fbpx

HFM

artykulylista3

 

McIntosh MA12000

060 069 Hifi 09 2021 013Na ten wzmacniacz nikt nie czekał. Zapowiedzi w prasie wywołały konsternację, bo klienci spodziewali się czegoś innego. Kiedy zobaczyłem pierwsze zdjęcia, wiedziałem, że „będzie dym”. Wkrótce zadzwoniło kilkunastu stałych czytelników z pytaniem: kiedy test?

Jak sięgam pamięcią, żadne urządzenie nie spotkało się z takim zainteresowaniem jeszcze przed pojawieniem się w polskich sklepach. Owszem, były kolumny i wzmacniacze wywołujące prawdziwe poruszenie, ale przeważnie kosztowały ułamek tego, co amerykańska hybryda. Mogłoby się wydawać, że to już poziom cen, na który bez dopingu w postaci kredytu wspina się niewiele osób, więc i krąg potencjalnych odbiorców okaże się niewielki, a lektura testu będzie przypominać randkę z marzeniem. Rzeczywistość zweryfikowała ten osąd, a co bardziej dociekliwi postanowili mnie przycisnąć. Odpowiedź, że „wkrótce” najwyraźniej im nie wystarczyła.


Zdjęcia: Jarosław Goc






Do wakacji 2021 rynek hi-fi przeżywał wielką hossę. Na wykresach obrotów producenci oznaczali kolejne historyczne szczyty i nie nadążali z dostawami, zwłaszcza że brakowało komponentów. McIntosh radził sobie ponoć dzielnie, ale i tak nie zaspokoił popytu. Termin recenzji się przesuwał, bo kolejne dostawy były wykupowane na pniu. Trzeba było postawić sprawę na ostrzu noża.
Zwykle bywało tak, że test wyprzedzał pierwszych posiadaczy danego urządzenia. Pozwalał się utwierdzić w decyzji. Teraz przeczyta go już wielu użytkowników MA12000, więc lektura albo zepsuje, albo poprawi im humor.
Dlaczego nikt nie czekał? Od debiutu MA7000 flagowiec był jeden. Okazał się zresztą przełomową konstrukcją, istotnym postępem w stosunku do MA6850 i MA6900 (nie mylić z nowym, o tym samym symbolu). Kolejne: MA8000 i MA9000 nie zadały poprzednikom takiego ciosu. Były do siebie podobne i realizowały ten sam pomysł na brzmienie. Ale i tak część użytkowników uznała poprawę za wystarczającą do wymiany na nowszy model. Sam tak robiłem, co było tym łatwiejsze, że ceny McIntosha na rynku wtórnym trzymają przyzwoity poziom. Zainteresowanie też pozostaje wysokie, choćby dlatego, że amerykańskie piece są długowieczne i niezawodne.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Potężne uchwyty
to nie tylko ozdoba.
fot. McIntosh
 

Z tego, co wiem, „moje” MA7000 i MA8000 do dziś spisują się bez zarzutu.
Od premiery MA9000 upłynęły cztery lata. Wprawdzie McIntosh zmienia flagowce co około pięć, ale tym razem trochę przyspieszył, zapewne wyczuwając koniunkturę. Spekulowano, że następca będzie miał symbol MA10000, więc MA12000 okazał się zaskoczeniem. Jako że odbiorcy zwykle się nie zastanawiają nad drobiazgami, wielu z nich uznało go za bezpośredniego sukcesora MA9000. Tymczasem to nie tak. MA9000 pozostaje w katalogu, natomiast hybryda MA12000 plasuje się oczko wyżej. Faktycznie staje się flagowcem, ale otwiera też nowy segment katalogu. Firma może jeszcze opracować w pełni tranzystorowy MA10000, którego cena w porównaniu z MA9000 wzrośnie jak zwykle o 15 %. Dokładając inflację, wypada się spodziewać identycznej kwoty, jak za MA12000. To jednak moje dywagacje, nie poparte żadnymi „przeciekami”, a zarówno importer, jak i sam producent utrzymują, że MA9000 pozostaje w produkcji i w najbliższym czasie się to nie zmieni.
Powraca jednak pytanie: czy MA12000 jest lepszy od MA9000? Powinien taki być, choćby ze względu na cenę. To się okaże wkrótce, natomiast jedno wiadomo na pewno: jest inny. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Nagrzewa się, nagrzewa…
 


Budowa
Podobnie można zapytać: czy jest ładniejszy? Zdania, jak zawsze, będą podzielone. Miłośnicy spartańskiej prostoty za McIntoshem i tak nie przepadają, uważając, że to choinka. Co więksi „znawcy” wyniośle skrytykują „bezguście”, wskazując MA12000 jako jego koronny przykład, bo „więcej już się nie zmieściło”. Ale przecież nie pokazać lampek, skoro są – to grzech. Do niczego nie służące „kółko” na dachu oraz schematy w jego sąsiedztwie to może faktycznie trochę festyn. Patrząc jednak na nowego Maka, uważam, że wzmacniacz jest przepiękny. Powiem więcej – najpiękniejszy z dotychczasowych i natłok atrakcji wizualnych zupełnie mi nie przeszkadza.
Pod tym względem McIntosh pozostaje konserwą wśród konserwatystów. Nie zmienia się od dekad; co najwyżej przechodzi szlify, które – w moim odczuciu – zawsze wychodzą mu na dobre. Sto razy napisano, że „wzornictwo McIntosha jest bardziej rozpoznawalne niż jego logo”, ale faktycznie trudno znaleźć firmę, którą zidentyfikujemy od razu po spojrzeniu na produkt. Jest jedyne, niepowtarzalne, a podróbkę zdemaskujemy natychmiast. Choćby dlatego, że zarówno każdy detal, jak i montaż całości to niezmiennie wysoka jakość. Pod tym względem, moi drodzy, czapki z głów. Nie ma wątpliwości, za co się płaci.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

…i gotowe.
 


Gdyby nie okno z lampkami i elementy na pokrywie, MA12000 wyglądałby jak MA9000. Przednia płyta to tafla szkła. Jej wykonanie jest drogie i wymaga precyzji ze względu na wiercenie otworów. Ale wysiłek się opłaca, bo daje niepowtarzalny efekt. Urządzenie trudno przez to fotografować. Trzeba też dbać o czystość, bo odciski palców wyglądają pod światło okropnie. Pielęgnacja nie wymaga jednak specjalnych środków, a szkło się nie rysuje.
Kiedy McIntosh debiutował w Polsce (koniec lat 90. XX wieku), spekulowano, że front to akryl albo nawet plastik. Zaprzeczam, bo udało mi się stłuc szybę w MA6850 i nawet się nią skaleczyć. Nie musicie się jednak obawiać, bo szkło jest grube, a więc odporne mechanicznie i żeby powtórzyć mój wyczyn, naprawdę trzeba się przyłożyć.
Po bokach widać masywne aluminiowe rączki. To przydatny dodatek – wzmacniacz można przenosić we dwóch, trzymając jedynie za uchwyty i na pewno nic złego się nie stanie. Inna sprawa, że robimy to przeważnie poziomo, więc przydałyby się też rączki z tyłu. Niekoniecznie takie ładne, ale równie solidne. Zwłaszcza że jest co nosić. MA12000 waży 49,9 kg (ponad 4 kg więcej od MA9000 – 45,5 kg).
Szkło i aluminium to „naturalne” materiały i z takich zbudowano wzmacniacz. Kolejny to stal, bo pozostałe elementy obudowy wykonano z blachy, po bokach polerowanej na lustro. Z plastiku zrobiono jedynie przyciski na froncie (włącznik standby, mute, equalizer, wybierak wyjść) i kołnierz gniazda słuchawkowego (duży jack). A propos tego ostatniego – już w MA9000 producent chwalił się, że współpracuje ono z układem przeznaczonym do nauszników o impedancji 20-600 omów.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Ośmiopunktowa regulacja barwy.
Bardzo dobrze dobrane
częstotliwości.
 

Ten powinien wysterować wszystkie słuchawki dynamiczne, a także większość planarnych. Jeżeli wierzyć deklaracjom, jakość brzmienia przedwzmacniacza High Drive dorównuje urządzeniom zewnętrznym, za które przyjdzie zapłacić kilka tysięcy złotych. Podobnie jak w MA9000, w MA12000 zastosowano układ HXD (Headphone Crossfeed Director), który ma na celu stworzenie iluzji odsłuchu z kolumn. Czy „dziurka” w MA12000 jest lepsza niż w MA9000? W moim odczuciu – tak.
Gałki – duże i małe – mają rdzeń z plastiku, a na zewnątrz aluminiową, nacinaną jak w monetach obwódkę. Rozwiązanie zaczerpnięte wprost ze starego radia okazuje się wygodne, a McIntosh stosuje je od czasów, gdy inspektor Harry Callahan łapał bandytów z rewolwerem Smith and Wesson Model 29, potocznie zwanym Magnum 44. MA12000 przypomina zresztą tamten gnat: jest wielki, ciężki i wygląda na prosty w budowie. Niczym stary krążownik szos, w którym można było podnieść maskę i od ręki naprawić to i owo.
W Maku gałki zdejmiemy bez problemu i jeżeli po 20 latach potencjometry wyschną i zaczną trzeszczeć, wystarczy wpuścić kropelkę oleju i po sprawie. Zdecydowanie odradzam jednak próby zdjęcia całej przedniej szyby. Montaż jest tak skomplikowany, że polegniecie i zostaniecie z garścią „niepotrzebnych” śrubek w ręku. Lepiej to zostawić serwisowi, tym bardziej że w opowieściach o bezawaryjności McIntosha nie ma przesady. Podobno firma ma u siebie  egzemplarze z wczesnych lat 50. XX wieku, które wciąż działają.
Dwie duże gałki to regulacja głośności i wybierak wejść. Umożliwiają dodatkowo poruszanie się po menu. Zasób funkcji, ustawień i regulacji jest tak szeroki, że szkoda czasu na opis. Przyznam, że użytkując MA9000 przez kilka lat, ani razu nie skorzystałem z tego dobrodziejstwa. Można więc o nim zapomnieć i traktować wzmacniacz jak proste stereo.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Wnętrze po zdjęciu pokrywy.
 


DA2
Tyle że prostota MA12000 jest pozorna. Nowoczesność ma wiele twarzy, a jedną z nich jest DAC DA2. To najnowocześniejszy moduł montowany przez Amerykanów. W dotychczasowych wzmacniaczach zintegrowanych, do MA9000 włącznie, wykorzystywano starszy DA1. Można zrobić upgrade do DA2, ale kosztuje to ponad 5000 zł. Nowy moduł wyposażono w 8-kanałowy, 32-bitowy przetwornik cyfrowo-analogowy, pracujący w trybie Quad Balanced (poczwórnie symetrycznym). Ma siedem wejść cyfrowych: dwa koncentryczne, dwa optyczne, jedno USB, jedno firmowe MCT (DIN), umożliwiające transmisję sygnału CD i SACD z transportów SACD/CD MCT500 lub MCT80, a także gniazdo HDMI (ARC). ARC to skrót od Audio Return Channel, czyli zwrotny kanał audio. Obsługujący ten tryb telewizor łączymy ze wzmacniaczem jednym przewodem i możemy odtwarzać fonię z programów, filmów czy serwisów streamingowych przez system stereo. Przez HDMI w DA2 prześlemy także Dolby i DTS, przy czym oba formaty zostaną skonwertowane do postaci dwukanałowej. Poza tym DA2 ma certyfikat Roon Tested, dzięki czemu powinien zostać automatycznie zidentyfikowany i skonfigurowany zaraz po podłączeniu, o ile korzystamy z aplikacji Roon.
Funkcja Home Theater PassThru, czyli przelotka dla kina domowego, ułatwia integrację wzmacniacza stereo z systemem wielokanałowym. W tym trybie regulacja głośności przestaje działać, a wzmacniacz staje się końcówką mocy, pracującą pod kontrolą zewnętrznego procesora AV.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Elektronika w trzech ujęciach.
 


Power Control umożliwia uruchomienie lub wyłączanie wszystkich spiętych w system urządzeń McIntosha jednym przyciskiem. Obsługa tych i wielu innych funkcji wymaga zastosowania nowoczesnego procesora. Przydaje się on również przy zapamiętywaniu ustawień barwy dźwięku dla każdego wejścia z osobna. Jeżeli lubicie kręcić regulatorami, sami tego nie zapamiętacie, bo MA12000 ma ich aż osiem, zamiast standardowych „bass” i „treble”. Punkty regulacji (25, 50 100, 200, 400 Hz; 1, 2,5 i 10 kHz) ustawiono bardzo sensownie, co miałem okazję sprawdzić już wcześniej. Generalnie regulacji lepiej nie używać (można je odłączyć) przy słuchaniu starannych realizacji z dobrych źródeł. W pewnych przypadkach okazują się jednak niezastąpione. Na przykład, jeżeli lubimy oglądać filmy lub TV z dźwiękiem stereo. Monofoniczne rejestracje legendarnych wykonań klasyki, a już zwłaszcza polskie filmy z lat 80-90. XX wieku pozostawiają wiele do życzenia. W tych ostatnich czasem w ogóle trudno zrozumieć, co mówią aktorzy. Wtedy pokrętła bardzo się przydają. Może to nie audiofilskie, ale McIntosh zaprojektował swój wzmacniacz jako urządzenie wszechstronne.
O wielozadaniowości świadczy również ilość wejść. Wśród analogowych mamy do dyspozycji dwa XLR i sześć RCA. Dla gramofonu przewidziano dwa dodatkowe – oddzielne dla wkładek MM i MC, oba z możliwością regulacji impedancji wejściowej (czułość wejścia MM/MC, odpowiednio, 3,0/0,3 mV. Osobne są też złocone zaciski uziemienia. Ten zestaw uzupełniają bezpośrednie wejście do końcówki mocy oraz dwa wyjścia z preampu: stałe i regulowane. Tylna ścianka to wierna kopia MA9000 – te same gniazda, w tych samych miejscach. Wszystkie mosiężne, pozłacane i solidne.
Głośnikowe Solid Cinch umożliwiają podłączenie głośników o różnej impedancji nominalnej (2, 4 i 8 Ω). Śruby można docisnąć plastikowym kluczem, dostarczanym w wyposażeniu.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Elektronika w trzech ujęciach.
 


Warto jeszcze wspomnieć o dwóch firmowych układach. Power Guard monitoruje natężenie sygnału wyjściowego. Aby uniknąć przesterowania, dokonuje w czasie rzeczywistym korekcji, chroniąc tym samym kolumny przed clippingiem. Kiedy zadziała, zapalają się dwie małe diody na froncie. Wtedy wiadomo, że przeholowaliśmy i trzeba ściszyć. Sentry Monitor odłącza stopień wyjściowy w przypadku zwarcia i automatycznie przywraca tryb normalnej pracy, kiedy problem zostanie usunięty. Układ nie potrzebuje bezpiecznika, ale ten i tak znalazł się w torze, jako dodatkowy „strażnik”. Wyprowadzono go na zewnątrz, więc wymiana nie wiąże się z wizytą w serwisie. Można narzekać, że nie są to elementy niezbędne w torze sygnałowym, ale – z drugiej strony – z czegoś bezawaryjność wzmacniaczy McIntosha musi wynikać i dla firmy to ważniejsze niż puryzm konstrukcji.
Na dole MA12000 widać wysokie nóżki tłumiące wibracje, a na górze – ozdobę: pięć okienek – z symbolem urządzenia, schematem blokowym, danymi technicznymi, wykazem odczepów z transformatorów, a wszystko to – na szkle.
No i na froncie specjalność zakładu: imponujące, przyciągające oko i hipnotyzujące wskaźniki wychyłowe, pokazujące w czasie rzeczywistym moc wyjściową w każdym kanale. Cienkie jak włos, wyskalowane w watach i decybelach, podświetlone niepowtarzalnym „makowskim” błękitem. Pod koniec ubiegłego wieku firma chwaliła się, że to najszybsze i najbardziej precyzyjne woltomierze na świecie. Nie sprawdzałem, nie wiem też, czy ten rekord został pobity. Nie zmienia to faktu, że… Co tu dużo gadać – sami widzicie. Ponieważ po zachwycie dla równowagi wypada ponarzekać, to… mogłyby być lepsze. W końcówkach mocy da się włączyć tryb hold albo wyłączyć podświetlenie, a tu – nic z tych rzeczy. Najwyraźniej producent uważa, że za luksus trzeba dopłacić. W końcu nawet posiadacze najdroższej integry muszą mieć motywację do doskonalenia systemu.
Do książki skarg i życzeń dopiszmy jeszcze pilot. Żeby takie piękne urządzenie wyposażyć w kawałek plastiku z natłokiem guzików... Przecież to wstyd położyć taki pasztet obok MA12000.
Zapomniałbym o najważniejszym. Czymś, co od razu odróżnia MA12000 od MA9000 i w dodatku nie jest ozdobą, choć urody z pewnością dodaje. Okienko z lampami – wygląda tak pięknie, że odciąga oko nawet od błękitnych wskaźników. Po włączeniu zasilania lampy podświetlają pomarańczowe diody, a na wyświetlaczu pojawia się komunikat „warm up”. Kiedy się nagrzeją, kolor podświetlenia zmienia się na zielony.
Końcówki mocy zbudowano w zasadzie tak samo jak w MA9000, ale bystre oko dostrzeże większy segment za frontem. Mieszczą się w nim większe transformatory. Podwojono też pojemność kondensatorów, co ma poprawić reprodukcję basu. Moc wzrosła o 50 W. Już MA9000 miał wystarczającą krzepę, ale Amerykanie lubią dodać kilka watów w kolejnych flagowcach. 50 W z pewnością poprawi samopoczucie osobom, które się przesiądą z MA9000. A czy zrobi różnicę? Zobaczymy.
Największe oczekiwania rozbudzają lampki. Przedwzmacniacz bazuje na czterech podwójnych triodach 12AX7a (po dwie na kanał). Lampa jest liniowym elementem wzmacniającym, chętnie stosowanym w przedwzmacniaczach. Na przykład konstrukcje Audio Researcha łączą wzorową neutralność ze szczegółowością. Wiele wybitnych lampowych preampów pokazuje, że największe zalety szklanych baniek znacznie wykraczają poza stereotyp „lampowego brzmienia”. Tymczasem katalog McIntosha mówi o „ocieplających niuansach”. Mam nadzieję, że pisał to pracownik agencji marketingowej, z bladym pojęciem o przedmiocie wypracowania. Bo przyznam, że trochę się tego obawiałem, patrząc po raz pierwszy na magiczne okienko. Nie należy się za to martwić o trwałość 12AX7a. Pracują z tak małymi prądami, że nie zużyją się przez długi czas. Poza tym można je kiedyś zmienić na ten sam typ, ale innego producenta i obserwować ewolucję brzmienia. Jest w czym wybierać, nawet jeżeli ograniczymy się tylko do najbardziej uznanych NOS-ów.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Elektronika w trzech ujęciach.
 


Konfiguracja systemu
W teście McIntosh MA12000 współpracował z kolumnami Audio Physic Tempo VI i odtwarzaczem C.E.C. CD5. System został połączony przewodami Hijiri (HCI/HCS/Nagomi). Prąd oczyszczał filtr Ansae Power Tower.
Na dobry początek
Uff, na szczęście bzdety z katalogu okazały się warte funta kłaków. Z marketingiem na rynku hi-fi jest jak z polityką: lepiej, żeby pewne obietnice pozostały kiełbasą wyborczą. Inna rzecz, że jeżeli ktoś oczekiwał podniesienia temperatury średnicy, wokali czerwonych jak cegła i rozgrzanych jak piec, wysokich tonów gładkich niczym futro małej foczki, to będzie zawiedziony. McIntosh jak to McIntosh, zdradza wprawdzie lekką tendencję do ocieplenia, ale w MA12000 zrobiono kolejny krok w stronę realizmu, przez co stało się ono mniej zauważalne niż w MA9000. Z pewnością też sekcja przedwzmacniacza w MA12000 jest lepsza od tej w MA9000. Pod jakim względem? Ano, pod każdym.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Wnętrze po zdjęciu
dolnej płyty.
 


Wrażenia odsłuchowe
Jeżeli będziecie porównywać MA12000 z MA9000, pamiętajcie, że ten pierwszy jest mocniejszy. Aby wyrównać szanse, trzeba też wyrównać poziomy głośności dla każdej płyty osobno. W przypadku symfoniki w czasie testu było to 43:45. W opisie wrażeń odsłuchowych postaram się zamieścić zarówno obserwacje ogólne, jak i odniesienia do MA9000. Pomijając fakt, że wielu fanów McIntosha te drugie będą interesować bardziej, MA9000 pozostaje jednym z kilku wzorców wzmacniacza zintegrowanego.


Symfonika
W symfonice zafundowałem sobie spory rozstrzał realizacji, epok i stylów. Od Haydna do Szostakowicza, poprzez Czajkowskiego, Beethovena i Ravela. Realizacje: JVC XRCD, Reference Recordings, Hyperion, Decca i DUX. Najbardziej realistyczne okazały się nagrania Dekki. To taki wtręt dla osób, które kupują wyłącznie audiofilskie albumy.
Prawidłowe realizacje zabrzmią fenomenalnie. Przeważnie „lepiej” niż na żywo, bo dobrze ustawione mikrofony „widzą i słyszą” lepiej od ludzkiego ucha. Jest ich więcej i więcej ogarniają. No i miejsca, w których stoją, dobrano optymalnie. Akustyka nagrania w pustej sali też jest inna niż w wygłuszonej publicznością. Oczywiście, zabraknie emocji właściwych koncertom na żywo, ale to już bardziej kwestia psychiki niż akustyki.
Grupy i instrumenty solowe brzmią naturalne. Flet, klarnet czy waltornia są realistyczne i przy tym niesłychanie czyste. Bez ocieplenia i podbarwień. Owszem, dźwięki pozostają miłe dla ucha, ale nikt ich nie wygładził ani nie polukrował. Trąbki zachowały blask, podobnie jak wszystkie inne dęte, także drewniane. Alikwoty szybują swobodnie i nie są sztucznie ograniczone. Barwa wydaje się wręcz oczywista i trudno wskazać odstępstwa od prawdy. McIntosh zachowuje przy tym swobodę, odczuwalną podskórnie łatwość grania. Tak jakby chciał nam zakomunikować, że skomplikowane składy, tutti i kulminacje dynamiczne to dla niego pestka. Zawsze pozostaje rezerwa możliwości, zapas decybeli, herców i watów.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Wnętrze po zdjęciu
dolnej płyty.
 


Słychać to głównie w dynamice i przestrzeni. Naturalna barwa to fundament. Mocny szkielet, który nadaje całości zamierzony kształt. Owszem, jest odrobinę bardziej nasycona i mięsista niż w rzeczywistości. Nie jestem jednak przekonany, czy to cecha elektroniki, czy po prostu dobrej realizacji. Rytm zaostrza kontury i wprowadza dyscyplinę. Budowanie napięcia jest trzymane żelazną ręką, a kiedy trzeba przyłoić, głośniki dostają petardę. Ważniejsza jest jednak faktycznie odczuwalna rozpiętość poziomów. Ścianę dźwięku potrafi stworzyć wiele tańszych wzmacniaczy, podobnie jak zagrać głośno. MA12000 gra za to szeroko, hojnie, różnicując kontrasty tak, że słuchanie bywa chwilami wręcz uciążliwe. To zjawisko znają posiadacze prawdziwie high-endowych systemów. Tańsze zdradzają tendencję do uśrednienia, wobec czego można ustawić „bezpieczną” głośność i zapomnieć. Tutaj się tak nie da. Pianissimo na granicy szelestu prowokuje, by obrócić gałkę w prawo. Przy utworach o średnim poziomie dynamiki nadal jest OK, ale kiedy przychodzi kulminacja, gwałtowne solo blachy albo tutti, system ryczy tak, że na sięgnięcie po pilot jest już za późno. Zwłaszcza wieczorami trzeba uważać.
Niestety, sam sterownik też nie jest naszym sprzymierzeńcem, bo działa z lekkim opóźnieniem. Ma rozruch jak stara syrenka, nawet ze świeżymi bateriami. Zawsze mnie to w Makach denerwowało.
Ciekawsza jest dynamika w skali mikro, bo tutaj wzmacniacz jest czuły na najbardziej subtelne bodźce. Podąża za nimi bez opóźnień i dobrze, bo właśnie w tym aspekcie kryją się emocje oraz niuanse, odróżniające interpretacje wybitne od poprawnych. MA12000 nie przeszkadza artystom. Można lepiej, jak w przypadku integry D’Agostino, ale ona jest jednak zdecydowanie droższa. Poziom McIntosha jest tak samo „wystarczający”, jak kiedyś moc brytyjskich samochodów sportowych.
Dynamikę i przestrzeń cechuje rozmach. Scena jest ogromna i trójwymiarowa. Pogłos dociera do szpar w podłodze, ale i tak największe wrażenie robi separacja źródeł i precyzja ich ustawienia. Później dostrzegamy klarowność powietrza i ostrość konturów. Pojedyncze dźwięki czasem niespodziewanie wyskakują z ciszy, a najpiękniejszy jest ich pogłos.
W porównaniu z MA9000 nowy flagowiec oferuje większą swobodę i wspomniany rozmach. Dźwięk wydaje się odrobinę większy, a muzyka oddycha pełniej. Znów odrobinę, ale żeby dostrzec postęp, nie trzeba się wysilać. Barwa jest jędrniejsza i głębsza. Trudno się też oprzeć wrażeniu, że ogólnie jest czyściej.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Pilot do Maka
ma rozruch
jak stara syrenka,
nawet ze świeżymi
bateriami.
 


Fortepian i kameralistyka
W repertuarze fortepianowym i kameralnym MA12000 to dla mnie wzorzec. Oczywiście słyszałem jeszcze bardziej wciągające i realistyczne prezentacje tej muzyki, ale trzeba by uzbierać sporo więcej funduszy i długo szukać. Poziom McIntosha ponownie okazuje się wystarczający, aby na nim pozostać, być może nawet do końca życia. Wtedy jednak nie należy już słuchać na przykład monobloków z linii KW ani konkurencji na podobnym poziomie. Za to konfrontacja z żywym instrumentem nie zakłóci naszego spokoju.
O barwie nie napiszę nic, bo realizacje są różne. Inaczej brzmi steinway Pogorelicha, grającego „Obrazki z wystawy” Mussorgskiego (Deutsche Grammophon), inaczej steinway Jarretta (ECM) czy Dave Grusina (GRP), nie wspominając o chopinowskich albumach Krystiana Zimermana. Ten ostatni lubi posiedzieć na głowie realizatorowi i pokazać, którą gałką ma kręcić. Wychodzi z tego raz instrument oddalony i subtelny, a kiedy indziej armata tuż przed twarzą słuchacza.
Kiedy mikrofony „patrzą” na klawiaturę od frontu, czujemy przestrzenne rozlokowanie rejestrów: niskie dźwięki są po lewej stronie, a im wyższe, tym bardziej w prawo. Mikrofony ustawione na widowni lub zaraz przed nią tego efektu nie złowią. Za to lepiej pokażą akustykę sali i otoczą instrument pogłosem. A można jeszcze dodać „windę”, czyli dwie sztuki pod sufitem, dla dodatkowej rozbudowy sceny. Mnogość technik, podejść i praktyk owocuje mnogością ujęć przestrzennych, ale także inaczej kształtuje barwę i określa dynamikę. Czego by jednak nie wykombinować, fortepian pozostanie fortepianem, w wykonaniu MA12000 realistycznym w każdym z 88 klawiszy (jeśli to nie Bosendorfer Imperial) i 243 strun. Tak w dziedzinie barwy, jak i oddania akustyki pomieszczenia. Najważniejsze są mięsistość i jędrność, połączone z czystością kryształu. Jeżeli pianista ma wypracowaną lub naturalną sprężystą artykulację, każdy dźwięk będzie osobną perełką. A te sypią się, skrzą w szybkich gamach i pasażach u Liszta czy Chopina lub płyną jak miękka chmura u Debussy’ego.
A kameralistyka? Cóż, dokładamy smyczki, dęte drewniane czy wokale i to w zasadzie niczego nie zmienia w rozważaniach o jakości i wierności. Co najwyżej, dzięki precyzji i szczegółowości, docenimy fenomenalne panowanie nad detalami emisji głosu u Dietricha Fischer-Dieskaua w pieśniach Schuberta. Ale i tak na pierwszy plan wysuną się powalający ładunek emocjonalny i czyste piękno. Moim zdaniem to w pewnym sensie kontakt z absolutem, gdzie samo wykonanie zrasta się z dziełem w monolit, a każde inne będzie miało jakąś rysę. Nikt przed nim, ani po nim tak Schuberta nie śpiewał.
Jak to różnicują oba wzmacniacze? Znów: subtelnie. Można szukać różnic w barwie, ale nie bardzo jest po co. Oba są tak blisko, że tylko bezpośrednie porównanie pozwoli dostrzec jakieś niuanse, tak naprawdę nieistotne. MA12000 gra czyściej i szerzej. Otacza muzyków większą ilością powietrza. Podchodzimy mały kroczek bliżej czegoś, co nam tak naprawdę w duszy gra.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Do poczytania
 


Jazz akustyczny
W akustycznym jazzie emocji nie jest mniej, choć na pewno rysują się bardziej spektakularnie. Wypływają z improwizacji, a McIntosh podąża za nimi bez wahania. Zdolność do różnicowania mikrodynamiki, połączona ze szczegółowością, pozwala obserwować wszystko, co się dzieje w tle muzyki, często tworząc równie pasjonujący spektakl. O przekazanie specyfiki różnych pomieszczeń i realizacji możecie być spokojni. Jest wszystko, jak trzeba i jak było wtedy, gdy razem zagrali… tu można wpisać nazwiska ulubionych muzyków.
Różnice – takie same jak w akapicie wyżej.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Świetne gniazda głośnikowe.
 


Pop i elektronika
Teoretycznie pop i elektronika to materiał łatwy do odtworzenia. Przeważnie się to zgadza, a i muzykę elektroniczną najprościej nagrać efektownie. W praktyce bywa różnie, bo do wspólnego worka wrzucono tylu wykonawców, tyle stylów i  składów, że czasem trudno się połapać. Wobec tego wyciągniemy z worka Dire Straits, Pink Floyd, Stinga, Prince’a, Madonnę i Jarre’a.
„3 x P”, czyli przejrzystość, przestrzeń i potęga – to pierwsze wrażenia. McIntosh czytelnie rozdziela instrumenty, głosy i efekty. Podaje wszystkie na tacy – wypolerowane i poukładane. Pogłos wypełnia przestrzeń, a dźwięk jest plastyczny i gładki. Mimo aksamitnego wykończenia każde źródło i zdarzenie zachowuje odrębność. Wystarczy chwila, by się skoncentrować na śledzeniu partii gitary, perkusji, klawiszy czy na wokalu lidera. Nie trzeba ich przy tym wyławiać, bo zrobi to za nas sprzęt. Finalnie odbieramy jednak całą kompozycję – zaplanowaną i pełną. Tak naprawdę MA12000 nie robi niczego nadzwyczajnego, bo prawdziwy hi-end musi spełnić ten warunek. Za to spełnia go z zapasem. Obserwacje za pomocą lupy, jak i z lotu ptaka mogą być równie fascynujące, ale najlepiej po prostu słuchać. Wtedy się okaże, że McIntosh pięknie oddaje emocje, a wszelkie niuanse są jedynie środkiem do celu, czyli przeżywania muzyki.
Barwa pozostaje bez zarzutu i ma miłe dla ucha przymioty. Wysokie tony są jędrne, czyste i lotne. Średnica – mięsista, gęsta, ale jednocześnie lekka. Nawet jeśli ocieplona, to wychodzi jej to na zdrowie. Bas – potężny, głęboki, sprężysty – nawet przy słuchaniu Dire Straits potrafi namalować uśmiech na twarzy słuchacza. Wydaje się, że nie ma ograniczeń, chociaż lepszą kontrolę znajdziemy na przykład w Odenie Bladeliusa. Tamten by jednak nie pasował do tej reszty, której nie sposób odmówić spójności i konsekwencji.
Przestrzeń tworzy osobną jakość. Urealnia brzmienie i umieszcza w konkretnych warunkach. Przeważnie na rozbudowanej i precyzyjnej scenie, co warto sprawdzić choćby na przykładzie słynnych zegarów z „Time” Floydów. Tego się po prostu słucha. I przeżywa. Jedyne, czego można żałować, to że kiedy po raz pierwszy odkrywaliśmy ponadczasowe przeboje, nie mogliśmy ich poznać w tej formie.
Słuchanie obu opisywanych Maków to czysta przyjemność. Nie potrafię jednak wskazać tutaj zwycięzcy. MA12000 jest subtelniejszy, dokładniejszy, bardziej przejrzysty i wrażliwy na barwy. MA9000 za to bardziej zdecydowany, dosłowny i konkretny.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Powtórka z MA9000.
 


Mocne brzmienia
Ciężki rock to w zasadzie rozwinięcie poprzedniego rozdziału. Sprawę komplikuje jednak zagęszczenie faktury w wąskim zakresie pasma, gdzie gitary dosłownie wchodzą na siebie. Perkusja w tym samym garnku miesza, jedynie większymi bębnami wychodząc poza okupowany obszar. No i jeszcze wokal. A wszystko to przeważnie przy wysokich poziomach głośności. Słowem: koszmar realizatora. Najważniejsze dla elektroniki to nie wprowadzać bałaganu, bo z muzyki zrobi się hałas i chaos.
MA12000 gra niespotykanie, jak na ten repertuar: otwarcie, bez śladu stłumienia. Gitary można swobodnie wyodrębnić uchem i nic się nie zlewa. Jednocześnie buduje się ściana dźwięku, koncertowo potężna, ale nie zwalista. Przejrzystość idzie w parze ze spójnością. No i energia, energia i jeszcze raz energia, plus rytm. Podwójna stopa w Dream Theater strzela seriami, a każdy pocisk uderza w bębenki uszu. To miłe uczucie, zwłaszcza kiedy łączy się z masowaniem żołądka przez bas z klawisza. Głęboki – to mało powiedziane. Posłuchajcie koniecznie przepastnego wokalu otwierającego „Bridges in the Sky”. Jeżeli Was nie rozwali, wkrótce to zrobi solo Hammonda na tle trzęsienia ziemi.
Porównanie MA12000 i MA 9000 w ciężkim łojeniu jest takie, że… nie ma porównania. Jest lepiej i żeby to stwierdzić, potrzeba dziesięciu sekund.

060 069 Hifi 09 2021 001

 

Jedyny w swoim rodzaju.
 


Konkluzja
Oficjalnie: mamy w redakcyjnym systemie nowy wzmacniacz. Testowany egzemplarz musiałem wprawdzie oddać, ale na swój już się nie mogę doczekać.

 

   

 

mcintoshma12000

 

Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 09/2021