fbpx

HFM

artykulylista3

 

Parasound JC 5

5663052019 015

W miejsce wycofanych z katalogu monobloków JC 1 Parasound wprowadził stereofoniczną końcówkę mocy JC 5. Jest tańsza, wygodniejsza w użyciu, a parametrami bliska niedawnej referencji. Chciałoby się krzyknąć: niech żyje król!

Rok 2018 przyniósł Parasoundowi aż siedem modeli. Trzy z nich to modyfikacje produkowanych wcześniej urządzeń, w symbolach których dopisano „plus”. Mowa o stereofonicznych końcówkach A21+ i A23+ oraz pięciokanałowym A52+. Nowe to zintegrowany HINT 6 (test w „HFiM 4/2019”), dwa przedwzmacniacze z wbudowanym przetwornikiem c/a: P6 i NewClassic 200 Pre oraz preamp korekcyjny Zphono XRM. Wcześniej plus w nazwie zyskał słynny preamp gramofonowy JC 3+, zaprojektowany przez Johna Curla, a dla audiofilów na dorobku przygotowano jego uboższą wersję JC 3 Jr.


Na szczycie listy nowości plasuje się jednak końcówka JC 5, skierowana do wymagających i dobrze sytuowanych odbiorców. Warto podkreślić, że jej poprzednik – monobloki JC 1 – były najczęściej nagradzaną konstrukcją Parasounda. Otrzymały m.in. tytuł wzmacniacza roku 2003 magazynu „Stereophile” i były zaliczane do klasy A rekomendowanych komponentów przez 15 lat z rzędu. To absolutny rekord w tym prestiżowym periodyku. Siłą rzeczy, JC 1 stały się inspiracją dla projektu nowego, tym razem stereofonicznego wzmacniacza.
Właściciel Parasounda Richard Schram wyznaczył cenionemu konstruktorowi teoretycznie proste zadanie. John Curl miał wydestylować zalety monobloków JC 1 i zmieścić je w obudowie końcówki stereo, zachowując wyśrubowane parametry. Czy to się udało, przekonamy się wkrótce.

5663052019 001Autograf konstruktora
Johna Curla.

Budowa
Parasound JC 5 przyleciał do testu z Zachodniego Wybrzeża USA w podwójnym kartonie. Wyciągnięcie 33-kg kloca z pudła trochę ułatwiły rączki z tyłu obudowy. Rzeczywiście, JC 5 zmieścił się w obudowie JC 1.
Czarna bestia (jest także srebrna wersja) prezentuje się efektownie, choć w porównaniu z prekursorem dokonano tylko kosmetycznych zmian na płycie frontowej. Pojawił się dyskretny autograf Johna Curla, a po bokach grubego płata aluminium wstawiono wąskie pionowe paski mosiądzu. Dwie niebieskie diody na dole sygnalizują prawidłową pracę lewego i prawego kanału, a LED na prawym skraju alarmuje o przegrzaniu. Włącznik standby umieszczono po lewej.

5663052019 001Włącznik standby, podświetlony
niebieską diodą.

Boczne ścianki to masywne radiatory, które grzeją się jak w każdym wzmacniaczu pracującym w klasie A/AB. Do urządzenia można przykręcić dodatkowe blachy i zamocować w profesjonalnym racku. Otwory w pokrywie poprawiają cyrkulację powietrza.
Jak na końcówkę mocy, wyposażenie w złącza należy uznać za bogate. Nad gniazdem IEC ulokowano główny włącznik zasilania, a nad nim – bezpiecznik T12A. Obok widnieje informacja, że JC 5 „wyrwie” z gniazdka w ścianie maksymalnie 1500 W. Typowe zużycie energii to 400 watów, a w trybie standby zaledwie 1 W. Głównego wyłącznika można zatem używać tylko wtedy, gdy wyjeżdżamy na wakacje.

5663052019 001Od wibracji podłoża urządzenie
izolują cztery nóżki.

Zmyślne terminale firmy CHK Electronics to zaprojektowany specjalnie dla Parasounda, pozłacany model Infinium. Można podłączyć gołe kable do 8,37 mm² (8 AWG) i banany. Ale choć najtrudniej będzie zainstalować widełki, to dociśnięcie ich motylkowymi nakrętkami spowoduje, że styki będą przylegać idealnie.
Końcówkę JC 5 wyposażono w stereofoniczne wejścia XLR (Neutrik) i RCA (Vampire), których czułość można regulować pokrętłem. Wybór jednego z nich potwierdzamy, przestawiając dwupozycyjny przełącznik. Nie jest to typowy selektor źródeł, więc producent odradza podłączanie przewodów do obu wejść równolegle. Należy się zdecydować na jedno – zalecane jest symetryczne – a następnie ustawić hebelek w odpowiadającej mu pozycji.

5663052019 001Gęsta sieć otworów chłodzi
wnętrze. Przydadzą się,
bo pierwszych 12 W JC 5
oddaje w klasie A.

Drugi hebelek służy do wyboru trybu pracy: stereo albo mostek. Ten ostatni wymaga użycia jeszcze jednej takiej końcówki mocy. Moc wzrasta trzykrotnie, ale należy unikać zestawów nominalnie 4-omowych. Natomiast wzmacniacz podłączony w normalnym trybie stereo ze stoickim spokojem zniesie trudne obciążenia. Producent zapewnia, że niestraszne mu nawet spadki do 1,5 oma.
Oprócz wejść JC 5 wyposażono w wyjście, również RCA produkcji Vampire. Służy ono do podłączenia kolejnej końcówki mocy albo aktywnego subwoofera. Poziom sygnału nie jest w tym przypadku regulowany, choć pokrętła znajdują się tuż obok. Wyjście „loop” pozostaje aktywne niezależnie od tego, czy sygnał będzie podłączony do wejścia RCA, czy XLR.

5663052019 001Niebieska obudowa transformatora 1,7 kVA ma 14 cm wysokości.

Przewidziano trzy opcje załączania wzmacniacza. Manualną, automatyczną – po rozpoznaniu sygnału na wejściu – albo impulsem przychodzącym z wyzwalacza. Ciekawostkę stanowi fakt, że poziom sygnału aktywującego urządzenie w opcji automatycznej można regulować pokrętłem.
W zasilaczu zastosowano transformator toroidalny 1,7 kVA, ekranowany niebieską obudową o wysokości 14 cm. Wyprowadzono z niego niezależne uzwojenia dla obu kanałów. Do prostowania napięć wykorzystano bardzo szybkie diodowe mostki firmy Harris, a do filtrowania – cztery kondensatory elektrolityczne Rubycon CE LSQ 33000 µF. Łączną pojemność 132000 µF ma do wyłącznej dyspozycji stopień końcowy, zbudowany z 24 dobieranych bipolarnych tranzystorów Sankena. Dla wejścia, opartego na bardzo szybkich tranzystorach J-FET Toshiby, przewidziano osobne odczepy, stabilizatory i filtr o pojemności 8800 µF.
Wzmacniacz dysponuje nominalną mocą 400 W na kanał przy obciążeniu 8 omów i 600 W przy 4 Ω. Pierwszych 12 W oddaje w klasie A. W trybie mostka osiąga 1200 W/8 Ω. W torze sygnałowym nie użyto kondensatorów, a układ utrzymuje pełną moc nawet przy 5 Hz. Współczynnik tłumienia przy 20 Hz wynosi 1000. JC 5 z całą pewnością nie będzie miał problemu z kontrolą basu.

5663052019 001Piękne wnętrze.

Konfiguracja
Parasound JC 5 pracował z przedwzmacniaczem JC 2 BP, z którego wcześniej korzystałem w teście monobloków JC 1. Do połączenia użyłem symetrycznych przewodów Acrolink A2080. Źródłem sygnału był Marantz SA-10, odtwarzający zarówno płyty CD/SACD, jak i pliki hi-res. Z preampem łączyły go Audioquest AudioTruth Diamond XLR oraz Monster Sigma Retro Gold RCA. Wszystkie urządzenia stały na stolikach firmy StandArt. Do odtwarzania plików z laptopa MacBook Pro służył program JRiver Media Center 24.
W pierwszej fazie testu wykorzystałem zestawy głośnikowe Harbeth Monitor 30.2 40th AE, a następnie Harbeth Super HL5 Plus 40th AE; w obu przypadkach na podstawkach Skylan. Na krótko do systemu zawitały także sędziwe Tannoye Monitor Gold III.LZ.

5663052019 001Parasound JC 5

Wrażenia odsłuchowe
JC 5 łączy energię z łagodnością, a moc z poezją. Dokładnie wyrysowaną scenę wypełniają ulotne informacje o akustyce. Kontrapunkt dla mocnego, konturowego basu (a jednak!) stanowią dźwięczne soprany, a skraje pasma harmonijnie spaja zmysłowa średnica. Pomieszczenie wypełnia muzyka przyjazna każdemu słuchaczowi, co potwierdzali moi goście z niemałym doświadczeniem koncertowym. Przykłady? Oto one.
Płyta „Getz/Gilberto” (Verve, SACD) została wydana w marcu 1964 roku. Niespełna rok później zdobyła statuetkę Grammy dla najlepszego albumu i drugą dla nagrania roku – piosenki „The Girl from Ipanema”. Do 2008 była to jedyna płyta jazzowa, która w najbardziej prestiżowej kategorii „album roku” pokonała produkcje popowe. Warto wiedzieć, że doceniono także jej realizację („Best Engineered Recording – Non-Classical”), a nagrodę odebrał legendarny inżynier i producent Phil Ramone, właściciel studia A&R na Brooklynie, gdzie odbyła się sesja.

5663052019 001Tranzystory bipolarne Sankena przykręcone
do radiatorów.

Otwierająca album „The Girl from Ipanema” to majstersztyk produkcji. Utwór rozpoczyna Joao Gilberto, akompaniujący sobie na gitarze. Następnie odzywa się subtelna sekcja rytmiczna i delikatne akordy fortepianu Antonio Carlosa Jobima, kompozytora wszystkich utworów. Drugą zwrotkę śpiewa Astrud Gilberto, żona Joao. Aż trudno uwierzyć, że było to jej debiutanckie nagranie. Samo przejście pomiędzy matowym, nieco przytłumionym głosem Joao, a świeżym jak letnia bryza głosem Astrud stawia uszy na baczność. Dzięki zdolności Parasounda do wyraźnego pokazywania niuansów nagrań, tak duża różnica pomiędzy głosami była dla mnie odkryciem. Mogłem analizować ich tembr i detale artykulacji albo po prostu wsłuchać się w rozkołysaną bossa novę, której klimat, jakimś cudem, udało się przenieść z Rio do Nowego Jorku, a teraz do mojego pokoju. W ten nastrój wczuł się saksofonista Stan Getz, który frazował tak, że ciarki chodziły po plecach.

5663052019 001Cztery kondensatory filtrujące o pojemności
33000 μF każdy.

Pozostając w erze staroci, sięgnąłem po „Baker’s Holiday” trębacza Cheta Bakera, nagraną przez tentet pod jego kierownictwem. Licznie reprezentowane instrumenty dęte tworzą kontrastowe tło dla zrelaksowanego głosu Bakera. Wsłuchując się w to nagranie, można wyodrębnić każdy z saksofonów, nawet jeśli pomrukują na jedną nutę.
Kolejna płyta z katalogu Verve Records i jeden z największych głosów w historii jazzu – Ella Fitzgerald z „The Rodgers and Hart Songbook” – zabrzmiały tak, jakbym uczestniczył w sesji nagraniowej wokalistki z orkiestrą. Szczególnie marszowy „Give it Back to the Indians” zachwycił mnie zwartą sekcją smyczków, fanfarami dęciaków i kremowym głosem Elli. Ręce same składały się do braw.

5663052019 001Wnętrze dość ciasno wypełnione podzespołami

Jeden z moich ulubionych krążków wytworni Three Blind Mice to „Blow Up” Isao Suzuki Trio. Otwiera go psychodeliczny utwór „Aqua Marine” z partią kontrabasu arco. Doskonała realizacja nagrania dobitnie eksponuje pociągnięcia smyczkiem po strunach. Do tego nastrojowy fortepian Fender Rhodes, który na żadnej innej płycie nie brzmi tak pięknie. Parasound uwydatnił zalety nagrania z początku lat 70. XX wieku. Mogę śmiało powiedzieć, że stare, dobre realizacje dostawały dzięki JC 5 nowe, lepsze życie.

5663052019 001Grube przewody dla dużych prądów.

Teraz skok we współczesność, do studia w Los Angeles, gdzie pod okiem Ala Schmitta, laureata 20 nagród Grammy, nagrywa m.in. Diana Krall. Cenię dbałość Schmitta o równowagę brzmienia; jak się okazuje, zrealizował wiele płyt, które lubię. Do testów regularnie wykorzystuję „The Very Best of Diana Krall”, zawierającą zarówno nagrania jej małych zespołów, jak i tych z orkiestrą. Parasound JC 5 ukazał tu swą łagodność w prezentacji wokalu, ale także precyzję w tworzeniu aury studia czy nawet paryskiej hali Olympia na dwa tysiące widzów. Kontrabas Christiana McBride’a schodzi naprawdę nisko, w czym pomaga mu nieograniczony potencjał wzmacniacza. Słychać też wyraźnie fakturę najniższych rejestrów, co z Harbethami SHL5+ 40th AE wcale nie jest oczywiste, a co sprawi przyjemność każdemu miłośnikowi tego instrumentu.

5663052019 001Dużo złącz i uchwyty do dźwigania

Jeśli kontrabas, to nie mogło zabraknąć solówki Michaela Arnopola w „Use Me” z płyty „Companion” Patricii Barber. Blisko dosunięty mikrofon zbiera wszelkie niuanse towarzyszące szarpaniu strun, dzięki czemu wchodzimy w tkankę najniższych częstotliwości. Nie mogę nie zauważyć, że Parasound wraz z Marantzem i Harbethami obnażył niedoskonałości wokalne Patricii, co jednak wcale nie przeszkadzało w odbiorze znakomitego albumu.

5663052019 001Uchwyty do montażu
w profesjonalnym stelażu typu rack.

Przeskakując z niskich w najwyższe rejony pasma, sięgnąłem po album „Just Jobim” pianisty Manfredo Festa, zrealizowany w technice DSD przez Toma Junga. Nasycenie instrumentami perkusyjnymi przez Cyro Baptistę i Steve’a Davisa pozwoliło docenić rozdzielczość systemu. Również w tym zakresie nie doceniałem wcześniej Harbethów. Parasound wycisnął z nich tak soczyste brzęknięcia czyneli i przeróżnych brazylijskich przeszkadzajek, że zapomniałem o roli pianisty w tym nagraniu. Rozkosz dla uszu i radość, że jeszcze te najwyższe tony słyszę.

5663052019 001Drugi autograf Johna Curla,
żeby nie było nieporozumień.

Sampler SACD wytwórni Stockfisch zawiera efektowne nagranie Beo Brockhausena „Wolkenmeer”. Szeroka i głęboka scena, wypełniona dźwiękami bliskimi i oddalonymi, daje wyobrażenie o miejscu nagrania i rozdzielczości systemu, a raczej ilości powietrza, jakie wzmacniacz potrafi wdmuchać pomiędzy instrumenty. Blues Chrisa Jonesa ukazuje wokalistę na środku pokoju, a elektryczne i akustyczne gitary brzmią dobitnie i naturalnie. Wrażenie dopełnia zniewalający ciepłem, wibrujący Hammond. Duża przyjemność.

5663052019 001Masywne zaciski przyjmą banany,
widełki i gołe przewody do 8,37 mm²
(8 AWG).

Jako miłośnik kantat Jana Sebastiana Bacha nie odmówiłem sobie przyjemności wirtualnego transferu do kaplicy uniwersytetu w Kobe, gdzie Bach Collegium Japan, pod kierunkiem Masaakiego Suzuki, dokonało nagrań dla wytwórni Bis. Krążek SACD przenosi tę niepowtarzalną atmosferę kontaktu z muzyką geniusza natchnionego wiarą, ale i respektującego przyziemne zobowiązania wobec rodziny i pracodawców. Wysoko zawieszone piszczałki organów, instrumenty z epoki baroku (lub ich kopie), zachwycający, wprost niebiański chór, wyraźnie podzielony na głosy, i soliści rozbrzmiewający pod samą kopułę. Wszyscy razem, a jakby osobno, kiedy tylko mamy ochotę się wsłuchać w jakiś szczególny aspekt wykonania.

5663052019 001Wejście XLR Neutrik i RCA Vampire
z regulacją czułości. Wyjście „loop”
do podłączenia kolejnego
wzmacniacza albo subwoofera.

Mając do dyspozycji taki rezerwuar mocy, postanowiłem sprawdzić możliwości JC 5 w kantacie „Carmina Burana” Carla Orffa w nagraniu MDR Sinfonieorchester pod kierunkiem Kristjana Jarviego. Już pierwsze walnięcie w kotły poderwało mnie z fotela. Chór wrzasnął, aż mi włosy stanęły  dęba i gdy już miałem przyciszyć preamp, muzyka sama się stonowała. Tak skomponowana jest „O Fortuna”, otwierająca kantatę. Jest tu kilka gwałtownych zwrotów, bo też ze szczęściem różnie w życiu bywa. A czynele w finale zadźwięczały wszystkimi barwami tęczy. Szczególnie zaś podobała mi się część „In taberna” z partiami solistów.

5663052019 001Specjalnie zaprojektowane
terminale, dokręcane solidnymi
motylkami.

Tu bowiem wzmacniacz wykazał się troską o zróżnicowanie możliwości barytonu Daniela Schmutzharda w pieśni „Estuans interius”. Natomiast „Olim lacus colueram” wprowadził tak gęsty nastrój grozy, że dosłownie mnie przeraził. A przecież doskonale znam to nagranie!
Chętnie opisałbym każdą z przesłuchanych płyt, ale wrażenia się powtarzały. Parasound JC 5 to muskularna i muzykalna bestia. Spodoba się miłośnikom każdej muzyki i pięknych głosów.

5663052019 001Godny następca monobloków JC 1.

Konkluzja
Kto szuka bardzo dobrego, a równocześnie rozsądnie wycenionego wzmacniacza klasy hi-end, nie może przejść obok Parasounda JC 5 obojętnie. Wart jest każdej złotówki. Trzeba ich uzbierać niemało, ale na coś wyraźnie lepszego trzeba by wydać co najmniej dwa razy tyle.

 

2019 05 21 13 06 58 056 063 Hifi 05 2019.pdf Adobe Reader

 

 

Janusz Michalski
Źródło: HFM 05/2019


Pobierz ten artykuł jako PDF