fbpx

HFM

artykulylista3

 

Podróż w nieznane

7275012018 001W wywiadzie opowiada o fascynującej więzi, jaka łączy współczesnych kompozytorów z akordeonistami i o tym, jak niezwykłym i inspirującym przeżyciem jest wykonywanie utworów po raz pierwszy.

Z Klaudiuszem Baranem
rozmawia Aleksandra Chmielewska.

 

Klaudiusz Baran – jeden z najwybitniejszych polskich akordeonistów. Występuje solo, w zespołach kameralnych i z towarzyszeniem orkiestr symfonicznych, w Polsce i za granicą. Dotychczas koncertował m.in. we Francji, Włoszech, w Estonii, Rosji, Ukrainie, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Chinach, Szwajcarii i Argentynie. Jako solista współpracował z orkiestrami większości polskich filharmonii, m.in.: NOSPR, Orkiestrą Polskiego Radia ,,Amadeus”, Sinfoniettą Cracovią, Orkiestrą AUKSO, a także z Dresdner Philharmoniker i Philharmonie Meinengen. Miłośnik muzyki najnowszej – prawykonywał utwory Marcina Błażewicza, Aleksandra Kościowa, Edwarda Sielickiego i Anotoine’a Bochera. Od 2016 roku pełni funkcję rektora Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie.

Aleksandra Chmielewska: Historia akordeonu jest dość krótka. W którym momencie wyszedł z roli instrumentu kojarzonego wyłącznie z muzyką tradycyjną?

Klaudiusz Baran: Faktycznie, to jeden z najmłodszych instrumentów. Długo miał przyklejoną łatkę biesiadnego, chociaż trzeba powiedzieć, że tradycja, z którą jest kojarzony, jest raczej miejska niż wiejska. To instrument XIX-wieczny. Popularność zaczął zyskiwać w okresie rewolucji przemysłowej, ale rozpowszechnił się w drugiej połowie XIX wieku. Początki literatury akordeonowej datuje się dopiero na lata 20.-30. XX wieku. Kolebką jego produkcji były Niemcy i to tam powstawało najwięcej utworów. W Niemczech tworzyli Hugo Hermann czy Hans Brehme. Oryginalna literatura akordeonowa zaczęła się jednak rozwijać dopiero po II wojnie światowej. Kompozycje powstawały w różnych ośrodkach: w Polsce, na Wschodzie – w dawnym Związku Radzieckim, w Skandynawii. Nieocenione zasługi w tej dziedzinie miał niejaki Mogens Ellegaard, duński akordeonista, który współpracował z plejadą najlepszych skandynawskich kompozytorów, takich jak Ole Schmidt, Arne Nordheim czy Per Nørgård. Ich utwory dały asumpt do rozwoju akordeonu w jego klasycznym rozumieniu.

Kiedy na uczelniach wyższych zaczęto otwierać klasy akordeonu?

akordeonu? W 2014 roku świętowaliśmy 50-lecie otwarcia klasy akordeonu na naszej uczelni. To była pierwsza taka klasa w szkolnictwie wyższym w Polsce. Dania była trochę później, Rosja – nieco wcześniej. Tyle że w Rosji akordeon nadal traktuje się jako jeden z tak zwanych „narodnych” – czyli w pewnym sensie ludowych – instrumentów. Wciąż umieszcza się go w katedrze z domrą, bałałajką i innymi instrumentami kojarzonymi z folklorem. W krajach, w których tradycja folkloru jest silna, akordeon ciągle nie może się przebić jako instrument klasyczny. W takich ośrodkach, jak Niemcy, Skandynawia czy Polska, jego pozycja jest już całkiem inna.

Czy zainteresowanie kompozytorów akordeonem jako instrumentem solowym wzrasta?

Jeden z moich studentów pisał ostatnio pracę o koncertach akordeonowych z towarzyszeniem orkiestry. Wiele z nich prawykonałem albo przynajmniej grałem, więc trochę się orientuję w literaturze. Nie byłem jednak świadom, że liczba polskich koncertów przekroczyła niedawno siedemdziesiąt. Na przestrzeni pierwszych 20-25 lat powstało dziesięć, może dwanaście koncertów. Kolejne dziesięć lat przyniosło podwojenie tej liczby, natomiast ostatnie piętnaście to rozkwit literatury akordeonowej. Nowe kompozycje powstają przez cały czas. Ze względu na ogromne możliwości sonorystyczne, akordeon jest szalenie interesującym medium dla współczesnego kompozytora.

7275012018 002

Którzy kompozytorzy muzyki akordeonowej przychodzą panu na myśl jako pierwsi?

Pierwsze koncerty akordeonowe pisali Tadeusz Natanson, Bronisław Kazimierz Przybylski czy Andrzej Krzanowski. Szczególnie ten ostatni jest ważny dla akordeonistów w Polsce. Co prawda, Krzanowski nie napisał stricte koncertu, ale jego „Studium I” jest przeznaczone na akordeon z towarzyszeniem orkiestry. Dalej: Krzysztof Olczak, Bogdan Dowlasz… Twórcy muzyki akordeonowej to często po prostu akordeoniści, którzy fantastycznie znali ten instrument. Ostatnio powstało jednak co najmniej kilka koncertów, skomponowanych nie przez akordeonistów, a przez kompozytorów, którzy po prostu się tym instrumentem zainteresowali. To Marcin Błażewicz, Zygmunt Krauze czy Dariusz Przybylski.

Czy akordeon ma jakieś szczególne walory, niemożliwe do zastąpienia innym instrumentem?

W porównaniu z fortepianem możliwości kształtowania dźwięku są znacznie większe. Akordeon stwarza możliwości przedęć, technik palcowych, palcowo-miechowych i perkusyjnych. Poza tym żaden inny instrument nie pozwala screscendować akordu. Ciekawe jest też zestawianie z innymi instrumentami. W literaturze pojawiają się zestawienia dość popularne, jak z wiolonczelą, perkusją, fletem czy skrzypcami. Ale powstają również utwory na bardzo mieszane składy. Czas akordeonowych zespołów jednorodnych, moim zdaniem, minął.

Proszę opowiedzieć o niekonwencjonalnych technikach gry na akordeonie.

Niekiedy pod głośnicę wkłada się folię, przez co dźwięk staje się brzęczący, trochę jak grzebień. Innym ciekawym pomysłem jest akordeon ćwierćtonowy. Na tegorocznej Warszawskiej Jesieni został wykonany koncert podwójny Artura Zagajewskiego na akordeon tradycyjny i właśnie na ćwierćtonowy. Wciąż pojawiają się nowe pomysły na wykorzystanie tego instrumentu i widać, że jest to medium, które pozwala kompozytorom puścić wodze fantazji.

Czy akordeon jest ciągle kojarzony głównie z muzyką biesiadną, czy to się zmienia?

Myślę, że się zmienia. Na pewno w środowisku muzycznym ta świadomość jest już całkiem inna. Kiedy byłem studentem, do zespołów kameralnych trudno było zaciągnąć innych instrumentalistów. To było dla nich trochę za karę. Teraz sytuacja jest odwrotna. Chętnych jest tak dużo, że mówimy im: no, może w przyszłym semestrze. Jeśli chodzi o rozpoznawalność akordeonu w społeczeństwie, to jest on na pewno instrumentem znacznie bardziej popularnym niż niektóre instrumenty orkiestrowe. Ale ogólna świadomość jego uczestnictwa w muzyce najnowszej jest raczej… umiarkowana.

Czy jako wykonawca chętnie sięga pan po muzykę najnowszą?

Akordeoniści są przyzwyczajani do muzyki współczesnej znacznie wcześniej niż skrzypkowie czy pianiści, którzy na etapie szkolnym prawie jej nie dotykają. Grałem muzykę współczesną jako dziecko, w II czy III klasie. Dysonanse, klastery były dla mnie już wtedy chlebem powszednim. Jesteśmy w jakimś sensie zobligowani do sięgania po nowy repertuar. Oczywiście, sięgamy też po nieoryginalne utwory – barokowe czy inne, ale powiem tak: choć grywam te nieoryginalne, zdecydowanie najlepiej się czuję w oryginalnej muzyce akordeonowej.

7275012018 002

Ile prawykonań ma pan na koncie?

Około trzydziestu i za każdym razem jest to fascynująca podróż; takie safari, przed którym dostaję mapę i wyruszam w nieznane. Inspirują mnie nowe utwory i namawiam kompozytorów do ich pisania. Właśnie dostałem nowe nuty od Pawła Łukaszewskiego i bardzo się cieszę, że zechciał coś przygotować. Pociąga mnie dotykanie nowych rzeczy – za każdym razem można odnaleźć coś ciekawego. Jestem eksplorującym podróżnikiem, który odkrywa nowe i nieznane.

Jakie utwory pan prawykonał?

Mógłbym przytoczyć całą listę. Na pewno jedną z najbardziej udanych kompozycji, które bardzo często grywam, jest koncert akordeonowy Marcina Błażewicza. Publiczności szalenie się on podoba. Prawykonywałem jeszcze koncerty Artura Banaszkiewicza, Michała Moca, Anotoine’a Bochera oraz dwa koncerty na bandoneon i akordeon Edwarda Sielickiego. Poza tym mnóstwo utworów kameralnych Bronisława Kazimierza Przybylskiego i Aleksandra Kościowa, m.in. muzykę do baletu i utwór na akordeon, trzy trąbki i orkiestrę kameralną z dedykacją dla Arvo Pärta, przed którym go zresztą zagraliśmy.

Poza dokonaniami w dziedzinie muzyki współczesnej, ma pan w dorobku również nagrania do filmu.

Zawsze lubiłem łączenie sztuk teatralnych, plastycznych i muzycznych. Dobrze się odnajduję również w muzyce lekko użytkowej. Nie możemy uciec od tego, że akordeon sprawdza się w niej znakomicie. Muzyka filmowa jest mi bliska ze względu na współpracę z jej kompozytorami, m.in. Michałem Lorencem, z którym zagrałem około dwudziestu pięciu filmów, ale też Maćkiem Zielińskim, Sebastianem Krajewskim, Krzesimirem Dębskim i kilkoma innymi twórcami.

Jak ocenia pan scenę akordeonu w Polsce?

Organizuje się sporo konkursów dla akordeonistów, obejmujących różne stopnie edukacji. Program konkursów dedykowanych uczniom szkół I i II stopnia jest mieszany, ale najczęściej znajduje się w nim obowiązkowy utwór kompozytora polskiego. Dbamy o polskich kompozytorów i, moim zdaniem, ta współpraca nieźle się układa. Na konkursach dla studentów czy profesjonalistów praktycznie króluje muzyka najnowsza. Są wręcz imprezy na nią sprofilowane, jak Konkurs Akordeonowy im. Krzanowskiego Alkagran w Czechowicach-Dziedzicach. Odnosimy ogromne sukcesy. Poziom polskich akordeonistów jest rozpoznawalny w Europie, a powiedziałbym, że nawet na świecie. O tym też świadczy ich pozycja na polskiej scenie muzycznej. Mam na myśli takich artystów, jak: Maciej Frąckiewicz, Paweł Janas, Jędrzej Jarocki czy Rafał Grząka. Akordeon coraz częściej zaczyna się pojawiać w filharmoniach. Sam działam intensywnie w tym kierunku, koncertując. Wciąż próbuję się spełniać artystycznie.

Jak się panu udaje godzić obowiązki dydaktyczno-rektorskie z działalnością artystyczną?

Zastanawiam się nad bilokacją… Nie jest to proste – mam trzynaścioro fantastycznych studentów, którzy przychodzą się uczyć u swoich mistrzów, a nie do budynku. Z nauczania czerpię ogromną radość. Ładuję baterie w pracy ze studentami. Mimo to, największą przyjemność sprawia mi granie i właśnie tutaj odczuwam poważny deficyt czasu. Kolejka utworów się wydłuża, a ja nie nadążam się nimi zająć. Staram się jednak tak organizować sobie czas, żeby ciągle być sprawnym instrumentalnie.

Jakie są pana najbliższe plany artystyczne?

Niebawem lecę do Chin, gdzie wykonam koncert Marcina Błażewicza z chińską orkiestrą i chińskim dyrygentem. Później gram w Narodowym Forum Muzyki koncert monograficzny, poświęcony twórczości Sofiji Gubajduliny – w duecie z Marcinem Zdunikiem i w trio z Radkiem Pujankiem. Zapowiada się znakomity występ, bo Gubajdulina to fantastyczna kompozytorka. Top, jeśli chodzi o kompozytorów muzyki akordeonowej. Pracujemy nad kolejnymi.

Dziękuję za rozmowę.

 

Aleksandra Chmielewska
Źródło: HFM 01/2018

Pobierz ten artykuł jako PDF