nieznany Dawid połknął 1100-osobowego Goliata.
Oficjalny komunikat o transakcji ukazał się 3 maja 2016 roku i od tego dnia świat nie był już taki, jak przedtem.
Po opadnięciu informacyjnego kurzu okazało się, że założona w 2014 roku EVA Automation zatrudnia czterdzieści tęgich głów w całej Dolinie Krzemowej. Należąca do byłego dyrektora finansowego YouTube’a i Facebooka firma porusza się głównie w obszarze komunikacji bezprzewodowej i rzeczywistości wirtualnej. Poza tym 45-letni wówczas Gideon Yu był właścicielem drużyny futbolu amerykańskiego San Francisco 49ers oraz aktywnie działał w zarządzie ligi NFL. Właśnie sport obok nowych technologii wydawał się prawdziwą pasją założyciela EVA Automation. Po co w tej sytuacji był mu szacowny producent kolumn z deszczowej Anglii – jeden Gideon raczył wiedzieć.
Całkowita wartość transakcji nie została ujawniona, ale Caledonia Investments sprzedała 20 procent swoich udziałów w B&W za 24 miliony funtów w gotówce. Joe Atkins prawdopodobnie wziął dodatkową premię za pakiet kontrolny, choć dla Yu były to zapewne drobniaki.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Prywatny system
Dave’a Naubera.
 
 
 
 


Na konferencji prasowej były i obecny właściciel Bowersa solennie zapewniali, że w firmie nie nastąpią redukcje zatrudnienia, a produkcja zestawów głośnikowych będzie kontynuowana bez przeszkód. Żaden z nich nie zająknął się jednak o Classé.
O święta naiwności… Jeszcze dobrze nie wysechł tusz na komunikatach prasowych, gdy zaczął się exodus wyższego personelu B&W. Część załogi odchodziła dobrowolnie, część pod przymusem, ale to zupełnie inna historia.
O ile narodowy brytyjski wytwórca kolumn faktycznie mógł zyskać na dostępie do nowoczesnych technologii, o tyle kanadyjski producent hi-endu dla nowych właściciel B&W okazał się zbędnym balastem. Dla ludzi wychowanych w epoce cyfrowej całym światem jest smartfon z dousznymi pchełkami, a 60-kilogramowe piece, pochłaniające ogromne ilości energii, powinny wylądować w muzeum wśród skamielin z epoki kredy.
Niemal natychmiast po kupnie B&W Gideon Yu rozpoczął poszukiwania nabywcy Classé. Potencjalni inwestorzy pozostali nieczuli na magię jego nazwiska, w efekcie czego oferta pozostała bez odpowiedzi. Trudno powiedzieć, czy Yu winszował sobie zbyt wygórowaną cenę, czy też w grę wchodziły inne względy, ale summa summarum temat Classé coraz bardziej go irytował. A nad montrealską siedzibą firmy zaczęły się zbierać czarne chmury. Zawieszono prace nad nowymi konstrukcjami, a w marcu 2017 roku przeprowadzono głęboką restrukturyzację ze zwolnieniami grupowymi włącznie. Nie mając innego pomysłu na przyszłość Classé, w lipcu 2017 roku Yu kazał wstrzymać produkcję i to w zasadzie był koniec kanadyjskiej wytwórni.
28 września 2017 roku ukazał się oficjalny komunikat, zapowiadający definitywną likwidację Classé Audio. 6 października centrala firmy w Montrealu miała zostać zamknięta, a wszyscy pracownicy – poza Davidem Nauberem – zwolnieni. Ten miał domknąć wszystkie niedokończone sprawy, a później pomóc Yu w znalezieniu chętnego na Classé. Trzydziestosześcioletnia historia kanadyjskiego producenta hi-endu na oczach całego świata dobiegała końca.
Trudno dziś dociekać, dlaczego decydenci z EVA Automation byli gotowi  poświęcać czas, energię i pieniądze na restrukturyzację, skoro i tak planowali pozbyć się firmy. Nie zapominajmy też o milionach utopionych w niesprzedanych produktach i zapasach niewykorzystanych podzespołów, których nie można było zwrócić dostawcom. Przypomnę, że w momencie przejęcia B&W przez Yu Classé była w kwitnącej formie. Świetnie sobie poradziła w czasach eksplozji kina domowego, kiedy inni producenci stereo padali jak muchy. Odnalazła się także w dobie rozkwitu streamingu i zdematerializowanej muzyki.
Faktycznych przyczyn zamknięcia Classé zapewne nigdy nie poznamy, natomiast jej likwidator, Gideon Yu, po znudzeniu się kolumnową zachcianką, w październiku 2020 roku sprzedał B&W koncernowi Sound United i zajął się innymi biznesami. Dla takich ludzi Książę Ciemności powinien naszykować przytulny, ciepły kącik w IX kręgu piekła. Ale nie wybiegajmy zbytnio w przyszłość.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

System Delta pracuje
m.in. w pokoju odsłuchowym B&W
w Worthing.

 
 
 


Classé ver. 2
W poniedziałkowy ranek 8 stycznia 2018 roku w Las Vegas była piękna pogoda. Zwycięzcy kasynowych bojów leczyli szampańskiego kaca; przegrani szukali pocieszenia w zdecydowanie tańszych trunkach. Wszystkie córy i synowie nocy odsypiali niedzielne szaleństwa, ale ulice światowej stolicy rozrywki nie przypominały wymarłego lunaparku. Otóż w poniedziałek 8 stycznia 2018 rozpoczynały się największe na świecie targi elektroniki użytkowej CES. Jak co roku, na kilka styczniowych dni Las Vegas zamieniło się w mekkę świrów na punkcie nowych technologii. Obok wszelkiej maści mniej i bardziej przydatnych elektronicznych gadżetów prezentowano też sprzęt grający. Niemal wszystkie liczące się w świecie firmy z branży szykowały na styczeń premierowe pokazy i niespodzianki, a 2018 rok nie stanowił pod tym względem wyjątku. Sensację wywołał krótki komunikat przedstawicieli Sound United, grupującego najlepsze marki w świecie hi-fi. Ogłoszono bowiem, że koncern nabył Classé i firma wznawia działalność pod kierownictwem Dave’a Naubera. Obecny w Las Vegas stary/nowy prezes aż promieniał szczęściem i nie należy mu się dziwić. Nie wiadomo, ile Sound United zapłacił Gideonowi Yu za Classé, ale transakcja wydaje się jednym z najlepszych deali w świecie hi-fi.
Jeszcze przed oficjalnym komunikatem Nauber w tajemnicy zajął się ponownym montowaniem zespołu projektowego, w dużej części złożonego z byłych pracowników. W nowej odsłonie centrala Classé i dział konstrukcyjny wciąż miały stacjonować w Montrealu, natomiast cała produkcja odbywać się w japońskich zakładach Shirakawa Audio Works, obok najbardziej prestiżowych urządzeń Denona i Marantza (także wchodzących w skład Sound United). Dzięki temu ruchowi zespół Dave’a Naubera uzyskał dostęp do jednej z najnowocześniejszych fabryk sprzętu hi-fi na świecie oraz do technologii, za które jako niezależny gracz musiałby słono płacić; o ile w ogóle zostałby do nich dopuszczony. Sound United natomiast dostał w prezencie (bo transakcję należy chyba rozpatrywać w tych kategoriach) doświadczonego producenta nowoczesnego sprzętu. Dzięki temu kalifornijski koncern, kierowany przez prezesa Kevina Duffy, awansował do grona graczy premium i otworzyły się przed nim niedostępne do tej pory wrota high-endowych salonów. Kwestie prestiżu mają w tym środowisku ogromne znaczenie.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Dave Nauber prezentuje
w Monachium nową serię Delta.
 
 
 
 


Delta Force 2
Równo dwa lata po przejęciu przez Sound United, na CES-ie 2020 w Las Vegas, Classé zaprezentowało trzy premierowe produkty z serii… Delta.
W skład bieżącej oferty wchodzi jeden przedwzmacniacz z wbudowanym streamerem i stereofoniczna końcówka mocy, oferująca 250 W/8 Ω na kanał. Dla prawdziwych wyczynowców przygotowano zaś 300-watowe monobloki.
Wszystkie urządzenia są wyjątkowo nowoczesne, nie tylko jak na trzecią dekadę XXI wieku. Wszystkie też mają charakterystycznie zaokrąglone fronty, na których zamontowano ekrany dotykowe. I wszystkie, niestety, słono kosztują. Na otarcie łez Classé szykuje zintegrowany wzmacniacz stereo z wbudowanym streamerem, ale tanio nadal nie będzie.
Nowa elektronika Classé to prawdziwe dzieła inżynierii, godne półwiecznej  historii. Weźmy choćby zasilacze. Zbudowano je w oparciu o duże toroidy nawinięte miedzianym drutem o długości 540 metrów. Sam proces nawijania trwa ponad sześć godzin, a to tylko trafo. Uzupełniają je 24 kondensatory Mundorfa o łącznej pojemności 215 tys. µF. Zupełnie nowy stopień wyjściowy na MOSFET-ach zapewnia praktycznie nieograniczoną dynamikę, przy czym pierwszych 35 watów w monoblokach i 12,5 W w stereofonicznej końcówce mocy oddawanych jest w klasie A. Pasmo przenoszenia to już prawdziwy kosmos – rozciąga się od 1 Hz do 650 kHz.
Jak zapowiada się przyszłość kanadyjskiej marki? Dave Nauber jest pełen optymizmu, czemu dał wyraz w przeprowadzonej rozmowie (patrz obok). Po formalnej likwidacji niewiele firm jest zdolnych do odrodzenia, ale kanadyjski producent hi-endu miał niebywałe szczęście.
Skoro upadek w nicość tylko wzmocnił Classé, to co mogłoby ją pokonać?

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Do zacisków głośnikowych
monobloków można cumować
pełnomorskie jachty.

 
 
 



Z Davidem Nauberem rozmawia Mariusz Zwoliński:

Od blisko 20 lat pracujesz w firmie produkującej wysokiej jakości sprzęt grający. Co dla ciebie znaczy słowo „audiofil”?
Chętnie podzielę się spostrzeżeniami na temat Classé z czytelnikami „Hi-Fi i Muzyki”. Zakładam, że większość z nich to audiofile. Sam również nim jestem, więc odpowiem z tej perspektywy.
Audiofile, których spotykałem przez lata, mieszczą się w przedziale pomiędzy okazjonalnymi a fanatycznymi. Wszystkich łączy zamiłowanie do wysokiej jakości dźwięku i emocjonalnego zaangażowania, jakie ona ze sobą niesie. Nikt się nie rodzi audiofilem, a jeśli nawet, to najpierw przeżywa moment przebudzenia – pierwsze doświadczenie ze wspaniałym dźwiękiem, który dotyka duszy, w połączeniu z jakąś muzyką lub filmem. To naprawdę człowieka porusza i sprawia, że chce z tym obcować jak najczęściej. Zaczyna się od przemyślanego zakupu lepiej brzmiących urządzeń i od tego momentu jedynym ograniczeniem stają się względy praktyczne, jak koszty czy warunki lokalowe. Ludzie gonią za coraz lepszym brzmieniem, a niewielkie różnice w jakości nabierają ogromnego znaczenia. Często jest to pogoń przez całe życie. Ja robię to, odkąd skończyłem 14 lat.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Monobloki Delta MONO gotowe
do akcji.
 
 
 
 


Gdzie obecnie mieszczą się siedziba i biura projektowe Classé? Ile osób w nich pracuje?
Nasza siedziba i centrum projektowe znajdują się w Montrealu, nieopodal naszej poprzedniej lokalizacji, w której działaliśmy przez dekady. Tworzymy obecnie dziesięcioosobowy zespół, który pracuje nad kolejnymi projektami. Administracja, wsparcie techniczne i produkcja są teraz realizowane gdzie indziej. Zespół projektowy, choć niewielki, cechuje się różnorodnością talentów i bogatym doświadczeniem. Niby to jasne, ale warto to podkreślić: bardzo się staramy, żeby każdy produkt Classé był najlepszy, jak tylko się da.

Od 2018 roku Classé należy do Sound United, razem z Marantzem i Denonem. Czy wewnątrz grupy dochodzi do wymiany doświadczeń?
W przypadku trzech aktualnych modeli Sound United wniósł swoją specjalistyczną wiedzę produkcyjną. Korzystamy też z ich zaawansowanych technologii DSP i HDMI. Jeżeli chodzi o projekty, nad którymi pracujemy, dzielimy się z nimi rozwiązaniami z zakresu streamingu i łączności bezprzewodowej. Sound United dysponuje ogromnymi zasobami i udostępnia je Classé, co w porównaniu z innymi markami stawia nas w uprzywilejowanej pozycji.


High-endowy sprzęt stereo jest kojarzony z kilkuosobowymi wytwórniami, w których większość produkcji odbywa się ręcznie. Niektóre same wytwarzają nawet kondensatory. W rezultacie produkty często mają coś, co audiofile nazywają „duszą”. Tymczasem urządzenia z serii Delta powstają w japońskiej fabryce Shirakawa, jednej z najnowocześniejszych na świecie. Dlaczego akurat tam?
Innym sposobem spojrzenia na „duszę” sprzętu jest to, że nie ma dwóch takich samych egzemplarzy. W high-endzie na pewno jest miejsce na rzemiosło, ale nowoczesne. Najwyższej jakości komponenty i podzespoły, wykonane z najwyższą precyzją w kontrolowanym i wysoce zautomatyzowanym środowisku fabrycznym. Nie chciałbyś chyba w szpitalu polegać na ręcznie robionym monitorze serca. Można wierzyć, że urządzenia tak złożone jak nowoczesny przedwzmacniacz/DAC czy wzmacniacz mocy są wykonywane ręcznie, ale prawda jest taka, że:
1) w rzeczywistości nie są wykonywane ręcznie;
2) a jeżeli są, to nie są zbyt dobre.
Oprócz obudowy zwracamy uwagę na takie aspekty, jak projektowanie obwodów i układu płytki drukowanej indywidualnie dla każdego urządzenia. Na tym polega prawdziwy kunszt. Kiedy już zdecydujemy o ostatecznym kształcie projektu, chcemy, aby był wiernie odwzorowany w każdym wyprodukowanym egzemplarzu. Zależy nam, aby nabywca sprzętu Classé uzyskał takie samo brzmienie, jakie otrzymujemy w naszych pokojach odsłuchowych. Aby to zapewnić, wybieramy najlepszą ścieżkę projektową i produkcyjną. Jedyna „dusza”, która się dla nas liczy, to twoja.


Jak wygląda proces projektowania urządzeń? Czy nagle pojawia się pomysł i wszystko zaczynacie od zera, czy też bazujecie na ewolucji wcześniejszych koncepcji?
Historycznie działaliśmy na oba sposoby. Wielu projektantów ma swoją idée fixe i całą karierę poświęca na doskonalenie jednego pomysłu. Myślę, że Classé skorzystało na otwartości na nowe projekty. Czasami staramy się wycisnąć z jakiegoś pomysłu więcej, jeśli uznamy, że jest to możliwe. Badamy też nowe rozwiązania. Budowaliśmy wzmacniacze w klasie A, AB i D, każdy w różnym czasie i w określonym celu. Zawsze szukamy najlepszego sposobu na przetestowanie różnych wariantów i odpowiedzi na pytanie: jak daleko możemy się posunąć.
Obecna seria Delta to projekty realizowane od podstaw, wykorzystujące obwody w klasie A. Z zewnątrz urządzenia mogą wyglądać podobnie do starszych modeli Classé, ale w środku są całkiem nowe.

020 032 Hifi 1 2022 001

 

Delta PRE – najnowocześniejszy przedwzmacniacz w historii Classé.
 
 
 
 


Cześć producentów trzyma się ściśle pierwotnych założeń i uważa, że jeśli dane urządzenie dobrze wypada na pomiarach, to będzie też dobrze grało. Inni twierdzą, że słuchamy muzyki, a nie wykresów i o skierowaniu prototypu do produkcji decydują odsłuchy. Jak to wygląda w Classé?
Wierzymy, że dobrze zaprojektowany sprzęt musi dobrze wypaść na pomiarach, aby brzmiał zgodnie z założeniami i sprawdzał się w wielu konfiguracjach. Jednak ocena dźwięku pozostaje nieodzowną częścią procesu projektowego. Wiąże się to z wielokrotnie powtarzanymi próbami. Zaczyna się od pomysłów na zasilacze i ścieżki sygnałowe. Później następują pomiary i odsłuchy, na podstawie których staramy się określić obszary wymagające poprawy. Następnie cała procedura rozpoczyna się od nowa. Osiągnięcie optymalnej jakości projektu zajmuje dużo czasu, ale iteracje są niezbędne, jeżeli wszystko ma się udać.


Czy urządzenia Classé to kompletne, skończone projekty, czy też dopuszczacie możliwość ulepszania i kolejnych wersji – mk2, mk3 itd.?
Czasem żartuję, że kiedy chcemy wprowadzić produkt na rynek, musimy go  zabrać inżynierom w chwili, gdy powiedzą, że jest prawie gotowy. Gdyby dać im zupełnie wolną rękę, pracowaliby nad układem w nieskończoność. Dlatego w pewnym momencie trzeba powiedzieć „stop”. Docieramy do punktu, w którym naszym zdaniem doprowadziliśmy układ do końca i wtedy wprowadzamy go do produkcji.
Zawsze jednak pojawiają się pomysły na to, co jeszcze można wypróbować lub jakie dodatkowe funkcje mogłyby się okazać przydatne. I właśnie te pomysły często trafiają do aktualizacji. Classé ma duże doświadczenie w oferowaniu ulepszeń, ale nie wspominamy o nich, dopóki nie jesteśmy pewni, że będą działać.
Trzeba wiedzieć, czy istniejące zasilanie jest właściwe. Czy można wykonać odpowiednie połączenia. Czy wewnątrz obudowy jest dość miejsca. Czy nadmiar ciepła będzie odpowiednio odprowadzany. Większość tych aspektów, jeśli nie wszystkie, pozostają niewiadomą, dopóki koncepcja ulepszenia ostatecznie się nie ukształtuje. Każdy, kto się angażuje w konstrukcję modułową z zamysłem wprowadzania ciągłych ulepszeń, zamyka się w pudełku, w którym kolejne poprawki stają się w pewnym momencie zakładnikiem określonej architektury. Staramy się tego unikać, aby mieć pewność, że jeśli projekt ewoluuje, dzieje się to bez kompromisów.


Obecnie w katalogu Classé znajdziemy tylko trzy urządzenia, tworzące drogi, dzielony wzmacniacz stereo. Czy macie w planach tańsze wzmacniacze zintegrowane? A może urządzenie „all-in-one”?
Mamy w planach wzmacniacz zintegrowany. Nie będzie tani, ale będzie kosztował mniej niż Delta PRE z Deltą STEREO. Klienci będą mogli się zapoznać z marką Classé, płacąc mniej. Nie koncentrujemy się jednak na obniżaniu cen, ale na pomysłach, które mogą się okazać praktyczne z punktu widzenia klientów. To, że komuś brakuje miejsca na system dzielony, nie oznacza przecież, że mniej go interesuje jakość dźwięku.
Jako produkt „all-in-one” rozumiem zintegrowany wzmacniacz z wbudowanym streamerem – wystarczy dodać głośniki i już można słuchać. Rozwijamy również inne technologie, które powinny nam pomóc dotrzeć do klientów ceniących prostotę i wygodę.


Dlaczego w aktualnym katalogu Classé nie ma źródeł dźwięku? Jest co prawda preamp Delta PRE z wbudowanym streamerem, ale posiadacze bogatych kolekcji płyt CD muszą szukać odtwarzacza u konkurencji.
Sam mam dość dużą kolekcję płyt CD, ale zgrałem je na dysk, żeby mieć do nich łatwy dostęp. Teraz wreszcie słucham albumów, które dawniej kurzyły się na półce. Stwierdzenie, że odtworzenie płyty CD wymaga zaangażowania, dla miłośnika płyt winylowych brzmi zabawnie. Ale to prawda. Swego czasu uświadomiłem sobie, że sięgałem tylko po tytuły najnowsze oraz stare, ulubione, a wszystko, co pomiędzy, leżało na półce. Teraz po prostu znajduję okładkę i po naciśnięciu przycisku słucham muzyki. A jeśli się okaże, że jednak nie mam na coś ochoty, od razu przechodzę dalej. W rezultacie słucham więcej niż kiedykolwiek.
W Classé wiele lat temu odpuściliśmy segment odtwarzaczy i transportów płyt. Stało się to, kiedy zauważyliśmy, że sprzedaż fizycznych nośników dramatycznie spada. Uznaliśmy, że ważniejsze dla naszej przyszłości będzie skoncentrowanie się na urządzeniach przetwarzających i wzmacniających.


Co sądzisz o streamingu i plikach? Czy to przyszłość dystrybucji i przechowywania muzyki, czy tylko chwilowa moda, jak renesans winylu? A od strony brzmieniowej?
Bez wątpienia streaming z serwisów muzycznych i własnych dysków to przyszłość. Dla wielu z nas przyszłość, która nadeszła. Odczytywanie obracającej się płyty i stosowanie korekcji błędów w czasie rzeczywistym w najlepszym przypadku może dorównać – ale nie przewyższyć – jakości uzyskanej z tej samej płyty, ale zgranej na dysk z niską prędkością i z możliwością kilkukrotnego doczytywania danych.
Połączenia USB i sieciowe mogą przewyższać SPDIF. Dostępne są również pliki wzorcowe, bezpośrednio z nagrań studyjnych i w rozdzielczości wyższej niż CD. Dzięki temu muzyka z całego świata jest dostępna bardziej niż nawet w najobszerniejszej audiofilskiej kolekcji. Po prostu nie widzę dobrego argumentu – technicznego ani jakiegokolwiek innego – przemawiającego za słuchaniem muzyki z płyt CD, skoro istnieją lepsze opcje.
Nie chcąc zaczynać dyskusji na temat wyższości jednego nośnika nad drugim, przyznam, że jestem też wielkim fanem analogu. Mam wysokiej jakości sprzęt do odtwarzania płyt; uwielbiam też taśmy na szpulach. Każdy nośnik ma swoje cechy, które czynią go wyjątkowym. Moim zdaniem, w przyszłości będzie istniało wiele opcji dla melomanów, więc jeżeli ktoś jest w stanie, może się cieszyć wszystkimi.


Pandemia wywróciła świat do góry nogami. Branża rozrywkowa, hotelarska i gastronomiczna poszły pod wodę, inne zaś przeżyły rozkwit. Jak na tym tle radzi sobie Classé?
Moment wybuchu pandemii nie był fortunny, delikatnie mówiąc. Akurat kiedy rozpoczęliśmy wysyłkę nowych modeli, odmówiono nam dostępu do salonów, w których można byłoby ich posłuchać. Strasznie to było frustrujące! Później, kiedy ograniczenia zelżały, udało nam się rozwinąć dystrybucję. Mieliśmy nadzieję na poprawę sytuacji w 2021, ale w marcu rozpoczęły się problemy z dostępnością części i od tamtej pory się z nimi borykamy. Udało się wysłać gotowe urządzenia i nadrabiamy zaległości, ale mamy świadomość, że nie uporaliśmy się ze wszystkimi problemami.
Sytuację Classé pogarsza fakt, że produkujemy tylko trzy modele, więc brak komponentów może nas całkiem zatrzymać na jakiś czas. No i jeszcze stosujemy wiele podzespołów pochodzących z pojedynczych, sprawdzonych źródeł. Po prostu, nie ma innych dostawców, od których można by je kupić bez ryzyka, że jakość spadnie. Mam nadzieję, że klienci to rozumieją i uznają, że jednak warto zaczekać na nasze nowe modele.020 032 Hifi 1 2022 001


Od rozpoczęcia pracy w Classé przeszedłeś długą drogę, aż do stanowiska prezesa. W tym czasie poznałeś tajniki produkcji sprzętu hi-end i prowadzenia przedsiębiorstwa. Czy po zamknięciu centrali w Montrealu w 2017 roku nie kusiło cię, żeby dobrać kilku współpracowników i zacząć działać pod własnym nazwiskiem?
Pod własnym nazwiskiem? Nie. Jestem wielkim fanem marki Classé i postrzegam ją jak własną. Wiele się nauczyłem od współzałożyciela Classé Mike'a Viglasa i prezesa Bowers & Wilkins Joe Atkinsa przez lata naszej współpracy. Teraz, kiedy firma stała się częścią Sound United, piszemy nowy,  ekscytujący rozdział. Budujemy najlepsze produkty, jakie kiedykolwiek stworzyliśmy, i korzystamy z globalnej skali koncernu. Gdybym działał sam, zmagałbym się z tymi samymi ograniczeniami, z którymi boryka się każda inna marka z najwyższej półki. Ten etap mam już za sobą.


Jak wygląda Twój domowy system stereo i jakiej muzyki słuchasz najchętniej?
Dołączyłem do naszej rozmowy kilka zdjęć mojego systemu. Wciąż ewoluuje, ale w jego centrum znajdują się Classé Delta PRE i Delta MONO. Moje upodobania muzyczne obejmują dość zróżnicowany zakres artystów i gatunków. W muzyce klasycznej skłaniam się ku wielkim składom orkiestrowym i operze. Moje preferencje jazzowe kierują się w stronę starych dobrych standardów. Najchętniej jednak słucham popu, bluesa, country i wszelkiego rodzaju rocka.


Na koniec prośba: wymień 10 płyt, które zabrałbyś ze sobą na bezludną wyspę.
Na bezludną wyspę? Szkoda, że tam nie ma internetu, bo streaming byłby naprawdę przydatny. Trudno się ograniczyć do dziesięciu, ale skoro muszę wybierać, oto one, w przypadkowej kolejności:
1.    Haydn: Symphony No. 31 & 45, Charles Macherras / Orchestra of St. Luke’s
2.    Verdi: Macbeth, Sinopoli, Philips
3.    Above & Beyond: Acoustic
4.    Pink Floyd: The Wall
5.    Gary Moore: Still Got the Blues
6.    The Zach Brown Band: You Get What You Give
7.    Jason Isbell: Southeastern
8.    Roxy Music: Avalon
9.    Lady GaGa: The Fame
10.    Jimmy Buffett: Songs You Know by Heart
Oczywiście jest o wiele więcej wspaniałych albumów, które naprawdę chciałbym ze sobą zabrać.


Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 01/2022