fbpx

HFM

artykulylista3

 

Marantz PM7000N

028 031 Hifi 02 2020 0009
W całej swej historii Marantz nie łączył cyfrowych źródeł dźwięku ze wzmacniaczami. Życie wymusza jednak kompromisy nawet w najbardziej konserwatywnych przedsiębiorstwach.
W październiku 2019 firma zaprezentowała pierwszy w historii wzmacniacz z wbudowanym przetwornikiem c/a. Ale czy na pewno należy go traktować w kategoriach kompromisu?

Połączenie odtwarzania i wzmacniania w jednym urządzeniu nie musi oznaczać pogorszenia jego parametrów. To nie są plastikowe radiomagnetofony sprzed trzech dekad, lecz nierzadko wysokiej klasy sprzęty, oferujące brzmienie nie gorsze od dzielonych systemów za porównywalne pieniądze. Producenci starają się przyciągnąć nowych użytkowników rozbudowaną funkcjonalnością oraz mniejszymi gabarytami, co może mieć kluczowe znaczenie w niewielkich mieszkaniach. Nie bez znaczenia jest także cena – z reguły niższa od kilku zestawionych komponentów oferujących te same funkcje. Poza tym odpada koszt łączówek.



Budowa
Z wyglądu PM7000N praktycznie się nie różni od typowych amplitunerów stereo. W centrum aluminiowego frontu dominują zwyczajowe regulatory barwy i balansu. Nad nimi umieszczono duży wyświetlacz OLED z okrągłym kursorem, stylem nawiązujący do urządzeń AV. Zaoblone do tyłu boczki wykonano z dobrej jakości tworzywa sztucznego. Na styku z centralną częścią aluminiową znalazły się gałki potencjometru siły głosu oraz sekwencyjnego wybieraka źródeł. Obraz dopełnia wyjście słuchawkowe 6,35 mm (duży jack).

 

028 031 Hifi 02 2020 0001 DAC wyposażono
w odrębne
chłodzenie.

 

 


Jak widać, nie ma w PM7000N nic ekscytującego i dopiero zerknięcie na tylną ściankę zdradza jego prawdziwą naturę.
Uwagę od razu zwracają solidne terminale głośnikowe SPKT-1+, wykonane z niklowanego mosiądzu. Marantz montuje je nawet w swoich najdroższych wzmacniaczach stereo. Na lewo od nich umieszczono komplet wejść i wyjść.
Do PM7000N można podłączyć trzy źródła liniowe oraz gramofon z wkładką MM. Są także cztery wejścia cyfrowe: jedno koaksjalne, dwa toslinki oraz USB dla nośnika pamięci. Za nimi widać gniazdo LAN, poprzez które można się połączyć z domową siecią Ethernet. Osoby czujące żywą awersję do każdego nadmiarowego kabelka mogą skorzystać z łączności bezprzewodowej. Odpowiednie antenki należy wkręcić w gniazda znajdujące się w rogach urządzenia.

028 031 Hifi 02 2020 0001 W fazie czuwania działa
zasilacz impulsowy.

 


Znacznie skromniej wygląda lista wyjść. Do Marantza można podpiąć subwoofer oraz skorzystać z pętli magnetofonowej. Ta ostatnia opcja przyda się choćby do podłączenia lepszego wzmacniacza słuchawkowego, jednak – jak pokazał ubiegłoroczny Audio Video Show – magnetofonów analogowych także nie należy skreślać z listy źródeł hi-fi.

 

028 031 Hifi 02 2020 0001 Ekranowany toroid zajmuje
niemal całą wysokość wzmacniacza.

 

 


PM7000N nie został zaprojektowany dla kupujących oczami i dopiero po rozkręceniu obudowy widać, na co poszły pieniądze.
Podstawę montażową skręcono z grubych stalowych blach, a ozdobny panel czołowy został tylko do niej przymocowany i nie stanowi elementu konstrukcyjnego. Obudowę szczelnie wypełniają podzespoły. Liczne przewody pospinano w wiązki, starając się zachować porządek. Wentylację zapewniają szczeliny w dnie i pokrywie.

 

028 031 Hifi 02 2020 0001 Wyjścia wyróżniono jasnym tłem. q

 

 


Wnętrze na dwie części dzieli odlewany radiator. Za dostawy energii w czasie pracy odpowiada duży, ekranowany transformator toroidalny oraz kilka kondensatorów Elna for Audio. W fazie czuwania działa osobny układ impulsowy.
Po drugiej stronie radiatora znalazł się przedwzmacniacz analogowy, zbudowany w oparciu o firmowe moduły HDAM-SA3. Nad nim umieszczono sekcję cyfrową oraz korekcyjną MM. Marantz jest bardzo dumny ze swojego phono stage’a. To zupełnie nowy układ, z wyjściem na tranzystorach FET. Producent zapewnia, że przedwzmacniacz korekcyjny w PM7000N powinien spełnić oczekiwania posiadaczy gramofonów kosztujących równowartość wzmacniacza.

 

028 031 Hifi 02 2020 0001 Takie terminale głośnikowe
znajdziemy też w najdroższych
wzmacniaczach Marantza.

 

 


Na samej górze, w stalowej kopercie, schowano sekcję cyfrową, całkowicie odizolowaną od obwodów analogowych. Składa się na nią moduł łączności – przewodowej LAN i bezprzewodowej Wi-Fi/Bluetooth, platforma streamingowa HEOS z radiem internetowym i odtwarzaczem plików oraz DAC. Ten ostatni, nakryty własnym radiatorem, powstał w oparciu o 32-bitową kość AKM AK4490.
Końcówki mocy pracują w klasie AB. Użyto w nich bipolarnych Sankenów 2SA1303/2SC3284, po parze na kanał. PM7000N oferuje uczciwe 60 watów przy ośmiu omach i 80 W przy czterech. Do korygowania błędów wzmocnienia wykorzystano sprzężenie prądowe.
Choć Marantz zatrudnia jednych z najlepszych specjalistów w branży, a ci do dyspozycji mają najlepsze podzespoły i urządzenia pomiarowe, to o ostatecznym kształcie PM7000N zadecydowały odsłuchy i „dostrajanie” urządzenia. Właśnie takie podejście do projektowania promował nieodżałowany Ken Ishiwata i tę filozofię można uznać za prawdziwe dziedzictwo Marantza.

 

028 031 Hifi 02 2020 0001 Komplet wejść i wyjść.

 

 


Wyposażenie i obsługa
PM7000N wyposażono w rozbudowaną sekcję cyfrową, jakiej nie powstydziłby się wolnostojący streamer. Poza nieodzownym dziś odtwarzaczem plików i przetwornikiem c/a 24/192, w urządzeniu zaimplementowano platformę HEOS, „pożyczoną” od Denona. Otwiera ona przed użytkownikiem duże możliwości. By z nich skorzystać, należy zainstalować aplikację na smartfonie lub tablecie.
HEOS przejmuje pełną bezprzewodową kontrolę nad urządzeniem, włącznie z wyborem źródła czy regulacją głośności. Za pośrednictwem telefonu można odtwarzać muzykę z zewnętrznych nośników danych, buszować po rozgłośniach  internetowych oraz korzystać z serwisów streamingowych (Tidal, Deezer, Spotify i inne). HEOS umożliwia także przesyłanie muzyki wprost z urządzenia mobilnego (poprzez AirPlay 2 i Bluetooth) oraz sterowanie systemem za pośrednictwem asystentów głosowych.

 

028 031 Hifi 02 2020 0001 Ozdobny panel czołowy
nie stanowi elementu
konstrukcyjnego.

 

 


W przypadku odtwarzania muzyki ze źródeł zewnętrznych, całą część cyfrową można wyłączyć jednym przyciskiem. Wtedy PM7000N staje się zwykłym analogowym wzmacniaczem stereo.
Choć Marantz oferuje możliwości, jakie jeszcze przed dekadą nikomu się nie śniły, to jego obsługa okazuje się bardzo prosta. Sam proces instalacji można zaliczyć do intuicyjnych i tylko początkujący użytkownicy sprzętu hi-fi będą zerkać do instrukcji. Polskie menu jest tu znacznym ułatwieniem. Używając przez kilka tygodni PM7000N, nie chowałem jednak pilota, bowiem regulacja głośności fizycznymi przyciskami była szybsza i dokładniejsza od dotykowego ekranu smartfonu.

 

028 031 Hifi 02 2020 0001 Aplikacje aplikacjami,
ale pilota nie chowajcie
na dno szuflady.

 

 


Wrażenia odsłuchowe
W czasie testu korzystałem z plików hi-res zgromadzonych na zewnętrznym twardym dysku, oraz z serwisu Tidal Hi-Fi. Poniższe wrażenia będą sumą doświadczeń z oboma źródłami muzyki. Oczywiście, do Marantza można podłączyć odtwarzacz płyt CD, magnetofon czy tuner radiowy, jednak wydaje mi się, że przytłaczająca większość jego użytkowników pozostanie przy plikach i streamingu.
Jeżeli zaś chodzi o przesyłanie muzyki z telefonu poprzez Bluetooth, to jest to pomysł głupi, szkodliwy i więcej na ten temat nie będę się rozwodził.
Zanim przejdziecie do muzyki, wskazane będzie wygrzanie urządzenia, zarówno nowego, jak i po każdorazowym dłuższym okresie bezczynności. PM7000N dotarł do mnie prosto z fabryki i w dziewiczym stanie jego dźwięk nie odbiegał od dalekowschodniego stereotypu, z wyostrzoną górą i odchudzonym basem. Po tygodniu brzęczenia dźwięk odzyskał właściwe proporcje, ale i tak przed każdym poważniejszym odsłuchem pozwalałem urządzeniu pograć kilkadziesiąt minut. Wtedy miałem do czynienia z prawdziwym Marantzem, za którym stało blisko 70 lat doświadczenia w projektowaniu wzmacniaczy.

 

028 031 Hifi 02 2020 0008 Marantz PM7000N
przypomina amplituner stereo
i jest w tym sporo racji.

 

 


Brzmienie PM7000N cechuje bardzo dobra przestrzeń i detaliczność dalszych planów. Marantz kreuje przed słuchaczem dużą scenę, wypełnioną drobnymi odgłosami, które towarzyszą wykonywaniu muzyki na żywo. Wbrew pozorom, brzmienie lokuje się po cieplejszej stronie neutralności, z plastycznymi i zaskakująco realistycznymi wokalami, wysuniętymi przed towarzyszące im instrumenty. Domykający całość bas dysponuje zdrowym łupnięciem, choć nie stara się udowadniać tego przy każdej okazji. W utworach dawnych mistrzów może nawet wywołać chwilowy niedosyt, jednak kilka fragmentów muzyki organowej rozwieje ewentualne wątpliwości. W nagraniach akustycznego i elektrycznego jazzu oraz rocka o niedostatku niskich tonów nie ma już mowy.
No właśnie, PM7000N ze swobodą porusza się w zróżnicowanym repertuarze. Chcecie posłuchać rockowego koncertu unplugged i porównać wersję akustyczną z elektryczną? Nie ma problemu. Wracacie po ciężkim dniu i marzycie o odpoczynku przy smoothjazzowym smędzeniu? Proszę uprzejmie. A może potrzebujecie nakręcić się przed wieczornym wyjściem do klubu? Nie mówcie nic więcej, tylko włączcie zasilanie.

 

028 031 Hifi 02 2020 0001 Wnętrze wypełnione po brzegi.
Sekcja cyfrowa w stalowej
kopercie.

 

 


Tym jednak, co najlepiej świadczy o klasie Marantza, jest autentyczna przyjemność, jaką daje słuchanie na nim muzyki. W ciągu kilku tygodni testowania przekopałem się przez niemal cały dwuterabajtowy dysk, spenetrowałem otchłanie Tidala i odwiedziłem niezliczone internetowe stacje radiowe, oferujące najbardziej egzotyczne gatunki. I nawet jeśli w przypadku tych ostatnich jakość techniczna pozostawała daleka od audiofilskich standardów, to słuchanie nieznanych wykonawców potrafiło wciągnąć na długie kwadranse. Znów byłem dzieckiem kręcącym gałką lampowego radioodbiornika z zielonym okiem w poszukiwaniu nieznanych nagrań z dalekiego świata. Blisko pół wieku temu nie rozumiałem jeszcze słów piosenek ani zapowiedzi spikerów, walczących z zakłóceniami fal radiowych. Ale i tak miałem wrażenie obcowania z czymś wyjątkowym i emocjonującym.

 

 


Konkluzja
Choć PM7000N jest najnowocześniejszą integrą Marantza, nie zapomina o tym, że w muzyce najważniejsze są emocje. Jestem przekonany, że wspomniany kilka akapitów wyżej Ken Ishiwata dałby mu swoją sygnaturę.

 




2020 02 19 09 05 20 028 031 Hifi 02 2020.pdf Adobe Reader

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 02/2020