fbpx

HFM

artykulylista3

 

Rotel RA-1592

038 041 Hifi 02 2021 Strona 1 Obraz 0001Rotel niezbyt często odświeża swoją ofertę, ale gdy opracuje nowy wzmacniacz, to ma z tym spokój na kilka lat. Tezę tę dobrze ilustruje testowany dziś RA-1592.

Recenzowany model trafił do sprzedaży w 2016 roku. Dla współczesnego sprzętu hi-fi cztery lata to nieomal pradzieje, jednak RA-1592 jest na tyle nowoczesny, że wielu konkurentów strzelających gorącymi nowościami co sześć miesięcy nadal nie osiągnęło jego poziomu.




Aby zrozumieć ten fenomen, należy bliżej poznać koncepcję zrównoważonego projektu, zgodnie z którą od lat powstają wszystkie urządzenia Rotela.


Koncepcja zrównoważonego projektu
U jej podstaw leży założenie, że muzyka odtwarzana w domowych warunkach powinna wywołać emocje porównywane ze słuchaniem na żywo. Nie da się opisać ludzkich uczuć wykresami. Potrzebne jest to „coś”, nie ujęte w tabelce danych technicznych. Do budowy sprzętu grającego można wykorzystać najlepsze komponenty i uzyskać wyśrubowane parametry techniczne, ale czy taki produkt zaoferuje najlepsze brzmienie? Czy poruszy duszę słuchacza? No właśnie. Rotelowa koncepcja zrównoważonego projektu łączy zaawansowane obwody i dobór optymalnych podzespołów, jednak całość prac kończą dopiero krytyczne odsłuchy, które ostatecznie weryfikują założenia konstruktorów.
Punkt wyjścia stanowią tu odpowiedni projekt oraz części, które zapewnią jego długowieczność, a co za tym idzie – zadowolenie użytkownika. Firmie obce pozostaje pojęcie „planowanego postarzania produktu”, a wiele ponad 30-letnich sprzętów wciąż działa. Nic natomiast nie psuje dobrego samopoczucia użytkowników bardziej niż sytuacja, w której kupione dopiero co urządzenie zostaje zastąpione przez „nowe, lepsze”. Dlatego inżynierowie Rotela koncentrują się nie na obowiązujących aktualnie tendencjach, lecz wybiegają myślami w przyszłość. Zastanawiają się, jak w ciągu najbliższych lat zmieni się świat hi-fi, sposoby odtwarzania muzyki i preferencje użytkowników. Dzięki temu rzadko wprowadzają ulepszone wersje urządzeń, czyli robią raz, a dobrze.

038 041 Hifi 02 2021 Strona 2 Obraz 0001

To, wbrew pozorom,
nie amplituner.
To wzmacniacz stereo.
 

Odsłuch nowych modeli (a dokładniej – ich dostrajanie) odbywa się na każdym etapie przygotowania, od prototypów po egzemplarze przedprodukcyjne. W czasie sesji z udziałem doświadczonych techników, audiofilów i melomanów wymienia się komponenty i obserwuje ich wpływ na efekt brzmieniowy. Dopiero po zakończeniu tego procesu i uzgodnieniu ostatecznej wersji projektu zapala się zielone światło i ruszają taśmy montażowe. Ale i na tym nie koniec,  bowiem pierwsze nowo zmontowane urządzenia przechodzą kolejne testy odsłuchowe, których celem jest stwierdzenie, czy brzmią tak, jak powinny. Jeżeli coś odbiega od zaleceń „komitetu odsłuchowego”, produkcja jest wstrzymywana i szuka się „winowajcy”.
Choć trudno w to uwierzyć, pomimo blisko 60-letniej historii Rotel utrzymuje charakter firmy rodzinnej, pozostając w rękach rodu Tachikawa. Obecnym prezesem zarządu jest Peter Kao, wnuk założyciela Tomoki Tachikawy. Formalnie wszedł do firmy w 1996 roku. To za jego namową trzy lata później Rotel wkroczył w XXI wiek. W chińskim mieście Zhuhai, leżącym przy granicy z Makau, zbudował nowoczesną fabrykę, w której odbywa się produkcja większości podzespołów, z płytkami SMT i transformatorami włącznie, oraz montaż urządzeń. Początki firmy sięgają lat 50. XX wieku, kiedy to parała się wytwarzaniem prostych urządzeń elektronicznych w systemie OEM. Właśnie dlatego jej szefowie doceniają znaczenie kontroli jakości na każdym etapie produkcji.

038 041 Hifi 02 2021 Strona 2 Obraz 0002

Do flagowca Rotela
możemy podłączyć aż 14 źródeł
analogowych i cyfrowych
 

Seria 15
Seria 15 jest najnowszą regularną linią Rotela, wprowadzoną w 2009 roku. Kiedy RA-1592 wchodził do sprzedaży, był flagową, a zarazem najnowocześniejszą integrą tokijskiej firmy w całej jej historii. To zaszczytne miano dzierżył niemal do końca roku 2019. Wtedy to Rotel wskrzesił prestiżową markę Michi, pod którą krótko produkował swoje najlepsze urządzenia w latach 90. XX wieku. Także obecnie firma oferuje pod nią referencyjne wzmacniacze, natomiast w ramach podstawowego katalogu RA-1592 pozostaje modelem szczytowym. I tak też się prezentuje.


Budowa
Flagowy zintegrowany Rotel powstał w wyniku połączenia topowego preampu RC-1590 z końcówką mocy RB-1582MkII. Co tu dużo gadać, RA-1592 to kawał skurczybyka. Jest duży, ciężki i z daleka wzbudza zaufanie.
Obudowę skręcono ze stalowych blach. Ozdobny panel czołowy ze szczotkowanego aluminium został do niej tylko przykręcony i nie stanowi elementu konstrukcyjnego. Doliczyłem się na nim ponad 20 przycisków. Jak na wzmacniacz stereo to bardzo dużo, jednak wszystkie mogą się okazać potrzebne w przypadku awarii pilota.
Dwa rzędy guzików pod wyświetlaczem to wybierak 14 (!) źródeł – analogowych i cyfrowych. Na lewo widać przełącznik wyjść głośnikowych A/B. Pod gałką regulacji głośności umieszczono jeszcze cztery przyciski do ustawiania parametrów pracy. Kolekcję uzupełnia 3,5-mm wyjście słuchawkowe oraz złącze USB do podłączenia urządzeń Appla. Dlaczego tylko tej firmy – nie mam pojęcia, ale sprawdziłem i smartfonu z Androidem nie widzi.
Po odwróceniu 17-kilogramowego bydlątka, na dnie obudowy odkryłem piątą nóżkę. Dzięki niej masa urządzenia rozkłada się równomierniej.
Choć RA-1592 waży niemało, to widok tylnej ścianki wynagrodzi wszystkie niedogodności związane z jego ustawianiem.
Zdublowane terminale głośnikowe są wysokiej jakości i przyjmą każde cywilizowane końcówki przewodów. Nad nimi widać kilkadziesiąt gniazd, co u słuchaczy przyzwyczajonych do brytyjskiego minimalizmu może wywołać poczucie zagubienia. Spokojnie, pogrupowano je logicznie, ograniczając ryzyko pomyłki przy instalacji.
Na samej górze rozmieszczono wejścia cyfrowe: po trzy optyczne i koaksjalne, a do tego LAN, USB-B do podłączenia komputera oraz niewielki zewnętrzny moduł Bluteooth aptX (montowany już od 2016 roku). Niżej widać wejścia analogowe: jedno RCA dla gramofonu z wkładką MM, a do tego cztery liniowe RCA i jedno XLR. Do tego dochodzą dwa monofoniczne wyjścia subwooferowe oraz jedno stereofoniczne z przedwzmacniacza do zewnętrznej końcówki mocy.

038 041 Hifi 02 2021 Strona 2 Obraz 0003

Wnętrze nabite
pod korek.
 

Wewnątrz obudowy, tuż za przednią ścianką, na dodatkowej podstawie antywibracyjnej przykręcono duży transformator toroidalny, zamknięty w ekranującej puszce i dla pewności nakryty klatką Faradaya. Inżynierowie Rotela wyznają zasadę, że sercem każdego wzmacniacza jest zasilanie, a najważniejszą rolę odgrywa w nim trafo. Dlatego już na etapie projektowania opracowują transformatory z indywidualnie dobieranym składem rdzenia i uzwojeniem.
Pozostałe elementy zasilacza rozdzielono na oba kanały i ulokowano na bocznych płytkach, biegnących przez całą głębokość obudowy. Znajdują się tam m.in. po dwa firmowe elektrolity o pojemności 10000 µF każdy. W ich sąsiedztwie umieszczono końcówki mocy.
W każdym kanale mamy aż dwanaście tranzystorów Sankena, przymocowanych do masywnych odlewanych radiatorów. Pracują w klasie AB i nieźle się grzeją. Wentylację zapewniają liczne otwory w dnie i pokrywie. Producent deklaruje, że RA-1592 dysponuje mocą 200 W/8 Ω na kanał.
Wyjścia głośnikowe są załączane przekaźnikami. Włożenie wtyku do wyjścia słuchawkowego nie odcina płynącego do nich sygnału. Należy to zrobić ręcznie, korzystając z przycisków na froncie lub pilocie.
W tylnej części obudowy znajdują się dwie duże płytki z przedwzmacniaczem. Na dole – cześć analogowa z modułem phono MM oraz wzmacniaczem słuchawkowym. Cała sekcja cyfrowa powędrowała na górę.
Mózgiem sterującym pracą całego urządzenia jest centralnie ulokowana duża programowalna kość ARM. Przetwornik cyfrowo/analogowy zbudowano w oparciu o układ AKM 4495SEQ, zdolny do przetwarzania sygnału 32 bity/768 kHz. Wejścia optyczne i koaksjalne przyjmują PCM 24 bity/192 kHz, a USB – PCM 32 bity/384 kHz oraz DSD128. DAC Rotela oferuje więc parametry, które w czasach jego powstania były spotykanie jedynie w najlepszych zewnętrznych przetwornikach c/a.
W RA-1592 zabrakło klasycznych potencjometrów analogowych, a regulacja głośności, barwy tonu oraz balansu odbywa się w układach scalonych.
Flagowiec Rotela nie został wyposażony w łączność Wi-Fi. Oferuje natomiast sieciowy moduł LAN, spełniający wymogi standardu DLNA. Tą drogą można też aktualizować oprogramowanie w miarę pojawiania się nowszych wersji.

038 041 Hifi 02 2021 Strona 3 Obraz 0001

Rotel RA-1592
jest też dostępny
w kolorze srebrnym.
 

Konfiguracja i obsługa
Wiemy już, że w momencie swojego powstania RA-1592 był jedną z najnowocześniejszych konstrukcji na świecie. Korzystając z wyświetlacza, można w pełni wykorzystać opcje konfiguracji. Obejmują one np. ustawienie początkowego poziomu głośności dla każdego z wejść, ustawienia opcji oszczędzania energii czy regulację jasności displayu i diody podświetlającej przycisk zasilania. O regulacji barwy i balansu pilotem już wspominałem.
Poprzez tylne USB Rotel łączy się z komputerem. Wyjściowo umożliwia przesyłanie sygnałów do 24 bitów/96 kHz, jednak dołączona w komplecie płyta CD zawiera sterowniki dla systemu Windows, po wgraniu których możliwe będzie odtwarzanie sygnałów PCM 32/384 i DSD 5,6 MHz. Zabrakło, niestety,  odtwarzacza strumieniowego, jednak w kontekście pozostałych możliwości można przymknąć na to oko. Poza tym audiofile często i tak korzystają ze źródeł zewnętrznych.
Pilot sprawia wrażenie, jakby z powodzeniem mógł obsłużyć amplituner AV. Jest duży, naszpikowany przyciskami i branie go do ręki za każdym razem, gdy trzeba zmienić głośność, nie należy do szczególnie zmysłowych czynności. Na szczęście jest skuteczny i działa pod każdym kątem. Dodatkowym bonusem jest możliwość sterowania komputerowymi odtwarzaczami plików, w tym serwisami streamingowymi.
Reasumując, za niespełna 10000 zł dostajemy solidnie zbudowany wzmacniacz stereo z modułem słuchawkowym oraz bardzo dobry DAC. Tyle teorii, a jak flagowiec Rotela sprawdza się w praktyce?

038 041 Hifi 02 2021 Strona 3 Obraz 0002

Taki pilot
do wzmacniacza
wydaje się przesadą,
ale nie w przypadku
Rotela RA-1592
 

Wrażenia odsłuchowe
Sprawdzian możliwości brzmieniowych RA-1592 podzieliłem na trzy części. Najpierw podłączyłem do niego odtwarzacz CD. Drugim krokiem było przetestowanie możliwości DAC-a we współpracy z komputerem. Na koniec zestawiłem Rotela z kilkoma parami słuchawek. Jak zwykle, zaczynamy od klasyki, i w sensie konfiguracji, i repertuaru.
Pierwszą cechą RA-1592, która rzuca się w uszy, jest zaskakująco obszerna przestrzeń, roztaczająca się za głośnikami. Po włożeniu do odtwarzacza pierwszej płyty Xaviany XN 125 wyparowały z pokoju, pozostawiając mnie sam na sam z muzyką.
W nagraniach realizowanych w dużych salach koncertowych muzycy byli ustawieni w szerokim łuku, wykraczającym poza fizyczne ustawienie kolumn. Jeżeli natomiast przenosili się do kościołów, dźwięki dochodziły z oddali, jakby z opóźnieniem wynikającym z dystansu dzielącego wykonawców od słuchaczy. Wrażenie było realistyczne i jeśli konstruktorom chodziło o wywołanie efektu uczestnictwa w prawdziwym koncercie, to lepiej chyba tego zrobić nie mogli.
W nagraniach studyjnych wykonawcy robili kilka kroków w przód, ale nie przekraczali linii łączącej głośniki. Mieli wokół siebie sporo miejsca. Co godne podkreślenia, bez względu na sposób realizacji, w studiu czy na żywo, lokalizacja solistów i grup instrumentów nie budziła zastrzeżeń. Rotel różnicował plany i wyraźnie zaznaczał odległości między muzykami. Zwróciłem przy tym uwagę, że powyższa budowa sceny praktycznie nie różniła się przy odtwarzaniu płyt CD oraz tego samego materiału, zgranego na komputer.
Gdy już się oswoiłem z tą zaskakująco rozbudowaną przestrzenią, zacząłem dostrzegać inne cechy brzmienia RA-1592. Wśród nich wyróżniała się szczegółowość średnicy i wysokich tonów. Dźwięczne skrzypce grały tak, jakby zamiast baranich kiszek zamontowano w nich srebrne struny. Świsty pod palcami gitarzystów klasycznych były aż nadto czytelne, a perkusjonalia kipiały bogactwem dźwięków i szelestów. Wyzwanie dla sprzętu hi-fi stanowią perkusyjne pojedynki Buddy’ego Richa z Maksem Roachem. Rotel przedstawił je bez zarzutu pod względem lokalizacji wykonawców, analityczności oraz szybkości reakcji, która w tym przypadku miała niebagatelne znaczenie.
Na podstawie tego opisu można by wysnuć przypuszczenie, że charakter brzmienia Rotela został przesunięty w stronę wyższych częstotliwości. Tak i mnie się zdawało, dopóki nie sięgnąłem po repertuar filmowy i elektroniczny. Bas okazał się mocny i kontrolowany, a jego zasięg ograniczały wyłącznie głośniki. Znane mi na wylot monitory Xaviana pokazywały rzeczy, którymi nawet ich konstruktor byłby zaskoczony. Jednak to nie moc i potęga, ale naturalność i zróżnicowanie barw stanowiły największe atuty niskich tonów. Kontrabasy w akustycznym jazzie nie zostały przerysowane, a brzmieniem wyraźnie się różniły od gitar basowych. Żadna sztuka, powie ktoś i będzie miał rację, ale już zróżnicowanie barwy w zależności od modelu gitary basowej nie każdemu wzmacniaczowi uda się tak, jak Rotelowi. Wielu muzyków zmienia wzmacniacze, efekty podłogowe czy nawet struny, jednak część z nich, np. Marcus Miller, Flea, Chris Squire czy Gail Ann Dorsey, przez lata trzyma się ulubionego zestawu. Zaznaczanie różnic pomiędzy nimi, także w charakterystycznym sposobie gry, nie sprawiło Rotelowi problemu.
Powyższe cechy brzmienia były dostępne już przy normalnych poziomach głośności. Jej podkręcanie poprawiało głównie dobitność detali oraz wydobywało więcej efektów przestrzennych, ale nie było niezbędne do wyrównania pasm i otwarcia dźwięku. Można więc słuchać głośno, ale nie ma takiej potrzeby.

038 041 Hifi 02 2021 Strona 4 Obraz 0001

Rotel RA-1592 jest niemały,
co widać dopiero w zestawieniu
z głośnikami.

Pliki
Przejście na pliki nie zmieniło ogólnego charakteru brzmienia. Zachowały się spektakularna stereofonia, analityczność oraz przymioty basu. Jedynie w obrębie średnicy zaobserwowałem delikatne ocieplenie. Głosy wokalistów stały się dzięki temu fizjologiczne, co podkreśliło realizm i atmosferę występu na żywo.


Słuchawki
Pomijając brak spektakularnej sceny, ze słuchawkami odnalazłem większość zaobserwowanych wcześniej cech brzmienia. Jest tylko jedno „ale”. Choć ogólny charakter się nie zmienił, to ostateczny efekt w dużej mierze zależał od indywidualnych cech konkretnych nauszników. Pod tym względem RA-1592 oddaje inicjatywę użytkownikowi, który kierując się własnymi upodobaniami, może dobrać model, który najbardziej mu się spodoba. Dla Rotela nie ma słuchawek „za dobrych”, takich, które obnażą jego niedociągnięcia. Górny próg poszukiwań wyznaczają jedynie możliwości finansowe nabywcy. Poza tym – hulaj dusza.
Na koniec porada konsumencka. W dniu premiery RA-1592 kosztował 11500 zł, a teraz, po czterech latach, jest dostępny za 9500 zł. Biorąc pod uwagę osłabienie złotówki oraz inflację… Wnioski wyciągnijcie sami.


Konkluzja
Dobre rzeczy starzeją się powoli. Rotel RA-1592 jest tego świetnym  przykładem.


2021 02 21 19 25 10 038 041 Hifi 02 2021.pdf Adobe Reader

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 02/2021