fbpx

HFM

artykulylista3

 

Elac Vela FS 407

020 027 Hifi 10 2019 018

Niemiecka firma Elac należy do najstarszych w branży hi-fi. Electroacoustic GmbH powstała w Kilonii 1 września 1926 roku, w czasach, gdy słowo „audiofil” nie figurowało jeszcze w żadnym słowniku.

Początki Elaca nie miały wiele wspólnego ze sprzętem grającym. Kilońska firma produkowała bowiem podwodne sonary, montowane później na okrytych ponurą sławą U-Bootach.
Po wojnie Niemcy mieli inne problemy niż budowa łodzi podwodnych, więc Elac przestawił się na typowo cywilną produkcję. Wytwarzał maszyny do szycia oraz części samochodowe. Do świata hi-fi wszedł pod koniec 1948 roku gramofonem walizkowym PW1. I to właśnie szlifierki zbudowały jego długoletnią renomę. W latach 70. XX wieku, w szczytowym okresie działalności, Elac zatrudniał 3000 osób, a hale fabryczne co roku opuszczało ponad milion gramofonów!



Choć firma radziła sobie nieźle na rynku urządzeń grających, reaktywowana część morska przynosiła systematyczne straty. W rezultacie, w 1978 roku, ogłoszono bankructwo Elaca. Nierentowny sektor morski został przejęty przez amerykański koncern Honeywell. Z części hi-fi wyłonił się natomiast Elac Ingenieurtechnik GmbH, który kontynuował produkcję gramofonów i rozpoczął wytwarzanie robotów przemysłowych.
Niestety, problemy finansowe nie omijały zreorganizowanego przedsiębiorstwa i w roku 1981 Elacowi ponownie zaczęła grozić upadłość. W połowie tego samego roku podjęto plan naprawczy, w efekcie którego wszystkie aktywa zostały przejęte przez kilka osób fizycznych i firm. Wśród tych pierwszych znalazł się konstruktor głośników dr Franz Thomanek. Osoby prawne reprezentował natomiast m.in. producent przetworników Axiom, należący do znanego w branży Wolfganga Seikritta. Kolejnym krokiem było przemianowanie firmy na Elac Phonosysteme GmbH i koncentracja wyłącznie na sektorze hi-fi.
W nowej odsłonie Elaca dr Franz Thomanek objął funkcję wiceprezesa oraz szefa działu technicznego, lecz na owoce tej współpracy kazał czekać trzy długie lata.

020 027 Hifi 10 2019 001 Okablowanie wewnętrzne
dostarczył Van den Hul.
Jak widać, nie oszczędzano
na długości odcinków.

W 1984 roku Elac zaprezentował pierwsze zestawy głośnikowe, a rok później dr Thomanek opracował rewolucyjny dookólny przetwornik wysokotonowy 4Pi. Przez następne dekady montowano go w najdroższych referencyjnych konstrukcjach z Kilonii.
W 1993 roku koło fortuny się obróciło i teraz to Elac wybrał się na zakupy. Jego celem była firma Ares, produkująca wysokiej klasy głośniki. Efektem fuzji był wysokotonowy przetwornik wykonany w technice AMT (Air Motion Transformer), nazwany przez Elaca JET. Poddawany systematycznym usprawnieniom, do dziś jest montowany w większości kolumn niemieckiej wytwórni, a także sprzedawany zaprzyjaźnionemu Burmesterowi.

020 027 Hifi 10 2019 001 Żeby obejrzeć maskownicę,
trzeba mieć oczy na szypułkach.

W 2010 roku w Elacu nastąpiła kolejna zmiana właścicielska, lecz tym razem obyło się bez trzęsienia ziemi. Część dotychczasowych właścicieli sprzedała w sumie dwie trzecie udziałów tajwańskiemu przedsiębiorstwu Global Legend Holdings Co., Ltd., co miało gwarantować stabilną sytuację finansową. Jak dotąd nowy właściciel wywiązuje się ze swych zobowiązań bez zastrzeżeń.
Obecnie w katalogu kilońskiej firmy znajdziemy kilkadziesiąt konstrukcji podstawkowych i wolnostojących. Dodajmy do tego kilka gramofonów, wzmacniaczy i muzycznych serwerów, a otrzymamy pełen obraz Elaca pod koniec drugiej dekady XXI wieku.
Kolumny podłogowe Vela FS 407 pojawiły się w katalogu w 2018 roku. Obok nich w serii Vela znajdziemy nieco większe podłogówki FS 409, monitory BS 403 oraz głośnik centralny CC 401. Dostępne wykończenia to biały i czarny lakier oraz naturalny fornir z amerykańskiego orzecha. Ta ostatnia wersja jest nieco droższa od pozostałych. Właśnie ona trafiła do testu.

020 027 Hifi 10 2019 001 Ciężkie cokoły wychodzą
poza obrys kolumn.

Budowa
Stare powiedzenie samochodziarzy mówi, że na kolorze się nie jeździ, jednak fornirowana wersja Veli wygląda obłędnie. Wyjęte z kartonów kolumny przypominają kloce litego drewna, a wrażenie wyjątkowości potęguje gruba warstwa błyszczącego lakieru. Dzięki niej prezentują się niczym oblane szkłem.
Komplet FS 407 składa się z czterech kartonów. W dwóch dużych ułożono kolumny, a w dwóch płaskich – parę cokołów, na których należy je posadowić. Zwracam na to uwagę, bo w czasie emocjonujących zakupów nietrudno coś przeoczyć.
Obudowy Veli FS 407 wykonano z giętych płyt MDF o grubości 22 mm. Pionowe krawędzie zostały zaokrąglone, a w przekroju poprzecznym kolumny przypominają zwężający się do tyłu trapez. Zabieg ten miał na celu redukcję fal stojących we wnętrzu obudowy.

020 027 Hifi 10 2019 001 Okablowanie wewnętrzne
dostarczył Van den Hul.
Jak widać, nie oszczędzano
na długości odcinków.

Orzechowy fornir nałożono perfekcyjnie. Gdyby nie zmiana rysunku słojów, nie znalazłbym miejsca łączenia płatów okleiny. Na górnej powierzchni skrzynek umieszczono anodowane na czarno aluminiowe dekielki, pełniące zapewne ważną funkcję w systemie obrony przeciwdoniczkowej. Pod nimi znalazła się zwrotnica, przykręcona bezpośrednio do górnej ścianki, jednak sposób montażu płytki oraz ciasnota panująca wewnątrz skrzyni uniemożliwiły poznanie jej budowy.
Na froncie Veli FS 407 widać trzy przetworniki. Na samej górze ulokowano wysokotonowy JET piątej generacji, przetwarzający pasmo 2,4-50 kHz, a pod nim – parę charakterystycznych dla Elaca „kryształowych” stożków AS XR o średnicy 15 cm. W przepastnych pudłach po kolumnach nie znalazłem nawet śladu maskownic, ale uważam, że zasłanianie tak pięknych frontów jakąkolwiek tkaniną jest grzechem.

020 027 Hifi 10 2019 001 Podstawy opierają się na kolcach

Mniejsze z podłogowych Veli są konstrukcją 2,5-drożną typu bas-refleks. Wyloty tuneli umieszczono z tyłu, choć i one odbiegają od powszechnie przyjętych standardów. Lokalizacja pierwszego nikomu nie powinna sprawić kłopotu, jednak długi tunel łukowato wygięto i zamontowano w pionie. Drugi  tunel ma swoje ujście w dnie, a właściwie – w specjalnym podcięciu tylnej ścianki, kierującym powietrze poza kolumny. Cały moduł wykonano z aluminium, co ułatwi mocne dokręcenie cokołów. Nad nim znajdziemy tabliczkę znamionową z najważniejszymi informacjami technicznymi oraz dwiema parami solidnych terminali, wzorowanych na WBT, z dodatkowymi pierścieniami ułatwiającymi dociśnięcie widełek.
Jak wspomniałem, wysokie tony są domeną głośnika JET 5, na pierwszy rzut oka przypominającego wstęgę. Mamy tu jednak do czynienia z firmowym wydaniem przetwornika AMT (Air Motion Transformer), opracowanego na początku lat 70 przez dra Oskara Heila. Przetworniki AMT są produkowane w różnych wariantach przez różnych producentów i każdy z nich, zapewne w celu podkreślania swojego wkładu w rozwój ludzkości, nadaje im własną nazwę. Elacowi spodobał się akurat „JET”.

020 027 Hifi 10 2019 001 Komplet
przetworników.

W AMT powierzchnię drgającą pełni cieniuteńka, gęsto plisowana folia, napędzana wydajnym magnesem neodymowym. W przeciwieństwie do tradycyjnych kopułek, ruch membrany nie jest zgodny z kierunkiem promieniowania. Siły elektrodynamiczne powodują poprzeczne odkształcenia folii, a te wypychają powietrze spomiędzy fałd. Zakres wysokich częstotliwości zależy od grubości fałd – im cieńsze, tym lepiej. Te w Jecie 5 mają zaledwie 0,84 mm. Proces formowania membran i montażu przetworników odbywa się ręcznie, co zapewne podnosi koszt ich wytworzenia. Przed uszkodzeniem mechanicznym membrany chronią ażurowe płytki ze stali.
Środek i dół pasma przetwarza para równie nietypowych głośników o budowie kanapkowej. Ze srebrnymi głośnikami Elaca spotykamy się już od blisko trzech dekad. Zrazu montowane w najdroższych modelach, z czasem dosłownie trafiły pod strzechy.
Niemieckie sandwicze to nic innego jak wklęsłe membrany aluminiowe naklejone na tradycyjne stożki z celulozy. Celem tego zabiegu było uzyskanie przetwornika o ponadprzeciętnej sztywności i tłumieniu wewnętrznym przy zachowaniu umiarkowanej masy. Z tym umiarkowaniem bym jednak dyskutował, ponieważ tylna membrana celulozowa coś jednak waży i sprawia problem solidnym magnesom.

020 027 Hifi 10 2019 001 „Kryształowe” przetworniki
z tyłu mają warstwę celulozy.

Pierwsze wersje warstwowych przetworników Elaca dziwnie przypominały miski. Te produkowane obecnie noszą nazwę Crystal i mają tłoczenia w postaci dziesiątków małych trójkątów, układających się w efektowny „diamentowy” szlif. Dzięki temu poprawiła się sztywność powierzchni drgającej.
Wprawdzie Vele FS 407 są wąskie i smukłe, ale wewnątrz i tak umieszczono wręgi usztywniające konstrukcję. O prawidłowe wytłumienie zadbały grube płaty sztucznej wełny, obficie wypełniające skrzynie. Na wyróżnienie zasługuje także okablowanie wewnętrzne. Choć do środka kolumn zaglądają wyłącznie serwisanci i ciekawscy recenzenci, zamiast zwyczajowych drutów z pobliskiego sklepu elektrycznego zastosowano przewody Van den Hul The Skyline Hybrid. Noo, szacunek.

020 027 Hifi 10 2019 001 „Kryształowe” oblicze
nisko-średniotonowca.

Elaki stoją lekko odchylone do tyłu, co powinno sprzyjać uzyskaniu czasowej zgodności przetworników. Stabilność zapewniają ciężkie stalowe cokoły, wyposażone w masywne stożki oraz grube podkładki antywibracyjne.
I tu mała rada: cokoły przed przykręceniem do kolumn warto ustawić w docelowym miejscu i wypoziomować. Oczywiście na podkładkach, które pozostaną na swoich miejscach w czasie montażu cokołów. Czemu tak? A temu, że górna ścianka kolumny jest pochyła i jeżeli najpierw zamontujecie podstawy, to nie będziecie mieli jak złapać poziomu.

020 027 Hifi 10 2019 001 JET składa się z cieniutkich fałd, poruszanych magnesem neodymowym.

Wrażenia odsłuchowe
Choć FS 407 to kolumny wolnostojące, to gdybym ich słuchał w ślepym teście, dałbym sobie uciąć rękę, że stoją przede mną niewielkie zestawy na podstawkę. W aspektach precyzji, stereofonii i barwy smukłe Vele zdawały się ucieleśnieniem audiofilskiego monitora. Ale kto powiedział, że podłogówki potrafią tylko hałasować?
Mając na względzie obecność JET-a 5, siłą rzeczy zwróciłem uwagę na wysokie tony. Dźwięczne, wyjątkowo szczegółowe, nie atakowały słuchacza tyralierą detali, lecz pozwalały odkrywać niuanse zawarte w nagraniach.

020 027 Hifi 10 2019 001 Górny otwór bas-refleksu
jest doskonale widoczny.
Dolny ukryto w podstawie.

Z początku mogły się nawet wydawać nieco wycofane, jednak wraz z podkręcaniem atmosfery nabierały pewności siebie. Prawdziwą klasę pokazywały w nagraniach akustycznego jazzu i muzyki etnicznej, gdzie liczne perkusjonalia budowały fascynujące tło dla głównych wydarzeń na scenie. Taką szybkość i rozdzielczość mogłyby pewnie zaoferować dopiero przetworniki planarne lub elektrostaty, co daje niejakie wyobrażenie na temat możliwości Elacowych „gwizdków”. I mimo że zacząłem z wysokiego C, to prawdziwe czary działy się w średnicy.

020 027 Hifi 10 2019 001 Wygięty górny tunel basowy.

Pomimo przesycenia detalami pozostała ona spójna i plastyczna. Wszelkie wdechy i mlaśnięcia uwiarygodniały przekaz, nie starając się go zdominować. Kobiece wokale brzmiały śpiewnie, energicznie i czysto. Męskie, zarówno w muzyce dawnej, jak i swingujących klasykach, ociekały testosteronem. Delikatna chrypka, towarzysząca weteranom jazzowych i rockowych scen, w kilku duetach efektownie kontrastowała z kobiecą zmysłowością, np. w nagraniach Tony’ego Bennetta z Dianą Krall. Z kolei posiadacze mocnych, czystych głosów, penetrujący wyższe rejestry, jak Freddie Mercury czy nasz młody kontratenor Jakub Józef Orliński, wprawiali w drżenie każdą cząstkę powietrza w pokoju odsłuchowym, niezależnie od obecności towarzyszących instrumentów. Naprawdę, duża klasa.

020 027 Hifi 10 2019 001 W podcięciu tylnej ścianki
ukryto wylot drugiego bas-refleksu.

Wrażenia odsłuchowe przywołujące na myśl występ na żywo nie byłyby możliwe bez zbudowania odpowiedniej panoramy stereo. Pod tym względem niemieckie kolumny wykazały się daleko idącą neutralnością. Unikały narzucania własnej wizji sceny stereofonicznej, zdając się na efekty zapisane na płytach. I tak utwory rejestrowane na żywo w dużych salach i na otwartych przestrzeniach zazwyczaj lądowały za linią kolumn, w wyraźnym oddaleniu od miejsca odsłuchowego. Te natomiast, które nagrywano w studiu, wychodziły przed bazę i nierzadko zachodziły z boków.

020 027 Hifi 10 2019 001 Porządne terminale
z porządnymi zworkami.

Największe wrażenie zrobiły na mnie materiały zrealizowane w niewielkich klubach, z udziałem publiczności. Precyzyjna lokalizacja muzyków, połączona z reakcjami słuchaczy, budowały prawdziwą atmosferę występu na żywo.
Jak zapewne zauważyliście, do tej pory nawet nie zająknąłem się na temat niskich tonów. To właśnie one sprawiły, że FS 407 bardziej przypominały konstrukcje podstawkowe niż wolnostojące.

020 027 Hifi 10 2019 001 Enigmatyczny aluminiowy
dekielek.

W nagraniach dawnych mistrzów krótki, konturowy bas pełnił rolę służebną wobec średnicy pasma, skupiającej na sobie większość uwagi. Nie rywalizował z nią o względy słuchacza, lecz budował podstawę, na której śpiewacy mogli wywijać swoje wokalne piruety bez obawy skręcenia nogi.
Jeżeli na tym etapie można było poczuć odrobinę niedosytu, to sytuacja uległa zmianie w nagraniach orkiestrowych. Wraz z płytą „Tutti” Reference Recordings pojawiło się potężne basiszcze, gotowe zdmuchnąć z powierzchni ziemi wyższe podzakresy. Na szczęście, tylko srogo marszczyło oblicze, bo główną rolę wciąż odgrywała średnica, pięknie ozdabiana wysokimi tonami.

020 027 Hifi 10 2019 001 Montaż gniazd.

„Planety” Holsta pod von Karajanem pokazały, jak powinien wyglądać boski majestat. Niskie tony w „Marsie” i „Jupiterze” zaprezentowały poziom godny ścieżki dźwiękowej filmu akcji. Rozmach oraz dynamika okazały się bardzo dobre. Nawet w ekspresyjnych momentach niskie tony pozostały czyste i nie wpadały w dudnienie. Tym się zresztą różniły od wielu kinowych dopalaczy. Dodajmy do tego efektowną scenę i można zacząć się rozglądać za popcornem.
Gwoździem do trumny mojego sceptycyzmu był soundtrack autorstwa Ennio Morricone do filmu „Koneser” („La migliore offerta”). Już po pierwszym utworze powinienem wejść pod stół i odszczekać wszystkie zastrzeżenia pod adresem basu.

020 027 Hifi 10 2019 001 Z tyłu najlepiej widać
smukłą sylwetkę FS 407

Korzystając z dobrodziejstw przedłużonego sierpniowego weekendu, przesłuchałem na Elakach kilkadziesiąt płyt, reprezentujących zróżnicowany repertuar i nie znalazłem nic, co zabrzmiałoby ewidentnie źle. No, może z pominięciem realizacyjnych koszmarków w stylu Red Hot Chili Peppers, bo o ile do muzyki trudno mieć zastrzeżenia, to brzmieniowo lokują się pod poziomem płyty chodnikowej.
Poprawnie zrealizowane, za to wredne dla sprzętu rockowe ściany dźwięków, budowane przez Dream Theater, Rush czy Rammstein, odsłoniły kolejne oblicze kilońskich kolumn. Sekcje rytmiczne zasuwały niczym steampunkowe parowozy, a Elaki i tak domagały się więcej. Podkręcanie potencjometru głośności ujawniało dodatkowo moc i energię beczki dynamitu, a właściwe Kraft und Energie von Dynamitfässern.

020 027 Hifi 10 2019 001 Elac Vela FS 407 w pełnej krasie.

Konkluzja
Elac Vela FS 407 to piękne kolumny, oferujące równie urodziwe brzmienie. Nie ma w nich nic z napuszonego snobizmu ani wydumanej ezoteryki, towarzyszącej niekiedy egzotycznym projektom. To po prostu świetny przykład wysokiej klasy inżynierii, przekładającej się bezpośrednio na brzmienie. Tylko tyle i aż tyle.


 

 

2019 10 24 19 25 54 020 027 Hifi 10 2019.pdf Adobe Reader

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 10/2019


Pobierz ten artykuł jako PDF