fbpx

HFM

artykulylista3

 

Muzyka w Polsce 2010

108-109 02 2010 01Polska kultura wysoka na pierwszy rzut oka ma się coraz lepiej. Przyjeżdżają do nas najwięksi artyści, repertuar filharmonii i teatrów operowych z roku na rok staje się ciekawszy. Zdarzają się jednak sytuacje, w których wciąż widać, że jesteśmy dopiero na początku drogi.

 

Z przeprowadzonych niedawno badań wynika, że statystyczny Polak wie o Chopinie tyle, że urodził się w Żelazowej Woli, żył z George Sand i umarł na suchoty. Jego twórczość w świadomości przeciętnego Kowalskiego pozostaje czarną dziurą. Rok Chopinowski to szansa, by ten stan choć trochę zmienić, ale trzeba pamiętać, że na Chopinie muzyka się nie kończy.


Kilka lat temu bezsensowna reforma w edukacji sprawiła, że ze szkół ogólnokształcących zniknęła muzyka. Na jej miejsce wprowadzono dziwaczny twór, który w założeniu miał łączyć wszystkie dziedziny sztuki, by uczniowie poznali je w szerszej perspektywie. Nieprzygotowani nauczyciele nie byli jednak w stanie zrealizować tego iście pozytywistycznego planu. W efekcie mamy do czynienia ze straconym pokoleniem. Z ludźmi, którzy nie tylko nie zostali nauczeni potrzeby kontaktu z kulturą wysoką, ale wręcz do niej zniechęceni. Młodzież, znudzona źle prowadzonymi zajęciami, wchodząc do sklepów z płytami, dział „klasyka” omija szerokim łukiem, a filharmonię traktuje jak siedzibę sekty odszczepieńców. Ci ludzie wkrótce będą mieli własne dzieci i trudno oczekiwać, że wychowają je inaczej, niż sami zostali wychowani. Na szczęście jest już projekt, by muzyka jako przedmiot powróciła do szkół, ale nawet jego realizacja będzie dopiero początkiem walki o kulturalną świadomość młodego pokolenia.
By choć trochę się pocieszyć, warto spojrzeć na sytuację w bardzo dalekim kraju, który jednak uchodzi za cywilizowany. Po niedawnym spotkaniu z kolegą ze studiów, muzykologiem i kompozytorem, który od kilku lat mieszka w Australii, mam powody przypuszczać, że nie jest u nas aż tak źle. Tam najważniejsi w kraju są rugbyści. Ludzie tysiącami chodzą na mecze, a ulubieńcowi wybacza się nawet to, że po pijanemu potrącił pieszego. Sąd nie odebrał sprawcy nawet prawa jazdy, bo gracz tłumaczył, że nie będzie miał jak dojeżdżać na mecze.

108-109 02 2010 02     108-109 02 2010 03

Kulturę wysoką reprezentuje tam zaledwie kilka osób, zespołów i instytucji. Opera w Sydney słynie w świecie ze swej architektury, ale trudno znaleźć w jej historii wspaniałe kreacje i wielkich śpiewaków. Płyty sprzedają się źle, bo ludzie nie czują potrzeby kontaktu z Mozartem, Beethovenem czy Czajkowskim. Wolą rodzime gwiazdki pop. Jeśli więc ktoś wybiera się do Australii, to raczej by obejrzeć kangury i misie koala, niż żeby posłuchać dobrej muzyki. Na tym tle wypadamy nieźle, ale niech to będzie jednocześnie przestrogą, do czego mogą doprowadzić zaniedbania w dziedzinie edukacji kulturalnej.
By istnieć, kultura potrzebuje pieniędzy. W dawnych czasach kompozytorzy zabiegali o posadę u królów i magnatów, by na ich służbie się rozwijać i tworzyć. Niewielu cieszyło się pełną swobodą, ale przynajmniej nie głodowali. Dziś rolę dawnych mecenasów w wielu krajach przejęło państwo. Za czasów realnego socjalizmu w Polsce fundusze na kulturę były rozdzielane, jak komu było wygodnie. Nie liczono strat ani nie zastanawiano się nad zyskami. Dziś kultura to także biznes, a braki finansowe to jeden z największych problemów każdej instytucji.
Istotnie, pieniędzy nie ma dużo, ale problem stanowi też ich nieprzemyślane wydawanie. Instytucje, które są finansowane ze środków publicznych, powinny służyć społeczeństwu. Niestety, czasem ludzie, którzy nimi zarządzają, do takiej służby nie są przygotowani i tworzą coś w rodzaju prywatnego folwarku.
Taki sygnał dała ostatnio Warszawska Opera Kameralna. Instytucja, której wkład w kulturę narodową trudno przecenić. Niedawna realizacja „Mesjasza” była jednak dowodem na to, że utracono tam chwilowo kontakt z rzeczywistością. Przez pół roku śpiewacy, chór i orkiestra przygotowywali wykonanie najsłynniejszego Haendlowskiego oratorium, by potem wykonać je tylko raz, dla około 200 osób, zgromadzonych na Zamku Królewskim. Biletów na ten koncert zabrakło kilka miesięcy przed planowaną datą występu, a mimo to nikt nie zdecydował się zorganizować dodatkowych wykonań. Oczywiście wiadomo, że wpływy z biletów nigdy nie pokryją kosztów organizacji, ale też zupełnym bezsensem wydaje się finansowanie takich pseudoelitarnych koncertów, na które mogą wejść jedynie szczęściarze lub krewni i znajomi królika. Mam nadzieję, że WOK w przyszłości zmieni podejście i w przypadku tak dużych wydarzeń i popularnych utworów zwróci się twarzą do publiczności.
Koniec 2009 roku przyniósł jeszcze jedną kontrowersyjną decyzję finansową dotyczącą instytucji kultury. Zarząd Polskiego Radia wypowiedział umowę Narodowej Orkiestrze Polskiego Radia w Katowicach i tym samym przestał ją finansować. Tymczasowe pocieszenie stanowi fakt, że w myśl przepisów tego typu umowa może być wypowiedziana z rocznym wyprzedzeniem. Rok 2010 to zatem ostatnie miesiące, w których radio będzie płacić zespołowi. Chodzi o kwotę 5,8 mln złotych. To niemal połowa budżetu NOSPR-u. Drugą część, 6,5 mln rocznie, wykłada Ministerstwo Kultury, a władze Katowic dokładają 380 tysięcy na utrzymanie siedziby orkiestry w Górnośląskim Centrum Kultury.
Swoją decyzję radio tłumaczy pogarszającą się sytuacją finansową w związku z mniejszymi wpływami z abonamentu. Szukając oszczędności, zarząd wycofał się nie tylko z finansowania NOSPR-u, ale także zaproponował samorządom Mazowsza, Wielkopolski i Małopolski przejęcie Polskiej Orkiestry Radiowej, Chóru Polskiego Radia oraz orkiestry kameralnej Amadeus. Wszystko to, jak tłumaczy Jarosław Hasiński, prezes zarządu PR, ma zapobiec grupowym zwolnieniom pracowników radia. Co mają ze sobą zrobić muzycy, tego już nie mówi.
Oszczędności można zrozumieć, a radiu współczuć sytuacji i tego, że rykoszetem wpada w te same kłopoty co telewizja publiczna. Z drugiej strony, trudno zrozumieć, jak można było ot tak, bez konsultacji i negocjacji, wydać tak brzemienną w skutkach decyzję.
W tym roku zespół obchodzi 75-lecie istnienia. Zaawansowane są prace przy budowie nowej siedziby orkiestry. Górnośląskie Centrum Kultury, zwane ironicznie „Dezember palast”, to miejsce, w którym już dawno nie powinni zasiadać żadni muzycy. Tam nawet każdy schodek na scenę ma inną wysokość. Projekt nowego gmachu został już zatwierdzony. Ma kosztować 163 mln złotych, przy czym aż 120 mln ma dać Unia Europejska. Istnieje ryzyko, że po wycofaniu się radia i zmianie statusu orkiestry unijne dofinansowanie przepadnie.
Byłoby bardzo szkoda, bo sala zapowiada się naprawdę imponująco. Ma pomieścić 1800 słuchaczy, a ponadto znajdzie się w niej muzyczne przedszkole, sala kameralna i klub jazzowy. Budynek był inspirowany familokami z katowickiej dzielnicy Nikiszowiec i ma się dobrze wpisać w architekturę miasta. Jeśli wszystko wypali, pierwsze koncerty mogą się odbyć już w 2013 roku. O ile orkiestra będzie jeszcze istnieć. Joanna Wnuk-Nazarowa jest dobrej myśli. Wierzy, że radio nie wycofa się zupełnie, a jedynie chce renegocjować umowę i zmniejszyć swoje zaangażowanie. Najbliższe miesiące pokażą, jak sytuacja się rozwinie.
O problemach finansowych w polskiej kulturze usłyszymy jeszcze nieraz. Zamiast więc narzekać, warto zacząć mądrze gospodarować dostępnymi środkami. Tylko zatrudnianie prężnych menedżerów i właściwa promocja mogą sprawić, że ludzie kupią bilety i abonamenty. A gdy już znajdzie się publiczność, warto ją docenić i szanować, a nie traktować jak natrętów, którzy są bardziej problemem niż radością. Ludziom tworzącym kulturę nie wolno popełniać takich fatalnych błędów. One jeszcze bardziej oddalają nas od sukcesu. Od chwili, w której przeciętny Polak wymieni z pamięci kilku kompozytorów, w domu będzie miał kilkanaście płyt z Mozartem czy Bachem, a repertuar filharmonii będzie sprawdzał regularnie i co ważne – z zainteresowaniem. Chociaż tyle i aż tyle.

108-109 02 2010 04     108-109 02 2010 05

 

Przypomnijmy, że Narodowa Orkiestra Polskiego Radia to jedna z najważniejszych i najbardziej znanych instytucji muzycznych w Polsce. Powstała w 1935 roku w Warszawie jako Wielka Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia. Zespół utworzył i prowadził do wybuchu II wojny światowej Grzegorz Fitelberg. W marcu 1945 orkiestra została reaktywowana w Katowicach przez Witolda Rowickiego. W roku 1947 dyrekcję artystyczną objął ponownie, powróciwszy z zagranicy, Grzegorz Fitelberg. Po jego śmierci w 1953 roku orkiestrą kierowali kolejno: Jan Krenz, Bohdan Wodiczko, Kazimierz Kord, Tadeusz Strugała, Jerzy Maksymiuk, Stanisław Wisłocki, Jacek Kaspszyk i Antoni Wit.
We wrześniu 2000 r. dyrektorem naczelnym i programowym została Joanna Wnuk-Nazarowa. W latach 2001-2007 funkcję dyrektora artystycznego pełnił Gabriel Chmura. W styczniu 2009 stanowisko dyrektora muzycznego objął Jacek Kaspszyk, a II dyrygentem został Michał Klauza.
Orkiestra zrealizowała 198 płyt CD dla wielu polskich i zagranicznych wytwórni (m.in. Decca, EMI, Philips) oraz dokonała licznych nagrań archiwalnych dla potrzeb Polskiego Radia. Dla Naxosu zarejestrowała m.in. wszystkie dzieła Witolda Lutosławskiego (9-płytowy album), symfonie Czajkowskiego i Schumanna, Pendereckiego (I-V) i Mahlera (bez VIII) oraz utwory Kilara, Wieniawskiego, Moszkowskiego i Góreckiego, a dla Chandos Records – trzypłytową serię z muzyką Mieczysława Weinberga. Nagrane przez NOSPR „Credo” Pendereckiego, III symfonię Góreckiego oraz „Missa pro pace” Kilara Polskie Radio wydało na płytach DVD i SACD jako „Tryptyk sakralny”.
Wraz z NOSPR – zarówno w Polsce, jak i za granicą – występowało wielu znakomitych dyrygentów i solistów, m.in. Martha Argerich, Leonard Bernstein, Pierre Fournier, Nicolai Gedda, Barbara Hendricks, Wilhelm Kempff, Kiryłł Kondraszyn, Maurizio Pollini, Hermann Prey, Ruggiero Ricci, Mścisław Rostropowicz, Artur Rubinstein czy Krystian Zimerman. Orkiestra występowała niemal we wszystkich krajach Europy (regularne tournées do Wielkiej Brytanii i Niemiec), w obu Amerykach, a także w Japonii, Hongkongu, Chinach, Australii, Nowej Zelandii, Korei i na Tajwanie, ciesząc się wszędzie uznaniem krytyki i publiczności. Odbyła 173 zagraniczne podróże koncertowe, prezentując niemal zawsze muzykę polską.

 

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 02/2010

 

Pobierz ten artykuł jako PDF