fbpx

HFM

artykulylista3

 

JBL SA750

028 033 Hifi 11 2021 008
JBL jest jednym z najstarszych producentów głośników na świecie. Właśnie obchodzi 75. rocznicę działalności, ale jego korzenie sięgają jeszcze głębiej.

Założyciel firmy – James Bullough Lansing – pierwsze zestawy głośnikowe wyprodukował w 1927 roku. Jednak dopiero 19 lat później, po licznych perturbacjach osobistych i zawodowych, powołał do życia James B. Lansing Sound Incorporated. Właśnie tę datę, 1.10.1946, uznaje się oficjalnie za początek JBL-a.

Od tamtej pory amerykańscy inżynierowie skonstruowali niezliczone modele zestawów domowych, studyjnych i estradowych. A nie zapominajmy o słuchawkach i branży car audio, w których JBL również ma sporo do powiedzenia.
Aby godnie świętować urodziny, firma opracowała dwa urządzenia w limitowanych seriach. Pierwsze to trójdrożne monitory L100 Classic 75, wzorowane na L100 z lat 70. XX wieku; drugie – stereofoniczny wzmacniacz SA750, utrzymany w duchu lat sześćdziesiątych. Zaraz, zaraz, wzmacniacz JBL-a?
A tak, bo choć amerykański gigant jest kojarzony ze sprzętem nagłośnieniowym, w 1966 roku zaprezentował przecudnej urody integrę stereo SA600. Dzisiejszy SA750 od strony wizualnej jest jego bezpośrednim spadkobiercą.


Budowa
Recenzując utrzymany w stylistyce retro zestaw Leaka („HFiM” 10/2021), zachwyciłem się jego urodą, jednak przy JBL-u nawet on wysiada. Co tu dużo gadać, SA750 jest piękny. Nie tylko stylizowany na lata 60. XX wieku, ale pod względem jakości wykonania wygląda dokładnie tak, jakby pięć dekad temu zszedł z taśmy produkcyjnej. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom, bo za oldskulowym wizerunkiem kryje się nowoczesna technologia.
Od pierwszej chwili uwagę zwraca nietypowe wykończenie panelu frontowego. Jego prawa część została delikatnie wyszczotkowana w poziomie, lewa zaś w pionie. W rezultacie, zależnie od kąta padania światła, jedna wydaje się ciemniejsza od drugiej. Uzyskano w ten sposób ciekawy efekt wizualny, nawiązujący do SA600. Z tą różnicą, że 55 lat temu wzmacniacz wykończono w odcieniu złotawym. Dodatkowym smaczkiem są boczne panele z drewna tekowego, pasujące kolorystycznie do monitorów L100 Classic 75. Taki system w salonie musi wyglądać obłędnie.
Przednią ściankę wyfrezowano z grubego plastra aluminium. Część widoczna na froncie ma centymetr grubości, a wewnątrz wstawiono jeszcze szerokie szyny montażowe. Do złotych lat stereo nawiązują trzy masywne metalowe pokrętła i kilka sporych przełączników.

 

028 033 Hifi 11 2021 001

 

Porządne zasilanie to połowa
sukcesu.

 


W przeciwieństwie do wzmacniaczy „z epoki”, SA750 nie został wyposażony w regulację barwy dźwięku. Lewe górne pokrętło służy do ustawiania balansu. Pod nim umieszczono regulator głośności, a po prawej stronie, wzorem SA600, obrotowy wybierak źródeł. Rozumiem, że w czasie projektowania SA750 zerkano w stronę wiekowego przodka, niemniej selektor wejść tam, gdzie najczęściej umieszcza się potencjometr, to nie najlepszy pomysł. Przez pierwsze dni nie mogłem się przyzwyczaić i zamiast zmieniać głośność, przełączałem źródło. W końcu sięgnąłem po pilot i problem się rozwiązał.
Tradycję z nowoczesnością w wyglądzie SA750 łączy duży bursztynowy wyświetlacz. Pasuje tu idealnie, a jakikolwiek inny zakłóciłby wintydżową stylistykę. Osoby stroniące od ekraników mogą go przyciemnić albo wyłączyć, choć bez wątpienia jest to przydatny gadżet. Prócz nazwy aktywnego źródła i poziomu głośności, przekazuje większość informacji na temat odtwarzanych plików oraz utworów z serwisów streamingowych.
Pod displayem umieszczono cztery „przełączniki hebelkowe” i w ich przypadku cudzysłów jest w pełni uzasadniony. Pod wystającymi trzpieniami kryją się bowiem przekaźniki cyfrowe, które dzięki mechanizmom sprężynowym, po pstryknięciu zawsze wracają do pozycji wyjściowej. Za ich pośrednictwem można wyciszyć głos, aktywować tryb direct, wybrać rodzaj wkładki gramofonowej (MM albo MC) albo przywołać jedno z ustawień programu Dirac Live. Wszystkie te funkcje oraz wiele innych, znajdziemy na dołączonym pilocie. Urodą może nie poraża, ale jest i działa. Zresztą, w latach produkcji SA600 o takim gadżecie nikt nawet nie myślał.
Samotny przełącznik „hebelkowy” z lewej strony wybudza wzmacniacz z trybu uśpienia. Tuż obok znalazło się 3,5-mm wyjście słuchawkowe (mały jack) i podręczne wejście audio. Ostatnim akcentem wzorniczym, nawiązującym do SA600, jest podświetlane logo JBL-a z wykrzyknikiem, identyczne jak w wiekowym protoplaście.

 

028 033 Hifi 11 2021 001

 

Końcówki mocy pracują w klasie G.
 


Tył
O ile przednią ściankę można uznać za stylizowaną na retro, to tył wyraźnie przypomina, że wzmacniacz powstawał w trzeciej dekadzie XXI wieku. W sąsiedztwie głównego włącznika zasilania znalazło się złącze LAN (Ethernet), a pod nim – USB-A dla przenośnych pamięci. Nieco dalej widać dwa wejścia optyczne i dwa koaksjalne, a pod nimi trzy wejścia liniowe RCA oraz dwa gramofonowe – osobne dla wkładek MM i MC. Sygnał do kolumn wyprowadzają solidne pojedyncze terminale. Przyjmują wtyczki bananowe, widełki i gołe kable. Jako ciekawostkę dodam, że tylną ściankę również wykonano z aluminium.

 

028 033 Hifi 11 2021 001

 

Sekcja cyfrowa zmieściła się
na jednej płytce.

 


Wnętrze
Tradycyjny (w najlepszym znaczeniu) zasilacz oparto na toroidzie Noratela i czterech elektrolitach Lelona o łącznej pojemności 56 tys. µF. W szczycie JBL potrafi zassać z sieci aż 800 W, więc nie ma lipy, jak mawiał Hardkorowy Koksu. Z zasilacza wyprowadzono osobne linie do każdej sekcji, w tym dwie do końcówek mocy każdego kanału.
Równie tradycyjnie wyglądają końcówki mocy. Zbudowano je w oparciu o dwie pary tranzystorów ThermalTrack ON Semiconductor. W układach sterujących wykorzystano tranzystory bipolarne, po dwie pary na kanał, przykręcone do siebie plecami i osadzone na małych radiatorach. SA750 oddaje 130 W/8 Ω w sprawnej klasie G, której nie należy mylić z impulsową D. Przy niskich poziomach głośności piecyk JBL-a pracuje w klasie A, a prawidłowe chłodzenie zapewnia radiator i wycięte nad i pod nim otwory. Jeżeli wzmianka o klasie G wywołuje jakieś skojarzenia, to kłania się… Arcam, przejęty przez koncern Harmana w 2017 roku. Cztery lata po dokapitalizowaniu brytyjskiego producenta wzmacniaczy Amerykanie upomnieli się o „dowód wdzięczności”, co wcale nie było złym pomysłem. Zamiast wymyślać koło na nowo, sięgnęli po dobre, sprawdzone rozwiązania.

 

028 033 Hifi 11 2021 001

 

„Dwukolorowy” front to efekt
różnych kierunków szczotkowania.

 


Wśród pozostałych elementów SA750 dominują już obwody cyfrowe, np. selektor źródeł to w istocie układ scalony, kierujący sygnał do drabinki rezystorowej Burr-Brown PGA2311U. Wszystkie wejścia analogowe i moduł korekcyjny phono zmontowano na dużej płytce techniką powierzchniową. Wyżej natomiast wylądowała część cyfrowa.
Pierwsze skrzypce gra w niej 32-bitowy DAC ESS Sabre ES9038K2M. Tuż obok można dostrzec drugi konwerter, tym razem a/c Burr-Brown PCM4202, do którego trafiają sygnały analogowe przed wysłaniem do układu Dirac Live. O ile oczywiście aktywujemy jeden z profili. Układ scalony z programem do korekty akustyki pomieszczenia, odtwarzacz plików oraz moduł łączności bezprzewodowej przykryto stalowym ekranem. Aby nie burzyć oldskulowego wyglądu sterczącymi patykami, zrezygnowano z zewnętrznej anteny na rzecz dyskretniejszego rozwiązania, czyli dwóch płaskich elementów przyklejonych od wewnątrz do drewnianych boczków. Z modułem Wi-Fi łączy je para cienkich kabelków.

 

028 033 Hifi 11 2021 001

 

Podświetlane logo.
 


Wyposażenie i obsługa
SA750 wyposażono w większość współczesnych rozwiązań technicznych, ale równocześnie starano się zapewnić jak najlepsze brzmienie. I tak na przykład we wzmacniaczu JBL-a nie znajdziemy modułu Bluetooth. „Ale jak to, dlaczego?”. Ano dlatego, że transfer tą drogą sygnału z telefonu lub tabletu podlega stratnej kompresji. Dopiero kodek LDAC w swojej specyfikacji obejmuje pliki do 24/96, ale konia z rzędem temu, kto ma wyposażony w niego smartfon. Prawdziwym i powszechnie dostępnym bezstratnym kodekiem Bluetooth będzie zapowiadany dopiero przez Qualcomm aptX Lossless, umożliwiający transfer sygnału o parametrach zbliżonych do płyty CD. Pytanie, kiedy się pojawi w smartfonach ze średniej półki cenowej? Instalując Chromecast zamiast Bluetootha JBL postawił na jakość (rozdzielczość sygnału sięga 24 bitów/96 kHz ), a przesyłanie muzyki z dowolnego serwisu streamingowego przebiega  równie prosto, co przez Bluetooth.

 

028 033 Hifi 11 2021 001

 

Do SA750 można podłączyć
aż 10 źródeł analogowych i cyfrowych,
plus jedenaste z przodu.

 


Wzmacniacz, co prawda, zawiera także odtwarzacz plików, a gniazdo USB wygląda ponętnie, ale nie podniecajcie się zbytnio tą informacją. Odnoszę wrażenie, że jest to forma „wyjścia awaryjnego” w przypadku usterki głównego źródła muzyki. Powody takich podejrzeń są dwa: bardzo długie wczytywanie zawartości przenośnych pamięci oraz brak możliwości sensownej nawigacji po katalogach. Korzystając z wyświetlacza na froncie, możemy przewinąć zawartość pendrajwu w dół i w górę oraz wybrać żądany utwór – na tym opcje się kończą. To może pomocna będzie aplikacja na smartfony? Owszem, lecz niestety... Owszem, jest takowa o nazwie MusicLife autorstwa Harmana, lecz niestety, nie zobaczymy w niej zawartości podłączonego nośnika pamięci. Zamiast tego MusicLife oferuje wtyczki kilku serwisów streamingowych, możliwość odtwarzania muzyki z chmury oraz obsługę radia internetowego. Może w kolejnej aktualizacji naprawią to niedopatrzenie, bo widać, że apka Harmana ma potencjał.
Wspomniałem o braku regulacji barwy dźwięku, ale w zamian SA750 oferuje kilka filtrów cyfrowych, delikatnie ingerujących w brzmienie. Domyślnie ustawiono neutralny, ale zależnie od warunków akustycznych pomieszczenia i własnych preferencji można np. delikatnie uwypuklić wysokie tony. Szczegółowy opis działania i charakter filtrów jest dostępny w instrukcji obsługi.

 

028 033 Hifi 11 2021 001

 

Końcówka jednej z anten Wi-Fi.
 


Ostatnim elementem wyposażenia jest system korekcji parametrów pracy pod kątem akustyki pomieszczenia – Dirac Life. Do SA750 dołączono mikrofon pomiarowy i po zainstalowaniu na komputerze bezpłatnego oprogramowania można zoptymalizować dźwięk w konkretnym  pomieszczeniu. System pozwala zdefiniować i zapisać trzy profile, np. słuchanie jednoosobowe na fotelu lub w kilka osób na kanapie, i później wywoływać je w zależności od potrzeb. Jest tylko jedno „ale”. Dirac Life sprawdzi się w trudnych akustycznie pomieszczeniach, np. dużych salonach otwartych na kuchnie, gdzie może dojść do licznych niekontrolowanych odbić. Drugą okolicznością, w której można po niego sięgnąć, jest brak możliwości prawidłowego ustawienia kolumn, np. zbyt blisko ścian. W moim przypadku, gdy sprzęt stoi zgodnie z zasadami audiofilskiej sztuki, a akustykę pomieszczenia odsłuchowego mam w miarę ogarniętą, autokalibracja okazała się po prostu nieprzydatna. Jednak, jak wspomniałem, w trudnych przypadkach może się okazać sprzymierzeńcem w walce o dobre brzmienie.

 
Wrażenia odsłuchowe
Jeżeli ktoś tylko na podstawie wyglądu JBL-a wyrobił sobie opinię na temat jego brzmienia, to… będzie miał rację. SA750 wygląda trochę dziadkowato i gra tak, jakby zegary zatrzymały się dla niego pół wieku temu.
Brzmienie jest pełne, ciepłe, chciałoby się powiedzieć: analogowe. I bez różnicy, czy akurat wybierzemy muzykę z serwisu streamingowego, plików czy płyt CD. Z gramofonem pożegnałem się jeszcze w XX wieku, ale nie przypuszczam, aby szlifierka wiele zmieniła w tym obrazie.
JBL ma swój niepowtarzalny styl i nie waha się go użyć. Nie stara się być na siłę analityczny i neutralny, lecz pragnie przekazać maksimum emocji zawartych w muzyce. Trochę jak dobry piecyk lampowy. Przypuszczam, że takie strojenie SA750 było zamierzone. Raczej trudno sobie wyobrazić szczęśliwego nabywcę, który puści na JBL-u dresiarskie bum-cym, bum-cyk. Co innego nagrania z epoki. Pięknie brzmią trąbka Louisa Armstronga, bluesowe płyty Etty James czy akustyczne nagrania jazzowe. Choć JBL prezentuje typowo staroczesny charakter brzmienia, to dwie cechy wyróżniają go wśród współczesnych maszyn w zbliżonej cenie.
Pierwsza to średnica – gęsta, plastyczna, wręcz namacalna. Nie chodzi nawet o to, że w wokalach słychać wiele niuansów, takich jak oddechy czy mlaśnięcia, ale że bez względu na repertuar działa magnetyzująco, skupia na sobie uwagę i nie pozwala sięgnąć po pilot przed wybrzmieniem ostatniego dźwięku.

 

028 033 Hifi 11 2021 001

 

SA750 w całej jubileuszowej
okazałości.

 


Druga to stereofonia. Scena szeroko wykracza poza fizyczne ustawienie głośników i lekkim łukiem otacza okolice miejsca odsłuchowego. Wewnętrzna organizacja pozostaje bez zarzutu, choć JBL wyraźnie preferuje staranne realizacje. Do nagrań robionych na chybcika wkrada się bałagan, a kontury wykonawców tracą ostrość. Kiedy jednak włożycie do odtwarzacza krążek wydany przez Naima czy Opus 3, czekają Was bardzo satysfakcjonujące wrażenia.
Wbrew pozorom, SA750 nie stroni od nagrań z prądem. W takich momentach odzywa się w nim dusza rockandrollowca, a mocny, dynamiczny i nisko schodzący bas woła: „Więcej czadu!”. Ale nie ma się czemu dziwić. Biorąc pod uwagę wkład JBL-a w rozwój muzyki rockowej, trudno oczekiwać od niego skandynawskiej powściągliwości.

 

028 033 Hifi 11 2021 001

 

Pilot wygląda na aluminiowy,
ale nie dajcie
się zwieść.

 


Konkluzja
Jeżeli ktoś podejmie decyzję o kupnie SA750 tylko na podstawie jego wyglądu, z pewnością się nie zawiedzie. JBL wie, na czym polega tajemnica wciągającego brzmienia i nie strzeże jej zazdrośnie dla siebie.

 

 

jblsa750ocena

 

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 11/2021