HFM

artykulylista3

 

NAD C 368

052 055 Hifi 12 2017 001
Wzmacniacze NAD-a zawsze kojarzyły się z prostotą. Od początku firma koncentrowała się na tym, co najważniejsze, czyli na brzmieniu. Stąd zresztą jej sukces.

Sukces, dodajmy, oszałamiający, bo z garażowej montowni NAD wyrósł na jednego z największych producentów sprzętu hi-fi. Odpuścił sobie przenośne samograje czy słuchawki w cenie kilograma sera. Pozostał wierny klientom poszukującym budżetowego stereo, jednocześnie hołdując zasadzie, że sprzęt ma być rzetelnie zbudowany i niezawodny.

Einstein The Amp Ultimate

68 73 HIFI 09 2017 001
Wielu specjalistów od coachingu uważa, że sukces w biznesie determinuje głównie tzw. „postawa”. Jej najciekawsza definicja, wg jednego ze znanych mi fachowców, brzmi: „Pewność siebie granicząca z bezczelnością”. Jak bardzo trzeba być pewnym siebie, aby w nazwie firmy użyć nazwiska geniusza, który sformułował ogólną teorię względności?

Takiego dylematu nie miał, widać, Volker Bohlmeier, kiedy w 1988 roku zakładał Einstein Audio Components. Muzyk i kolekcjoner gitar, już na początku działalności zawiesił sobie poprzeczkę w okolicach rekordu świata. Bez trudu można sobie przecież wyobrazić, że Einstein w herbie prowokuje i jakakolwiek wtopa pociągnęłaby za sobą branżową krytykę wprost proporcjonalną do sławy genialnego fizyka.

Marantz PM-10

50 57 HIFI 09 2017 001

Po raz pierwszy Marantz pokazał serię New Reference jesienią 2016. Wzmacniacz PM-10 i odtwarzacz SA-10 zagrały w czasie Audio Video Show 2016. Prezentację prowadził Rainer Finck – długoletni współpracownik Kena Ishiwaty.

Premiera handlowa szczytowego duetu Marantza odbyła się wiosną w Warszawie. Ishiwata wziął w niej udział jako ambasador firmy, projektant i prezenter. Gościem specjalnym był ambasador Japonii, Shigeo Matsutomi, co, jak słusznie zauważył we wstępniaku Redaktor Naczelny („HFiM” 3/2017), podniosło rangę wydarzenia o kilka pięter.
Bywalcy wystaw wiedzą, że Ken Ishiwata mało opowiada o technice, a więcej o idei przyświecającej projektantom. Nawiązuje tym samym do reklamowej sentencji firmy: „Ponieważ muzyka ma znaczenie”. Tym razem mówił, że nie zawsze najdroższe komponenty dają lepsze brzmienie, a decydujące znaczenie ma ich właściwy dobór. A ponieważ jest miłośnikiem pięknych głosów i realizacji, które uchwyciły ulotną aurę nagrania, te aspekty u Marantza stoją zawsze na pierwszym miejscu.

Yaqin MS-30L

28 33 HIFI 09 2017 001

O tym, że wzmacniacze lampowe trzymają się mocno, nikogo nie trzeba przekonywać. Wystarczy odwiedzić kilka specjalistycznych sklepów ze sprzętem hi-fi lub przejrzeć relacje z którejkolwiek z branżowych wystaw. Dotyczy to każdego przedziału cenowego, od urządzeń za grosik, po high-endowe monstra.

W świetle powyższego można powziąć podejrzenia, że obiekt dzisiejszego testu wypłynął na fali mody na analogowe brzmienie. Prawda jest jednak inna.
Chińska firma Foshan Chancheng Yaqin Sound jest obecna na rynku od początku ubiegłej dekady i niemal wszystkie urządzenia grające, które opuszczają jej mury, powstają w technice lampowej, nie wyłączając odtwarzaczy CD. Produkcja odbywa się ręcznie, w warunkach niemal rzemieślniczych, a zakład Yaqina nie ma nic wspólnego ze sterylnymi, zalanymi światłem jarzeniowym halami, pełnymi anonimowych techników w białych czepkach i maseczkach.
Elektronikę Yaqina wyróżnia charakterystyczne wzornictwo, dalekie od europejskiej powściągliwości. Urządzenia są masywne, okazałe i na pierwszy rzut oka powinny kosztować ze dwa razy więcej, niż wynosi ich cena katalogowa. Co ciekawe, po bliższym poznaniu wrażenia te się potwierdzają.

Boulder 865

74 81 Hifi 07 2017 001
Boulder, Colorado, USA. Miasto liczące około 100 tys. mieszkańców. Mniej więcej tyle co Kalisz, Grudziądz czy pół Radomia. W Stanach miast o zbliżonej populacji jest ponad 50, a większych – jakieś ćwierć tysiąca więcej. Po co te statystyki? No cóż, może okażą się intrygujące przy ewentualnym wskazywaniu stolicy światowego hi-endu?

Polscy audiofile doskonale znają nazwy takich firm, jak PS Audio, Ayre czy Avalon. Sprawdźcie teraz ich adresy. Boulder, Colorado, USA.

Micromega M-One 100

52 59 Hifi 06 2017016
To nie jest mój pierwszy kontakt z Micromegą. Francuska marka była aktywna już we wczesnych latach 90. Słynęła z odtwarzaczy CD, które – pomimo umiarkowanych cen – jakością brzmienia goniły do pudła znacznie droższe konstrukcje konkurencji. Najpierw używałem Stage’a 4, później przesiadłem się na „szóstkę”. Pięknie to grało…

W pewnych zakresach Stage 6 starał się nawet konkurować ze źródłami dzielonymi (transport/przetwornik) i byłoby to wymarzone narzędzie dla recenzenta, gdyby nie jego… kaprysy. Odtwarzacz się wieszał, zacinał i wyłączał. Przeważnie pomagał reset. Czasem jednak potrzebna była ingerencja serwisu. Mimo tych niedogodności posiadaczy Micromegi darzono swoistym respektem. W audiofilskich kręgach uważano ich za ludzi, którzy, świadomie godząc się na niewygody, cieszą się brzmieniem na granicy hi-endu.