fbpx

HFM

Sennheiser Momentum 3 Wireless

012 015 Hifi 02 2021 Strona 1 Obraz 0001
Seria Momentum to jeden z niekwestionowanych przebojów Sennheisera. Pierwsze modele ujrzały światło dzienne w 2013 roku i od razu stały się ulubionymi słuchawkami ambitnych młodych ludzi, którzy poza chęcią wyróżnienia się z tłumu lubili podkreślać dbałość o wysoką jakość brzmienia.

Jak to z Sennheiserem bywa, słuchawki nie kosztowały czapki śliwek. Ich projekt był jednak gruntownie przemyślany, a jakość wykonania uzasadniała wydane pieniądze. Wkrótce pojawiły się kolejne generacje Momentum, a do klasycznych konstrukcji kablowych dołączyły bezprzewodowe z aktywną redukcją szumów. Jednak pod względem wizualnym i konstrukcyjnym wszystkie były blisko spokrewnione z pierwszym modelem.






Lata lecą i nawet najlepsze konstrukcje dopada upływ czasu. W 2016 roku Niemcy pokazali drugą wersję Momentum, a jesienią 2019 ukazała się trzecia generacja bezprzewodowa. Ponoć „trójki” są najnowocześniejsze i technicznie najbardziej zaawansowane ze wszystkich produkowanych do tej pory przenośnych modeli Sennheisera.


Budowa
Już przy pierwszym kontakcie nowe Momentum wzbudzają zaufanie. Duże, ciężkie słuchawki emanują czymś na kształt dostojeństwa, a pierwszorzędne materiały wykończeniowe i wysoka jakość wykonania potęgują wrażenie ekskluzywności.
Momentum 3 Wireless to zamknięta konstrukcja wokółuszna. Wewnątrz sporych obudów zamontowano przetworniki o średnicy 40 mm, napędzane wydajnymi magnesami neodymowymi. Głośniczki maksymalnie przesunięto do przodu i skierowano do wewnątrz, tak aby wrażenia były możliwie bliskie odsłuchowi muzyki przez kolumny. Od strony głowy membrany chroni metalowa płytka dyfuzyjna.
Wszystkie przyciski do sterowania umieszczono na prawej słuchawce. Nie jest ich wiele, ale przez to, że zostały fizycznie odseparowane, zajmują niemal całą tylną cześć obudowy. Ze względu na charakterystyczny kształt muszli nie można było zamontować w nich paneli dotykowych, znanych z PXC 550-II Wireless („HFiM” 2/2020). A szkoda, bo obsługa tańszego modelu była dużo poręczniejsza.
Na samym dole zmieściły się jeszcze zasilające gniazdo USB-C oraz 3,5-mm sygnałowe, z blokadą zapobiegającą przypadkowemu wypięciu wtyku.
Charakterystyczne dla całej serii muszle wykonano z wysokiej jakości tworzywa sztucznego. Przesuwają się płynnie wzdłuż pionowej szczeliny wyciętej w grubej stalowej blasze, połączonej z pałąkiem solidnymi zawiasami. Kabłąk, który opiera się na głowie, wykonano z dwóch sprężystych prętów, owiniętych gąbką i obszytych naturalną skórą. Użyto jej również do wykończenia miękkich poduszek, wypełnionych pianką z efektem pamięci. Warto podkreślić, że egzemplarz, który trafił do testów, był demonstracyjny i przeszedł przez kilka redakcji i prezentacji. Mimo to poduszki zachowały nienaganny wygląd.

012 015 Hifi 02 2021 Strona 2 Obraz 0001

W tej pozycji słuchawki śpią.

 


Wyposażenie i obsługa
Na podstawie suchego opisu budowy trudno uznać Momentum 3 Wireless za najnowocześniejsze słuchawki Sennheisera. Jednak nawet pobieżne prześledzenie ich funkcjonalności zmienia to wrażenie.
Zanim dobierzemy się do samych słuchawek, musimy je wyjąć z okrągłego etui. W środku znajdziemy też długi uniwersalny przewód USB-C z przejściówką na USB-A oraz 3,5-mm sygnałowy, zakończony wtykiem mały jack.
Dobrze, mamy już słuchawki. Rozsuwamy muszle na boki, a one… automatycznie się włączają. Przy okazji miły elektroniczny głos informuje o poziomie naładowania baterii. Złożenie muszli do wewnątrz odcina zasilanie, choć po 10 minutach bezczynności słuchawki i tak automatycznie przejdą w tryb czuwania. Osoby przechowujące nauszniki na specjalnych stojakach mogą je wyłączać ręcznie, przytrzymując przycisk pauzy.
Kiedy słuchawki sparują się ze smartfonem, dobrze będzie skorzystać z firmowej aplikacji Smart Control. Pozwala ona ustawić np. tryb aktywnej redukcji hałasów (pełna izolacja, wyciszenie wiatru, redukcja bez uczucia ciśnienia w uszach) lub jeden z wariantów funkcji Transparent Hearing, wzmacniającej odgłosy otoczenia i przydatnej np. w czasie słuchania komunikatów na dworcach. Do bieżącej analizy odgłosów otoczenia służą cztery mikrofony, umieszczone na obu muszlach.
Momentum 3 Wireless wyposażono w jeszcze jedną przydatną funkcję. Otóż po zdjęciu ich z głowy automatycznie zatrzymuje się muzyka, a po ponownym założeniu odtwarzanie jest kontynuowane. Po kilku tygodniach tak się do tego przyzwyczaiłem, że po powrocie do słuchawek używanych na co dzień bardzo mi tego brakowało.

012 015 Hifi 02 2021 Strona 2 Obraz 0001

Przyciski fizycznie od siebie
odseparowano.

 


Wnętrze
W Momentum 3 Wireless zamontowano moduł Bluetooth 5.0 z kodekami aptX i aptX Low Latency. Ten drugi przyda się w trakcie oglądania wiadomości, teledysków czy filmów, ponieważ poprawia synchronizację dźwięku z obrazem. Słuchawki można jednocześnie podłączyć do dwóch urządzeń bezprzewodowych np. w celu porównania ich możliwości brzmieniowych. Odtwarzanie będzie jednak naprzemienne.
A teraz gwóźdź programu: w Momentum 3 Wireless zainstalowano DAC pozwalający na przesyłanie przewodem USB muzyki w postaci cyfrowej bezpośrednio z komputera. Jeśli ktoś nie ma osobnego wzmacniacza słuchawkowego z wbudowanym konwerterem c/a, jest to nieoceniona korzyść. Wyjścia słuchawkowe w laptopach są zazwyczaj marne i nadają się do słuchania tylko w sytuacjach awaryjnych. Dodatkowym bonusem jest to, że niezły wzmacniacz słuchawkowy z przetwornikiem kosztuje ładnych kilkaset złotych, a tu dostajemy go gratis. Niestety, materiały producenta milczą na temat parametrów DAC-a, jednak w świetle powyższego chyba nie ma co marudzić.
Jedynym słabym punktem na tym etapie jest niezbyt imponująca długość pracy. Na pełnym akumulatorze Momentum 3 Wireless pociągną około 17 godzin, co w obecnych czasach nie jest wygórowaną wartością. Ładowanie zajmuje trzy godziny.

012 015 Hifi 02 2021 Strona 2 Obraz 0001

Po złożeniu słuchawki zmieszczą
się w kieszeni. Pod warunkiem,
że będzie to bardzo duża kieszeń.

 


Wrażenia odsłuchowe
Zanim zabrałem się za formalny test, posłuchałem trochę Momentum 3 Wireless w warunkach terenowych. Głównym celem było sprawdzenie skuteczności aktywnej redukcji hałasów. Okazało się, że niemieckie słuchawki spisują się tu znakomicie. Do uszu przedostawało się niewiele odgłosów otoczenia, a tryb Anti Wind bardzo dobrze działał w trakcie jazdy na rowerze i w czasie spacerów w wietrzne dni. W nausznikach, których używam na co dzień, w takich sytuacjach wyłączam ANC, bowiem tylko nieprzyjemnie uwypukla szum powietrza owiewającego pałąk i muszle.
Formalny test rozpocząłem od podłączenia Momentum 3 przewodem analogowym do stacjonarnego wzmacniacza słuchawkowego. Na początek w trybie pasywnym, z wyłączonymi wszystkimi układami. To, co usłyszałem, było… przerażające. Gdybym nie miał z nimi do czynienia przez kilka minionych dni, pomyślałbym, że dostałem zepsuty egzemplarz.
Podstawy basowej praktycznie nie było. To znaczy jakieś niskie tony się odzywały, ale – płaskie i odchudzone – podskakiwały bez ładu i składu. Bez względu na repertuar, słuchawki grały głównie średnicą i górą, ale ich klasa dalece odbiegała od tego, czego można oczekiwać od Sennheiserów za 1700 zł. Po prostu dramat w jednym akcie, bo do drugiego nawet nie dotrwałem.
Włączenie zasilania odmienia je całkowicie. Dlatego bez względu na to, czy będziecie korzystać z łączności bezprzewodowej, czy z przewodu analogowego, koniecznie używajcie ich w trybie aktywnym. Z włączonym ANC albo bez niego, zależnie od okoliczności. W świetle powyższego automatyczne włączanie słuchawek po rozłożeniu muszli przestaje dziwić.
Po włączeniu zasilania Momentum 3 Wireless grały już jak pełnokrwiste Sennheisery. Otwarte i dźwięczne, aż się skrzyły od detali połyskujących na aksamitnej czerni tła. Świetna scena stereo szerokim łukiem otaczała głowę, a lokalizacja instrumentów nie pozostawiała miejsca na krytykę. Pomimo przesunięcia przetworników do przodu panorama stereo nie chciała przypominać odsłuchu przez kolumny, ale sztuka ta udaje się jedynie nielicznym modelom otwartym.
Nie wychwyciłem podkreślania przełomu średnicy i dołu, typowego dla wielu konstrukcji przenośnych. W porównaniu z niektórymi słuchawkami niskich tonów mogłoby się wydawać za mało. Wystarczyło jednak posłuchać kilku nagrań organowych, by docenić ich głębię i kontrolę. Wśród zamkniętych konstrukcji w tej cenie to klasa mistrzowska.

012 015 Hifi 02 2021 Strona 2 Obraz 0001

Miękkie etui przeciwkurzowe.

 


Zdaję sobie sprawę, że większość użytkowników Momentum 3 Wireless kupi je do chodzenia po mieście i słuchania muzyki ze smartfonu, więc kolejnym etapem było włączenie modułu Bluetooth. W tej konfiguracji niemieckie słuchawki straciły nieco wigoru oraz świetlistości w górnym skraju pasma. Bas został dociążony; pojawiła się w nim dodatkowa porcja energii. Całość sprawiała wrażenie, jakby równowagę brzmienia, znaną z połączenia kablowego, delikatnie przesunięto w dół. Ten charakter pasował do muzyki rozrywkowej, słuchanej najczęściej w trakcie przemieszczania się środkami komunikacji oraz per pedes.
Najlepsze jednak zostawiłem na deser.
Po podłączeniu przewodem USB do źródła cyfrowego Momentum 3 Wireless wspięły się na jeszcze wyższy poziom, niewykluczone że niedościgniony w tym segmencie cenowym. Nawet gdy był to smartfon, brzmienie cechowała wyraźnie lepsza detaliczność i stereofonia, choć wyczuwało się niedostatek mocy. To jednak mało znaczący incydent, bowiem po podłączeniu do laptopa brzmienie eksplodowało. Świetna dynamika, timing, głębia oraz kontrola niskich tonów ani trochę nie pasowały do zamkniętych słuchawek za 1700 zł, oczywiście w sensie pozytywnym. Wysokie tony otwarły się na oścież, wpuszczając do brzmienia mnóstwo słońca i powietrza. Gdyby nie głębszy i bardziej dynamiczny bas, można by to uznać za rozjaśnienie, ale włączenie wbudowanego DAC-a po prostu zerwało wszystkie zasłony skrywające zakamarki nagrań. Wielka klasa, bez dwóch zdań!
Najmniejsze zmiany w porównaniu z trybem analogowym zaszły w dziedzinie stereofonii. Do tej pory trudno było jej cokolwiek zarzucić. Teraz nieznacznie zyskała na szerokości. By to dostrzec, musiałem bezpośrednio porównywać te same fragmenty nagrań w obu trybach, ale podejrzewam, że nikt się w to na co dzień nie będzie bawił.

012 015 Hifi 02 2021 Strona 2 Obraz 0001

Firmowa aplikacja pozwala
na ustawienie trybu ANC
i zabawę z korektorem.

 


Konkluzja
Pod względem jakości wykonania, brzmienia i funkcjonalności bezprzewodowe flagowce Sennheisera wyznaczają poziom niedostępny dla większości producentów, a już na pewno nie za te pieniądze. Wobec powyższego ocena może być tylko jedna.  
 

2021 02 21 11 04 43 012 015 Hifi 02 2021.pdf Adobe Reader

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 02/2021