fbpx

HFM

artykulylista3

 

Jesienna mowa Warszawska Jesień 2020

078 081 Hifi 11 2020 001„Muzyka jest językiem, ale i język niesie własną muzykę. W czasie obecnej Warszawskiej Jesieni oba te żywioły będą przeplatać się na rożne sposoby. Będzie więc na Festiwalu o słowie wtopionym w muzykę i muzyce wtopionej w słowo. O języku muzyki i muzyce języka. O muzyki i języka elementach wspólnych. O podobieństwach strukturalnych, gramatyce muzyki i architekturze tekstu. A także o podobieństwie funkcji: muzyki i języka roli informacyjnej, komunikacyjnej – również w środkach przekazu, «mowie» w perspektywie społecznej” – tak o temacie przewodnim 63. Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień mówił jego dyrektor, kompozytor Jerzy Kornowicz. I trzeba przyznać, że takie ujęcie okazało się owocne artystycznie, odkrywcze, a niekiedy nawet fascynujące.


Wymawiając jednym tchem „muzyka i język”, myślimy od razu – „Wortton”. To poręczne niemieckie określenie obszaru tzw. umuzycznienia, czyli kompozycji wokalnych i wokalno-instrumentalnych, łączących tekst literacki i muzyczny. Obejmuje wszelakie pieśni, oratoria i opery. Organizatorzy tegorocznej Jesieni nie poszli jednak tym oczywistym tropem. Wyborna decyzja.
*
W wybranym repertuarze można dostrzec kilka nurtów rozważań o relacjach muzyki i języka. Pierwszy to szukanie elementów, cech wspólnych językowi i muzyce, takich jak brzmienie, rytm, intonacja, frazowanie czy funkcja ekspresji. Na tej „fundamentalnej” festiwalowej ścieżce znalazły się dwa utwory – krótkie, acz sugestywne i mocno zapadające w pamięć.
W „Contre No. 2” Kuby Krzewińskiego para wykonawców (perkusiści z Kwadrofonik) siedzi na krzesłach naprzeciwko siebie i, zgodnie z zapisem nutowym, wydobywa dźwięk ze swoich ciał. To dosłowny body language – pocieranie i uderzanie dłonią o udo, oddechy i inne ustne paradźwięki do mikrofonu; każdy wzmacniany i podawany przez głośnik. Dźwięko-gesty są tu nośnikiem niezwykłej niewerbalnej rozmowy: krzyczą, grożą, przytakują etc. Niosą znaczenie silniejsze od słów.
„Aphasia” Marka Applebauma jest próbą opisu afazji poprzez wyjście poza podręcznikową definicję i sonorystyczne pokazanie, czym jest niemożność dźwiękowego wydobycia z mózgu myśli już składnie ułożonych do werbalnego przekazu. Bohater-wykonawca (znany perkusista Leszek Lorent, ujawniający tu  fantastyczny talent aktorski) chciałby mówić, ale nie może. Z zaplanowanego kunsztownego monologu do odbiorców dociera tylko zamaszysta gestykulacja. Ruchy rąk i całego ciała, które zwykle są dodatkiem do słów, ich wzmocnieniem, tutaj stają się widomym dowodem mowy i jej jedynym narzędziem, ale to nie jest język migowy! To, co naprawdę mówi bohater (lecz przez afazję nie potrafi wypowiedzieć), słychać z głośników. Do słuchaczy dociera uwięziona w mózgu muzyka myśli, która gra dla jednego słuchacza i jest poniekąd jego przekleństwem.
Samym brzmieniem języka i dekonstrukcją mowy zainteresował się José Maria Sanchez-Verdú w „Paraiso cerrado II”. Głos kobiecy został tu potraktowany jako jeden z tuzina instrumentów. Skupiona i natchniona solistka (Pia Davila) lamentuje jakby na zwolnionych obrotach, chcąc przyciągnąć słuchaczy coraz bliżej dźwięku, powiększając szczegóły aż do całkowitego ich zatarcia, trochę podobnie jak w filmie Antonioniego „Powiększenie”.

078 081 Hifi 11 2020 002
**
Sto lat temu kompozytor Leoš Janáček wędrował po ulicach Brna z zeszytem nutowym, notując na pięciolinii zasłyszane wypowiedzi. Interesowała go melodia języka, związek pomiędzy znaczeniem słów, sytuacją wypowiadania, emocjami mówiącego a intonacją, rytmem i dynamiką. Doświadczenia z podsłuchiwania przekładał na praktykę twórczą, komponując dialogi w operach.
Peter Ablinger to swoisty kontynuator tamtych działań. Od ponad dwóch dekad gromadzi nagrania wypowiedzi sławnych ludzi (artystów, polityków etc.) i komponuje do nich fortepianowy akompaniament. A właściwie to nie akompaniament, bo tutaj zapis partii fortepianowej naśladuje, dubluje rytm i intonację mowy nagranej na taśmie. To odtwarzanie mowy, uczenie się muzyki od mowy.
Głos z taśmy i partia fortepianu na żywo – to istota cyklu „Voices and Piano”, w ramach którego Ablinger stworzył dotychczas około 60 utworów (planuje jeszcze kolejnych 20). Dla Ablingera nagrany materiał to nie tylko próbka głosu; ważna jest treść wypowiedzi, a cały cykl staje się subiektywnym archiwum zjawisk społeczno-kulturalnych XX wieku. W czasie festiwalu wykonano cztery ogniwa „Voices and Piano”, z głosami Lecha Wałęsy (wizyta delegacji Solidarności u Jana Pawła II: „… chcemy Twoich rad, Ojcze… wiernie Ci służyć”; gromkie oklaski), aktorki Hanny Schygulli, pisarza Ezry Pounda i reżysera Pier Paola Pasoliniego. Z wykonanych fragmentów bije wielka energia słowa, zdająca się naturalnie ewokować fortepianowe dopełnienie. Słowa mają skrzydła, a w połączeniu z muzyką dostają drugą parę skrzydeł na lot w społeczeństwo. Projekt ważny, niepowtarzalny.
Społeczny wymiar słów interesuje również Miroslava Srnkę. W „Speed of the Truth” – na klarnet, chór i orkiestrę – klarnet reprezentuje ludzki głos, czytający graffiti i teksty z internetu. Odbijanie się słów, ich multiplikacja, powracanie, dewaluacja – tego typu społeczne zjawiska językowe są ilustrowane w obsadzie i rozstawieniu wykonawców: chór na balkonie, 4 ksylofony, 4 akordeony, 2 fortepiany.
Muzyka idzie za artykulacją wpisaną w dany tekst; realizuje zapisany tam scenariusz. Słowo, skądkolwiek pochodzi, daje inspirację, a muzyka zachowuje wobec niego szacunek. Wyśmienicie zagrał partię klarnetu (solówki w górnych rejestrach instrumentu!) Jörg Widmann.
Należy dodać, że język reklamy (także wizualny) był jednym z bohaterów opery François Sarhana „The Right Ear”. Festiwal, zaraz po polskim hymnie, rozpoczął się utworem „Pubs-Reklamen” Georges’a Aperghisa. W trakcie inauguracji błyskotliwym żartem popisał się duet Elettrovoce w improwizacjach pod tytułem „Widzimisię” (jedna na fonotyzator semantochłonowy, druga – na werbafon desemantryczny). Agata Zubel zaśpiewała gazetowy tekst, mówiący o… koncercie, który właśnie się odbywał.078 081 Hifi 11 2020 002

 


***
Język jako narzędzie narracji, nośnik tradycji, strażnik mitu – w połączeniu z muzyką – był również obecny na Warszawskiej Jesieni 2020.
„Ecloga VIII” Krzysztofa Pendereckiego, utwór z lat 60., wciąż jawi się jako kompozycja superawangardowa. Tekst Wergiliusza posłużył jako scenariusz dramatu na cześć głosów. Sekstet ProModern (co doskonale widać na zbliżeniach) pokazuje, na czym polega przedłużenie emisji w postaci mimiki. Toż to teatr sześciu śpiewaków-aktorów. Tym bardziej wstrząsające, że za prolog posłużyła odtworzona z taśmy wypowiedź Pendereckiego: „Ciągle jeszcze błądzę, muszę się cofać, a cel jest spowity mgłą, na tym polega twórczość”. Czyż nie tym jest żywa mowa?
Doniosłym punktem programu była polska prapremiera „Vox Humana?” Mauricio Kagela – chóralnej lamentacji kobiet nad skonfliktowanym światem, śpiewanej w języku Żydów sefardyjskich (i pierwszym języku Kagela) – ladino. To niezwykle piękna kontynuacja toposu, zapoczątkowanego w starożytności przez płacz Trojanek.
Antonio Corrales o swojej kompozycji „Tulpa” mówi, że to utwór o transie. Przywołuje przykład derwisza, który tańczy do wyczerpania energii. Zaczyna się jak najsłynniejszy kaprys Paganiniego – diabelsko, ostinatowo, a później frazy zaczynają się rwać. Tulpa mówi „mea culpa” (sic). Ciągnący się nieludzki ryk klarnetu basowego brzmi jak ostatnie tchnienie tulpy, czyli niezależnej świadomości, stworzonej przez człowieka i mieszkającej w jego ciele. Tybetańskie pojęcie tulpy rozpowszechnił serial „Twin Peaks” – i prawdopodobnie przez popkulturę poznał je Corrales, a następnie przywiózł na Jesień.
Z popkultury został też zaczerpnięty finał dzieła Juliany Hodkinson „…can modify completely/in this case/not that it will make any difference…”. O ile sam utwór jest ponurą acz efektowną solówką gitary elektrycznej na tle orkiestry – lotem ku zapowiadanej katastrofie (tytuł pochodzi z podręcznika pilotażu), to baśniowo-pogodne zakończenie wzięto z piosenki „When I Fall in Love” i robi ono wrażenie wręcz katarktyczne; uśmiechnęła się nawet dyrygentka Monika Wolińska.

 

078 081 Hifi 11 2020 002

 


****
Pandemiczny rygor zdekapitował publiczność w połowie. Do Studia im. Lutosławskiego słuchaczy nie wpuszczono w ogóle (mała przestrzeń kuluarowa). Ale była to pierwsza edycja festiwalu w całości transmitowana w sieci. I to bynajmniej nie w jakości kamerki internetowej, lecz pełnowartościowego zapisu audiowizualnego z kilku kamer, obsługiwanego przez najlepszych realizatorów. Z bliska można było oglądać to, co niedostępne wzrokowi w warunkach koncertowych, a w przypadku muzyki współczesnej szczegóły wykonawcze bywają fascynujące i poszerzają pole świadomego słuchania.
Choćby w przypadku utworu „Riss 1,2,3” Marca André – nietypowe artykulacje z tłumikami, przydechami, na podstawku; pocieranie strun harfy; uderzanie metalowych prętów; granie na kieliszkach z wodą, na samych ustnikach; flażolety wiolonczelowe na granicy słyszalności; pocieranie strun kartą kredytową. Wyraz twarzy dyrygenta Szymona Bywalca i jego demiurgiczna gestykulacja (a dzieło opowiada o stworzeniu świata) – bezcenne!
Jerzy Kornowicz stwierdza: „Festiwal, który toczy się w Warszawie, jest też po raz pierwszy odbierany w domach na całym świecie. Jesień nieco inna niż do tej pory także pod względem repertuaru, który uwypukla kameralność, a więc też intymność. Możemy być nadal razem, do pewnego stopnia nawet bardziej niż do tej pory”.
Dobrze, że ta „Warszawska Jesień” się odbyła. To sukces organizacyjny, a po części – cud. Muzyka znów przemówiła, pięknie i ciekawie – a to już cudem nie jest.

63. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień,
18-26 września 2020, Warszawa (m.in. Filharmonia Narodowa, ATM Studio, Studio Koncertowe Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego)

 

Hanna Milewska