fbpx

HFM

artykulylista3

 

Keces E40

028 031 Hifi 09 2019 005
Keces to wytwórnia z Tajwanu. Specjalizuje się w sprzęcie stereo, będącym w zasięgu ręki przeciętnego zjadacza chleba. Pierwsze urządzenia tej marki pojawiły się 17 lat temu, choć firma-matka działa od roku 1997.

Właścicielem Kecesa jest Huikang Electronic z Tajpej, na co dzień produkujący transformatory i zasilacze dla branży komputerowej oraz audio. Trudno powiedzieć, czy poszerzenie oferty o sprzęt hi-fi wynikało z osobistych zainteresowań właściciela, ale wszystkim wyszło na dobre.
Jak na firmę z kilkunastoletnim stażem, katalog Kecesa jest zaskakująco skromny. Znajdziemy w nim jeden wzmacniacz zintegrowany, jeden dzielony z wbudowanym przetwornikiem c/a, dzielony (!) przedwzmacniacz gramofonowy oraz po trzy kondycjonery i zewnętrzne zasilacze. Te ostatnie mogą zastąpić popularne moduły wtyczkowe, stosowane np. przez Pro-Jecta, co powinno się przełożyć na zauważalną poprawę brzmienia. Wspólnymi cechami wszystkich tajwańskich urządzeń są solidna budowa oraz przystępne ceny.



Budowa
Zintegrowany wzmacniacz E40 to wzorcowy przykład, że porządnie wykonane urządzenie nie musi kosztować fortuny.
Front E40 ma zaledwie 22 cm szerokości i 6 cm wysokości. Panel czołowy, który łagodnie przechodzi w boczne ścianki, wykonano z aluminium o grubości 3 mm. Do wewnętrznych szyn przykręcono tylną ściankę, dno oraz pokrywę, także trzymilimetrowej grubości. E40 waży równo 4 kg.
Metalowe powierzchnie delikatnie wyszczotkowano i anodowano na czarno. Jedynym białym akcentem pozostało masywne aluminiowe pokrętło potencjometru głośności, nawiązujące wzorniczo do urządzeń Moona. Obok niego znalazł się sekwencyjny wybierak źródeł. Po lewej stronie umieszczono malutki guziczek, aktywujący tryb czuwania, oraz 3,5-mm wyjście słuchawkowe (mały jack).

028 031 Hifi 09 2019 001 Keces E40

Na tylnej ściance ulokowano dwa wejścia liniowe, jedno dla gramofonu z wkładką MM, a także asynchroniczne USB typu B do podłączenia komputera. Ponadto przewidziano wyjście z preampu do zewnętrznej końcówki mocy. Wszystkie gniazda RCA są złocone. Terminale głośnikowe wydają się tak solidne, że mogłyby zdobić niejeden droższy piecyk. Listę wyposażenia zamyka porządne gniazdo IEC. Po specjaliście od zasilania innego bym się nie spodziewał.

028 031 Hifi 09 2019 001 Na niewielkiej płytce zmieścił się
kompletny przedwzmacniacz
z modułem phono MM
i przetwornikiem c/a.

Przystępując do demontażu pokrywy E40, nie wiedzieć czemu, przypomniałem sobie wzmacniacze Vincenta. Po uporaniu się z sześcioma śrubkami wiedziałem już, skąd te skojarzenia. Budowa wewnętrzna tajwańskiego malucha jest znakomita.
Zamiast spodziewanego modułu impulsowego, bardziej pasującego do urządzenia o gabarytach E40, znajdziemy tam klasyczny zasilacz liniowy z toroidem i dwoma elektrolitami Jamicona, o łącznej pojemności 13600 µF. Kluczowa elektronika znalazła się na dwóch płytach drukowanych. Rozdzielono sekcje przedwzmacniacza i końcówek mocy.

028 031 Hifi 09 2019 001 Analogowy potencjometr
sterowany silniczkiem.

Mniejsza z płyt, odwrócona do góry nogami, to kompletny przedwzmacniacz, wyposażony w moduł korekcyjny dla gramofonu oraz DAC. W E40 zastosowano leciwy scalak Burr-Browna PCM2701, przystosowany do pracy z maksymalną rozdzielczością 16 bitów/48 kHz. W porównaniu ze współczesnymi konwerterami 32/384 wygląda to trochę biednie, ale jeśli ktoś zdematerializował płytotekę CD do plików FLAC, to i tak będzie je miał w rozdzielczości 16/44,1.

028 031 Hifi 09 2019 001 W środku E40 nie ma grama
audiofilskiego powietrza.

Końcówkę mocy zbudowano w oparciu o dwie pary tranzystorów Sankena 2SA1386/2SC3519, pracujących w klasie AB. Tajwański wzmacniacz dysponuje mocą 50 W/8 Ω i 65 W/4 Ω. Dużo to czy mało – przekonamy się za chwilę. Za regulację siły głosu odpowiada potencjometr analogowy poruszany silniczkiem.
Pomimo niewygórowanej ceny, w budżecie E40 znalazło się jeszcze miejsce na zdalne sterowanie. Dołączony pilot jest mniejszy od karty kredytowej (4 x 8,5 cm), ale w codziennym użytkowaniu okazał się zaskakująco wygodny.

 

028 031 Hifi 09 2019 001 Duże, wygodne pokrętło
potencjometru


Wrażenia odsłuchowe
Choć Keces E40 gabarytami pasuje na biurko lub do sypialni, nie potraktowałem go z przymrużeniem oka, ani nie zastosowałem taryfy ulgowej.
Na drugim końcu kabli głośnikowych zawisły monitory Xaviana, a grube i ciężkie QED-y Silver Spiral nieomal przygniotły go do ziemi.

028 031 Hifi 09 2019 001 Wyjście słuchawkowe 3,5 mm.
Odbiornik zdalnego sterowania
w wąskiej szczelinie.

W klasyce piecyk spisywał się bez zarzutu. Nie silił się na puryzm. Wydaje się, że jego brzmienie jest kierowane do melomanów szukających w odsłuchu przyjemności. Gęste, kremowe, delikatnie ocieplone, zdecydowanie bardziej kojarzyło się z techniką lampową niż niedrogim tranzystorem. W nagraniach dawnych mistrzów nie usłyszycie szelestu kart partytury, za to odnajdziecie sporo emocji. Prawdziwym ewenementem w kontekście gabarytów i ceny E40 okazały się jednak niskie tony.
Takiego basu prędzej bym się spodziewał po najeżonej radiatorami stereofonicznej końcówce mocy niż filigranowym piecyku, dysponującym 50 W na kanał. I nie chodzi o masę, ale o energię, zasięg i kontrolę. Warto przy tym podkreślić, że niskie tony nie starały się wpływać na charakter średnicy. Budowały po prostu stabilny fundament i czujnie pilnowały tempa.

028 031 Hifi 09 2019 001 Dwa wejścia liniowe, phono MM
i USB typu B.

Korzystne wrażenie robiła także panorama stereofoniczna. Taka scena spodoba się zwłaszcza słuchaczom lubiącym „amerykańskie hektary”, rozciągające się za kolumnami. Dodatkowo instrumenty potrafiły się odzywać z boku, na zewnątrz od fizycznego ustawienia głośników. Precyzja lokalizacji źródeł pozornych okazała się dobra, choć znam kilka wzmacniaczy w zbliżonej cenie, które potrafią ostrzej rysować kontury.

028 031 Hifi 09 2019 001 Tylna ścianka w całości.

Przechodząc do nagrań jazzowych, zahaczyłem o amerykański zespół wokalny Persuasions i wszystkie obserwowane do tej pory aspekty brzmienia uległy poprawie. Wyraźniej „zobaczyłem” muzyków, poustawianych niczym piony na szachownicy. Ocieplone głosy wokalistów różniły się barwą, choć nie epatowały mlaśnięciami i gwałtownymi wdechami. Rozochocony, sięgnąłem po płyty Cassandry Wilson i o mało nie spadłem z krzesła. Tak obszerna i wieloplanowa scena za tak niewielkie pieniądze trafia się niezmiernie rzadko. Kolumny wyparowały z pokoju, a dźwięki zachodzące mnie z boków i pojawiające się na różnych wysokościach niemal się materializowały za sprawą naelektryzowanego energią powietrza. Nie był to jeszcze poziom dwu-, trzykrotnie droższych urządzeń, ale wśród wzmacniaczy kosztujących około 2700 zł trudno będzie znaleźć godnego przeciwnika dla tajwańskiego mikrusa.

028 031 Hifi 09 2019 001 Porządne, choć siłą rzeczy wąsko
rozstawione terminale głośnikowe.

W nagraniach gitary akustycznej zacząłem się poważnie martwić o głośniki. Nad okolicę nadciągnęły ciemne burzowe chmury, a naturalny fornir zdecydowanie nie lubi wilgoci. Nic też nie wskazywało na to, by Xaviany miały rychło powrócić do pokoju odsłuchowego. Szeroką panoramę wypełniały odgłosy pojawiające się bez wyraźnego związku z ustawieniem monitorów. Dźwięki gitar i perkusjonaliów były czytelne, aczkolwiek bez wbijających się w uszy efekciarskich igiełek. Rytmu nadal skrupulatnie pilnował szybki i umięśniony bas. I jeśli do tej pory Keces E40 budował jednoznacznie pozytywne wrażenie, to po włączeniu rocka zaczęła się prawdziwa jazda.
Tajwański maluch wydaje się stworzony do tego repertuaru. Choć wcześniej dawał to do zrozumienia, to teraz poszedł na całość. Czeskie monitory przybiegły, zwabione pierwszymi riffami „Made in Japan” Deep Purple i ochoczo włączyły się do zabawy. Szeroka koncertowa scena, mocny, pulsujący bas i lekko ocieplone wokale – to było to, co tygrysy lubią najbardziej. Całość ozdabiały delikatnie rozświetlone blachy, ulokowane wyraźnie nad głośnikami. W gęstych aranżacjach wzmacniacz bez ociągania budował ścianę dźwięku, nie tracąc przy tym z pola widzenia detali. W dodatku E40 podkreślał różnice techniczne w realizacjach płyt, czego akurat się po nim nie spodziewałem.

028 031 Hifi 09 2019 001 Nazwa firmy
wyfrezowana
na pokrywie podnosi
wartość postrzeganą.


Wzmacniacz słuchawkowy
Jako że naturalnym środowiskiem pracy E40 może być biurko lub inny blat roboczy, nie od rzeczy było sprawdzić możliwości wbudowanego wzmacniacza słuchawkowego. Zanim jednak się do niego zabierzecie, zwrócę uwagę na jeden aspekt techniczny. Otóż tajwańska maszyna akceptuje wyłącznie słuchawki pozbawione pilota. Modele przenośne, wyposażone w nieco zmienioną wtyczkę, wyraźnie charczały. Natomiast ze względu na ocieplone brzmienie, sugerowałbym podłączać do Kecesa nauszniki o wyrównanym lub lekko rozjaśnionym balansie tonalnym. W moim przypadku szczególnie dobrze dogadał się z Sennheiserami HD600. W takim zestawieniu otrzymałem szeroką, szczegółową scenę, zbudowaną na solidnej podstawie basowej. W sam raz do długich, relaksujących odsłuchów.

 

028 031 Hifi 09 2019 001 Zaskakująco
wygodny niewielki pilot.


Konkluzja
Keces E40 łączy miękkość i ciepło lampy z energią tranzystora. Osoby, które marzą o szklanych bańkach, lecz obawiają się problemów z ich eksploatacją (prawdziwych bądź wyimaginowanych), powinny sprawdzić ten bezobsługowy zamiennik.

 

2019 09 25 20 00 11 028 031 Hifi 09 2019.pdf Adobe Reader

Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 09/2019


Pobierz ten artykuł jako PDF