fbpx

HFM

artykulylista3

 

Krzysztof Penderecki (1933-2020)

070 073 Hifi 4 5 2020 0004
W 1986 roku w Salzburgu miała premierę „Czarna maska”, chyba najlepsza z jego czterech oper. Libretto opracował razem z Harrym Kupferem, według dramatu Gerharda Hauptmanna.

Akcja dzieje się w ciągu kilku godzin, w lutym 1662 roku, w domu burmistrza Bolkenhain (Bolków) na Dolnym Śląsku. „Na scenie półmrok; na dworze – zadymka śnieżna i ciemno”. Tego dnia następuje koniec świata, a powodem jest czarna śmierć – dżuma. Krzysztof Penderecki opisał muzyką zarazę, oznaczającą rozpad porządku społecznego i etycznego.
I sam umarł w czasie zarazy, rankiem, w niedzielę 29 marca 2020, po długiej chorobie. Choć nie zaraził go COVID-19 (test wypadł negatywnie), choć stabilność i ciepło jego domu pozostały niewzruszone, to zaraza uniemożliwiła uroczysty pochówek, na który zasłużył. Penderecki pozostawił ślady pięknej obecności w różnych miejscach naszego świata – materialnego i duchowego.


*
Przez ponad 60 lat twórczej aktywności najbardziej obawiał się zastoju. Powtarzania się, uwięzienia w określonym zestawie tematów i chwytów formalnych. Jak zmieniał się jego język, pokazują choćby symfonie: od „limitowanego” chaosu sonorystycznego (I symfonia) do neoromantycznych harmonii i niekończącej się melodii, podążającej za rytmem i klimatem niemieckojęzycznych wierszy o drzewach (VIII) i filozoficznej poezji chińskiej (VI). Od imperium instrumentów do królestwa głosów solowych i chóralnych. Jak stwierdził zaprzyjaźniony z nim muzykolog, prof. Mieczysław Tomaszewski, dawał sobie prawo do wykorzystywania całej muzycznej tradycji; stosował strategię retrowersji. To pojęcie znaczy dosłownie ponowne tłumaczenie tekstu na język, z którego dokonano tłumaczenia, a Penderecki poszedł dalej: chciał stworzyć brakujące ogniwa w dziejach muzyki polskiej – tych pra-utworów nie dało się od-tworzyć, bowiem nie powstały wtedy, kiedy powinny – na przełomie XIX i XX wieku, gdy Europa zachwycała się wielkimi kompozycjami wokalno-instrumentalnymi Mahlera, opartymi na wyrafinowanych tekstach poetyckich. Penderecki konsekwentnie wypełniał tę lukę, pracując na rzecz symbiozy słów i dźwięków. Liryka z różnych epok i krajów, fragmenty traktatów filozoficznych, teksty biblijne i liturgiczne były przez niego układane w przemyślne scenariusze i oprawiane muzyką w stylistyce od powojennej awangardy („Dies irae”) do neoromantyzmu («„Powiało na mnie morze snów…” – pieśni zadumy i nostalgii»). Także jego monumentalne dzieła sakralne („Pasja św. Łukasza”, „Requiem polskie”) były osiągnięciami bez precedensu w rodzimej muzyce.

070 073 Hifi 4 5 2020 0001


*
Był erudytą i poliglotą. Kilkanaście wierszy do utkania warstwy słownej VIII symfonii „Pieśni przemijania” wybrał po lekturze sześciu tysięcy utworów. W kantacie „Kosmogonia”, napisanej na 25. rocznicę powstania ONZ, połączył cytaty z Biblii, Sofoklesa, Lukrecjusza, Owidiusza, Leonarda, Kopernika, Mikołaja z Kuzy, Giordana Bruna i wypowiedzi kosmonautów.
Inspiracji w polskiej poezji szukał rzadko; odstręczała go skomplikowana fonetyka. A mimo to sięgał po utwory choćby Kochanowskiego, osadzając staropolszczyznę w nowoczesnej sonorystyce („Psalmy Dawida”) czy Norwida, Micińskiego, Leśmiana i innych we wspomnianej kompozycji «„Powiało na mnie morze snów…”», uświetniającej 200-lecie urodzin Chopina. Wiele projektów do wybranych już tekstów literackich nie doszło do skutku – na przykład opera według powieści „Bramy raju” Jerzego Andrzejewskiego, opera „Fedra” według tragedii Racine’a czy kantata do fragmentów „Tybetańskiej księgi umarłych”.

070 073 Hifi 4 5 2020 0001

*
Tytuł jego młodzieńczego utworu – „Anaklasis” (1959) na smyczki i perkusję –oznacza dosłownie „załamanie światła”, a metaforycznie – zerwanie z tradycyjnym warsztatem kompozytorskim i sposobem wykorzystywania instrumentów muzycznych. „Anaklasis” Pendereckiego jest jednym z najważniejszych miejsc na szlaku rodzimej awangardy muzycznej, a w roku 2019 dało nazwę nowej inicjatywie fonograficznej PWM, która ma się skupić na polskiej muzyce współczesnej. To patronat symboliczny, ale działania Pendereckiego miały też wymiar realny. Był pedagogiem kompozycji na uczelniach w Krakowie, Essen i Yale. W krakowskiej Akademii Muzycznej, swojej Alma Mater, pełnił funkcję rektora przez 15 lat (1972-1987). Doceniał wagę edukacji muzycznej na wszystkich poziomach, od zajęć dla utalentowanych uczniów szkół muzycznych I stopnia do kursów mistrzowskich dla absolwentów studiów wyższych.
Z jego inicjatywy i przy jego wsparciu organizacyjnym w Lusławicach pod Tarnowem, naprzeciwko posiadłości, w której mieszkał, „na ściernisku”, jak mawiał (bez krzty przesady) powstało Europejskie Centrum Muzyki, a na jego otwarciu w 2013 roku zagrała dziecięca orkiestra. W sali na 650 miejsc częstymi słuchaczami są nie tylko melomani ciągnący tu z całej Polski i świata, lecz także okoliczni mieszkańcy.
Zaniedbaną kilkuhektarową posiadłość z kilkusetletnim dworem Pendereccy nabyli w roku 1974 i stopniowo doprowadzili do rozkwitu. Dokupując ziemię wokół dworu i zagospodarowując ją według własnych planów, kompozytor stworzył 30-hektarowy park z prawie dwoma tysiącami drzew, alejami, labiryntami, klombami, mostkami i altanami. Lusławice uważał za swoje dziecko, za dzieło życia nie mniej ważne niż muzyka.
W dzieciństwie w Dębicy spacerował po lasach z ukochanym dziadkiem i poznawał łacińskie nazwy roślin, marząc o tym, aby kiedyś mieć własny las. Kiedy sam został dziadkiem, myślał, że swoją dendrologiczną pasję, wraz z pieczą nad arboretum, przekaże wnuczce. Świadomość ogromu wydatków, jakie pochłania lusławicka realność, sprawiła, że Pendereccy postanowili przekazać (częściowo odsprzedać) posiadłość Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W ocenie kompozytora była to jedyna szansa na utrzymanie dobrego stanu dworu i ogrodu oraz zdjęcie ciężaru z ramion spadkobierców.

070 073 Hifi 4 5 2020 0001

*
Chętnie pisał utwory dla zaprzyjaźnionych instrumentalistów – jak wiolonczelista Mścisław Rostropowicz czy skrzypaczka Anne-Sophie Mutter. Przyjaźnił się jednak nie tylko z muzykami. Całą jego rodzinę łączyła zażyłość ze Zbigniewem Herbertem. Co prawda nie skomponował żadnego utworu do jego poezji, ale kiedyś oddał mu bezwiednie wielką przysługę. Herbert miał kłopoty z otrzymaniem paszportu na wyjazd do Berlina Zachodniego w latach siedemdziesiątych. Po wielokrotnych przesłuchaniach przez pracowników Urzędu Bezpieczeństwa otrzymał wreszcie do ręki paszport, a wraz z nim… wezwanie na kolejne przesłuchanie nazajutrz. Jak wspominała w rozmowie z Jackiem Żakowskim wdowa po poecie: „Ale Zbyszek już na tę rozmowę nie poszedł, tylko pierwszym pociągiem pojechał do Krakowa. Poprosił Pendereckiego, który mógł podróżować, kiedy i gdzie miał ochotę, żeby go zabrał samochodem do Niemiec. I Penderecki się zgodził. Zbyszek okropnie się bał, że go zatrzymają. Ale na polsko-enerdowskiej granicy nawet ich specjalnie nie kontrolowali. Dopiero w Berlinie Zbyszek powiedział Pendereckiemu, że na dobrą sprawę przemycił z Polski zbiega”.
*

070 073 Hifi 4 5 2020 0001

W rodzinie Pendereckiego muzykowano, więc i on w wieku przedszkolnym zaczął się uczyć gry na skrzypcach i fortepianie. Nauczycielką fortepianu była, jak wspominał, „stara ruda baba”, która biła go linijką po palcach. I pewnie zniechęciłaby go do muzyki, gdyby nie alternatywa w postaci skrzypiec. Pokochał je, bo podziwiał skrzypcowe umiejętności ojca.
Tuż po wojnie, gdy jego ręce urosły na tyle, by trzymać pełnowymiarowy instrument 4/4, ojciec skorzystał z oferty sowieckiego żołnierza i kupił od niego za flaszkę wódki skrzypce dobrej klasy, a do nich bonus: pianino – za dwie flaszki. Inwestycja w syna się opłaciła. Polsce i światu.

070 073 Hifi 4 5 2020 0001



 

Hanna Milewska
Źródło: HFM 04-05/2020