fbpx

HFM

artykulylista3

 

Naim NAP 200 / NAC-N 172 XS

46 51 Hifi 06 17006
W zgrzebnych czasach PRL-u ludzie majętni często tynkowali swoje wille na szaroburo, żeby nie prowokować czujnych przedstawicieli władzy ludowej. Za smutnymi, obskurnymi fasadami kryły się nierzadko eleganckie salony i kipiące luksusem wnętrza. Ale zaraz – luksus ukryty za szarą fasadą? Toż to Naim, jak żywy!

Pamiętam, że kiedy dawno temu zobaczyłem urządzenia Naima na zdjęciach, nie mogłem wyjść z podziwu, że komuś mogą się podobać te zgrzebne pudełka w kolorze późnojesiennej depresji. Wyglądały wręcz odpychająco, jak zrobione z taniego plastiku. Teraz, kiedy postawiłem na półce nasz testowy tandem, po raz kolejny nie mogłem wyjść z podziwu. Różnica między tym, co widać na zdjęciach, a tym, co oglądamy na żywo, jest powalająca.

 




Rzekomy plastik zmienił się w szlachetne, grubo cięte aluminium o niezwykle przyjemnej dla palców fakturze proszkowego lakieru. Wszystkie kanty, łączenia i przetłoczenia wykonano z taką precyzją, że nawet mikromierz okazałby się bezradny. No i ta masa. Urządzenia o standardowych wymiarach można na ogół swobodnie przestawiać z półki na półkę. Jednak w tym przypadku doradzałbym wstrzemięźliwość, zwłaszcza osobom z nadwerężonym kręgosłupem. Nagłe dźwignięcie końcówki mocy, na której masę składają się zarówno grube aluminiowe ścianki, jak i monstrualne trafo, może się skończyć wizytą u lekarza. Gdybym miał opracować kampanię reklamową dla Naima (a nie wątpię, że po ukazaniu się niniejszej recenzji zostanę zasypany ofertami), wyszedłbym zapewne od hasła „Naim means business”, co w wolnym przekładzie znaczy tyle co: „Z Naimem nie ma żartów”.

 

46 51 Hifi 06 17001Wyświetlacz tak prosty,
jak to tylko możliwe


Budowa
Jak nakazuje firmowa tradycja, trójdzielne ścianki przednie urządzeń są projektowane w duchu brytyjskiego konserwatyzmu, czyli schludnie i bez zbędnych dodatków. W przypadku końcówki mocy jedynymi elementami, które przełamują wizualną monotonię, są włącznik sieciowy i podświetlane logo. Lepiej jest w przypadku przedwzmacniacza, gdzie oprócz gałki regulacji głośności dostajemy zielony wyświetlacz i ułożone w trzech rzędach przyciski – oba elementy w stylu retro. Po lewej stronie znalazło się miejsce na dwa wejścia typu minijack, w tym jedno słuchawkowe, oraz znak czasów – wejście USB.
Chociaż NAC-N 172 XS (symbol układali zapewne spece od radiostacji wojskowych) był używany w teście głownie jako przedwzmacniacz, jest to wielofunkcyjne urządzenie cyfrowo-analogowe, które może służyć także jako odtwarzacz sieciowy oraz przetwornik c/a.

 

46 51 Hifi 06 17001Pilot lepiej leży w dłoni,
niż wygląda.


Ewidentnym znakiem czasów jest właśnie rozbudowana sekcja cyfrowa, która pozwala użytkownikowi odtwarzać pliki muzyczne praktycznie z każdego źródła. Możemy zatem podłączyć się do domowego komputera lub serwera muzycznego i, korzystając z popularnego protokołu Universal Plug and Play (UPnP), odtwarzać pliki z rozdzielczością do 24 bitów/192 kHz praktycznie we wszystkich formatach. Możemy też odtwarzać strumienie audio z serwisów Spotify lub Tidal albo łączyć się przez Bluetooth z dowolnym urządzeniem przenośnym, pracującym w systemach iOS, Android, jak i Windows.
Ponadto na pokładzie znalazło się radio internetowe oraz tuner DAB/FM, działające w trzech trybach odbioru, dla których można zapamiętać aż czterdzieści stacji.
Wejście USB na przedniej ściance pozwala odsłuchiwać pliki muzyczne z pendrive’ów, jednak sformatowanych wyłącznie w systemie Windows. Jeśli korzystamy z odtwarzacza CD, możemy go podłączyć do wejścia analogowego albo też powierzyć konwersję cyfrowo-analogową przetwornikowi Burr Browna, wbudowanemu w NAC-N 172 XS.

 

46 51 Hifi 06 17001Taki zestaw nie przyciągnie
wzroku laików. Dopóki nie zagra.


Aby obsłużyć bogactwo tych funkcji, zainstalowano sześć wejść cyfrowych: dwa koncentryczne, dwa optyczne (na tylnej ściance), minitoslink (automatycznie przełączany w tryb wejścia analogowego) i USB z przodu. Warto pamiętać, że sygnały o maksymalnej rozdzielczości 24/192 przyjmują tylko wejścia koncentryczne.
Wśród trzech analogowych wejść i wyjść nie mogło zabraknąć słynnego czterostykowego gniazda DIN, które Naim stosuje od dekad. Choć wprowadzenie opcjonalnych wejść RCA było w przypadku firmy prawdziwą rewolucją, DIN-y raczej nie znikną z produktów z Salisbury. I bardzo słusznie. Standard, choć wiekowy, zapewnia – podobnie jak symetryczny trzypinowy XLR – transmisję sygnału wolną od szumów i zakłóceń, i to nawet w przypadku długich przewodów. Fakt, że inna, słynąca z konserwatyzmu, firma – McIntosh – powraca do wtyczek miniDIN, aby przesyłać sygnały cyfrowe, świadczy, że standard ten długo jeszcze pozostanie w użyciu.
We wnętrzu NAC-a jest sporo wolnego miejsca, choć zdarzają się bardziej „opustoszałe” przedwzmacniacze. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to firmowy transformator toroidalny i pokaźne kondensatory – zestaw, który mógłby spokojnie zasilić wzmacniacz średniej mocy. Naim przywiązuje wielką wagę do zasilania, nie tylko w przypadku elementów wzmacniających. Odczepy z transformatora wyprowadzono osobno dla sekcji cyfrowej i analogowej.

 
Całość elektroniki zmieściła się na dwóch płytkach, ustawionych piętrowo. Na mniejszej, zawieszonej nad płytą główną, połączoną z selektorem wejść, znalazł się przetwornik Burr Browna. Sygnały sterujące z panelu przedniego są przesyłane dwiema taśmami komputerowymi. Wyjątkiem jest potencjometr, który steruje poziomem głośności. Połączono go z płytą główną trzema okrągłymi kablami o niewielkim przekroju.

 

46 51 Hifi 06 17001Wnętrze
końcówki.


NAP 200
Niepozorna i zaskakująco ciężka końcówka mocy to prawdziwy ewenement i kawał historii. Pojawiła się… czterdzieści sześć lat temu. Nie, to nie pomyłka. Było to pierwsze urządzenie zaprojektowane w roku 1971 przez Juliana Verekera, założyciela firmy Naim. I choć konstrukcja była od tamtej pory wielokrotnie ulepszana, założenia pozostały niezmienione.
Testowana wersja to najnowsze wcielenie „dwusetki” z roku 2015. Jak zapewnia producent, wiele rozwiązań dotyczących topologii oraz samych elementów konstrukcyjnych przeniesiono z topowej serii 500. Podobnie jak w wyższych modelach, tak i tutaj zastosowano opatentowany układ DR, czyli Discrette Regulator. Ma on stabilizować napięcie zasilania, zachowując minimalne zniekształcenia, oraz zwiększać wydajność prądową urządzenia, co powinno się bezpośrednio przekładać na polepszenie parametrów dynamicznych. We flagowym wzmacniaczu Statement dzięki temu rozwiązaniu układ zasilający jest w stanie dostarczyć prąd chwilowy o natężeniu dochodzącym do 100 amperów.
Według inżynierów Naima Discrette Regulator jest naturalnym rozwinięciem stosowanych przez firmę zasilaczy zewnętrznych Hi-Cap, których zadaniem także była poprawa dynamiki i zwiększenie wydajności prądowej. W przypadku końcówki NAP 200 układ DR został uproszczony i ma służyć wyłącznie zasilaniu jednego z trzech firmowych przedwzmacniaczy.

 

46 51 Hifi 06 17001Pedantycznie poprowadzone
okablowanie – jeden
ze znaków firmowych Naima.


Tu ważna uwaga: jeżeli moduł dodatkowego zasilania jest niewykorzystany, należy go zamknąć dostarczaną w komplecie zaślepką – inaczej z końcówki nie popłynie sygnał do kolumn.
Tym, którzy mają przewody głośnikowe zakończone widełkami, przydadzą się firmowe gadżety – Naim dostarcza specjalne przelotki. Żeńskie terminalne głośnikowe przyjmują wyłącznie wtyki bananowe, najchętniej niesprężynujące, jakie stosuje choćby Nordost. Idealne spasowanie końcówek moich Red Dawnów z naimowskimi wejściami nasunęło mi wręcz podejrzenie, że brytyjscy projektanci potajemnie kolaborują z amerykańskim potentatem.

 

46 51 Hifi 06 17001Tu kryje się potęga. Naimowskie waty
zawsze były jakby mocniejsze niż u konkurencji.


Po zdjęciu pokrywy urządzenia ukazuje się widok, który rozraduje serce każdego audiofila, zwłaszcza zorientowanego technicznie. Jak można się było domyślać, za masę urządzenia odpowiada w dużej mierze transformator toroidalny o wymiarach przyzwoitego garnka do gotowania ziemniaków. Nie bez kozery producent podaje, że urządzenie, które osiąga moc nominalną 70 watów przy ośmiu omach, potrafi dojść do 300 W w impulsie. I zupełnie nie boi się kolumn dwuomowych.
Z naimowskim transformatorem wiąże się też pewien estetyczny smaczek, który swojego czasu sprawił, że zostałem fanem technicznych rozwiązań firmy z Salisbury. Z toroidu wychodzi bodaj kilkanaście różnokolorowych odczepów, które – padając ofiarą germańskiej precyzji – zostają karnie rozprowadzone po całym urządzeniu, pedantycznie spięte plastikową opaską, poukładane jak zapałki w pudełku, precyzyjnie zagięte pod kątem dziewięćdziesięciu stopni, po czym wlutowane w płytę główną. A wszystko to za sprawą delikatnej dłoni pewnej przeuroczej blondynki, którą chętni mogą obejrzeć, wstukując w wyszukiwarkę hasło „Naim factory tour”. Nawiasem mówiąc, Naim wciąż organizuje wycieczki po swojej fabryce, a zatem audiofile, którzy wybiorą się do Albionu, mogą pogratulować tej pani osobiście.

 

46 51 Hifi 06 17001Klasycznych gniazd
głośnikowych też nie zobaczymy.
Za to firma dodaje przelotki.


Dość oryginalnie rozwiązano kwestię chłodzenia. Dwie pary wielkich tranzystorów przytwierdzono klejem termicznym do metalowego podłoża i dociśnięto dwiema metalowymi szynami. Nadmiar ciepła jest oddawany częściowo do obudowy, a częściowo do jej wnętrza. Znajdujące się tuż obok cztery mniejsze tranzystory pracują w metalowych „koszyczkach”, zakończonych małymi radiatorami – te oddają ciepło wyłącznie do wnętrza. Zasilanie jest filtrowane przez pięć sporych kondensatorów o pojemności 10000 mikrofaradów każdy.
Do zestawu dołączany jest uniwersalny pilot, który na zdjęciach wygląda nieszczególnie. W rzeczywistości jest zrobiony z twardego tworzywa bardzo dobrej jakości, wygodnie wyprofilowany i ciężki. Ot, taka firmowa tradycja – Naima można docenić wyłącznie na żywo.

 

46 51 Hifi 06 17001Mimo rozbudowanych funkcji, tylne ścianki nie odstraszają nadmiarem gniazd. Wszystko da się podłączyć niemal intuicyjnie.


Konfiguracja
Jeśli chodzi o połączenie zestawu, producent nie pozostawia pola do popisu. Sygnał z przedwzmacniacza do końcówki może popłynąć tylko złączem DIN i kropka. Długo natomiast nie mogłem się zdecydować, czy wykorzystać w teście własny DAC, który znam jak zły szeląg, czy też skorzystać z konwertera w przedwzmacniaczu. W końcu uznałem, że przetwornik Burr Browna to więcej „cukru w cukrze” i jego brzmienie doskonale wpasowuje się w firmową szkołę dźwięku Naima. Sygnał cyfrowy został zatem wyprowadzony kablem Tellurium Graphite z odtwarzacza Primare CD32, który pełnił rolę transportu. Sygnał z końcówki popłynął przewodami Nordost Red Dawn, by zasilić Dynaudio Contour 1.8.

 

46 51 Hifi 06 17001W nowych urządzeniach Naima
nie zobaczymy już szeregu gniazd DIN.
A szkoda…


Wrażenia odsłuchowe
Trudno zliczyć, ile stereotypów krąży w audiofilskim świecie. Naim padł ich ofiarą już dawno temu. Wiele osób – w tym także te, które urządzenia brytyjskiej firmy znają jedynie z opowiadań – twierdzi, że jest to sprzęt, który gra dynamicznym, mocnym dźwiękiem podanym „na twarz” i któremu towarzyszy głęboki, zrywny bas. A w związku z tym nadaje się najlepiej do rocka. Teraz, kiedy mogłem wreszcie zweryfikować te pogłoski, okazało się, że wszystko to… to szczera prawda.
Na pierwszy ogień poszedł „Last Ship” Stinga, ale równie dobrze mógł to być kwartet smyczkowy albo chór Aleksandrowa. W każdym repertuarze, niezależnie od składu, stylu i epoki, zestaw Naima będzie prężyć muskuły i wprawiać powietrze w drżenie. Muzyka Stinga (nawet nastrojowe ballady) zyskała sprężystość dźwięku, żywiołowość i drive – cechy, dzięki którym nie sposób się nudzić. Choć, w porównaniu ze sprzętem odniesienia, ogólny obraz był minimalnie przyciemniony, nie ucierpiała na tym czytelność ani przejrzystość brzmienia.

 

46 51 Hifi 06 17001Na pokładzie streamer, radio internetowe i DAB.


Owo wrażenie przyciemnienia może też wynikać z faktu, że Naim gra gęstą, wręcz kremową fakturą, zwłaszcza w średnicy. Osobiście lubię, kiedy dźwięk jest obfity, wypełniony i pozwala zapomnieć o swej cyfrowej proweniencji, która kojarzy się powszechnie z ostrością, odchudzeniem i aseptycznością.
Może jednak stereotyp dotyczący Naima nie do końca się potwierdził? Po spędzeniu z brytyjskim zestawem kilku tygodni nie mogę się na przykład zgodzić ze stwierdzeniem, że taka szkoła brzmienia sprawdza się tylko w rocku. Kiedy do odtwarzacza powędrowała najnowsza płyta Rafała Blechacza, nie mogłem się nadziwić, jak harmonijnie styl artystycznej interpretacji splótł się z charakterem sprzętu. Blechacz zagrał Bacha niezwykle organowo – surowo, bez dosładzania, skupiając się na wyrazistym prowadzeniu głosów. A przy tym dość ostro i dynamicznie. I dokładnie te same cechy uwypuklił Naim, na którym fortepian zabrzmiał mocno, dosadnie i sprężyście – niekiedy wręcz monumentalnie. Można się oczywiście spierać, czy jest to idealnie neutralne odwzorowanie instrumentu (nie jest), ale ja je kupuję bez zastrzeżeń.

 

46 51 Hifi 06 17001Praktycznie cała elektronika
na dwóch niewielkich płytkach.


Współczesny fortepian ma to do siebie, że jego brzmienie, idealnie wyrównane we wszystkich rejestrach, potrafi bez trudu wskazać kluczowe cechy sprzętu odtwarzającego. Tak było i tutaj. Dolne oktawy sprawiały wrażenie potężnych, lecz nigdy się nie zlewały i pozostawały czytelne. Środek był surowy, twardy i dosadny, z podkreśloną fazą ataku. I góra – minimalnie przymglona, ale kiedy trzeba, wybrzmiewająca z odpowiednim blaskiem, podkreślanym przez formant fortepianowy. Wisienką na torcie jest atmosfera, którą Naim potrafi przekazać bezbłędnie. W dźwiękach słychać pomieszczenie, w którym dokonano nagrania, a wokół instrumentu daje się wręcz fizycznie odczuć rozwibrowane powietrze.

 

46 51 Hifi 06 17001Cyfrowe serce systemu.


Skoro już jesteśmy przy silnych podmuchach – naimowski bas to po prostu poezja. Połączenie punktualności, barwy i miękkości oraz zejścia w przepastną głębinę. Wcale nie trzeba rockowej młocki, by docenić niskie rejestry brytyjskiego zestawu. W nagraniach tria Marcina Wasilewskiego nawet delikatne muśnięcia kontrabasu były tak namacalne i bezpośrednie, że odczuwalne niemal fizjologicznie. Basowy walking, choćby i minimalnie wyciszony, był stale obecny, tworząc szkielet utworu i nadając mu głębszy sens. Kiedy trzeba, potrafił być mocny i bezkompromisowy, innym razem – miękki i zwinny jak kot.
Przy muzyce z prądem nie sposób usiedzieć w miejscu. Rytm w każdym utworze jest zaznaczony tak mocno, że dopóki nie skończy się płyta, przez cały czas bezwiednie przytupujemy. Dzięki Naimowi wszystkie znane mi utwory wydały się jakby szybsze, bardziej żywiołowe i sprężyste. I ani przez chwilę nie odniosłem wrażenia, że jest to dźwięk na sterydach. Po prostu, projektant doskonale wiedział, które cechy brzmienia zaakcentować, żeby utrzymać uwagę słuchacza.


A co ze stylami muzycznymi, w których cechy te odgrywają mniejszą rolę? Smyczki barokowe zabrzmiały tak, jak można się było spodziewać, czyli dość twardo i bezkompromisowo, choć wcale nie ostro. Zapewne niektórzy woleliby w tym rejestrze usłyszeć miodopłynną słodycz lampy, ale z drugiej strony – która lampa równie pięknie co tranzystorowy Naim zaakcentuje basso continuo? W utworach orkiestrowych podobała mi się separacja instrumentów, choć dało się wyczuć lekkie spłaszczenie głębi. Ta ostatnia cecha wynika z faktu, że Naim stara się wypchnąć większość zdarzeń na pierwszy plan, przez co odnosi się wrażenie wyjątkowej bezpośredniości dźwięku.
Ciekawie zrobiło się też przy odsłuchu motetów Josquina des Preza. Tu dźwięk nie był już podparty w dole, bo dołu w zasadzie nie było. Była za to kapitalna atmosfera, czysta i czytelna średnica oraz wyraziście podane najwyższe głosy. W tym przypadku, na równi z bezpośredniością, spodobała mi się spójność dźwięku, szalenie ważna w utworach wykorzystujących kilka głosów w różnych rejestrach, które mają się ze sobą stapiać. Jedynie barwy wokali były nieco monochromatyczne. Może mogłoby być bardziej romantycznie, ale… Naim chyba nie zna takiego określenia. A i my nie tego oczekujemy, sięgając po sprzęt tej firmy.

 

46 51 Hifi 06 17001Schludny montaż i minimalna
ilość kabli.


Konkluzja
Mocne wykończenie frazy, wyeksponowana faza ataku, dosadność... Zapewne można by tak długo, aż w końcu się zorientujemy, że kręcimy się w kółko. Po prostu, w każdym repertuarze podobają się nam te same cechy Naima. Najważniejsze jest jednak to, że ten rodzaj brzmienia wciąga i każe bezustannie myśleć o muzyce. Przede wszystkim zaś – niesie ze sobą olbrzymią dawkę emocji. Reszta jest nieistotna.

 

 

 

Naim NAP 200 o

 

 

 

 

 



Bartosz Luboń
Źródło: HFM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF