fbpx

HFM

artykulylista3

 

Wayman Tisdale - Koszykarz, który został jazzmanem

088 091 Hifi 11 2018 001
Wayman Tisdale był jednym z najbardziej utalentowanych młodych koszykarzy w Stanach Zjednoczonych. W 1982 roku zdobył tytuł „najlepszego zawodnika amerykańskich szkół średnich” (Mr. Basketball USA). Trzy razy z rzędu wybierano go „zawodnikiem roku” międzyuczelnianej konferencji Big Eight. Wraz z reprezentacją USA zdobył złoty medal na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles w 1984 roku. W 2009 został włączony do Akademickiej Galerii Sław Koszykówki. Miał też swoją drugą, początkowo skrzętnie ukrywaną pasję – grał na basie.



Magia NBA
Pamiętam przełom lat 80. i 90. XX wieku nie tylko jako okres wielkiej politycznej zawieruchy. Runęło imperium Związku Radzieckiego. Zniknął podział na dwa wielkie bloki militarne. Na gruzach dawnych systemów wyrosły młode pseudodemokracje. Brak despotycznych reżimów wykorzystały sprytne organizacje przestępcze. My się uczyliśmy, jak żyć w świecie krwiożerczego kapitalizmu, a bogate społeczeństwa Zachodu starały się radzić sobie z brakiem żelaznej kurtyny i znaleźć sposób na zachowanie status quo w nowej Europie. Ale było coś jeszcze – pierwsze transmisje z meczów NBA. National Basketball Association – bajeczna kraina latających czarodziejów. Potężnych, ponaddwumetrowych dryblasów, którzy znaleźli sposób na grawitację i z gracją umieszczali piłkę w koszu. Mecze takich drużyn, jak Chicago Bulls, Utah Jazz czy Los Angeles Lakers były jak pokaz współczesnego baletu. Michael Jordan, Scottie Pippen, Magic Johnson, Larry Bird, Patrick Ewing i inni poruszali się jak tancerze. Podkreślali swoją indywidualność, jednocześnie idealnie wpasowując się w zespół. To będzie historia jednego z nich.

088 091 Hifi 11 2018 002

Chłopak pastora
Wayman Lawrence Tisdale urodził się 9 czerwca 1964 roku w Forth Worth w Teksasie, ale wychował w niewielkim mieście Tulsa w Oklahomie. Był najmłodszym z sześciorga dzieci Louisa – szanowanego pastora kościoła baptystów. Kiedy Louis zmarł w 1997 roku, jego imieniem nazwano jedną z dróg ekspresowych w Tulsie. Wtedy też brat Waymana, Weldon, zdecydował, że pójdzie w ślady ojca i został pastorem w tym samym kościele.
Waymana koszykówka z początku nie interesowała. Owszem, chodził na mecze, które rozgrywali jego starsi bracia, ale rzadko wytrzymywał do końca. Wolał się wkradać na próby kościelnego zespołu. Najbardziej podobały mu się popisy basistów. Po latach wspominał: „Wydawali mi się najbardziej wyluzowani. Podobało mi się, że stali z tyłu, nie czuli potrzeby wychodzenia na pierwszy plan, a jednak robili swoją robotę. Bez nich zespół nie brzmiałby dobrze.”
Tradycyjnie w kościołach baptystów rozbrzmiewały hymny i pieśni gospel. Ojciec Waymana także lubił muzykę. Każdemu ze swoich dzieci kupił gitarę, ale po krótkim okresie fascynacji instrument zwykle lądował w kącie, a pociechy zajmowały się innymi rzeczami. Tylko Wayman godzinami brzdąkał, ucząc się akordów i linii melodycznych popularnych przebojów. Być może już wtedy zaczął się koncentrować na melodiach, które staną się jego znakiem rozpoznawczym, kiedy sięgnie po bas. Nigdy nie brał lekcji u profesjonalistów. Grał ze słuchu i podpatrywał innych muzyków. Szybko robił postępy i było jasne, że ma do tego dryg.

088 091 Hifi 11 2018 002

Gwiazda koszykówki
Równocześnie chłopak rósł jak na drożdżach. Okazało się, że ma idealne warunki do koszykówki. Wyróżniał się wśród rówieśników świetną koordynacją ruchową. Lubił biegać i wrzucać piłkę do kosza, a w amerykańskich szkołach sportowcy cieszyli się specjalnymi przywilejami. Jeśli dodać do tego, że dziewczyny traktowały ich zupełnie inaczej niż resztę towarzystwa, to... właściwie nie miał innego wyjścia.
W szkole średniej miał już 206 cm wzrostu. Był przy tym szybki, zwinny i doskonale przygotowany atletycznie. Kiedy przyszedł czas na wybór szkoły wyższej, dostał ponad 150 ofert od college’ów w całych Stanach. Wybrał Oklahoma University, ponieważ chciał być jak najbliżej domu. Wcześniej trafił tam także jeden z jego braci.
Szybko stał się gwiazdą uniwersyteckich rozgrywek. Jego uczelnia nigdy wcześniej ani później nie miała takiego gracza. Każdego roku był wybierany do najlepszego międzyuczelnianego zespołu USA. Będąc jeszcze studentem, został włączony do amerykańskiej kadry olimpijskiej (wtedy jeszcze złożonej z amatorów). Wystąpił na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles w 1984 roku. W finale Amerykanie pokonali Hiszpanię i zdobyli złoty medal. Trzeba jednak uczciwie  zaznaczyć, że igrzyska zbojkotowała większość państw zza żelaznej kurtyny; jednym z nielicznych krajów socjalistycznych, które wysłały tam swoich sportowców, była Jugosławia. Zajęła trzecie miejsce na turnieju koszykówki. Umniejsza to nieco skalę sukcesu Tisdale’a i jego kolegów, ale bez przesady. Koszykówka gości na olimpiadzie nieprzerwanie od roku 1936 i w tym czasie tylko czterokrotnie zdarzyło się, że reprezentacja USA nie wygrała. Bardzo więc prawdopodobne, że Amerykanie poradziliby sobie z każdym przeciwnikiem. Zwłaszcza że grali u siebie.

088 091 Hifi 11 2018 002

W naborze (drafcie) do NBA w 1985 roku Wayman nosił drugi numer w skali całego kraju. Pierwszy należał do późniejszego wielkiego gwiazdora New York Knicks i dream teamu z igrzysk w Barcelonie, Patricka Ewinga.
Tisdale trafił do zespołu Indiana Pacers. Klubu teoretycznie niezłego, ale akurat w tamtym czasie przeżywającego spore problemy. W 1989 przeszedł do Sacramento Kings – kolejnego dość przeciętnego zespołu, któremu nie była w stanie pomóc świetna forma naszego bohatera. Miał po prostu pecha, bo w ciągu pięciu lat gry dla Kings był jednym z najlepszych zawodników w USA. W swoim najlepszym sezonie w NBA (1989-1990) potrafił utrzymać średnią 22,3 punktu na mecz w skali roku. Dla porównania średnia Ewinga sięgała wtedy ledwie 20 punktów.
U schyłku kariery sportowej zagrał wreszcie dla zespołu, który walczył o najwyższe podium. W 1994 roku został zawodnikiem Phoenix Suns. Rok później zwyciężył ze Słońcami w dywizji Pacyfiku i dotarł do półfinału Zachodniej Konferencji. Jego statystyki się jednak pogarszały, a forma spadała. Pozostał graczem Suns do roku 1997, kiedy przeszedł na sportową emeryturę.

088 091 Hifi 11 2018 002

Z parkietu na scenę
Im gorzej szło mu na parkiecie, tym bardziej poświęcał się muzyce. Nawet w najlepszych latach w NBA nie zapominał o gitarze basowej. Instrument był jego lekarstwem na stres związany z kolejnymi meczami. Wypełniał czas niekończących się podróży po USA. Kiedy poczuł, że spada wydolność organizmu i powoli zbliża się kres koszykarskiej kariery, zaczął komponować i próbować sił jako producent.
Znanemu zawodnikowi nie było trudno nawiązać kontakty w branży muzycznej. Już w 1993 roku napisał piosenkę „Payday”, którą w przebój zamienił zespół r’n’b The Winans. W tym samym roku ukazał się też debiutancki album tria wokalnego Sisters With Voices (SWV) „It’s About Time”, zawierający kilka jego utworów. Płyta sprzedała się w 3 mln egzemplarzy.
W 1995 podpisał kontrakt z wytwórnią Motown. Jego solowy debiut „Power Forward” dotarł do czwartego miejsca na liście jazzowych bestsellerów „Billboardu”. Tisdale płytę wyprodukował, zagrał na basie, gitarze, syntezatorach, programował perkusję i zaśpiewał. Skomponował też większość utworów. Towarzyszyła mu śmietanka muzyków sesyjnych, jak również artyści znani z jazzowego poletka, jak perkusista Lenny White czy basista Marcus Miller. Muzycznie była to wypadkowa stylistyki Motown, czyli funky, soul i jazz, podlane rhythm and bluesem. A jeśli jazz, to raczej w melodyjnej wersji smooth. Wtedy Wyman był jeszcze czynnym zawodnikiem, więc środowisko muzyczne potraktowało płytę jak ekstrawagancję znanego sportowca.
Rok później ukazał się kolejny album, „In The Zone” – w charakterze zbliżony do debiutu. O rosnącej pozycji w światku muzycznym świadczyła jednak obecna w projekcie gwiazda jazzowej wokalistyki, Lalah Hathaway.
Przełomowy w muzycznej karierze Tisdale’a okazał się trzeci krążek, „Decisions” (1998), zarazem pierwszy nagrany po zakończeniu kariery sportowej. Wydał go koncern Atlantic, który przejął muzyka od Motown, licząc na rozwój jego kariery i zyski. Znów pojawił się doborowy skład (Gerald Albright, Everette Harp, Marcus Miller). Znów zaśpiewała Lalah Hathaway. Tym razem nie dało się już zlekceważyć byłego koszykarza. Muzyka była lekka, łatwa i przyjemna, ale melodyjność i przebojowość kompozycji oraz zagrane z polotem partie instrumentalne okazały się atrakcyjne nawet dla wymagających słuchaczy. Podobnie jak poprzednie dwie płyty i ta świetnie się sprzedawała i wylądowała na liście „Billboardu”.

088 091 Hifi 11 2018 002

Jeszcze większy sukces osiągnął kolejny album – „Face To Face” (2001), który dotarł do pierwszego miejsca jazzowego rankingu tego pisma. Muzycznie był to niewielki krok wstecz, a płyta jako całość nie była tak atrakcyjna jak „Decisions”. Znalazł się na niej za to pierwszy wielki hit Tisdale’a – instrumentalna wersja „Can’t Hide Love” grupy Earth Wind & Fire. Singiel z tym utworem dotarł na szczyt listy przebojów, a muzyk otrzymał tytuł „basisty roku 2002” na gali National Smooth Jazz Awards. Stał się muzykiem z krwi i kości, cenionym i szanowanym przez amerykańskie środowisko.
Kolejna płyta – „Presents 21 Days” (2003) – sprawiła fanom dużą niespodziankę. Przede wszystkim, Tisdale wydał ją we własnej oficynie Tisday Records, rezygnując z promocyjnego i dystrybucyjnego potencjału wielkiego koncernu. Do tego muzycznie nawiązywała do dzieciństwa, które Wayman spędził w kościele baptystów, wypełnionym pieśniami gospel. Do nagrania zaprosił swoją córkę Danielle i brata Weldona. Z muzyki emanowała religijna żarliwość, za którą kryła się tęsknota za prostotą życia pod skrzydłami ojca-pastora w niewielkiej Tulsie.
Po tym małym interludium Tisdale powrócił do grania swojej wersji funku, soulu i smooth jazzu na płycie „Hang Time” (2004). Tym razem w stajni Rendezvous Entertainment, należącej do saksofonisty Dave’a Koza – niekwestionowanej gwiazdy smooth jazzu.
Koz zagrał na jego następnym krążku „Way Up” (2006). Na liście płac znaleźli się także: klawiszowiec George Duke, saksofonista Kirk Whalum i gitarzysta Jonathan Butler. Dzięki nim album tętni energią i może zainteresować nawet fanów jazz-rocka.
Ostatnią płytę – „Rebound” – Wayman nagrał już po zdiagnozowaniu u niego nowotworu kości. Muzycznie była to kontynuacja stylu opartego na zdecydowanym, funkowym rytmie, bogatych partiach instrumentów klawiszowych i gitarze basowej, grającej melodie, czasem nawet solo. Do nagrań Tisdale zaprosił m.in. znanego wokalistę country Toby’ego Keitha, który zaśpiewał „Never, Never Gonna Give Ya Up” Barry’ego White’a. Popularny pieśniarz gospel Marvin Sapp wykonał kończący album hymn „Greatful”. Trudno te kompozycje interpretować inaczej niż jako wyraz determinacji w walce z chorobą i powierzenia swego losu Bogu.
Wayman Tisdale zmarł 15 maja 2009 roku po dwóch latach walki z rakiem. Miał 44 lata. Pozostawił żonę Reginę i czwórkę dzieci. W 2011 na ekrany wszedł film Briana W. Schodorfa „The Wayman Tisdale Story”, w którym wystąpiły zarówno gwiazdy koszykówki (m.in. Michael Jordan), jak i muzyki (Marcus Miller, Dave Koz, Toby Keith i inni).   

 

 
 

Marek Romański
Źródło: HFM 11/2018


Pobierz ten artykuł jako PDF