fbpx

HFM

artykulylista3

 

Electrocomapniet ECI1

electrocomapniet eci 1
Per Abrahamsen  założyciel i właściciel firmy Electrocompaniet nie ma swojej ofercie urządzeń budżetowych tak jak Anthony Michaelson; Abrahamsen zawsze dąży do doskonałości nie patrząc na związane z tym koszty.

„Nie rozpieszcza początkujących (mniej zamożnych) audiofilów, i nic w tym dziwnego  jego urządzenia adresowane są wyłącznie do profesjonalistów.

 
   Mowa tu oczywiście o tych, którzy docenili już nie tylko upgrade'y polegające na wymianie sprzętu na lepszy, ale także zauważyli chociażby wpływ prądu czy zastosowanie dobrych podkładek pod stopki urządzeń. Abrahamsen ma w swojej ofercie dwa zintegrowane wzmacniacze: ECI2 (opisany w numerze 2/97 HiH i Muzyka) oraz ECI1, który będzie przedmiotem niniejszego tekstu. ECI1 jest wzmacniaczem dualmono; jest to cecha odróżniająca go od jego mniejszego brata. Jak we wszystkich produktach Electrocom&nieta, tak i tutaj zastosowana została idea „ampli
wires", co w polskim przekładzie oznacza „przewody wzmacniające". Główne założenie Abrahamsena  najkrótsza drogą, bez zbędnych ekstrawagancji, ale i z najwyższej klasy układami prowadzi do jak najwierniejszego przekazania sygnału. ECI1 prezentuje się skromnie, można rzec wręcz ascetycznie.

Akrylowa płyta czołowa jest zespolona z obudową wzmacniacza pokaźnych rozmiarów mosiężnymi, pozłacanymi śrubami. Trzy pozłacane pokrętła służą do wyboru źródła sygnału (lewe), balansu sygnału (prawe) oraz regulowania głośności (środkowe). To ostatnie ma wbudowaną mikroskopijnej wielkości diodę w kolorze czerwonym lub niebieskim. Pod potencjometrem głośności znajduje się włącznik sieciowy. Szczególną uwagę zachować należy podczas czyszczenia frontu wzmacniacza, gdyż jest bardzo podatny na zarysowania. Z tyłu wzmacniacza umieszczono w rzędzie pozłacane gniazda RCA. Dają one możliwość podłączenia sześciu źródeł sygnału liniowego, zastosowano także pętlę magnetofonową oraz wyjście sygnałowe przedwzmacniacza. Pozwoli to w przyszłości na rozbudowanie urządzenia o wzmacniacz mocy. Wejścia  wyjścia RCA są niesymetryczne, ale jak zapewnia producent, możliwa jest taka ich przeróbka, ażeby stały się złączami w pełni symetrycznymi. Przyłącza głośnikowe (spełniające wymogi Unii Europejskiej) akceptują wyłącznie gołe przewody lub końcówki typu Y, nie ma mowy o zastosowaniu najpopularniejszych wtyków bananowych. Solidna obudowa, wykonana z grubej blachy, ma na górze wycięte rowki odprowadzające ciepło z radiatorów  a należy pamiętać o tym, że wzmacniacz dużą część mocy oddaje w klasie A.

Wewnątrz urządzenia znajdziemy dwa potężne toroidalne transformatory (650VA każdy) oraz kondensatory o łącznej pojemności 50 000 [IF. Według konstruktora mniejsze pojemności kondensatorów dają znaczne polepszenie szybkości odpowiedzi w zakresie wysokich częstotliwości. Brzmienie ECI1 może wprowadzić w zdumienie nawet posiadaczy droższych urządzeń. Wzmacniacz ten łączy najwspanialsze cechy urządzenia hybrydowego ciepło lamp i szczegółowość tranzystorów. Poza tym ma nad lampą pewną przewagę  przy swoich 100 W mocy na kanał i 80 A prądu w szczycie jest w stanie bez żadnych ograniczeń napędzić Magnepany czy inne „dziwne" konstrukcje głośnikowe. Dźwięk ECI1 jest na każdym poziomie głośności szczegółowy i analityczny. Bas nie ma żadnych ograniczeń  a dzięki dużej mocy potrafi zabrzmieć naprawdę potężnie. Dowiódł tego prezentując linię kontrabasu w „Jacques Loussier Plays Bach" (Telarc) oraz fortissimo kotłów w „Afrodycie" Chadwicka (RR 74). Przy tych nagraniach zaprezentował ponadto doskonałą precyzję i rozdzielczość  nawet najgłośniejsze fortissimo orkiestry nie stało się ani na ułamek sekundy zlepkiem brzmień. Muzyczna akcja rozgrywała się w hierarchii ustalonej przez: trójwymiarowość, szerokość, wysokość i głębokość sceny.

Średni i wyższy rejestr basowy oddany został z należytą kolorystyką i zróżnicowaniem, co dało się usłyszeć w „Secret Story" oraz „Beyond the Missouri Sky" Pata Metheny'ego. To, co z pewnością zainteresuje każdego rasowego audiofila to średnica, która została przekazana z niebywała precyzją i kontrolą. O braku jakichkolwiek podbarwień i konturowości mogłem się przekonać słuchając płyt grupy wokalnej Take 6 oraz Mari Boine „Eagle Brother". O dokładności reprodukcji głosów ludzkich utwierdziła mnie Kathleen Battle w „Stabat Mater" Poulenca (DGG). Barwa najwspanialszego instrumentu, którym z całą pewnością jest ludzki głos, była żywa i autentyczna, co predestynuje ECI1 do konkurowania ze wzmacniaczami droższymi Zachwyt mój był bezgraniczny, gdy słuchałem chórów w „Mesjaszu" Haendla pod batutą Paula McCreesha. Połączenie chóru z orkiestrą stanowi nie lada wyzwanie dla wszystkich urządzeń, ale ECH poradził sobie wyśmienicie z przekazaniem planów oraz odtworzeniem alikwotów. Brzmienie fortepianu to kolejna próba dla ECI1, w której znów pokazał klasę, niedostępną czasem rywalom ze swojego przedziału cenowego. Barwa króla instrumentów w nagraniu Sonat Scarlattiego w wykonaniu Ivo Pogorelicha (DGG) była przejrzysta i klarowna, równa w całej skali.

Nawet fortissimo w nagraniu „Ballad" Chopina w wykonaniu Krystiana Zimermana (DGG) nie pozostawiło wrażenia jakiegokolwiek niedosytu. O minimalnym zaokrągleniu barwy mówić można dopiero w przypadku instrumentów smyczkowych, ale efekt ten należy raczej do zalet, a nie wad urządzenia, które oddając część mocy w klasie A zachowuje cechy wzmacniacza lampowego. Najwyższą część pasma prokurowanego przez ECI1 mogłem podziwiać na przykładzie „Ephipanies" Rona Nelsona (RR) oraz „Krystyny, córki Lawransa" Andersena. W pierwszym przypadku nawet pojedyncze dźwięki instrumentów perkusyjnych na tle dętej orkiestry symfonicznej dały się dokładnie zlokalizować, a wzmacniacz nadał im odpowiednią ostrość i długość wybrzmiewania. Na drugiej płycie urządzenie udowodniło swą wielkość poprzez pokazanie wszystkich, najdrobniejszych nawet detali instrumentów perkusyjnych, których z całą pewnością nie brakuje w muzyce skandynawskiej.

 
Rewelacyjną przestrzennością i stereofonią mógł się jeszcze ECH wykazać przy odtwarzaniu płyty Rogera Watersa „Amused to Death" (Columbia). Efekty (w postaci śpiewu ptaków, dzwonienia telefonu czy kapiącej wody), nagrane przy użyciu systemu QSound, wzmacniacz oddał z klasą nieosiągalną dla innych konstrukcji w tym przedziale cenowym. Taka ilość detali i szczegółowość prezentacji pozornych źródeł dźwięku jest dostępna wzmacniaczom, których cena przekracza 20 000 zł, i z takimi ECI1 może śmiało konkurować. Electrocompaniet ECI1 jest wzmacniaczem wszechstronnym. Radzi sobie równie dobrze z najsubtelniejszymi składami, jak i z potężną muzyką symfoniczną. Rozmach, swoboda i kultura to cechy najbardziej czytelne. Brak ograniczeń dynamicznych, prezentacja rytmu i tempa nagrań oraz żywiołowość reprodukowanego dźwięku sprawia, że ECI1 będzie się podobał zarówno miłośnikom konstrukcji lampowych, jak i zwolennikom tranzystorów. Wydawać by się mogło, że wzmacniacz za 10000 zł nigdy nie dorówna dwukrotnie droższym urządzeniom. A jednak znalazł się śmiałek, który być może w pewnych kwestiach przewyższa nawet droższych konkurentów.
 

 

retrohfm0427 07

 

retrohfm0427 08



Żródło foto : internet
Źródło: Hi-Fi i muzyka 02/1998

Pobierz ten artykuł jako PDF