fbpx

HFM

artykulylista3

 

Benchmark HPA4/AHB2

034 041 Hifi 11 2021 010
Kolejny garaż, w którym narodziła się sława świata hi-fi, namierzyliśmy w Garland, w Teksasie. Tam w 1983 roku zainstalował się Allen H. Budrick, inżynier z doświadczeniem w projektowaniu specjalistycznej elektroniki dla studiów telewizyjnych.

Nie znamy okoliczności, które przesądziły o zmianie profilu działalności. Wiemy natomiast, że Allen podszedł do tematu inaczej niż reszta początkujących wizjonerów. Zamiast poszukiwać brzmienia marzeń, nawiązał współpracę z THX-em i na jego technologii oparł własne konstrukcje, sygnowane marką Benchmark Sound Company.

Zdjęcia: Bartosz Wężyk


Dwa lata później firma przeniosła się do Syracuse – rodzinnego miasta Budricka – i zmieniła nazwę na Benchmark Media Systems. Obecnie posługuje się hasłem „The Quietest, Cleanest Audio Amplifier on the Planet”.
Skoro mamy do czynienia z opcją „naj”, to oferta musi być minimalistyczna. Obecność wielu modeli wykluczałaby „najlepszość”, stąd katalog jest skromny i bardzo specjalistyczny. Benchmark zdobył sławę dzięki dwóm urządzeniom: końcówce mocy AHB2 (16000zł) i przedwzmacniaczowi LA4 (13000 zł). Razem tworzą wzmacniacz dzielony, którego dekompletowanie producent stanowczo odradza.
Opisywany przedwzmacniacz HPA4, droższy o 2500 zł, to ta sama konstrukcja co LA4, tyle że wyposażona dodatkowo we wzmacniacz słuchawkowy. Ofertę zamyka przetwornik cyfrowo-analogowy DAC3, dostępny w trzech wersjach. Podobnie do przedwzmacniacza, w każdej wykorzystano identyczny układ, oparty na kości ES9028PRO. DAC3B (8000 zł) to „goły” konwerter. Wersję DAC3L (9500 zł) wzbogacono o funkcje przedwzmacniacza, natomiast w DAC3HCG (11000 zł) znajdziemy przedwzmacniacz i wzmacniacz słuchawkowy.
Wszystkie modele Benchmarka są dostępne w kolorach czarnym i srebrnym. Jako że sprzętu używa się także w studiach, przewidziano opcję z frontem wyposażonym w rączki i dostosowanym do montażu w racku (wysokość 2RU). Na pierwszy rzut oka wygląda zabawnie, bo płyta czołowa jest ponad dwa razy szersza od samego urządzenia, ale to żaden obciach. Poza tym, profesjonalistów niespecjalnie interesuje wygląd sprzętu, natomiast audiofile mogą pozostać przy standardzie.

 

034 041 Hifi 11 2021 001

Wnętrze końcówki mocy.

 

Budowa
Na zdjęciach oba opisywane urządzenia wyglądają potężnie. Zwłaszcza końcówka mocy AHB2 prezentuje się okazale z radiatorami po bokach. Tymczasem to filigranowe skrzynki, gabarytami przypominające miniwieżę. Na pierwszy rzut oka „niepoważne”, ale kiedy przyjrzymy się bliżej, docenimy klasę materiałów i montażu. Nic dziwnego, bo to ręczna robota, a każde urządzenie przechodzi drobiazgową kontrolę techniczną. Nie ma tu miejsca na potknięcia, a precyzja montażu i wysokiej jakości komponenty mają zapewnić długowieczność i bezawaryjność.
Obudowy w całości wykonano z aluminium. Najcieńsze płyty (górne i dolne) mają grubość 2 mm; frontowe i boczne (w preampie) – 5 mm. Te są szlifowane i pięknie załamują światło, ale widać na nich odciski palców. Do ich usunięcia wystarczy zwykły detergent i miękka ściereczka z mikrofibry. Końcówka mocy jest szersza od przedwzmacniacza HPA4 o wystające po bokach radiatory.

034 041 Hifi 11 2021 001

Końcówka mocy – jak w studiu.

 

Przedwzmacniacz HPA4
HPA4 z high-endowymi klasykami łączy pewna prostota i surowość wyglądu. Na przedniej ściance znalazły się tylko pokrętło regulacji głośności i dwa wyjścia słuchawkowe: symetryczne i duży jack. Dostrzeżemy także miniaturowy wyłącznik standby i diodę obok niego. Duży wyświetlacz wygląda za to trochę jak telewizor wmontowany w lodówkę i zapewne wywoła liczne kontrowersje. Jedni uznają go za bezguście, inni pochwalą nowoczesność. Display pokazuje m.in. symbol modelu (nie wiem, po co komu ta informacja) i poziom wzmocnienia osobno dla wyjścia słuchawkowego i dla kolumn. Również osobno aktywujemy wyciszenie, a dwoma strzałkami ustawiamy balans lub wybieramy źródło. Za pomocą „słoneczka” w lewym dolnym rogu wchodzimy do menu. Nie podoba mi się taka forma obsługi, bo skoro już miało być nowocześnie, to można było napisać aplikację do sterowania wszystkimi funkcjami smartfonem, a front zostawić w spokoju, dodając co najwyżej drugie pokrętło. Współcześni użytkownicy przywitaliby taką opcję z radością, bo z takim „pilotem” zwykle się nie rozstają i używają go na przykład do nawigacji w serwisach streamingowych. To jednak kwestia gustu. Za to właściwy pilot jest już całkiem zwykły, choć wypada pochwalić jego ergonomię i prostotę obsługi. W USA trzeba za niego dopłacić 100 dolarów; w Polsce jest wkalkulowany w cenę urządzenia.

034 041 Hifi 11 2021 001

Miejsce wypełnione szczelnie.

 

Zestaw wejść liniowych obejmuje dwa XLR-y Neutrika i dwa złocone RCA. Wyjścia to jedno RCA i dwa komplety XLR-ów, z których jeden przeznaczono do połączenia stereo, drugi zaś do mono.
Pod względem budowy wewnętrznej HPA4 nie przypomina innych preampów. Transformator zamknięto w dwóch ekranujących puszkach, zaś elektronikę zmontowano na trzech płytkach drukowanych. Zobaczymy na nich przede wszystkim prostokątne kostki. To wysokiej jakości przełączniki ze złotymi stykami, kontrolujące wzmocnienie, wybór wejścia oraz wyciszanie.
Regulacja głośności odbywa się w 256 krokach, co 0,5 dB. Konstrukcja przypomina rozwiązanie Asthetiksa i jest zbliżona do drabinki rezystorowej. To kosztuje, ale efekt faktycznie bywa warty nakładów. Wzmacniacz słuchawkowy zajmuje całe jedno piętro. To rozbudowany układ, w dodatku – patrząc na jego udział w całości – bardzo rozsądnie wyceniony.

034 041 Hifi 11 2021 001

Dotykowy wyświetlacz

 

Końcówka mocy AHB2
AHB2 to wzornicza klasyka. Z przodu widać tylko przycisk standby (oba urządzenia nie mają włącznika mechanicznego i pozostają podpięte do sieci zawsze w trybie czuwania) i siedem diod. Niebieska sygnalizuje, że wzmacniacz jest włączony, pozostałe sześć pomarańczowych informuje o przegrzaniu elektroniki, wejściu w clipping albo włączeniu funkcji mute, a wszystko – dla każdego kanału osobno. Jedynym ozdobnym akcentem jest wygrawerowane logo Benchmarka. Ogromne, rzucające się w oczy, a mimo to dyskretne. I to wszystko, bo w sumie nie potrzeba nic więcej.
Przestrzeń z tyłu szczelnie wypełniają gniazda. Wprawdzie nie jest ich dużo, za to prezentują najwyższą jakość. Trzy „dziwne” złącza to studyjny standard Neutrika – NL4, osobne dwa do pracy w stereo i jedno w trybie mono, kiedy używamy końcówek jako monobloków. Oprócz standardowych zacisków głośnikowych, obficie zalanych plastikiem (zabezpieczenie przed przypadkowym zwarciem końcówek przewodów), widać wejście XLR Neutrika, a także przełącznik poziomu wejść. AHB2 to konstrukcja o niskim wzmocnieniu. Aby w pełni wykorzystać jej potencjał, należy je ustawić na +22 dB. To znacznie więcej niż w przypadku większości wzmacniaczy mocy, ale wynika z faktu, że AHB2 jest od nich o 10 dB do 30 dB cichszy. Pozostałe pozycje przeznaczono do bezpośredniego łączenia z przetwornikami Benchmark DAC3 czy innymi profesjonalnymi urządzeniami w studiu. Nie przewidziano natomiast wejść RCA. Zdaniem producenta nie zapewniają one wystarczającej rozdzielczości, wobec czego są posiadaczowi tak specyficznego urządzenia zbędne.
Końcówka stereo może pracować jako monoblok. W tym trybie moc rośnie prawie czterokrotnie (380 W/8 Ω) i poprawiają się wartości innych parametrów, jak dynamika czy zniekształcenia. Trudno sobie jednak wyobrazić, żeby ktoś był z nich niezadowolony w wersji stereo.

034 041 Hifi 11 2021 001

Trzy piętra.

 

Nie mamy zwyczaju podniecać się cyferkami w tabelkach, bo niewiele mówią o samym brzmieniu. Jednak Benchmark stosuje technologię THX-a, śrubującą parametry do poziomu, przy którym kilka razy sprawdzamy, czy aby nam się coś nie pomyliło. W dodatku wyjaśnienia Benchmarka brzmią przekonująco: to właśnie te cyferki sprawiają, że jego wzmacniacze są „najczystsze i najcichsze na planecie”. Wprawdzie moc i współczynnik tłumienia pozostają „zwyczajne”, ale już stosunek sygnał/szum to 132 dB (stereo) i 135 dB (mono). Zniekształcenia? Odpowiednio: mniej niż 0,00011 i 0,00010 %, czyli praktycznie wyeliminowane. Pasmo przenoszenia to 0,1 Hz – 200 kHz (-3 dB); w przypadku przedwzmacniacza HPA4 rozszerza się aż do 500 kHz (-3 dB). Odstęp sygnału od szumu to aż 137 dB, a zniekształcenia spadają do 0,00006 %. Faktycznie, osiągnięto tutaj mistrzostwo świata i producent ma w pewnym sensie rację, utrzymując, że znalezienie konkurenta dla którejkolwiek części duetu graniczy z cudem.
Nazwa końcówki nawiązuje prawdopodobnie do inicjałów założyciela firmy – Allena H. Budricka. Jednak równie dobrze może się odnosić do stopnia wyjściowego, łączącego topologię klasy AB oraz H i objętego sprzężeniem zwrotnym. Wzmacniacz faktycznie pracuje w klasie AB, a w przeciwieństwie do prądożernych układów w klasie A, AHB2 osiąga sprawność porównywalną z klasą D. Końcówka wykorzystuje regulowany zasilacz impulsowy, który zawiera bardzo szybką pętlę sterowania. Reaguje ona na zmiany obciążenia, utrzymuje stałe napięcie zasilania bez użycia dużej baterii kondensatorów i jest skuteczniejsza niż pojemnościowe magazynowanie energii. W efekcie szczytowa moc wyjściowa AHB2 nie zmienia się wraz z obciążeniem. Linie zasilające utrzymują stałe napięcie w pikach sygnału. Dwa opatentowane przez THX sposoby korekcji błędów, w połączeniu ze sprzężeniem zwrotnym, eliminują większość zniekształceń. Zaawansowane ekranowanie zapewnia dodatkową odporność na zakłócenia.
Benchmark proponuje odmienne podejście do high-endowego wzmacniacza. Słowo „hi-end” nie pojawia się jednak w materiałach informacyjnych ani na stronie internetowej, za to „przezroczysty” i „przejrzysty” są powtarzane jak mantra. Widziałem tam też „staroświecką doskonałość”, ale pierwsze słowo nijak mi nie pasuje do rzeczywistości.

034 041 Hifi 11 2021 001

Dominują XLRy

 

Konfiguracja
W teście Benchmarki pracowały w towarzystwie przezroczystego i przejrzystego odtwarzacza C.E.C. CD 5 oraz równie przezroczystych i przejrzystych kolumn Audio Physic Tempo VI. Kable Hijiri również nie powinny przeszkadzać jako znane właśnie z tych zalet. Amerykański wzmacniacz dzielony miał więc komfort pracy, tym bardziej że polski importer zalecał, aby stosować głośniki niezbyt wymagające pod względem wydajności prądowej i mocy. Oczywiście, Benchmark poradzi sobie z trudniejszymi obciążeniami, ale zestawy głośnikowe o wysokiej kompatybilności pozwolą mu rozwinąć skrzydła. Tempo VI nie sprawiają wzmacniaczom problemów, choć potrafią obnażyć ich wady, jak mało które.
Pas startowy wolny, wobec tego lecimy.

034 041 Hifi 11 2021 001

Wnętrze przedwzmacniacza.

 

Przygotowanie do odsłuchu
Wskaźnik wzmocnienia pokazuje 1/4 skali, a… w głośnikach nic. Zepsuło się? Coś źle podłączyłem? Już miałem sprawdzać okablowanie, ale przekręciłem potencjometr zdecydowanie w prawo i po ½ muzyka wreszcie popłynęła, chociaż cichutko. Dopiero przy 2/3 membrany zaczęły się żwawiej poruszać. Nie oznacza to, że amerykański duet to słabizna, której trzeba zafundować tuby o skuteczności ponad 100 dB. Po prostu będziemy dysponować jedynie ułamkiem skali, ale nie trzeba się przejmować, że poruszamy się przy jej górnej granicy. Kroki są bowiem drobne i jest ich mnóstwo, więc nie będzie problemu z precyzyjnym ustawieniem głośności. Trzeba się tylko przyzwyczaić.
W okolicy 9/10 robi się naprawdę głośno i rozwiewają się wszelkie obawy miłośników heavy metalu. Ustawienia na full nie próbowałem, bo mam z sąsiadami dobre stosunki i wolałbym, aby tak pozostało.

034 041 Hifi 11 2021 001

Pilot – prosty
i funkcjonalny.

 

Wrażenia odsłuchowe
„Tutu Revisited” Marcusa Millera doskonale pokazuje charakter Benchmarków. Od razu słychać, że grają inaczej, niż przywykliśmy. Muzyka ma inny kształt i w zasadzie najlepiej samemu posłuchać, bo opis nie odda w pełni wrażeń ani elementu zaskoczenia.
Całość brzmi spójnie, ale instrumenty pozostają wyraźnie od siebie odseparowane i dopiero pogłos łączy je w jeden obraz. I to właśnie on ma w sobie coś magicznego. Otacza instrumenty miękką, romantyczną chmurką, jakkolwiek dozowaną precyzyjnie, bez rozlewania się na boki ani tracenia kontroli nad wybrzmieniami. Panuje romantyczna atmosfera i specyficzna lekkość. Pomimo stada decybeli, nie jest to na pewno wzmacniacz do budowania ściany dźwięku ani kruszenia murów; nie spodziewajcie się wtłaczającej w fotel dynamiki. Owszem, w skali mikro kontrasty są rysowane dokładnie, ale nie poczujemy kalorycznych uderzeń ani impulsów masujących żołądek. Można powiedzieć, że dynamika jest wystarczająca, a uwaga kierowana na inne atrakcje.
Główną stanowi barwa średnicy. Jest ciepła, nasycona, ale na pewno nie lampowa. Okrągłość i mięsistość zaznaczono delikatnie, a jednak to wystarczy, aby zbudować określony nastrój. Po przesłuchaniu kilku utworów zauważamy, że tak ciekawie brzmiących klawiszy chyba jeszcze na tej płycie nie słyszeliśmy. Różnicowanie ich barw oraz koncentracja na subtelnościach nie wymagają wysiłku, ale dopiero po jakimś czasie dostrzegamy, gdzie tkwi tajemnica smaku, do którego chcemy wracać. To wspomniany pogłos, tworzący tło, które samo w sobie urzeka pięknem.

034 041 Hifi 11 2021 009

Sympatyczny maluszek.

 

Średnica pasma pozostaje absolutnym centrum i najważniejszym elementem przekazu. Można powiedzieć, że w jej zakresie dzieje się wszystko, a skraje jedynie towarzyszą akcji. Co nie znaczy, że góry jest mało. Zaznaczono ją zdecydowanie i trudno będzie chyba znaleźć osobę, której zabraknie wysokich tonów. Mimo obfitości niosą one ze sobie specyficzną subtelność i delikatność. Wynika ona z oczyszczenia tła. Tutaj liczby nie kłamią i faktycznie wokół instrumentów panuje cisza jak makiem zasiał. To właśnie na niej budują się plany i z niej wyskakują dźwięki. Problem w tym, że wzmacniacz jest czuły na jakość nagrania. Okazało się, że rejestracja Millera wcale nie jest idealna i gdzieniegdzie słychać przykre, metaliczne niespodzianki. Trochę to psuje odbiór, ale – na szczęście – sporadycznie, bo lwia część zdarzeń w wysokich rejestrach zachwyca precyzją i ostrością rysunku.
Bas okazuje się relatywnie lekki i również w pewnym sensie subtelny. Można odnieść wrażenie, że o jego charakterze nie decyduje kontrola, energia ani pulsowanie rytmem. Sekret tkwi właśnie we wspomnianej czystości tła. Najlepiej to słychać, gdy gitara basowa prowadzi dialog z saksofonem, trąbką czy perkusjonaliami. Jak na tacy mamy podaną rozmowę, w której muzycy słuchają się nawzajem. I mimo że zarówno saksofon, jak i basówka wypowiadają się na tle miarowej pracy sekcji perkusyjnej, to jasno da się odczuć, że są to odrębne byty. Nie wchodzą na siebie nawet koniuszkiem buta i każdy ma swój kawałek podłogi. Kiedy przybywa instrumentów, rozwija się polifoniczna narracja, ale porządek i separacja każdej ze ścieżek pozostają bez zmian. Jak się okazuje, można zbudować warstwę emocjonalną bez spektakularnej dynamiki i basu. Ba, może by nawet przeszkadzały?
W bardziej rozrywkowym repertuarze Benchmark jeszcze mocniej zaznacza swoją odrębność od „standardowego” grania. Znów nasuwają się dwa słowa: delikatność i subtelność, może jeszcze trzecie: spokój. Czy to Madonna, Pink Floyd, czy Dire Straits – otrzymujemy tę samą atmosferę bez śladu hałasu, bałaganu czy agresji. W pierwszej chwili aż się chce krzyknąć „więcej czadu!”, bo po młodzieńczym buncie i dyskotekowym rauszu nie zostało nawet wspomnienie. Czy to dobrze? Myślę, że droga do poznania estetyki Benchmarka wiedzie nie tędy i na pewno nie polega na wartościowaniu. Jeżeli już, to na poznaniu. Najpierw trzeba go poznać, a to wymaga skupienia, zmuszenia się do słuchania z uwagą. Zwykle powinno to zająć kilkanaście minut; trzy, cztery piosenki, może krócej. W każdym razie - w głowie musi przeskoczyć klapka i to wystarczy, bo resztę zrobi za nas ciekawość. Tak już jesteśmy skonstruowani. Lubimy poznawać i wraz z kolejnymi płytami docenimy Benchmarka. Bo nie chodzi o to, żeby po raz kolejny czekać na masowanie żołądka i tąpnięcia basu. Wzmacniacz pokazuje więcej i więcej. Coraz to nowe plany, zdarzenia, rozdziela fakturę na cegiełki i ustawia je pojedynczo. Słychać, ile osób śpiewa w chórku, a każdy instrument wręcz krzyczy: tu jestem! Nie da się przeoczyć ani jednego. Okazuje się, że aranżacja jest daleko bogatsza, niż nam się zdawało. Detale wyłowimy bez trudu; będzie ich tyle, że stworzą nową jakość. Wspomniane spokój i relaksująca płynność wydają się wręcz warunkiem do uzyskania tej przejrzystości.
Do brzmienia pasuje określenie „aksamitna dźwięczność”. Niestety, osiągalna tylko w świetnych realizacjach. Benchmark ma przykry zwyczaj eksponowania potknięć i niedoskonałości, zwłaszcza w zakresie przełomu średnicy i góry. Można się zachwycać gitarą, ale pusty, „drewniany” werbel potrafi zepsuć efekt, wszystko spłaszczyć i stłamsić. Żeby nie było, że nie ostrzegałem. Podobnie z przestrzenią – powinna spełnić oczekiwania na tle średniej w zbliżonej cenie. Niektóre wzmacniacze potrafią zbudować zdecydowanie większą scenę i inaczej posłużyć się pogłosem. Nie po to, by zbudować atmosferę i tło, ale przesunąć ściany dalej.

034 041 Hifi 11 2021 001

Klasyczne wzornictwo

 

Przedwzmacniacz słuchawkowy 
Wzmacniacz pracował ze słuchawkami Emotiva GR-1. Okazuje się, że w tym przypadku Benchmark gra zupełnie inaczej niż z kolumnami. Owszem, pozostają punkty wspólne, takie jak zjawiskowa przejrzystość czy precyzja, ale to koniec analogii.
Brzmienie z wyjścia słuchawkowego jest jasne, ale podbudowane solidnym basem, który zdecydowanie przyspiesza i nabiera masy. Można nawet powiedzieć, że staje się rockowe – pełne energii, a niekiedy nawet potężne. Zawsze szybkie i świeże dzięki zaakcentowaniu wysokich tonów. Klasę preampu słychać zwłaszcza w rozdzielczości, choć trzeba się przyzwyczaić do specyficznej prezentacji przestrzeni. Scena jest szeroka i precyzyjna, ale w zasadzie bez głębi. Czujemy się jak w centrum akcji. Estetyka trochę przypomina tę z nauszników Grado, choć bez koncentracji na średnicy. A przynajmniej nie jest ona uprzywilejowana, lecz stanowi fragment pasma, wpisujący się w jasną paletę barw i łączący z górą w jednolity zakres.


Konkluzja
Z tymi cyferkami mieliśmy rację, choć nie do końca. Wbrew pozorom, mówią o brzmieniu sporo, choć niekoniecznie to, co spodziewacie się usłyszeć. Benchmark jest specyficzny, ale tak konsekwentnie realizuje swoją receptę na brzmienie, że jeżeli trafi w czyjeś oczekiwania, to rozwiąże wszelkie dylematy. Inna sprawa, że potrafi też „wykształcić” słuchacza, o ile w głowie przestawi mu się wspomniana klapka.


Rozbudowa
W pewnych aspektach Benchmark faktycznie może być „naj”, co nie oznacza, że firmowy duet jest ostatecznym rozwiązaniem i lepiej się nie da. Otóż da się, i podejrzewam, że nie trochę. Dokupienie drugiej końcówki pchnie system do przodu. A skoro dostaniemy blisko czterokrotnie więcej mocy, to rysuje się panaceum na wszystkie słabsze punkty. Warto też spojrzeć na wejścia i wyjścia – jak wiele uwagi poświęcono takiej rozbudowie systemu. To nie może być przypadek. Podejrzewam, że projekt wręcz zakładał konfigurację z dwiema końcówkami jako docelową. Jeżeli zamierzacie zaufać Allenowi H. Budrickowi, koniecznie rozważcie tę opcję, niechby nawet w przyszłości.

 

benchmarkhpa4ahb2

 

Maciej Stryjecki
Zdjęcia: Bartosz Wężyk
Źródło: HFM 11/2021