fbpx

HFM

artykulylista3

 

Copland CTA 408

036 043 Hifi 04 2019 013
Dwadzieścia lat temu śledziłem nowinki z rynku hi-fi. Ekscytowałem się kolejnymi firmami i ich nowatorskimi pomysłami. Tak się jednak porobiło, że dzisiaj największym szacunkiem darzę producentów, którzy spokojnie robią swoje i, bez względu na przemijające mody, konsekwentnie realizują te same cele, które postawili sobie na początku drogi. A równocześnie nie stoją w miejscu.

Dla każdej firmy to długi, często wyczerpujący marsz. Niektórzy bankrutują, bo zmienia się świat i ich koncepcje się nie sprawdzają. Inni popełniają błędy. Te nierzadko wynikają z żądzy zysku, czyli cięcia kosztów i przymykania oka na spadającą jakość produktów. Na renomie marki można pojechać przez jakiś czas, ale klienci w końcu się zorientują i w tym momencie nie ma już powrotu.


Jeszcze inni wpadają w pułapkę rosnących słupków. Rozwoju i wzrostu za wszelką cenę. Starają się pozyskać nowe rynki i klientów. Poszerzają ofertę o segment masowy, który ma konkurować z ofertą koncernów. Czasem się to udaje, ale jak pokazuje praktyka, najbardziej odporne na kryzysy i rewolucje technologiczne pozostają niewielkie firmy, wierne swoim ideałom. Dające klientom poczucie stabilności. To ważne, zwłaszcza kiedy wchodzimy w obszar prestiżu i luksusu. Takie firmy nadal działają i raczej nic im nie grozi. Accuphase, Harbeth, McIntosh, Wilson Audio, ProAc… To nie wszystkie, ale nie jest ich znów tak wiele. Do arystokracji doliczymy jeszcze najwyżej 20-30 nazw. W gronie szlachetnych weteranów nie mogło też zabraknąć Coplanda – duńskiego specjalisty od lamp. Firma powstała w połowie lat 80. XX wieku i jest nieprzerwanie obecna na rynku polskim, od jego początku. Łezka się w oku kręci.
Coplanda zawsze szanowałem. Zdarzało mu się stworzyć ponadczasowe produkty, jak zintegrowany CSA 8. Wiele wskazuje, że CTA 408 jest jego następcą, choć „ósemka” wygląda przy obecnym modelu jak brzydkie kaczątko przy łabędziu. Od razu widać, że to inna liga, cena i kaliber. Tak jakby postawić S-klasę z 1995 roku przy współczesnym Maybachu. Z tym, że Copland nie stracił klasycznej elegancji.

036 043 Hifi 04 2019 001 Śniadanie
mistrzów
Copland CTA 408

 

Budowa
O urodzie i wzornictwie można dyskutować godzinami, a i tak nie dojść do kompromisu. Dla jednych CTA 408 będzie przypominał bunkier z linii Zygfryda albo czołg z czasów I wojny światowej (mnie też się kojarzy jakoś tak  militarnie albo jakby go narysował Daniel Mróz). Dla drugich to kwintesencja klasycznego piękna elektroniki z lat 70. Obie grupy zgodzą się jednak, że urządzenie cechują szlachetny umiar i symetria.
Wzmacniacze Coplanda podobnie wyglądały 30 lat temu. Nowością jest „wywietrznik” ma froncie, zastosowany także w końcówkach mocy. Poza nim większość elementów pozostała identyczna.

036 043 Hifi 04 2019 001 Niech moc będzie z KT150.

 

Płyta frontowa to płat szlifowanego aluminium, bez zbędnych ozdóbek, chyba że za takie uznamy duże wyfrezowane logo na górze. Jest jeszcze coś w rodzaju wyświetlacza: minimalistyczne okienko, w którym diody informują o wyborze źródła. Trzeba przyznać, że zaprojektowano je ze smakiem, bo nie zakłóca surowej linii i nie oślepia w ciemności. To element, który odróżnia CTA 408 od reszty oferty, jako model flagowy.
Oprócz niego w katalogu znajdziemy: słabszą integrę CTA 405, przetwornik c/a DAC 215, przedwzmacniacz CTA 305 i końcówkę mocy CTA 506. Trochę szkoda, że Copland wycofał się z produkcji odtwarzaczy CD – były naprawdę interesujące.

036 043 Hifi 04 2019 001 Na wejściu 6072A/12AY7.

 

Oprócz „oczka” na płycie czołowej znajdziemy dwa solidne pokrętła: jedno do wyboru źródła (lewe), drugie do regulacji głośności. Wyskalowano je w decybelach, ale uważajcie: 0 to nie jest początek skali. Oznaczenie jest wzięte ze sprzętu profesjonalnego, gdzie technika stoi przed prostymi skojarzeniami użytkownika. Potencjometr to tłumik, który ogranicza moc, a „zero” oznacza pełną parę.
Gałki, jak to u Coplanda, do złudzenia przypominają te ze studia nagraniowego: szeroki kołnierz w podstawie i cieńszy walec do chwytania palcami. Obracają się lekko i jedwabiście, jak dobrze nasmarowane łożyska.

036 043 Hifi 04 2019 001 Sterujące 12BH7.

 

Jeszcze tylko dwa przyciski i koniec. Pierwszy to „standby”; główny włącznik zasilania znajduje się z tyłu. Przed słuchaniem warto wzmacniacz rozgrzać, przynajmniej przez kwadrans – różnica jest zauważalna nawet dla niewprawionego ucha. Drugi przycisk to prawdziwa rzadkość w dzisiejszym sprzęcie – monitor odsłuchu po taśmie. Z tyłu znajdują się gniazda pętli magnetofonowej. To dla wszystkich, którzy poważnie myślą o podłączeniu kaseciaka. Ponoć ostatnio zrobiły się modne.
Gniazda są bardzo solidne. Dla kolumn przewidziano złocone zaciski, zalane plastikiem. Zabezpiecza to przed przypadkowym zetknięciem końcówek, chociaż na lampie nie robi wielkiego wrażenia. Z transformatorów wyjściowych wyprowadzono dwa odczepy: dla kolumn nominalnie 4- i 8-omowych.
Poniżej znajduje się blok gniazd liniowych. Oprócz wspomnianej pętli przewidziano cztery wejścia RCA. Źródła oznaczono po prostu jako 1, 2, 3 i 4.
 

Copland poważnie potraktował posiadaczy źródeł analogowych. Właściciele drogich szlifierek przeważnie zaopatrują się w oddzielne przedwzmacniacze, ale tutaj nie będzie takiej konieczności. Wbudowany phono stage to zaawansowana konstrukcja. Współpracuje zarówno z wkładkami MM, jak i MC, a dla każdego typu przewidziano osobną parę gniazd. Dla MC można dopasować impedancję obciążenia. Służy do tego trójpozycyjny przełącznik: 50, 100 i 470 omów.
Układ zbudowano z tranzystorów J-FET i ponad stu komponentów dyskretnych. Całość zamknięto w osobnej obudowie, izolującej od wpływu pól magnetycznych i zakłóceń.
Producent chwali się też przedwzmacniaczem słuchawkowym, pracującym w klasie A. I nie jest to prosty obwód na scalaku, ale rozbudowana konstrukcja, mieszcząca się na całkiem sporej płytce. Wyjście typu duży jack umieszczono nietypowo, bo na prawej ściance bocznej, tuż za płytą czołową. Jeżeli zamierzacie umieścić CTA 408 w szafce, to będzie problem. Zresztą, i tak stanowczo odradzam takie rozwiązanie, głównie ze względu na konieczność zapewnienia wentylacji – szpary na froncie to za mało, a lampy muszą mieć komfort termiczny.

036 043 Hifi 04 2019 001 Pieszczota dla oka.

 

Zdarza się, że wzmacniacze trafiające do testu po rozkręceniu obudowy wyglądają jeszcze lepiej. „Środki” Accuphase’a czy Gryphona to uczta dla oka. Copland ma tę samą cechę – zachwyca prostotą i logiką architektury wewnętrznej, połączonymi ze starannym wykonaniem i wysoką jakością komponentów. Spójrzcie na zdjęcia, i wszystko stanie się jasne. Posiadacze będą mieć nawet więcej radości, ponieważ na samym początku przyjdzie im… CTA 408 rozkręcić. Inaczej się nie da, ponieważ lampy mocy są pakowane osobno, w ponumerowanych pudełkach. Można oczywiście poprosić o pomoc sprzedawcę – najlepiej niech to zrobi w naszym domu, żeby nic się nie uszkodziło w transporcie. W każdym przypadku należy zwracać uwagę na oznaczenia i niczego nie poprzestawiać.

036 043 Hifi 04 2019 001 Kwartet KT150.

 

CTA 408 to lampa z krwi i kości, choć pracę sterujących triod 12BH7 wspomaga obwód na tranzystorach MOSFET. Jako wejściowe zastosowano podwójne triody 6072A/12AY7. 75 watów mocy wyjściowej pochodzi natomiast z kwartetu KT150, pracującego w trybie push-pull. Lampy są produkowane przez Tung Sola. Copland je selekcjonuje i dobiera w pary i czwórki. Żywotność lamp wydłuża układ opóźnionego załączania napięcia anodowego. Można oczekiwać, że KT150 pograją nawet 4000-5000 godzin. W przypadku małych triod wejściowych i sterujących – nawet dwa razy więcej. Nie trzeba się więc zbytnio gryźć myślą o kosztach przyszłej wymiany.
Urządzenie zasila potężny transformator toroidalny, a obok niego widać dwa wyjściowe, z rdzeniem E-I. Są autorskim opracowaniem Coplanda i mają zapewniać szerokie pasmo przenoszenia, swobodny transfer mocy i wprowadzać jedynie minimalne przesunięcie fazowe.

036 043 Hifi 04 2019 001 Kwartet KT150.

 

Pilot jest taki, jak lubimy. Poręczny i prosty. Dobrze leży w dłoni i ma tylko 12 przycisków. A mógłby mieć i pięć, tym bardziej, że dolne, do obsługi odtwarzacza, raczej się nie przydadzą. Tak na marginesie: do dziś pamiętam minipilot do Gryphona Tabu – mistrzostwo świata w dziedzinie poręczności i intuicyjności obsługi. Miał właśnie pięć guzików i niczego nie brakowało.
Klasa wykonania nie odbiega od tego, co proponuje Audio Research. Cena 31999 zł nie bierze się z kosmosu, a kiedy porównany Coplanda z konkurencyjnymi integrami lampowymi, możemy nawet dojść do wniosku, że Duńczycy wycenili flagowiec umiarkowanie. Zwłaszcza że w standardowym wyposażeniu dodają phono i preamp słuchawkowy. Jeżeli szukacie wzmacniacza w tym segmencie, to przeoczenie CTA 408 będzie grzechem albo głupotą. Sam nie wiem, co gorsze.

036 043 Hifi 04 2019 001 Regulacja głośności skalowana
jak w sprzęcie profesjonalnym.

 

Konfiguracja systemu
CTA 408 grał w duecie z odtwarzaczem Gamut CD 3, podłączonym do niego przewodem Hijiri HCI. Głośnikowymi Hijiri HCS sygnał płynął do kolumn Audio Academy Hyperion IV plus, wymiennie z Audio Physicami Tempo VI. Całość zasilał szczytowy system Ansae.
Jeżeli chodzi o dobór kolumn, można się pozbyć rozterek związanych z mitami, którymi obrosły lampy. To nie 7-watowa trioda, tylko wydajne KT150. Redakcyjne skrzynki Copland wciągnął nosem i robił z nimi, co chciał. Poradzi sobie też z trudniejszymi obciążeniami.

036 043 Hifi 04 2019 001 „Oczko”.

 

Wrażenia odsłuchowe
Kiedyś stwierdziłem, że gdybym miał pracować na lampie, byłaby to 6550. Ze względu na moc, wydajność i – oczywiście – brzmienie. Otwarte i szczegółowe, nasycone alikwotami. Wiadomo, że wszystko zależy od aplikacji, ale już sama lampa daje względne poczucie bezpieczeństwa. Bo niczego tak nie znoszę, jak „lampowej góry”. A raczej jej obrazu, zbudowanego na doświadczeniach ze zmulonymi konstrukcjami. Za jedną z kluczowych cech brzmienia uznaję zawartość informacji. Każde ograniczenie w tej dziedzinie odbieram jako  dyskomfort, a jeśli dojdzie do tego zamazanie konturów, słuchanie zaczyna mnie męczyć. Nie nadrobią tego żadne czarodziejskie wokale ani saksofon o temperaturze dopiero co wyjętego z wody i obranego jajka na miękko. Owszem, na śniadanie nie ma chyba nic lepszego, ale kiedy słucham, to zdecydowanie  wolę, żeby było wyraźnie.

036 043 Hifi 04 2019 001 Wybierak źródeł.

 

036 043 Hifi 04 2019 001 Copland CTA 408

 

6550 sprawiły, że doceniłem lampy. KT150 idą jeszcze o krok do przodu.
Po wpięciu do systemu CTA 408 usłyszałem coś znajomego. Zwłaszcza że zacząłem od „Oxygene” Jarre’a. Nie miałem w tym żadnego celu. Ot, po prostu płyta została w odtwarzaczu. Niech sobie leci w tle; będę się przyzwyczajać.
Jarre zabrzmiał bardzo podobnie do tego, co słyszałem poprzedniego dnia ze swojego McIntosha MA9000, dodając trudną do zdefiniowania nutkę nostalgii. Barwy, które pamiętam z hi-endu wczesnych lat 90. Klimat zbliżony do Extermy Sonus Fabera, czasem z polotem „grzybków” Elaca 214 4Pi, czyli pierwszych kolumn, które zrobiły na mnie piorunujące wrażenie.

036 043 Hifi 04 2019 001 Porządek jak w wojsku.

 

Od razu skupiłem się na wysokich tonach i ich szczegółowości. Copland wręcz epatuje drobiazgami, eksponując je nawet w dalekich planach. Przez głowę szybko przeleciała mi myśl, że chyba to właśnie chciałbym usłyszeć w McIntoshu MA10000, jeśli się kiedyś pojawi. To jest ten drobny kroczek, który niby nie przewraca świata do góry nogami, ale robi różnicę. Jakby rozświetlał i wyostrzał kontury, nie pozostawiając już niczego domysłom To, co KT150 robi z górą pasma, w tranzystorze wymagałoby głębszego sięgnięcia do portfela, więc wzrost ceny nowego Maka o 15 procent zniósłbym z godnością. A tutaj, popatrz pan, ten sam efekt za połowę ceny…
Ostre dźwięki stają się wyraźniejsze, ubrane w bardziej cielesną powłokę. Bezpośrednie, czasem trafiające wprost do środka głowy, niczym w analitycznych słuchawkach. Świderki, szpileczki, igiełki, przenikliwe ukłucia, niekiedy wprost orzeźwiające.

036 043 Hifi 04 2019 001 Właściwy włącznik sieciowy nad gniazdem zasilania.

 

Oprócz dosadności i wyrazistości, muzyce przez cały czas towarzyszy gładkość i kremowość struktury. Akurat w tym aspekcie KT150 podąża w stronę triody. Przy takiej mocy? No cóż, w końcu to nowoczesna lampa, a technika nie stoi w miejscu. To coś rodzaju słodyczy, choć i tu chciałbym uniknąć stereotypowych skojarzeń. Dźwięk zyskuje trudną do zdefiniowania płynność.

036 043 Hifi 04 2019 001 Wejścia liniowe. Pełna pętla
magnetofonowa.

 

Przestrzenność jest bardzo wiarygodna. Copland prezentuje ją namacalnie, nawet ekstraktywnie. Zwłaszcza kiedy sięgniemy po specjalnie przygotowane płyty, jak choćby słynną „Amused to Death” Rogera Watersa. Dźwięki z boku, za głową, pływające i przemieszczające się plany. To wszystko słychać i widać, jakby wzmacniacz z konwencjonalnych kolumn robił elektrostaty. Przesada? Nie, a przynajmniej tak mi się wydało, kiedy kończyła się „Part III” z „Oxygene”. Kilka ostatnich sekund to ćwierkające ptaszki. Wystarczy, żeby poczuć się jak w lesie.

036 043 Hifi 04 2019 001 Odczepy dla 4 i 8 omów.

 

Bas okazuje się potężny i głęboki – niekiedy nawet masuje żołądek. Copland deklaruje, że CTA 408 zachowuje pełną moc poniżej 20 Hz i chyba coś w tym jest. Nie biegałem z miernikiem ani nie rozstawiałem mikrofonów, więc może to i nieprawda. Mało mnie to jednak obchodzi, bo w najniższych pomrukach wyczuwa się wewnętrzne napięcie. Jakąś swoistą wibrację, nadającą całości powagę i ciężar gatunkowy. Czy to oznacza, że basu jest dużo? Tak, choć to już nie takie oczywiste, bo nie zauważamy ekspozycji, o którą można było – bez wyrzutu – posądzić górę.

036 043 Hifi 04 2019 001 Tylko takie piloty prosimy

 
W ogóle, trudno jednoznacznie określić cechy, bo z jednej strony jest energia i kalorie zawarte w hercach i watach, ale do punktualności i rytmiczności MA9000 pozostaje spory kawałek drogi. Nie ten potencjał, co zresztą wynika z samego faktu użycia lamp. A jednak muzyka pulsuje, a sprężyste pomruki podkreślają rytm. Wybrzmienia są lekko rozciągnięte, ale dźwięk nie robi się ospały. Owszem, będzie leniwiej niż w Maku czy MBL-u za większe pieniądze, ale bez porównania łeb w łeb się tego nie zauważy.

036 043 Hifi 04 2019 001 Sekcja gramofonowa.

 

Ten bas pasuje do całości i ma tę charakterystyczną gęstość, która spodobała mi się kiedyś we wzmacniaczach na 6550. Nasycenie i potęgę, podane trochę inaczej niż w mocnym tranzystorze. Wystarczy jednak posłuchać instrumentów akustycznych, jak bęben wielki, kontrafagot czy kontrabas, by odnaleźć elementy, których wielu tranzystorom brakuje. Może nie ma tego tempa, ale za to jest wręcz fizjologiczne oddanie wibracji materiału: czy to naciągnięta membrana ze skóry, czy metalowa struna. Brzmi to, brakuje mi słowa, akustycznie?
Czyli lekki loudnesik? Tak by wynikało z opisu, bo skoro góry było sporo, basu też, to jakimś kosztem przecież. Ale nie. Bo średnicy też… jest dużo. W pierwszej chwili brzmi to jak kiepski żart. Wszystkiego jest dużo?

036 043 Hifi 04 2019 001 Front to szlifowane aluminium.

 

Właśnie takie się odnosi wrażenie, zarówno pierwsze, jak i po pięciu godzinach słuchania. Jeżeli miałbym określić brzmienie Coplanda jednym słowem, napisałbym, że jest bogate. Głównie ze względu na szczegółowość, bo w średnicy otrzymujemy nie gorszą przejrzystość i czytelność niż w górze. Świetnie to słychać na albumach Pink Floyd czy Dream Theater. Wzmacniacz nie gubi się w złożonych strukturach i utrzymuje rozmach w dozowaniu powietrza wokół źródeł. O stereofonii w ogóle nie będę pisał – wystarczy powiedzieć, że pyszna. Można się nią żywić, nie patrząc na resztę.

036 043 Hifi 04 2019 001 Tu się schowałeś, Duży Jacku.

 

W przypadku średnicy warto zwrócić uwagę na barwę, bo to w końcu lampa. Te magiczne wokale, ciepłe, okrągłe, czarujące bliskością… Nie tędy droga. Copland gra równo. Powiedziałbym nawet, że w tym aspekcie tranzystorowo. Owszem, dodaje ciepełko, ale nie więcej niż McIntosh. Nie podgrzewa atmosfery. Pozostaje obiektywny i to nie na tle innych lamp, tylko wzmacniaczy w ogóle. Dzięki temu jest uniwersalny.

036 043 Hifi 04 2019 001 Wyłącznik
standby.

 

Czy to dobrze, czy źle? To zależy wyłącznie od tego, jak zechcemy spojrzeć na CTA 408. Jeżeli słowo „lampowy” stawiamy na czele priorytetów i oczekujemy wspomnianej magii – źle. W takim przypadku lepiej poszukać czegoś innego. Za podobne pieniądze znajdzie się nawet trioda. Copland zasługuje na inne podejście. Idealnie pasuje tu porównanie z Audio Researchem. Fanów tej marki nie interesuje, co jest w środku – półprzewodniki czy szklane bańki. Cel jest jeden – naturalne brzmienie.

036 043 Hifi 04 2019 001Odsłuch
po taśmie.

Konkluzja
Samo porównanie do Audio Researcha powinno mądrej głowie wystarczyć. Jeżeli komuś mało, proponuję wycieczkę na koncert symfoniczny. Najlepiej wykonanie Szostakowicza, takie z górnej półki. Skoro kogoś stać na wzmacniacz za 30 tysięcy, to może się nawet przejechać do Wiednia albo Londynu, chociaż i w Warszawie da się dobrze trafić. Przy okazji można kupić żonie gustowny drobiazg, zjeść kolację w restauracji i pójść na spacer. A później zamknąć oczy i posłuchać.
A na koniec odpowiedzieć sobie na pytanie: czy chcę usłyszeć w domu muzykę, jak wtedy, czy zrealizować swoje wyobrażenie o lampie. Jeżeli to drugie, proponuję posłuchać jednego sola blachy. Kilka sekund powinno wystarczyć.

 

 

2019 04 23 13 06 40 036 043 Hifi 04 2019.pdf Adobe Reader

 

 

Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 04/2019


Pobierz ten artykuł jako PDF