fbpx

HFM

artykulylista3

 

Vitus Audio SIA-030

074 079 Hifi 6 2020 009
Władza budzi emocje. Władza absolutna budzi przerażenie. Stanowi zagrożenie dla wolności jednostki. Rodzi niesprawiedliwość i wyzysk. Hamuje rozwój; cenzuruje myśli. Nikt nie chce władzy absolutnej podlegać, ale niejeden chciałby ją mieć. Czy jest jakiś sprzeciw?


Parę słów wstępu
Wzmacniacz zintegrowany czy dzielony – takie pytanie każdy audiofil zadał sobie przynajmniej raz w życiu. Odpowiedź jest wprost proporcjonalna do budżetu: im większy, tym prawdopodobieństwo wyboru rozdzielenia przedwzmacniacza i końcówki mocy wzrasta. Katalogi producentów odzwierciedlają tę zależność. Im wyższy pułap cenowy, tym węższa oferta konstrukcji zintegrowanych.
Umieszczenie preampu i stopnia mocy w osobnych obudowach ułatwia projektantowi życie. Nie musi poszukiwać rozwiązań, które ograniczą zakłócenia generowane przez potężne zasilacze końcówek. Nie musi też zmieścić we wspólnym pudełku bardzo nieraz rozbudowanych obwodów. Po co zatem utrudniać sobie wszystko i budować superintegry? Zapewne chodzi o postęp, a ten, jak wiemy, dokonuje się właśnie poprzez robienie rzeczy trudnych. Z tego też powodu wyzwania podejmuje wiele firm ze świata hi-fi. Kiedy jednak poszukamy naprawdę drogich wzmacniaczy zintegrowanych, to na placu boju pozostanie tylko garstka śmiałków. Jednym z nich jest Hans Ole Vitus.

074 079 Hifi 6 2020 001

Tylko niezbędne rzeczy. 
Chętni mogą to zmienić
– dwa zaślepione sloty czekają
na instalację opcjonalnego DAC-a
oraz preampu phono.

 

 

Dostarczony do testu SIA-030 waży 63 kg i kosztuje około 150 tys. zł. W tym segmencie większość producentów oferuje już tylko konstrukcje dzielone. Jakby tego było mało, nie jest to, bynajmniej, flagowa integra duńskiej manufaktury. W serii Masterpiece czeka bowiem jeszcze większa atrakcja: MP-I201. To potwór o mocy 700 watów (przy 8 omach), masie 126 kg i cenie około 430000 zł!
Produkty Vitusa gościły już na naszych łamach kilkakrotnie, za każdym razem pozostawiając po sobie wszystko dokładnie pozamiatane. Nie ma tu miejsca na przypominanie starych odsłuchów, ale odniesienie do jednego wydaje się niezbędne. Chodzi o SIA-025. Podobnie jak SIA-030, należy on do serii Signature, a ja do dzisiaj nie słyszałem lepszej integry.
Pomiędzy modelami Masterpiece za 430000 zł i SIA-025 mkII za około 90000 zł zieje cenowa przepaść. Zbudowanie nowego wzmacniacza „pomiędzy” stało się więc dla Hansa Ole Vitusa wyzwaniem, którego nie mógł zignorować. Zwłaszcza że miał w zanadrzu kilka pomysłów, które powinny nowemu urządzeniu dać wyraźną przewagę nad mniejszym modelem. Pomysły pomysłami, ale przygotowane na ich podstawie prototypy trzeba było wielokrotnie poprawiać. Kilka razy przekładana premiera odbyła się wreszcie na wystawie High End 2019 w Monachium.
SIA-030 nie jest po prostu rozbudowaną wersją SIA-025. To zupełnie nowy wzmacniacz, opracowany nie jako następca starszego brata, lecz jako lepsza i droższa opcja.

074 079 Hifi 6 2020 001

Gniazda Furutecha. Wyjście z przedwzmacniacza tylko RCA.

 

 

Budowa
Wzornictwo jest typowe dla Vitusa. Front tworzą dwa grube płaty aluminium, pomiędzy którymi znajduje się akrylowa płytka z wyświetlaczem. Do dyspozycji jest sześć przycisków. Obsługa wymaga przyzwyczajenia, bo guziki służą do nawigowania po menu, a nie do bezpośredniego wyboru opcji. Taka koncepcja pozwala połączyć minimalizm z bogactwem ustawień.
Vitus instrukcję obsługi dostarcza na pendrivie. Niestety, dołączony do urządzenia nośnik nie został zaktualizowany i folderu z testowanym urządzeniem w nim nie znalazłem. Na szczęście, strona producenta ratuje sytuację. O instrukcji wspominam dlatego, że obsługa SIA-030 jest intuicyjna tylko w zakresie czynności podstawowych. Poruszanie się po menu i opanowanie wszystkich funkcji takie oczywiste już nie jest. A funkcji jest sporo – można np. nadawać nazwy wejściom, ustawić ich czułość, poziom głośności po włączeniu itp. Najważniejsze dla użytkownika będą dwie rzeczy: wybór klasy (A i A/B) oraz trybu pracy (classic i rock). Różnic pomiędzy klasami tłumaczyć kolejny raz nie trzeba, zaś tryby to dwie konfiguracje pracy tranzystorów mocy.

074 079 Hifi 6 2020 001

Dzięki charakterystycznym
załamaniom pióra radiatorów
odprowadzają ciepło większą
powierzchnią.

 

 

Z tyłu dominuje umiar. Do dyspozycji mamy pojedyncze terminale głośnikowe oraz pięć wejść liniowych (trzy XLR i dwa RCA). Obok gniazda zasilania widać wejście USB, służące do aktualizacji oprogramowania. Jest też wyjście z przedwzmacniacza, do którego można podłączyć drugą końcówkę mocy. Zastanawiające, że zrealizowano je na RCA, a nie na XLR-ach.
Do redakcji SIA-030 trafił w wersji podstawowej, ale warto zauważyć, że jego funkcjonalność można rozszerzyć o dwa dodatkowe moduły – preamp korekcyjny oraz DAC ze streamerem.
Główny włącznik umieszczono od spodu, pod wyświetlaczem. Po jego aktywowaniu można korzystać z przycisku „standby” na froncie.
Aby obejrzeć budowę wewnętrzną, należy odkręcić zarówno pokrywę, jak i spód. Ale z której strony byśmy nie patrzyli, to o sekcji przedwzmacniacza nie będziemy w stanie powiedzieć nic, ponieważ została schowana pod ekranem. To ten moduł, który na zdjęciach widać przy tylnej ściance. Skądinąd wiadomo, że regulację siły głosu oparto na rezystorach przełączanych przekaźnikami, w krokach co 0,5 dB. Producent nie zdecydował się na żadne wytłumianie kliknięć towarzyszących regulacji, co dla niektórych może być trochę irytujące.

074 079 Hifi 6 2020 001

Widok z góry: gigantyczne trafo
U-I oraz kondensatory zasilacza
stopni mocy.

 

 

Po zdjęciu płyty wierzchniej naszym oczom ukazuje się zasilacz końcówek mocy. Gigantyczny transformator U-I dysponuje mocą 2,2 kVA, a towarzyszy mu 8 kondensatorów filtrujących o łącznej pojemności 400000 µF.
Widok od dołu to… również zasilacz, tym razem dla przedwzmacniacza. Tworzą go znacznie mniejszy transformator oraz trochę mniejsze kondensatory (również 8, ale o łącznej pojemności 216000 µF). W kwadratowych kapsułach umieszczono stabilizatory napięcia – rozwiązanie przejęte z monobloków MP-M201 z serii Masterpiece.
Od spodu zobaczymy także nieco lepiej fragmenty płytek z końcówkami mocy. Zostały przytwierdzone pionowo do radiatorów. Na każdy kanał przypada sześć komplementarnych par bipolarnych tranzystorów Sankena 2SA1216/2SC2922. Tryb ich pracy zależy od wybranej opcji – „classic” albo „rock”.

074 079 Hifi 6 2020 001

Kondensatory w równych rządkach.

 

 

SIA-030 nie został objęty globalną pętlą sprzężenia zwrotnego, co wydaje się częścią firmowej tradycji. Rezygnacja z tego rozwiązania ułatwia osiągnięcie dźwięku muzykalnego, ale wiąże się z ryzykiem, że sygnał na wyjściu niekoniecznie będzie dokładnie odzwierciedlał to, co trafiło na wejście urządzenia. Chyba że układ jest perfekcyjnie zaprojektowany i tak też wykonany. Czy Vitus taki właśnie jest? Na to pytanie chyba nie muszę odpowiadać...
Do wzmacniacza dołączono pilot, który może zrobić wrażenie na wielu znawcach hi-endu. Jest elegancki i wykonany z aluminium. Nie zasilają go baterie, lecz ładowarka, a nad przyciskami znalazł się wyświetlacz, aktywujący się pod wpływem ruchu. W instrukcji obsługi sterownikowi poświęcono aż 20 stron. Co prawda, zetknąłem się z nim przy okazji innych testów Vitusa, ale i tak za każdym razem zachwyca mnie od nowa. Fakt, że z zamiaru opanowania wszystkich oferowanych przez niego funkcji i tak szybko zrezygnujemy, pominę milczeniem.

074 079 Hifi 6 2020 001

Zbliżenia od dołu.

 

 

Konfiguracja systemu
Vitus Audio SIA-030 to wzmacniacz takiej klasy, że dobór odpowiedniej reszty toru nie jest prosty. Z drugiej strony – właśnie owa klasa powinna sprawić, że bez problemu poradzi sobie w każdych warunkach. W odsłuchu miałem do dyspozycji dwie pary kolumn (Dynaudio Contour 1.3 mkII oraz Wharfedale Linton), a także dwa odtwarzacze (Naim 5X z zasilaczem Flatcap 2X i C.E.C. CD5). Muszę w tym miejscu uprzedzić pytanie, czy jest to towarzystwo godne Vitusa. Otóż SIA-030 to wzmacniacz, który nikomu godności nie odbiera. Przeciwnie, z każdego zestawienia wydobędzie wszystko, co w nim najlepsze.

074 079 Hifi 6 2020 001

Zbliżenia od dołu.

 

 

Wrażenia odsłuchowe
Nie pamiętam od kiedy – a więc od bardzo dawna – w swą audiofilską świadomość miałem wdrukowaną prawdę o wyższości klasy A nad klasą AB. Klasa A miała być bliższa ideału lampowej muzykalności i w skrajnych przypadkach powinna stanowić antytezę dźwięku sterylnego. Niestety, praktyka odsłuchowa nie zawsze to potwierdzała. Czasami wzmacniacz w swoim segmencie cenowym prezentował się bardzo dobrze, czasami grał przyzwoicie, ale bywało, że zwyczajnie rozczarowywał.
Gromadzone przez lata obserwacje pozwoliły sformułować inną prawdę, tym razem potwierdzoną doświadczeniem: to nie rozwiązanie techniczne decyduje o jakości brzmienia, lecz projekt konkretnego układu i jego wykonanie. Lampowy wzmacniacz SET może zagrać bajecznie, ale może też wypaść słabo. Tranzystorowy podobnie. Układ ze sprzężeniem zwrotnym niejednemu może zawrócić w głowie, ale układ bez niego – także. I wreszcie klasa A. Dobrze zaprojektowana i wykonana, będzie uwodzić; w przeciwnym razie szybko znudzi.

074 079 Hifi 6 2020 001

Widok od spodu: zasilacz przedwzmacniacza.

 

 

Vitus oferuje możliwość przełączania pomiędzy klasą A i A/B. Będziemy więc mieli okazję bezpośrednio je porównać w urządzeniu, którego, nomen omen, klasy kwestionować nie wypada.
Brzmienie w obu przypadkach okazało się bardzo podobne. Klasę A wyróżniało głównie lekkie zaokrąglenie konturów i nieco więcej powietrza w średnicy. No i oczywiście brak zapasu mocy przy próbach głośnego grania. Zakładając, że wystarczy nam domowy poziom głośności, to wybór pomiędzy klasami pozostanie kwestią indywidualnych preferencji, a nie obiektywnej jakości dźwięku. Nie mierzyłem tego wprawdzie, ale w trakcie testu SIA-030 mniej więcej połowę czasu odsłuchowego „spędziłem” w klasie A, a drugą połowę – w A/B.

074 079 Hifi 6 2020 011

Minimalistyczny front
w tradycyjnej stylistyce Vitusa.

 

 

Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku wyboru pomiędzy trybami „classic” i „rock”. Choć same nazwy sugerują preferencje repertuarowe, to nie należy traktować ich dosłownie. „Classic” jest bardziej naturalny, niezależnie od tego, czy słuchamy Chopina czy Jimmiego Hendriksa. W „rocku” dostajemy zastrzyk dodatkowej energii, ale dzieje się to kosztem naturalności. Ta druga opcja nie przypadła mi do gustu. Ale oczywiście każdy może mieć własne zdanie.
Tyle w kwestii ustawień. A jakie jest samo brzmienie? Można zacząć od tego, że SIA-030 dysponuje potężnym, kontrolowanym basem i, zdawałoby się, nieograniczoną dynamiką. I byłaby to prawda, tyle że z drugiej strony podobne określenia można znaleźć w opisach wielu innych wzmacniaczy. Można też zacząć od tego, że Vitus łączy moc odrzutowca ze zwinnością kolibra i szybkość światła z delikatnością motyla. I to wszystko też byłaby prawda, ale taki opis można by odebrać jako pretensjonalny.

074 079 Hifi 6 2020 001

Tranzystory Sankena
przytwierdzone bezpośrednio
do radiatora.

 

 

Jak więc oddać wyjątkowość SIA-030? Obawiam się, że to zadanie niewykonalne. Vitusa trzeba posłuchać samemu. Samemu poczuć się jakby w stanie zawieszenia, całkowitego odcięcia od wszystkiego, co nie jest płynącą właśnie z kolumn muzyką. Vitus zapewnia wrażenia tak realistyczne, że opis może je tylko zniekształcić. Postarajmy się jednak, choćby w ogólnym zarysie, przybliżyć filozofię brzmienia duńskiego wzmacniacza.
SIA-030 to po pierwsze uniwersalność. Integra świetnie się czuje w dowolnym repertuarze. Potrafi się dostosować do kameralistyki, symfoniki, rocka, fortepianu solo i spokojnego jazzu.
Po drugie, każdy element brzmienia jest dopracowany bez kompromisów. Dynamikę, średnicę, skraje pasma czy stereofonię można obdzielić wszystkimi superlatywami, jakie widziała audiofilska prasa, i nie będzie w tym przesady.
O wartości urządzeń z bardzo wysokiej półki decyduje nie to, czy wymienione wyżej elementy będą doskonałe, ale to, w jaki sposób będą się ze sobą komponować. Koncepcja Vitusa wydaje się przejrzysta. Swobodnie łączy potęgę i dynamikę ze spokojem i opanowaniem. Innymi słowy, to absolutna władza nad dźwiękiem; referencyjna kontrola każdego podzakresu, instrumentu i głosu, a wszystko to podporządkowane muzykalności. I to już nie jest inżynieria, tylko natchnienie wizjonera Hansa Ole Vitusa.

074 079 Hifi 6 2020 001

Vitus Audio SIA-030

 

 

Efekt jest zniewalający. Od pierwszych taktów każdej płyty czułem się w swoim fotelu niczym przyssany przez jakąś potężną siłę. Taką, której nie mogę się przeciwstawić, ale też której przeciwstawiać się nie mam najmniejszej ochoty. Siła ta odpuszczała dopiero, kiedy laser w odtwarzaczu wracał do pozycji początkowej. A wtedy pierwszą rzeczą, na jaką miałem ochotę, było umieszczenie w szufladzie kolejnego albumu i ponowne poddanie się absolutnej władzy muzyki. Muzyki krystalicznie czystej i płynnej; rozbrzmiewającej z idealnie cichego czarnego tła. Muzyki, w której czuje się jakąś niezachwianą stabilność, ale w której równocześnie buzują emocje, różnicowane repertuarem, zaangażowaniem wykonawcy czy tonacją utworu.

074 079 Hifi 6 2020 001

Pilot z ładowarką.

 

 

Vitus grał z bezwzględną konsekwencją, ale też z analogową miękkością. Łączył mięsistość dołu pasma z napowietrzeniem średnicy. Dźwięk był w każdym wymiarze fizjologiczny, plastyczny i namacalny. Atak basu mógłby kruszyć mury niejednej średniowiecznej twierdzy, ale siedząc w fotelu, chciałem takich ataków odczuwać jak najwięcej. Potęgę basu równoważyła delikatność i szczegółowość góry pasma. A pomiędzy nimi rozciągała się średnica – żywa, wielobarwna i zaskakująca.
SIA-030 zachowuje idealne proporcje pomiędzy melodią i rytmem. Zaimponował mi sposób oddania instrumentów sekcji rytmicznej. Wszystkich. Niezależnie, czy to wielki bęben, czy mała kołatka – każdy był traktowany z jednakową uwagą. Co prawda, chyba każdy producent dąży do tego samego, ale w praktyce zawsze dochodzi się do punktu, za którym różne uderzenia zaczynają się do siebie upodabniać. Vitus takiego punktu po prostu nie zna.
I teraz należałoby rozpocząć opis wrażeń z odsłuchu kolejnych płyt. Bo wszystko, co powyżej, to tylko uogólnienie i przybliżenie. Każdy krążek stanowi przecież wejście do świata odrębnych emocji i barw. Każdy kompozytor w swoje dzieło wkłada duszę, a dzięki Vitusowi można jej niemal dotknąć. Czy ktoś miał kiedykolwiek ochotę porozmawiać z Palestriną, Bachem lub Mozartem? Niemożliwe? Wystarczy zamknąć oczy i dać się ponieść. Powiecie, że przy Vitusie znowu odleciałem? O tak!

074 079 Hifi 6 2020 001

Na tym nośniku dostajemy komplet
instrukcji do urządzeń Vitusa.
Niestety, ktoś zapomniał
wgrać SIA-030.

 

 

Konkluzja
Czy wspomniałem, że najlepsza integra, jaką w życiu słyszałem, to Vitus Audio SIA-025? No cóż, tak rzeczywiście było, aż do chwili, gdy posłuchałem SIA-030. Panowanie dynastii zostało przedłużone. Władza absolutna pozostaje niezagrożona. Czy jest jakiś sprzeciw?

 

 

2020 06 24 17 00 01 074 079 Hifi 6 2020.pdf Adobe Reader

Mariusz Malinowski

Źródło: HFM 06/2020