fbpx

HFM

artykulylista3

 

Sennheiser Momentum True Wireless 2

016 019 Hifi 09 2020 001
Na początku 2019 roku dopadło nas przeznaczenie. Po latach migania się i wykręcania, po raz pierwszy w dziejach „Hi-Fi i Muzyki” postanowiliśmy przetestować słuchawki dokanałowe.

Na szczęście, nie były to jakieś badziewiaste pchełki do smartfonu, lecz bezprzewodowe Sennheisery Momentum True Wireless. Zaczęliśmy więc od wysokiego „C”, ale – szczerze mówiąc – dokanałowe Zenki nie rozpaliły we mnie namiętności do tego typu konstrukcji.




Od tamtej pory minęło kilkanaście miesięcy, a przez redakcję przewinęło się kilka słuchawek dousznych różnych marek. I oto niespodziewanie spotkało mnie déja vu. Znowu mam przed sobą Sennheisery Momentum True Wireless. Zapakowane w takie samo pudełko, o takim samym kształcie obudów oraz w identycznym etui. W dodatku kosztują dokładnie tyle samo, co model testowany półtora roku temu. Na szczęście, to wszystko to tylko złudzenie optyczne.
Projektując pierwsze bezprzewodowe słuchawki dokanałowe, niemieccy inżynierowie dali dowód swoich umiejętności. W filigranowych obudowach zmieścili bardzo dobre przetworniki, moduły łączności bezprzewodowej, system aktywnej redukcji hałasów oraz wydajne akumulatory, zasilające całe to towarzystwo.
Pierwsze Momentum True Wireless Sennheiser mógłby sprzedawać latami, tyle że… obecny wyścig technologiczny w branży słuchawkowej przyćmił najbardziej szalone lata eksplozji kina domowego. W efekcie coś, co jeszcze wczoraj było gorącą nowością, pojutrze ląduje w dziale wyprzedaży.
Chcąc dotrzymać kroku konkurentom, szefowie Sennheisera postanowili unowocześnić bezprzewodowe Momentum, dopisując im w nazwie „2”. I, wbrew pozorom, zmiany te nie sprowadziły się do tej czynności.
Nowe Momentum TW2 wyglądem praktycznie nie różnią się od poprzedników, a to dlatego, że najważniejsze zmiany ukryto przed ludzkim wzrokiem. Zamiast więc opisywać po kolei zawartość pudełka, wygląd słuchawek i kształt etui, skupię się na różnicach między oboma modelami. Osoby chcące nadrobić zaległości, mogą sięgnąć po „Hi-Fi i Muzykę” z marca 2019 lub poszperać w naszym internetowym archiwum.

016 019 Hifi 09 2020 002

Momentum Wireless 2
są dostępne także w bieli.

 


Budowa i obsługa
W ciągu kilkunastu miesięcy, jakie upłynęły od premiery pierwszej serii dokanałowych Momentum, w ich konstrukcji dokonano bardzo istotnych zmian. W dodatku wszystkie one przełożyły się na poprawę działania słuchawek, co akurat nie zawsze jest oczywiste.
Testując poprzedni model, zgłosiłem kilka uwag natury użytkowej. Nie chcę popadać w samozachwyt, ale gdy otrzymałem do testów „Dwójki”, nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że inżynierowie projektujący TW2 wzięli pod uwagę moje zastrzeżenia. Z pewnością w Wedemark o niejakim Herr Zwolińskim nawet nie słyszeli, jednak efekt wysiłków konstruktorów dał mi do myślenia.
Po pierwsze, nowe Momentum zdecydowanie pewniej siedzą w uszach. Ich obudowy nieznacznie zmniejszono oraz delikatnie skorygowano kształt, tak aby lepiej pasowały do małżowin. Oczywiście wszystko jest kwestią indywidualnych cech anatomicznych, ale mój narząd słuchu z reguły słabo akceptuje wszelkie dokanałówki. Pierwsze Momentum trzymały się na słowo honoru i, mając je w uszach, z duszą na ramieniu wsiadałem do zatłoczonych autobusów. „Dwójki” siedziały na swoim miejscu zdecydowanie pewniej. Nie było więc problemów z przemieszczaniem się środkami komunikacji miejskiej i jazdą na rowerze.
Kolejną cechą obniżającą wartość użytkową pierwszej wersji było nieprzyjemne przenoszenie drgań z podłoża do głowy, odczuwalne w trakcie chodzenia. Z tego względu, pomijając słabe trzymanie uszu, pierwsze Momentum TW kompletnie się nie nadawały do joggingu. W TW2 zjawisko to znacznie ograniczono i jest na tyle dyskretne, że musiałem się specjalnie skupić, by je wychwycić. Czyli po „Dwójki” spokojnie mogą sięgnąć amatorzy biegania w słońcu i deszczu. Wodoszczelność na poziomie IPX4 umożliwia uprawianie przebieżek bez konieczności trzymania parasola.

016 019 Hifi 09 2020 002

Oznaczenia kanałów od wewnątrz.
Pod nimi czujniki optyczne
zatrzymujące odtwarzacz.

 

Trzeci progres dotyczy długości pracy baterii. W nowej wersji wydłużono go z czterech do siedmiu godzin i to pomimo dołożenia układów elektronicznych. Przewidziano także możliwość pełnego trzykrotnego doładowania słuchawek z etui. Robi się naprawdę ciekawie.
Wspomniałem o dodanych układach elektronicznych. Pierwszy z nich to osobny tryb przezroczystości, niezależny od automatycznej redukcji hałasów. Drugi to zupełnie nowy (lub zmodernizowany) układ ANC, który w najnowszej wersji spisuje się wprost rewelacyjnie. Po jego włączeniu otaczała mnie aksamitna cisza i nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach, czyli np. w czasie wjeżdżania pociągu na peron czy przesiadywania na autobusowym silniku, tylko niewielka cześć odgłosów otoczenia przedostawała się przez elektroniczną zaporę. W normalnych warunkach słuchałem muzyki całkowicie odseparowany od zgiełku świata zewnętrznego.
Kolejnym przydatnym dodatkiem jest czujnik optyczny, zatrzymujący odtwarzacz po wyjęciu z ucha jednej ze słuchawek. Użyteczna funkcja, zwłaszcza w przypadku niespodziewanego zagadnięcia przez przechodnia. Ale uwaga – wyjętych słuchawek nie należy trzymać w kieszeni. Gdy czujnik optyczny nie wykryje światła, będzie kontynuował odtwarzanie muzyki, jakbyśmy je znowu włożyli do uszu.

W Momentum True Wireless 2 zastosowano też jeszcze ciepły moduł Bluetooth 5.1 z kodekiem aptX.
Kolejna ważna zmiana dotyczy regulacji głośności. Inżynierowie Sennheisera musieli się nad nią mocno pochylić, bowiem zwiększanie i zmniejszanie siły głosu w nowym modelu odbywa się niemal liniowo. Do tej pory liderem w tej dziedzinie był JBL, ale Momentum TW2 wyznaczyły nowy poziom odniesienia.
Poza tym zdecydowanie poprawiono funkcjonowanie paneli dotykowych, ukrytych pod ozdobnymi aluminiowymi dekielkami. Istotną nowością jest możliwość indywidualnego zdefiniowania funkcji na panelach z poziomu aplikacji na smartfony. Oczywiście TW2 współpracują także z asystentami głosowymi.
Ostatnia niebagatelna zmiana w Momentum TW2 dotyczy jakości brzmienia, ale temu zagadnieniu należy poświęcić osobny rozdział.

016 019 Hifi 09 2020 002

W etui słuchawki można
trzykrotnie naładować do pełna.

 


Wrażenia odsłuchowe
W pierwszej wersji Momentum TW najbardziej nie podobało mi się uporczywe tkwienie wykonawców wewnątrz mózgoczaszki. Owszem, w efektownie zrealizowanych utworach część dźwięków wydostawała się na zewnątrz, niemniej były to tylko wyjątki potwierdzające regułę. W „Dwójkach” wszyscy muzycy zabrali swoje zabawki i porozstawiali się z nimi swobodnie wokół głowy. Na dawnym miejscu nie pozostał nawet dyrygent. Instrumenty zostały wyraźnie umiejscowione w pewnej odległości od uszu, a scena miała konkretne rozmiary. W dopracowanych rejestracjach muzyki elektronicznej odnosiłem nawet wrażenie zamknięcia w obszernej kopule, wypełnionej dźwiękami zawieszonymi w otaczającej mnie przestrzeni. Jak na konstrukcję dokanałową to nie lada osiągnięcie. Nie była to wprawdzie bezkresna przestrzeń dobrych konstrukcji otwartych, ale gdyby podobny poziom zaprezentowały zamknięte słuchawki nauszne w porównywanej cenie, naprawdę miałyby się czym pochwalić.
Oczywiście powyższe wrażenia mogą w dużym stopniu zależeć od ułożenia pchełek w uszach oraz indywidualnych cech anatomicznych, jednak od czasów testowania pierwszej wersji dokanałowych Momentum mój audiofilski „przyrząd pomiarowy” nie uległ zmianie.

016 019 Hifi 09 2020 002

Pod aluminiowymi dekielkami
znajdują się panele dotykowe.

 

A jaki charakter brzmienia oferują Momentum True Wireless 2? Jak prawdziwe, pełnokrwiste Sennhiesery. Bez względu na rodzaj odtwarzanej muzyki, miałem do czynienia z czystym, detalicznym dźwiękiem z solidną podstawą basową. Zaskoczenie dotyczyło zasięgu i kontroli niskich tonów w kontekście 7-mm przetworników. Posłuchajcie muzyki filmowej Craiga Armstronga, Hansa Zimmera albo wywijasów Marcusa Millera, bo tak zróżnicowany, głęboki i czysty bas z dokanałówek nie trafia się co dzień.
Wyżej także było na czym zawiesić ucho. Średnica i wysokie tony sprawiały wrażenie delikatnie ocieplonych, jednak bez utraty szczegółów. W efekcie głosy wokalistów obfitowały w liczne oddechy i mlaśnięcia, choć efekty te pozostały dalekie od technicznej analizy nagrań. Również przejrzyste wysokie tony nie kłuły uszu szpilkami, lecz pięknie wykańczały pasmo.

016 019 Hifi 09 2020 002

Asymetryczna budowa wyklucza
zamianę kanałów.

 


Konkluzja
Często spotykamy się z marketingowym zawołaniem „nowe, lepsze!”, za którym stoją tylko przechwałki. W przypadku Sennheisera owo hasło jest przesycone treścią, a wszystkie wprowadzone zmiany podnoszą zarówno walory użytkowe, jak i brzmieniowe.

 

2020 09 22 21 24 35 016 019 Hifi 09 2020.pdf Adobe Reader

 

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 09/2020