fbpx

HFM

artykulylista3

 

Cugowski bez Budki

7275012019 001
Był jednym z filarów Budki Suflera. Niejednokrotnie podejmował też samodzielne przedsięwzięcia. Kiedy w 2014 roku członkowie zespołu postanowili zakończyć wspólną karierę, rozpoczął się kolejny etap w jego działalności. Najpierw jednak o tym, jak do tego doszło.



Muzyka zamiast prawa
Po ukończeniu Państwowej Szkoły Muzycznej w Lublinie, Krzysztof Cugowski studiował prawo na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w tym samym mieście. Nie dotrwał jednak do końca. Bardziej niż sądownictwo interesowała go muzyka, a dokładnie – wokalistyka rockowa.
Jako dziewiętnastolatek założył w 1969 roku grupę Budkę Suflera, w której stanął przy mikrofonie. Towarzyszyli mu: gitarzysta Krzysztof Brozi (późniejszy profesor filozofii i antropologii kulturowej), basista Janusz Pędzisz i perkusista Jacek Grün (późniejszy dziennikarz).
Grupa zaskoczyła melomanów bluesowymi brzmieniami. Wtedy na polskich scenach królował jeszcze big-beat, jak ówczesne władze określały rock and rolla.

7275012019 002

„To były czasy, do których nie chcę wracać – twierdzi piosenkarz. – Nie było instrumentów, nie było strun do gitary, nie było pałek do perkusji, nie było nic. Graliśmy na gitarze Samba polskiej produkcji, która lutniczo nie nadawała się do niczego, tym bardziej nie nadawała się elektrycznie. Kolega robił przystawki do tej gitary z pudełek, w których sprzedawano środek na gardło Akron. Te czasy miały tylko jeden plus – że miałem wtedy dwadzieścia lat.”
W 1970 roku Cugowski zaczął muzykować z działającą w Milejowie formacją Stowarzyszenie Cnót Wszelakich, której gitarzystą był Andrzej Ziółkowski, a na basie i klawiszach grał Romuald Lipko (z tym ostatnim Cugowski zna się jeszcze z lat dziecięcych). Zespół zaczął od wykonywania standardów. Kiedy Cugowski podjął studia, pozostali muzycy musieli przez pewien czas obyć się bez frontmana. Zarabiali na życie, grając muzykę do spektaklu Fredry „Gwałtu, co się dzieje!” w Teatrze im. Osterwy. Kiedy jednak wokalista porzucił studia i ponownie stanął przy mikrofonie, wrócili do nazwy Budka Suflera i zaczęli na poważnie myśleć o debiutanckiej sesji nagraniowej.

7275012019 002

Sen o dolinie
Ogólnopolską popularność przyniosła zespołowi polska wersja utworu „Ain’t No Sunshine”. Kompozycja amerykańskiego wykonawcy Billa Withersa, ukazała się na jego albumie „Just As I Am” (1971). Utwór wyróżniono w 1972 nagrodą Grammy w kategorii R&B, a magazyn „Rolling Stone” umieścił go na 285. miejscu listy najlepszych piosenek wszech czasów (otwiera ją „Like A Rolling Stone” Dylana, a zamyka „Shop Around” Smokey Robinsona).
Na pierwszą radiową sesję nagraniową Budki, która odbyła się w lutową niedzielę 1974 roku, Romuald Lipko przygotował własne kompozycje, ale dziennikarz muzyczny Jerzy Janiszewski poradził muzykom, aby nagrali właśnie „Ain’t No Sunshine”. Polski tekst napisał Adam Sikorski i w ten sposób powstał „Sen o dolinie”. Nagranie nie znalazło się na żadnym oficjalnym albumie Budki, ale przez cały okres działalności grupy było stałym punktem jej koncertów. Dzięki niemu o formacji, w której szczególne wrażenie robił charakterystyczny głos wokalisty – potężny, lekko zachrypnięty, nacechowany bluesowym charakterem i rockową energią, zrobiło się głośno.

7275012019 002

Sukcesy i krótkie rozstanie
Potwierdzeniem talentu Cugowskiego i towarzyszących mu muzyków był udany debiutancki longplay „Cień wielkiej góry” (1975) z Alibabkami w chórkach i Niemenem na moogu. Zakończenie finałowego utworu „Szalony koń” z powodzeniem mogłoby się znaleźć na albumie któregoś ze słynnych przedstawicieli rocka progresywnego z Wielkiej Brytanii lub USA.
Po ukazaniu się płyty Cugowski zajął drugie miejsce na liście wokalistów roku polskiego magazynu „Non Stop”. Muzyk miał wszelkie atuty, by stać się światową gwiazdą wokalistyki rockowej i w sumie nie wiadomo, dlaczego tak się nie stało. Głosem o niepowtarzalnej barwie przebija bowiem niejednego zagranicznego piosenkarza. Spokojnie mógłby się znaleźć w czołówkach światowych rankingów obok Roberta Planta, Ozzy Osbourne’a czy Iana Gillana. Z tym ostatnim miał nawet okazję konkurować, śpiewając utwór „Perfect Strangers” z repertuaru Deep Purple. Pomijając słabszą angielską wymowę, wcale nie wypadł gorzej. Szkoda, że pozostaje znany głównie w Polsce.

7275012019 002

„Mnie tego brakuje – odpowiada na pytanie o przyczyny braku powodzenia za granicą. – Ale nie mam do nikogo pretensji. W PRL-u to wiadomo, że z różnych powodów nie było możliwe. Można było wyemigrować, ale nie miałem takiego pomysłu. Jeździliśmy do wszystkich ośrodków polonijnych na świecie, łącznie z Australią, i widzieliśmy, jacy ci ludzie są nieszczęśliwi. Finansowo i bytowo poprawiło im się, niekiedy nawet znacznie, ale oni po wypiciu paru kieliszków zaczynali płakać. Taka jest prawda. Bycie na emigracji to jest katastrofa.”
Następny album Budki – „Przechodniem byłem między wami” (1976) – okazał się wielkim komercyjnym sukcesem, osiągając status pierwszej w karierze zespołu „złotej płyty”. Głos Cugowskiego, obok kompozycji i partii instrumentalnych, stanowił jej główną atrakcję. Oprócz niego i Lipki, Budkę Suflera tworzyli wówczas Andrzej Ziółkowski (gitara) i Tomasz Zeliszewski (perkusja). W zespole narastały jednak konflikty personalne i po wydaniu „Przechodniem…” Cugowski opuścił grupę i rozpoczął współpracę z formacjami Spisek oraz Cross.

7275012019 002

Powrót
Do Budki Suflera wrócił w 1984 roku, żeby nagrać „Czas czekania, czas olśnienia”. Z Budką wydał jeszcze dziewięć studyjnych albumów; niemal wszystkie z przebojami. Najwięcej hitów pochodzi z płyty „Cisza” (1993). Znalazły się tam „Młode lwy”, „Twoje radio” i „Geniusz blues”. Z kolei longplay „Nic nie boli, tak jak życie” (1997) osiągnął najwyższy nakład w polskiej fonografii. Sprzedano ponad milion egzemplarzy. Krążek rozpoczyna hit „Takie tango” – jeden z największych w działalności zespołu.
Poza pracą w studiach, zespół intensywnie koncertował. Jednym z najważniejszych występów Budki Suflera był ten z 18 listopada 1999 w nowojorskiej Carnegie Hall. Oprócz Cugowskiego zaśpiewali tam dwaj inni wokaliści grupy – Romuald Czystaw i Felicjan Andrzejczak. Rok po występie, zespół wydał podwójny album z zapisem tamtego wydarzenia.

7275012019 002

Innym ważnym niestudyjnym wydawnictwem była płyta „Akustycznie” z 1998 roku. Wzorem koncertów „MTV Unplugged”, instrumentaliści zrezygnowali z większości elektrycznego akompaniamentu i przedstawili swoje hity w akustycznych aranżacjach, z udziałem orkiestry symfonicznej. Zabrakło przebojowego „Snu o dolinie”, za to specjalnie na tę okazję Romuald Lipko przygotował premierowy utwór „Martwe morze” z teksem Andrzeja Mogielnickiego.
W sumie Cugowski nagrał z Budką Suflera 12 płyt studyjnych. Ostatnia – „Zawsze czegoś brak” – ukazała się w 2009 roku. Z sześciu wspólnych albumów koncertowych najnowszy – „Woodstock Live” – pochodzi z 2014 roku.

7275012019 002

Wydanie audiofilskie
Ciekawostką w dyskografii Cugowskiego z Budką Suflera jest specjalne wznowienie albumu „Cień wielkiej góry” (2011). W eleganckim pudełku mieszczą się dwie wersje oryginalnej płyty – kompaktowa i analogowa. Na osobnych nośnikach dołączono koncert zespołu, zarejestrowany w studiu Polskiego Radia w Lublinie. Oryginalny skład Budki (Cugowski, Lipko, Zeliszewski) został wzmocniony o Łukasza Pilcha (gitara), Mirosława Stępnia (bas), Piotra Kominka (klawisze), Annę Patynek (instrumenty perkusyjne) oraz dwie śpiewające panie – Małgorzatę Orczyk i Tatianę Rupik. „Od dawna chcieliśmy powtórzyć płytę «Cień wielkiej góry» – mówi wokalista. – Ze względu na to, że została ona nagrana blisko 40 lat temu i z różnych powodów, trochę technicznych, trochę innego typu, brzmi nie tak, jak powinna. Dlatego nagraliśmy ją jeszcze raz w takiej formie, w jakiej powinna była zostać nagrana (…).”

7275012019 002

Wersja „na żywo” zawiera ten sam program co oryginalna, tyle że zagrany przez bardziej doświadczoną ekipę wykonawców. Mamy też lepszą dynamikę oraz potwierdzenie, że zespół w 2011 roku był w świetnej formie.
Do płyt dodano zdjęcia muzyków z dawnych lat i fragmenty nut. Wszystko zostało starannie wykonane i opakowane. Pomysłodawcą wydawnictwa był Tomasz Zeliszewski, który niezależnie od tego, że jest aktywnym muzykiem, lubi dla przyjemności słuchać dobrych realizacji na audiofilskim sprzęcie.

7275012019 002

Solo
Dlaczego w 2014 roku Budka Suflera powiedziała „stop”? Cugowski odpowiada: „Lepiej skończyć działalność będąc nadal w pełni sił. Rzadko który wykonawca żegna się z publicznością w takiej formie jak my. W 2014 roku zagraliśmy sto koncertów we wszystkich największych salach w Polsce, łącznie z krakowską Areną, gdzie mieliśmy komplet – osiemnaście tysięcy ludzi”.
Cugowski zadebiutował bez Budki Suflera w 1979 roku płytą „Wokół cisza trwa”. Towarzyszyła mu grupa Piotr Figiel Ensamble, w której na gitarze grał Winicjusz Chróst, znany m.in. ze współpracy z formacją Breakout (album „Kamienie”). W 1983 roku ukazał się album „Podwójna twarz” nagrany z grupą Cross, a rok 1999 przyniósł świąteczną płytę „Kolędy”.

7275012019 002

XXI wiek artysta rozpoczął od przypomnienia melomanom utworów z repertuaru innych wykonawców. Na krążku „Integralnie” (2001) usłyszeliśmy jego interpretacje polskich przebojów, m.in. „Czerwony jak cegła” (Dżem) i „Jednego serca” (Niemen), oraz światowych standardów, takich jak „Move Over” (Janis Joplin) oraz „It’s A Man’s, Man’s World” (James Brown). Wokaliście towarzyszyli na nim zarówno instrumentaliści jazzowi (Wojciech Karolak, Henryk Miśkiewicz i Tomasz Szukalski), jak i rockowi (m.in. perkusista Budki Tomasz Zeliszewski). Na gitarze grał Jacek Królik, aktualnie członek Zespołu Mistrzów, z którym Cugowski koncertuje.
Trzy lata temu ukazała się z kolei mocna płyta „Przebudzenie” (2015), z dojrzałymi, zaangażowanymi tekstami, mówiącymi o otaczającej nas rzeczywistości.

7275012019 002

Z synami
W 2007 roku w telewizyjnym programie „Jak oni śpiewają?” Krzysztof Cugowski wykonał utwór „Jest taki samotny dom" w duecie z Nataszą Urbańską. W 2014 wystąpił zaś gościnnie w utworze „Zbyt wiele” producenta muzycznego Rozbójnika Alibaby oraz rapera VNM.
W kontekście tych muzycznych kooperacji nie sposób nie wspomnieć o występach Cugowskiego z synami – Wojciechem i Piotrem. Obaj poszli w ślady ojca i od prawie dwudziestu lat zawodowo zajmują się muzyką; przeważnie pod szyldem zespołu Bracia. Wspólna działalność muzyczna zacieśniła relacje rodzinne, które dawniej były zagrożone. „Byłem gościem w domu – wspomina Cugowski. – W czasach PRL-u potrafiliśmy grać 300 koncertów w roku. To jest nieodzowny atrybut tego zajęcia (…). Do tej pory w sumie moich synów nie znałem. Widywaliśmy się, ale to były sporadyczne i krótkie wizyty. W tej chwili, kiedy dużo jeździmy i gramy, w końcu ich poznałem. To jest ważne. Poza tym praca z młodymi ludźmi to przyjemność.”

7275012019 002

W 2016 roku ukazał się wspólny album ojca i synów pt. „Zaklęty krąg”. „Przygotowywaliśmy się do tego od dłuższego czasu – wyznaje Krzysztof Cugowski. – Zaczęliśmy od koncertowania razem, aż wreszcie nagraliśmy płytę.”
Oprócz trzech panów Cugowskich, w składzie znaleźli się muzycy zespołu Bracia. W zamykającym album nagraniu „Spragnieni” słychać kwartet smyczkowy The Summer String Quartet oraz Michała Urbaniaka.

7275012019 002

Z Zespołem Mistrzów
Niedawno Cugowski namówił do współpracy jeszcze innych muzyków. Grupa, z którą koncertuje, jest nazywana Zespołem Mistrzów. Nie bez powodu. Wprawdzie tworzą ją instrumentaliści od wokalisty młodsi, ale są to muzycy z bogatym doświadczeniem. Na gitarach gra wspomniany Jacek Królik, poprzednio członek Chłopców z Placu Broni, Brathanków, Lombardu i Tiltu, a także współpracownik Grzegorza Ciechowskiego (album „ojDADAna”) oraz akompaniator Grzegorza Turnaua i Andrzeja Sikorowskiego. Basistą jest Robert Kubiszyn, wcześniej głównie jazzman. Pracował m.in. z Anną Marią Jopek, Henrykiem Miśkiewiczem, Markiem Napiórkowskim oraz Dorotą Miśkiewicz. W muzyce improwizowanej specjalizuje się również perkusista Cezary Konrad, który grał z Randy Breckerem, Susan Weinert, Didierem Lockwoodem i Mino Cinelu. Na klawiszach słychać natomiast aranżera, producenta i kompozytora Tomasza Kałwaka. Skład rzeczywiście mistrzowski, więc trudno nie pójść na koncert.

7275012019 002

Roma
Ten teatr „Rzym” się nazywa – można by sparafrazować fragment tekstu „Pani Twardowskiej” Adama Mickiewicza. W warszawskim teatrze Roma nie zjawili się jednak ani Twardowski, ani Mefistofeles, ale Krzysztof Cugowski z Zespołem Mistrzów. Przedstawili najsłynniejsze utwory z repertuaru Budki Suflera, ale też zaprezentowali nagrany z synami wokalisty hit „Zaklęty krąg” z płyty pod tym samym tytułem. Ponadto postarali się, by publiczność nie odczuwała braku Romualda Lipki oraz innych członków Budki. Zespół Mistrzów ze swoich obowiązków wywiązał się wzorowo. Dwukrotnie frontman zostawiał nawet akompaniatorów samych na scenie, aby mogli się popisać jazz-rockowymi kompozycjami.

7275012019 002

Występ zaczął się od słów „Znowu w życiu mi nie wyszło”; legendarnego „Snu o dolinie” nie mogło wszak zabraknąć. Albumem „Cień wielkiej góry” Cugowski i Budka Suflera podbili polski rynek muzyczny, więc piosenkarz włączył do programu pochodzące z niego utwory „Jest taki samotny dom” i tytułowy (ten drugi dopiero na bis). Wtedy już niemal wszyscy widzowie wstali, żeby w ten sposób okazać mu szacunek. Wcześniej najwięcej piosenek pochodziło z krążka „Cisza”. „Geniusz blues” i „Młode lwy” okazały się najbardziej przebojowe; w programie koncertu przeważał bowiem repertuar stonowany. Zabrakło hitu „Takie tango” oraz innych utworów o lżejszym charakterze. Słusznie, bo w wyrafinowanych kawałkach, zahaczających o rock progresywny, Cugowski sprawdza się najlepiej. Dobrze się czuje także w ambitniejszych balladach. A że lubi również poszaleć w ostrym rocku, prawie na koniec usłyszeliśmy „Memu miastu na do widzenia”.

7275012019 002

Wszystko się może zdarzyć
Niedługi, bo półtoragodzinny koncert okazał się naprawdę udany. Po występie Cugowski długo rozdawał autografy i rozmawiał z fanami.
Zapytany kiedyś, czy jest szansa, aby jego koledzy z Budki Suflera powrócili na scenę, jak to zrobiło wielu zagranicznych wykonawców, odpowiedział: „Zagraliśmy ostatnią trasę w 2014 roku i skończyliśmy. Ale nigdy nie należy mówić «nigdy». Wszystko może się zdarzyć”.

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFM 01/2019


Pobierz ten artykuł jako PDF