fbpx

HFM

artykulylista3

 

Wizjonerzy z północy - Gradient

14-21 04 2012 01Gradient – powrót legendy z kraju Świętego Mikołaja. Kolumny piękne niczym symfonie Sibeliusa, szybsze od Kimi Raikkonena w 100% fińskie.

 

Gradient jest w Polsce marką nieco zapomnianą. Choć oficjalnie był u nas reprezentowany, jego produkty tylko sporadycznie pojawiały się na wystawach. Przez kilka ostatnich lat nie było ich widać wcale. Teraz fińska manufaktura wraca do naszego kraju, co jest okazją do prześwietlenia jej przeszłości, jak również aktualnego katalogu.
Mimo że każdy producent sprzętu hi-fi stara się nas przekonać o wyjątkowości swoich konstrukcji, wielu wypisuje dokładnie to samo, nierzadko posługując się utartymi sloganami. Na stronie Gradienta wystarczy natomiast spędzić dziesięć sekund, aby się zorientować, że nie jest to kolejna firma produkująca zwyczajne kolumny i dorabiająca do nich filozofię. Zdjęcia są tak intrygujące, że każdy audiofil będzie się chciał dowiedzieć, jak to jest zrobione. Aby dojść do najnowszych rozwiązań, musimy się jednak najpierw cofnąć w czasie.

Początki
We wczesnych latach 80. fiński inżynier Jorma Salmi, pracujący wówczas w laboratoriach firmy Lohja Corporation Electronics, wpadł na pomysł konstruowania własnych kolumn. Miał już na koncie kilka całkiem zaawansowanych modeli, ale uważał, że wszystkie miały jeden podstawowy problem. W komorach bezechowych, otoczone mikrofonami, spisywały się bez zarzutu, ale po wstawieniu ich do normalnego pokoju czar pryskał, a dźwięk stawał się nienaturalny, co zresztą również optwierdzały pomiary. Jorma uznał, że w warunkach laboratoryjnych można budować kolumny technicznie idealne, tyle że ma to tyle samo sensu co projektowanie laptopa, który będzie działał tylko na Placu św. Piotra. Stwierdził, że punktem wyjścia powinna być symulacja warunków panujących w typowym salonie i budowanie głośników tak, aby właśnie w takim pomieszczeniu otrzymać zdrowe brzmienie.
Trzeba w tym miejscu nadmienić, że teorie o interakcji kolumn z pomieszczeniem nie były wówczas jedynie czysto teoretycznym wymysłem Salmiego. W roku 1982 wygłosił on na ten temat wykład na konwencji Audio Engineering Society. W swojej prezentacji skupił się nie tylko na fizycznych aspektach zjawiska, ale też omówił metody redukcji wpływu pomieszczenia na jakość dźwięku systemu hi-fi. Jego poglądy najwyraźniej podzielał Jouko Alanko, recenzent specjalizujący się w testowaniu urządzeń z najwyższej półki. To właśnie on pomógł Salmiemu w założeniu firmy, która miała się zająć opracowaniem kolumn grających poprawnie nie tylko w wygłuszonych studiach.
Jak to w życiu bywa, powiedzieć jest łatwo, znacznie trudniej zrobić. Salmi postanowił zerwać z tradycyjnymi technikami i zastąpić je pomysłami, które nawet dziś wyglądają oryginalnie. Razem z Andersem Wecktströmem – przyjacielem, którego zatrudnił w laboratorium – opublikował nawet tekst o tym, że konwencjonalne metody konstruowania kolumn ani znacząco nie zmieniły się od lat 50., ani też nie nastąpił wielki postęp w jakości dźwięku. Panowie uznali, że trzeba się wyrwać ze stereotypowego myślenia i poszukać rozwiązań, które wyprowadzą dobry dźwięk z wyłożonych gąbkami komór pomiarowych do prawdziwego świata.
Decyzja o założeniu firmy zapadła w 1984 roku i tak narodził się Gradient.
Początki działalności były wyjątkowo skromne. Finowie nie wystartowali z katalogiem podzielonym na kilka serii ani nawet kilkoma modelami przeznaczonymi do różnych pomieszczeń. Zbudowali tylko jeden zestaw o nazwie 1.0. Jeżeli chcieli stworzyć kolumny, które nie przypominały żadnych innych – z pewnością im się to udało. Pierwsze Gradienty wyglądały jak małe stoliki z dmuchającymi w dół 20-cm wooferami, na których ułożono luzem 30-cm głośniki średniotonowe, a szczyt ozdobiono panelami wyposażonymi w cztery kopułki wysokotonowe. Głośniki, częściowo pozbawione klasycznych obudów, zachowywały się trochę jak panele elektrostatyczne – grały za do przodu, jak i do tyłu. Okazało się jednak, że po wstawieniu ich do kilku typowych pokoi dźwięk był bardziej naturalny niż w przypadku klasycznych skrzynek.
Kiedy pierwszy zestaw był jeszcze na etapie ostatnich poprawek i dopiero nieśmiało myślano o wprowadzeniu go do produkcji, założyciele firmy postanowili rzucić się na głęboką wodę i wysłać go do recenzji w fińskim magazynie specjalistycznym. Gradienty 1.0 zostały wystawione przeciwko tak uznanym konstrukcjom, jak B&W 801 czy Quad ESL 63. Test wypadł pozytywnie, jednak nawet nie to było największym sukcesem młodziutkiej firmy. Otóż autor był blisko związany z fińskim uniwersytetem muzycznym – Akademią Sibeliusa. Wiedział więc, że uczelnia poszukuje sprzętu do nagłośnienia sal wykładowych. Wieść o nietypowych zestawach z miasteczka Porvoo rozniosła się szybko i kolumny trafiły tam, gdzie trzeba. Akademia wyraziła zainteresowanie nie tylko modelem 1.0, ale także zestawami, które mogłyby nagłośnić większe aule. Prace nabrały tempa, a na uczelni wylądowało w końcu kilka par Gradientów 1.0 i 1.1 oraz większych 2.0 i 2.1. Zamówienie było tak duże, że świeżo upieczeni przedsiębiorcy mieli co robić przez rok i zyskali fundusze na kolejne projekty.

14-21 04 2012 03     14-21 04 2012 04     14-21 04 2012 05

 

Naprzód
Trzy lata później uznano, że niecodzienne pomysły mogą nie wystarczyć, aby Gradient dotarł do szerszego grona klientów indywidualnych. Kolumny muszą nie tylko dobrze grać, ale też wyglądać. Dlatego wzornictwo kolejnego modelu opracowano we współpracy ze znanym fińskim projektantem – Jukką Vaajakallio. Tak narodziły się monitory Avanti. Ich obudowy nie miały już tak szokujących kształtów jak starsze modele, ale nawet gdyby pojawiły się na rynku dzisiaj, to i tak zostałyby uznane za nowoczesne. Wysokie i smukłe zestawy podstawkowe zostały zaprojektowane specjalnie dla Kruunuradio – mieszczącego się w Helsinkach kultowego sklepu z audiofilskim sprzętem. Avanti otrzymały nawet wyróżnienie Design Forum Finland – organizacji promującej nowatorskie produkty o wysmakowanym wzornictwie.
Pięć lat po założeniu firmy zaczęto poważnie myśleć o zaprezentowaniu kolumn poza granicami kraju. Na głęboką wodę postanowiono jednak rzucić najbardziej oryginalny i zarazem najlepiej wówczas rozpoznawalny model – kolejne wcielenie pionierskich Gradientów 1.0. Nowa konstrukcja zamiast prostopadłościennego subwoofera otrzymała eliptyczną skrzynię, pięknie współgrającą z leżącym na niej głośnikiem średniotonowym. Ten ostatni z wyglądu nie różnił się znacząco od pierwowzoru, ale był wykonany na specjalne zamówienie Gradienta. Słupek z tweeterami także zaprojektowano od nowa. Po raz pierwszy zastosowano metalową obudowę. Kolumny o symbolu 1.3 wkrótce trafiły na eksport. Na zainteresowanie klientów i dziennikarzy nie trzeba było długo czekać. Zestawy otrzymały wysokie noty w magazynie „The Absolute Sounds” i zostały umieszczone na okładce „Stereo Review Buyers’ Guide” w 1992 roku. Niecodzienne kolumny stały się także obiektem zainteresowania ludzi, którzy niekoniecznie byli pasjonatami dźwięku wysokiej jakości, ale przyciągnął ich sam wygląd. Model 1.3 wylądował w muzeach wzornictwa przemysłowego w Helsinkach i Tokio. Kolumny na eliptycznych podstawach były produkowane w niezmienionej formie aż do roku 1997. W tym samym czasie Gradient wytwarzał większe zestawy o symbolach 2.0, 2.1, 2.2, 2.3 i 3.0, jednak nie wydostały się one wówczas poza rodzimy rynek.

Reklama

 

Era Quada
Jednym z ważniejszych momentów w historii firmy był rok 1989, kiedy to Gradient został fińskim dystrybutorem Quada. W ofercie znalazły się oczywiście elektrostaty ESL-63. Jorma Salmi doceniał ich brzmieniowy potencjał, ale widział też ich wady. Zamiast uparcie twierdzić, że ESL-63 to najlepsze głośniki na świecie, zaradny Fin zdecydował się je ulepszyć. Największym problemem był bas, a właściwie... jego brak. Salmi postanowił więc zbudować dipolowy subwoofer, który uzupełniłby braki Quadów w najniższych rejestrach. Prototyp został zaprezentowany na wystawie The Grand Hi-Fi Show w Helsinkach. Pomysł spodobał się słuchaczom tak bardzo, że po kilku kosmetycznych poprawkach basowy dopalacz wszedł na rynek jako SW-63. Gradientowi nie szczędziła pochwał specjalistyczna prasa, ale największym wyróżnieniem była z pewnością pełna aprobata ówczesnego szefa Quada – Rossa Walkera. SW-63 był więc sprzedawany przez wszystkich dystrybutorów tej marki na świecie (w Finlandii oczywiście zajmował się tym Gradient). Ten sukces niewątpliwie pomógł firmie promować własne konstrukcje.
Współpraca z Quadem zaczęła się w bardzo dobrym momencie. Finlandię dotknął wówczas poważny kryzys ekonomiczny, który zmusił wielu przedsiębiorców do zakończenia działalności. Z producentów kolumn zostali tylko dwaj – Genelec i właśnie Gradient. Finowie nie mogli sobie wymarzyć lepszego momentu na zainteresowanie zagranicy swoimi pomysłami. Eksport pozwolił firmie przetrwać ciężkie czasy i kontynuować prace nad nowymi modelami. Niewykluczone, że gdyby nie śmiały pomysł z uzupełnieniem elektrostatów Quada subwooferami, historia Gradienta w tym momencie by się urwała.

14-21 04 2012 07     14-21 04 2012 08     14-21 04 2012 12

Odważne pomysły
Zachęceni zainteresowaniem zagranicznych mediów i klientów, Finowie postanowili opracować, jak oznajmiają bez fałszywej skromności, kolumny idealne. Ich doskonałość nie miała być jednak pochodną zastosowania supernowoczesnych materiałów, ale specyficznej konstrukcji, dzięki której nowe zestawy powinny się idealnie wpasować w dowolny pokój odsłuchowy. W 1993 roku zaprezentowano model Revolution. Okazał się tak oryginalny, a zarazem na tyle udany, że z kilkoma kosmetycznymi poprawkami jest wytwarzany do dziś i cieszy się popularnością. Można nawet powiedzieć, że po niecałych dwudziestu latach obecności w katalogu, Revolution są najlepiej rozpoznawalnymi kolumnami w historii Gradienta.
Wystarczy spojrzeć na fotografie, by sobie uświadomić, że mamy do czynienia z produktem nietuzinkowym. Za czarnym materiałem, którym obito je ze wszystkich stron, podłogówki kryją swoje tajemnice. Na szczęście Finowie chętnie opisują szczegóły techniczne.
Revolution składają się z dwóch oddzielnych modułów. Dolna skrzynka w kształcie graniastosłupa o trójkątnej podstawie to dipolowy subwoofer. Pracują w nim dwa 30-cm przetworniki, umieszczone jeden nad drugim. Brak tunelu rezonansowego czy linii transmisyjnej ma czynić dźwięk mniej podbarwionym i szybszym. Na pasywne subwoofery nakłada się następnie moduły średnio-wysokotonowe w formie ściętych ostrosłupów. Tu z kolei zastosowano głośniki współosiowe, zaczynające pracę już od 200 Hz. Po raz kolejny nie zobaczymy popularnych bas-refleksów. Zamiast nich zdecydowano się na otwory stratne i staranne wytłumienie skrzynek, dzięki czemu stereofonia ma przybrać kształt kardioidy (czegoś pomiędzy sercem a okręgiem). Jorma Salmi chciał w ten sposób uciec od bolączek tradycyjnych zestawów – dudniącego basu, nierównego pasma i przestrzeni, której kształt i rozmiary są ograniczone wymiarami i akustyką pomieszczenia. Melomanom, którzy słuchają muzyki w nieregularnych pokojach, powinna ułatwić życie możliwość obracania obu modułów względem siebie. Revolution dają użytkownikowi zdecydowanie większe pole manewru niż konwencjonalne kolumny.
Jakby tego było mało, w 1999 roku w katalogu pojawiła się „aktywna” wersja tych zestawów. Nie chodziło jednak o zamontowanie wewnątrz wzmacniaczy. Pomysł polegał na nie tylko fizycznym, ale także elektrycznym odseparowaniu od siebie sekcji basowych i średnio-wysokotonowych. Istniejącą zwrotnicę uproszczono do absolutnego minimum i dołączono do kompletu zewnętrzny filtr przypominający kondycjoner. W tym momencie Revolution przestały być łatwe w obsłudze. Aby je poprawnie podłączyć, trzeba się bowiem zaopatrzyć w przedwzmacniacz i dwie stereofoniczne końcówki mocy. Wysiłek włożony w konfigurację systemu może się jednak opłacić. Nagrodą jest możliwość zaawansowanej regulacji natężenia i charakteru niskich tonów dzięki przełącznikom i pokrętłom w zwrotnicy. Jeśli są Państwo ciekawi, jak to wszystko działa, odsyłam do recenzji Revolution Active („HFiM 3/12”).

14-21 04 2012 13     14-21 04 2012 14     14-21 04 2012 20

 

Inwazja kina
W latach ‘90. nastąpił wysyp zestawów kina domowego. Plastikowe kombajny z pięcioma głośnikami i subwooferem wypierały ze sklepowych półek systemy stereo. Mogłoby się wydawać, że z Gradientem miało to niewiele wspólnego, ale rynkowy trend znalazł odzwierciedlenie również w katalogu fińskiej wytwórni. Pojawiły się głośniki efektowe przeznaczone do montażu na ścianie (SR-4), głośnik centralny z otworami stratnymi (CC-1) oraz kolejny surround, będący konstrukcją dipolową (DS-1). Jak przyjęli je klienci – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że SR-4 uzyskał certyfikat THX-u i został wykorzystany do nagłośnienia kilku sal kinowych w Finlandii i Szwecji. Podobno do dziś można go zobaczyć w akcji w kilku większych kinach w Helsinkach.

 

Coś dla "domkowiczów"
Na tym przelotny romans Gradienta z systemami wielokanałowymi miał się zakończyć. Postanowiono wrócić do stereo. Szefowie firmy musieli zdać sobie sprawę z tego, że budowanie kolumn skomplikowanych, dziwacznych i wymagających od użytkownika czegoś więcej niż podłączenia dwóch kabli, przekształciłoby firmę z dynamicznie rozwijającego się przedsiębiorstwa w ciekawostkę przyrodniczą. Za cel obrano więc zupełnie nowy gatunek klientów – ludzi urządzających wnętrza swoich, jeszcze pachnących farbą, nowoczesnych apartamentów. Kluczem do sukcesu miało być wkomponowanie istniejących rozwiązań w bardziej przystępne i miłe dla oczu opakowania.
W katalogu pojawiły się dwa modele w formie wysokich prostopadłościanów z czarnymi lub drewnianymi podstawami. Bardziej zaawansowany konstrukcyjnie model Evidence był – podobnie jak Revolution – wykończony czarnym materiałem. Za nim krył się współosiowy średnio-wysokotonowiec dostarczony przez Seasa oraz umieszczony na bocznej ściance 20-cm woofer z celulozową membraną.
Mimo że jednolita obudowa nie pozwalała użytkownikowi na dłuższe eksperymenty z ustawieniem, pozostawiono małe pole manewru w postaci zworek, które w trzech krokach umożliwiały dostosowanie natężenia niskich tonów. Ustawienie w pomieszczeniu ułatwiała obudowa głośnika średnio-wysokotonowego z otworami stratnymi – rozwiązanie żywcem przeniesione z Revolution.
Drugą konstrukcją bazującą na tym pomyśle były smukłe podłogówki Intro, zaprezentowane w 1996 roku. Finowie pozostali wierni współosiowemu przetwornikowi, budującemu przestrzeń w kształcie kardioidy, jednak w zakresie basu zastosowali coś zupełnie nowego – głośnik w obudowie bas-refleks, zaopatrzonej we własną pułapkę basową w postaci rezonatora Helmholtza. Pozwolił on się uporać z problemem zniekształceń generowanych przez tunel rezonansowy.

 

Czas na monitory
Pod koniec XX wieku Gradient chciał wrócić do tematu kina domowego, wprowadzając na rynek ciekawe monitory Prelude. Zastosowano w nich oczywiście koaksjalny przetwornik, wykonany na zamówienie przez Seasa. Niewielkie zestawy z maskownicami w formie fikuśnych metalowych celowników okazały się, nomen omen, strzałem w dziesiątkę. Wydaje się jednak, że to nie inwazja kina domowego była odpowiedzialna za rosnące wyniki sprzedaży; przynajmniej nie tylko. Sam przetwornik średnio-wysokotonowy był do tego momentu dostępny tylko w dużych i drogich modelach Gradienta. Wprowadzenie go do monitorów w relatywnie niskiej cenie przybliżyło markę mniej zamożnym klientom.
Potencjał drzemiący w modelu Prelude dostrzegł też szef Combak Corporation – właściciela marek Reimyo i Harmonix. Japończycy wprowadzili do projektu własne modyfikacje i tak w 2002 roku narodził się monitor Bravo. Można go było posłuchać m.in. na ubiegłorocznym Audio Show w Warszawie, gdzie pracował z dedykowanymi modułami basowymi i pełnym systemem Reimyo.

14-21 04 2012 16     14-21 04 2012 17     14-21 04 2012 19

 

Odlot
Jak widać, raz opracowane rozwiązania wykorzystywano w wielu modelach w połączeniu z innymi, często równie ekscentrycznymi pomysłami na odtwarzanie niskich tonów. Jeżeli jednak myślicie, że na współosiowym głośniku Seasa i dipolowych subwooferach Finom skończyły się pomysły, jesteście w błędzie. Musiało wprawdzie minąć kilka kolejnych lat, aby przyszły im do głowy zupełnie świeże rozwiązania, ale nie był to stracony czas.
W 2007 roku światło dzienne ujrzały jedne z najbardziej odjechanych kolumn w historii hi-fi – Helsinki 1.5. Na zdjęciach te kosmiczne podłogówki szokują jeszcze bardziej niż pierwsze modele Grandienta. Na cienkiej drewnianej ramie, wspartej na szklanym cokole, umieszczono trzy głośniki: 30-cm basowiec o długim skoku, 15-cm przetwornik średniotonowy z celulozową membraną i 19-mm aluminiową kopułkę. Pierwszy wkomponowano bezpośrednio w zaokrągloną nogę i pozostawiono bez obudowy. Mamy więc do czynienia z dipolem, ale zbudowanym na bazie tylko jednego woofera i to zamontowanego tak, aby przez cały czas był zwrócony bokiem do słuchacza. Dwa pozostałe głośniki umieszczono natomiast w obudowach w kształcie zaokrąglonych dysków. Rozwiązanie nazwano Controlled Directivity. Polega ono na ukierunkowaniu fal emitowanych przez membrany tak, aby większą ich część skierować wprost na słuchacza, unikając odbić i niekontrolowanego rozchodzenia się. Głośniki rozlokowano pod różnymi kątami, co ma poprawić ich integrację fazową. Wcześniej Finowie nie musieli walczyć z tym problemem, ponieważ umieszczenie tweetera w centrum membrany średniotonowej załatwiało sprawę.
Jak na rasowe Gradienty przystało, Helsinki nie są kolumnami, które po zakupie wystarczy wyjąć z kartonów, podłączyć do wzmacniacza i w ciągu pięciu minut uzyskać optymalne ustawienie. Nie otrzymujemy tutaj wprawdzie skomplikowanych zwrotnic ani nawet zworek do regulacji basu, ale zamiast tego możemy dostosować ilość niskich tonów na drodze czysto akustycznej – przez przechylanie głośników. Im bardziej je pochylimy, tym więcej basu powinniśmy otrzymać.

 

Lauri, Laura...
Najmłodszą konstrukcję Gradient zaprezentował światu cztery lata temu. Po sporawych Helsinkach postanowiono wrócić do koncepcji punktowego źródła dźwięku w małej obudowie. Tak powstały monitory Laura, wykorzystujące współosiowe Seasy. Zaokrąglone boczne ścianki miały redukować fale stojące w obudowach. Najwyraźniej nie były to dostatecznie oryginalne pomysły, dlatego 17-cm przetwornik w zakresie niskich tonów wspomagały dwie membrany bierne Peerlessa, umieszczone na tylnej ściance. Zamiast klasycznych terminali, w Laurach zamontowano profesjonalne gniazda speakon. Gradient tłumaczył to dobrym kontaktem z końcówką kabla, szybkością podłączenia i wytrzymałością tego typu gniazd na setki cykli instalacji. Dla użytkowników oznaczało to oczywiście dodatkowe problemy, ponieważ trudno znaleźć wzmacniacz do użytku domowego wyposażony w takie terminale. Przekonanie Finów o wyższości speakonów nad zwykłymi gniazdami było jednak na tyle mocne, że nie wycofali się z tego pomysłu. Co więcej, okrągłe dziurki znajdziemy również w podłogowych Helsinkach. Dziś Laury nie są już produkowane, ale prace nad nowymi monitorami, które mają z nimi wiele wspólnego, są już podobno na ostatniej prostej.

14-21 04 2012 18

 

Teraźniejszość
Tak oto dochodzimy do aktualnego katalogu Gradienta. Po takim przegrzebaniu historii można się domyślać, że znajdziemy w nim przynajmniej kilkanaście oryginalnych konstrukcji. Ale nie. W tej chwili firma oferuje zaledwie sześć modeli, z czego większość zaprojektowano kilka lub nawet kilkanaście lat temu. Naturalnie, przez ten czas wprowadzano w nich drobne zmiany. Nie zmienia to jednak faktu, że są to konstrukcje długowieczne. Gradient nie należy do firm, które co pół roku wymieniają ofertę. Jeżeli już odbędzie się jakaś premiera, możemy mieć pewność, że nowy model pozostanie w katalogu przez wiele lat. Do tej pory tylko monitory nie cieszyły się dłuższym życiem. Może nowy model na bazie Laury będzie miał więcej szczęścia?
Obecnie najliczniejszą grupę w katalogu stanowią kolumny podłogowe. We wszystkich wykorzystano rozwiązania poprawiające ich współpracę z pomieszczeniem. Katalog otwierają eleganckie Evidence Mk IV w cenie 13900 zł za parę. Ekstrawaganckie Helsinki, niezależnie od wykończenia, kosztują 19900 zł. Revolution Mk IV w wersji pasywnej wyceniono na 23900 zł; w aktywnej – na 33900 zł. Różnica spora, ale w komplecie dostajemy zwrotnicę HE Crossover, która kupowana oddzielnie kosztuje 11900 zł. Ofertę uzupełniają dwa subwoofery pasujące nie tylko do elektrostatów Quada, ale też do innych kolumn, takich jak choćby Revolution. Mniejszy SW-S kosztuje 11900 zł, a SW-D – 20900 zł.
Finowie przywiązują dużą wagę do tradycji, co widać nie tylko po długowieczności poszczególnych modeli, ale także sposobach ich wykonania. Produkcja odbywa się ręcznie w miasteczku Porvoo w Finlandii, a firmę wciąż prowadzi Jorma Salmi i jego syn, Atte. Dbając o promocję marki, chętnie prezentują kolumny na wystawach na całym świecie, łącząc je z elektroniką, którą sami lubią i uważają za szczególnie godną uwagi (np. Reimyo). Mimo wielu sukcesów traktują firmę jak rodzinne hobby dostarczające wszystkim wiele frajdy.

 

Epilog
Historia Gradienta pokazuje, że czasami warto wyrwać się ze schematów. Zamiast kopiować istniejące rozwiązania, Finowie konsekwentnie podążali własną drogą. Ich pomysły nie każdemu przypadną do gustu, ale warto się z nimi zapoznać chociażby dla samego doświadczenia i zaspokojenia ciekawości. Może to właśnie oryginalne głośniki z mroźnej północy wzbudzą w nas żądzę posiadania? Wielu zadowolonych klientów może zaświadczyć, że jeśli tak się stanie, pozostaniemy Gradientom wierni tak samo, jak Jorma Salmi z kolegami i rodziną są wierni swoim ekscentrycznym pomysłom.

 

Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFiM 4/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF