fbpx

HFM

artykulylista3

 

McIntosh MA9000

068 075 Hifi 11 2018 016
McIntosh nieczęsto wymienia ofertę – każdy model czeka na następcę średnio cztery lata. Zdarzają się monobloki, o mocach przekraczających 1 kW, nowoczesne źródła, specjalne edycje legendarnych konstrukcji z czasów zimnej wojny, a ostatnio nawet miniwieże i gadżety dla fanów marki. Nic jednak nie wywołuje takich emocji, jak kolejna wersja flagowej integry.



Złośliwi powiadają, że przyrost jakości widać zwłaszcza w cenach. Fakt, te systematycznie rosną, ale generalnie hi-end jest coraz droższy i widać to nie tylko w poczynaniach renomowanych producentów. Debiutanci też stają się coraz śmielsi, co zapewne zauważyła większość gości tegorocznego Audio Show. Można nawet dojść do wniosku, że McIntosh jest powściągliwy, bo cena stu tysięcy złotych za flagową integrę nikogo już dzisiaj nie dziwi.
Wytwórnia z Binghamton tym się jednak różni od wspomnianych wynalazków, że sprzedaje swój najważniejszy produkt w tysiącach egzemplarzy na całym świecie. Musi się pilnować, żeby nie przesadzić i nie stracić wiernych użytkowników. Wśród nich są tacy, którzy systematycznie wymieniają MA7000 na MA8000, potem na MA9000 i... Już widzę emocje związane z okrągłą dziesiątką i oczekiwania, cóż nam Amerykanie z tej okazji zaserwują. Ale to dopiero za kilka lat.

068 075 Hifi 11 2018 001McIntosh MA9000

 

 

Sam się zaliczam do wspomnianej grupy i nie narzekam. Głównie dlatego, że topowe integry Maka utrzymują relatywnie wysokie ceny na rynku wtórnym. Zwłaszcza od modelu MA7000, który pod względem jakości brzmienia był przełomem w porównaniu z poprzednikami. Następne nie były już takim zaskoczeniem, ale nadal mamy do czynienia z systematyczną poprawą w wielu aspektach. A za to warto dopłacić kolejnych 10-15 %. Poza tym, trzeba się zastanowić, czy aby na pewno wzmacniacz drożeje? Dane o inflacji mówią: 2-3 % rocznie. Tymczasem, patrząc na ceny żywności, artykułów codziennej potrzeby i rachunki, odnosi się zupełnie inne wrażenie. Może więc szczytowe integry McIntosha po prostu utrzymują realną wartość na przestrzeni lat? Jak złoto? To akurat nie wróżyłoby najlepiej, bo ekonomiści utrzymują, że metale szlachetne (zwłaszcza w postaci fizycznej) są obecnie niedowartościowane.

068 075 Hifi 11 2018 001Radiatory nowej konstrukcji.

 

 

Można więc inwestować w kruszce; ja zainwestowałem w nowego MA9000, zaraz po premierze. Na test czekał prawie rok, ale to chyba dobrze, bo miał okazję się zaprezentować w towarzystwie wielu kolumn, źródeł i kabli. Poznałem go na wylot i jestem przekonany, że to była dobra decyzja. Jak wszystkie poprzednie. Z tego, co wiem, obecni posiadacze moich Maków MA7000 i MA8000 nie mają z nimi problemów i także są zadowoleni.
Nic nie wskazuje, by ten łańcuszek szczęścia miał zostać przerwany, bo McIntosh nie narzeka na brak klientów.

068 075 Hifi 11 2018 001Mak waży swoje, więc rączki
naprawdę się przydają.

 

 

Niewątpliwie istotnym czynnikiem, który ich przyciąga, jest niepowtarzalne wzornictwo. Bardziej rozpoznawane niż logo i nazwa. Ta często się myli z producentem komputerów i choć obie firmy nie mają ze sobą nic wspólnego, to ich klienci są podobni. Oczekują jakości, niezawodności i renomy. Cenią solidność i prezencję opierającą się upływowi czasu. Potrafią nawet udowodnić, że wydanie sporej sumy ma sens na przestrzeni lat. Bo właściciele sprzętu konkurencji wymienią go kilka razy, natomiast ich wzmacniacz/laptop nadal będzie grał/działał jak nowy, mimo że w świecie elektroniki upłynęły dwie epoki. Jedno jest pewne: topowa integra McIntosha może być zakupem na lata, a może i na całe życie.

068 075 Hifi 11 2018 001Tego wzornictwa nie da
się pomylić z żadnym innym.

Co nowego?
Koń jaki jest, każdy widzi. Dość powiedzieć, że na żywo MA9000 robi większe wrażenie niż na zdjęciach. Choćby dlatego, że to kawał kloca (46 kg bez pudełka). Wskaźniki pięknie oblewają półmrok nieziemskim błękitem. Można na nie patrzeć z równą przyjemnością, jak na żarzące się lampy czy obracający się talerz gramofonu. Jest w nich czar wysmakowanej elektroniki z czasów, gdy Beatlesi po raz pierwszy stawali na scenie, który jednocześnie nie zalatuje starzyzną. Tak samo aluminiowe obwódki pokręteł – „stare radio”, jak malowane, ale – znów – ręką mistrza. Powagi i studyjnej urody dodają rączki po obu stronach frontu. To nie tyle ozdoba, co praktyczne udogodnienie. Bez obaw można za nie chwycić i zanieść wzmacniacz po schodach na czwarte piętro.

068 075 Hifi 11 2018 001Logo identyczne jak w latach 40. ubiegłego stulecia.

 

 

Wracając do wskaźników, szkoda, że nie da się ich ani wyłączyć, ani zmienić trybu pracy na „peak”. Te atrakcje zarezerwowano dla końcówek mocy. Rozumiem, że jeżeli chciałbym którąś mieć, to droga wolna (i portfel zdecydowanie lżejszy), ale producent mógłby kiedyś zrobić mały prezent posiadaczom wzmacniaczy zintegrowanych. No, niech będzie, że tylko tych „prawdziwych maków” (czyli flagowców).
Jak mawiają: obyśmy mieli tylko takie problemy.

068 075 Hifi 11 2018 001Ach, te wskaźniki…

 

 

Od strony użytkowej MA9000 jest bowiem wzorem funkcjonalności, a przy tym oferuje wiele dodatkowych atrakcji. Weźmy na przykład nowoczesny DAC. Pod tym względem McIntosh poszedł o wspomniane dwie epoki do przodu. MA8000 też go wprawdzie miał, ale porównania są pozbawione sensu. Układy są, po pierwsze, nowoczesne. A po drugie, jakość brzmienia to inna bajka. Tradycjonaliści powiedzą, że to nieistotny detal, bo słuchają albo CD, albo gramofonu, które nadal brzmią i to nadal przepaść w stosunku do plików. Zgoda. Warto jednak założyć, że za 10 lat nie będzie już wyboru. O ile winyl wytrzyma próbę czasu, bo usadowił się w „wygodnej niszy o rozmiarze Atlantyku”, to CD może trafić do muzeum. Wydawcy płyt to czują i nawet fakt, że CD nadal będzie brzmieć lepiej od plików, nie uchroni formatu przed trafieniem do niszy, tym razem o rozmiarze małego jeziorka. Bo nie ma tej otoczki i ceremoniału, a w dodatku „to też cyfra”.

068 075 Hifi 11 2018 001Osiem gałek to rozbudowana
regulacja barwy. A nawet coś więcej.

 

 

Ponadto w wielu przypadkach, także moim, wzmacniacz jest sercem systemu, służącego nie tylko do słuchania muzyki. Skoro mamy już duży telewizor, to dlaczego nie urządzić sobie kina w domu? Od dawna lansuję tezę, że 101 kanałów jest tu potrzebne, jak świni rogi. Świetnie sprawdza się stereo, a co do jakości brzmienia, to chyba nikt nie ma wątpliwości, że audiofilski system z wydajnym tranzystorem to inna liga niż amplituner. A kiedy się jeszcze dysponuje odpowiednimi kolumnami, to i subwoofer nie będzie potrzebny. Chociaż i ten można do MA9000 podłączyć, jeśli ktoś lubi efektowne eksplozje.
No dobrze, ale co ma z tym wspólnego przetwornik? Wszystko, ponieważ dzisiejsze źródła obrazu mają montowane analogowe wyjścia dźwięku równie często, co sprzęt stereo 5-pinowe DIN-y. Czyli prawie nigdy.

068 075 Hifi 11 2018 001Widok po zdjęciu górnej pokrywy oraz zbliżenie.

 

 

Pozostają tylko najdroższe modele, ale i te niebawem mogą zniknąć. Wejście cyfrowe to więc konieczność w „kinie”.
Co do techniki, to zacytuję, co pisaliśmy w dziale nowości: „Nowy DAC bazuje na module Digital Audio DA1, montowanym w najnowszej generacji urządzeń z Binghamton. Wyposażono go w 8-kanałowy, 32-bitowy przetwornik c/a, pracujący w trybie Quad Balanced. Użytkownik ma do dyspozycji sześć wejść cyfrowych: dwa koncentryczne, dwa optyczne, jedno USB oraz, nieobecne w MA8000, firmowe MCT (DIN), do którego można podłączyć transport McIntosh MCT450 i przesyłać zarówno sygnał CD, jak i SACD. Cyfrowe wejścia koncentryczne i optyczne przyjmują dane do 24 bitów/192 kHz. Asynchroniczne USB – PCM do 32 bitów/384 kHz i DXD 384 kHz oraz DSD do DSD 256. Producent deklaruje, że wraz z rozwojem techniki cyfrowej DA1 będzie można zastąpić jeszcze nowocześniejszym modułem”. Dla mnie to wystarczający powód, żeby dopłacić 5000 zł.

068 075 Hifi 11 2018 001Transformator zasilający i słynne autoformery.

 

 

Tymczasem jest jeszcze jedna istotna różnica. McIntosh, mimo konserwatywnej postawy, uważnie śledzi zmiany na rynku. Trudno nie zauważyć, że 30 lat temu wśród użytkowników sprzętu grającego „słuchawkowcy” stanowili najwyżej kilka procent. Dzisiaj sytuacja się odwróciła, bo wśród użytkowników słuchawek znajdzie się też kilka procent… posiadaczy stacjonarnych systemów stereo. Skoro słuchawki ma prawie każdy, to audiofile też je mają. Nawet jeżeli ciągle jeszcze jako dodatek, to jest pewne, że będą mieć lepsze. Poza tym McIntosha kupują nie tylko audiofile.
Wzmacniacz słuchawkowy współpracujący z gniazdem typu duży jack to nowa konstrukcja. Jak utrzymuje producent, zdecydowanie lepsza pod względem brzmienia, co pozwalam sobie potwierdzić. Faktycznie, w każdym aspekcie jest lepiej, a już szczególnie poprawiły się dynamika i rozdzielczość.

068 075 Hifi 11 2018 001Widok po zdjęciu górnej pokrywy oraz zbliżenie.

 

 

Bas jest niżej rozciągnięty, szybszy; wysokie tony – czystsze i lotniejsze. Dla części osób ważne będą parametry techniczne. Wzmocnienie jest wyższe niż w poprzedniku, a ponadto układ przystosowano do współpracy z nausznikami o impedancji 20-600 omów. Podoła więc każdej konstrukcji dynamicznej i powinien sobie poradzić z większością planarnych. Jeżeli polegnie, to tylko w starciu z ekstremalnym i egzotycznym wynalazkiem. Ale te są przeważnie sprzedawane z przeznaczonymi dla nich preampami. Dodatkowo, układ wyposażono w HXD (Hedphone Crossfeed Director), czyli patent mający zbliżyć wrażenia przestrzenne z nauszników do tych z odsłuchu kolumn.

068 075 Hifi 11 2018 001Końcówka mocy

 

 

Być może właśnie dlatego uzbierało się dodatkowe pół kilo w porównaniu z MA8000. Ale myślę, że to raczej zasługa nowych radiatorów. McIntosh Monogrammed Heatsinks (tak to już jest, że każde nowe rozwiązanie, nawet jeżeli dodano jedną śrubkę, „musi się nazywać”) mają monogram „Mc”, ale ważniejsze, że zwiększono efektywność odprowadzania ciepła. Z technicznego punktu widzenia równowaga termiczna układu to podstawa.
MA9000 wyposażono też w nowocześniejsze, bardziej wydajne mikroprocesory, obsługujące rozmaite funkcje. Wśród nich znalazło się np. zapamiętywanie ustawień regulatorów barwy dla każdego wejścia osobno.

068 075 Hifi 11 2018 001Końcówka mocy

 

 

Niestety, nowy pilot jest do bani, tak samo jak poprzedni. Stary miał stado niepotrzebnych przycisków, z których nie skorzystałem przez pięć lat. Był wielki jak cegła i miał dziwną powłokę, która obłaziła kurzem i w żaden sposób nie szło tego doczyścić. W nowym jest postęp, bo jest mniejszy, bardziej poręczny, guzików połowa, ale nadal to tani plastikowy sterownik do telewizora. Do złudzenia przypomina ten do dekodera kablówki. I znowu przyciski do obsługi, cholera wie czego: odtwarzacza CD, tunera satelitarnego? Naprawdę, producent mógłby się szarpnąć i zaprojektować własny, prosty, w którym każdy guzik jest potrzebny. Tego się chyba nie doczekamy, ale i tak jest postęp, bo da się z tego korzystać i już się nie klei.

068 075 Hifi 11 2018 001Piętrowa architektura.

 

 

Co po staremu?
Tak naprawdę, wszystko inne. To nadal identyczny wzmacniacz jak MA8000, z transformatorami dopasowującymi (autoformerami) na wyjściu i rozbudowaną regulacją barwy tonu (osiem pokręteł na froncie), bardzo przydatną, jak wskazuje praktyka, głównie „telewizyjna” (wieczory z cyklu „ze starej płyty melodia płynie”). Z układami zabezpieczającymi i wbudowaną sekcją phono MM/MC (naprawdę dobrej jakości). Ilość wejść i wyjść – wystarczająca. Po szczegółowy opis techniczny MA8000 odsyłam do numeru 3/2015 (portal www.hfm.pl, albo e-wydanie: e.hfm.pl).

068 075 Hifi 11 2018 001Pilot bardziej poręczny
niż w MA8000.

 

 

Konfiguracja systemu
Wzmacniacz dysponuje mocą 300 W na kanał, którą oddaje przy nominalnej impedancji kolumn 2, 4 i 8 omów – bez różnicy. Wysteruje wszystko, co powietrzem porusza. U mnie najpiękniej grał z Wilsonami Sophia 3 i Harbethami Monitor 40.2, a z Tempo VI wyciągnął wszystko, co w nich najlepsze.

068 075 Hifi 11 2018 001W pełnej krasie.

 

 

Wrażenia odsłuchowe
Skoro o mocy się rzekło, trudno zacząć od czegoś innego. Nie jest to 300 W z „zielonego” (czyli impulsowego) zasilacza. Na ten wynik pracują zwoje drutu odpowiedzialne za około 1/3 masy urządzenia. Nikt tu nie zasilał tabeli danych technicznych swoją wyobraźnią. Wiele firm, niestety także high-endowych, popisuje się cyferkami, ale nie ma to odzwierciedlenia w praktyce. Jeżeli macie wątpliwości, zawsze patrzcie na zasilacz. Z pustego i Salomon nie naleje.
Wydajność Maka objawia się zarówno w skali makro, jak i mikro. Orkiestra brzmi z rozmachem. Słuchanie symfonii Szostakowicza było prawdziwą przyjemnością. Muzyka ta jest pełna subtelnych odcieni, głównie dzięki „kolorystycznej” orkiestracji. Pełno w niej dosyć dziwnych, jak na klasyczne pojmowanie, zestawień. Przez to jednak spotykamy się z barwami nieobecnymi u Mozarta czy Beethovena. Dodatkowo, ważną rolę odgrywają instrumenty perkusyjne. Tutaj pokazuje się prawdziwa dynamika, skomasowana w ataku bębna wielkiego, kotłów czy nawet werbla.

068 075 Hifi 11 2018 001Ilość atrakcji jak w rozbudowanym amplitunerze.

 

 

Mak radzi sobie z takimi wyzwaniami koncertowo. Barwą i przejrzystością przypomina MBL-a; jest jednak od niego odrobinę cieplejszy, cięższy w średnicy. Przez to lekko eksponuje instrumenty smyczkowe i dęte, zarówno drewniane, jak i blaszane. Te pierwsze zachwycają namacalnością i realizmem. Do blaszanych przechodzimy przez waltornie. Są równie aksamitne, a jednocześnie wyraziste. Ostatnie cechy to zasługa świetnej góry. Jej krystaliczność daje o sobie znać nie tylko, gdy zechcemy się wsłuchać w solo trąbki czy triangla. Dzięki tej przejrzystości bardzo dobrze prezentuje się muzyka operowa. W warstwie instrumentalnej dzieje się tam wiele, i to już od Verdiego, nie mówiąc o Puccinim. Specyficzna architektura sceny powoduje, że całość odbieramy jako bardziej obszerną, choć lżejszą. To wrażenie wynika głównie z posadzenia orkiestry w kanale. McIntosh różnicuje piony, więc solistów słyszymy wyżej i z większym pogłosem. Wokale to jego domena, więc nie ma problemu z czytelnością tekstu. Potrafi też oddać przenikliwość sopranu koloraturowego i głębię basu profondo. Dla urządzenia elektronicznego to niewielki wycinek pasma, ale właśnie tutaj dochodzi zwykle do największej ilości przekłamań.

068 075 Hifi 11 2018 001Sekcja cyfrowa.

 

 

Teraz rodzi się pytanie: czy mamy do czynienia z płaską jak stół charakterystyką przenoszenia? Na szczęście, nie do końca, bo z potencjałem tranzystora idzie w parze subtelne ciepło lampy. Słychać je nie tylko w repertuarze kameralnym, ale także chóralnym. Pojawia się łagodność, ale wystarczy agresywne solo perkusji albo zmiana repertuaru na ciężki rock, aby wzmacniacz stał się dziki i brutalny. Jaki by nie był, pozostaje szybki, więc nie zdążymy się zastanowić, jak to się stało. Tak też się dzieje na koncercie – czy to w filharmonii, czy na stadionie.
Góra jest czyściutka, przejrzysta, a jednocześnie aksamitna. Średnica – ciepła, plastyczna, natomiast bas – miękki i potężny. Ma też miłą sprężystość i dobrze trzyma tempo. Może nie jest tak wycyzelowany, jak w końcówce ATC P1, ale ona z kolei gra bardziej twardo i sucho. Konstruktorom Maka udało się połączyć potęgę i masę z romantyzmem i lekkością. Mimo wspomnianej łagodności, dźwięk pulsuje rytmem.

068 075 Hifi 11 2018 001Po zdjęciu zworek rozdzielamy MA9000
na przedwzmacniacz i końcówkę mocy.

 

 

Większość tych cech wynika niemal bezpośrednio z mocy, co łatwo zrozumieć w czasie słuchania nawet z niewielką głośnością. Jednak żadna nie byłaby spektakularna, gdyby nie przejrzystość. McIntosh w tej dziedzinie przypomina wspomnianego MBL-a. To bodaj największy przełom w estetyce firmy. Przed wprowadzeniem MA7000 amerykańskie klocki były uznawane za charakterne, ale specyficzne. Miały gorące serce i muzykalną duszę, ale uważano je za trochę niemrawe i niezbyt czytelne jak na swoją klasę. MA7000 to zmienił, a jego następca ugruntował opinię, że czego, jak czego, ale życia i przejrzystości McIntoshowi nie brakuje. Obie cechy są z nami stale i to bez względu na gęstość aranżacji i liczbę instrumentów. Bo nie sztuka się zachwycić ostrym rysunkiem sceny, gdy gra trio. Problem zawsze się pojawia w tutti albo ciężkim rocku, gdzie cztery gitary elektryczne dają czadu w tym samym, wąskim wycinku pasma.

068 075 Hifi 11 2018 001Dopasowanie do impedancji kolumn jak w lampie.

 

 

Niezbyt wydajna elektronika w takim materiale zawsze się pogubi. Mak zachwyca w akustycznych nagraniach kameralnych, ale prawdziwą klasę pokazuje, gdy jest głośno, gęsto, a na scenie tłum. Nie gubi szczegółów ani ich nie zamazuje. Pozostaje dokładny. Dzięki temu jesteśmy w stanie docenić rozmach Mahlera czy choćby soundtracki – kulminacje niosą ze sobą emocje, nie hałas. Możemy przekręcać gałkę coraz dalej w prawo. Jeżeli pojawią się niepokojące symptomy, będzie to oznaczało, że kończą się możliwości kolumn, bo wzmacniacz nie podaje zniekształceń ani się nie dusi.
Przestrzeń jest znakomita. Nie nosi znamion powiększenia ani napompowania. Takiej można szukać albo w świetnej lampie, albo w udanych dzielonych kombinacjach niewielu firm. Wzmacniaczom zdarza się oddalać prezentację, przez co odnosimy wrażenie, że scena jest obszerna, ale bliskie plany brzmią chudo i zbyt lekko. W przybliżeniu z kolei scena staje się płaska, za to soliści wychodzą przed głośniki i czujemy ich obecność kosztem pogłosu i akustyki studia.

068 075 Hifi 11 2018 001Kluczyk się czasem przydaje. Szkoda byłoby go zgubić.

 

 

Mak potrafi i jedno, i drugie. Umie też sprostać kształtowaniu prezentacji przez kolumny. Audio Physikom Tempo 6 pomagał, dodając potęgi w pierwszym planie. W monitorach Grahama jest on rewelacyjny (jeden z najlepszych, jakie słyszałem, bez względu na cenę). MA9000 wydobywał z nich natomiast zaskakującą głębię.
Poczuliście pewien niepokój? Gdzieś już to czytaliście? Macie rację, to niemal dosłowny cytat wrażeń odsłuchowych MA8000. Skoro w bebechach niczego nie zmieniono, to z jakiej okazji ma być inaczej? Poza tym przez cztery lata nie zmieniłem zdania ani na jotę i dzisiaj napisałbym to samo.
Odnoszę wprawdzie wrażenie, że MA9000 gra odrobinę swobodniej, jednak to może być albo autosugestia, albo różnica pomiędzy egzemplarzem intensywnie użytkowanym przez lata i nowym, choć już wygrzanym. A może faktycznie coś w tym jest, bo – jak wspomniałem – komfort termiczny układu to nie przelewki. W każdym razie, nie dam sobie za to uciąć ręki ani nawet paznokcia. I nie podejmę się ślepego testu, w którym rozpoznam obie sztuki 10 razy pod rząd. Bo jeżeli jest postęp, to na granicy percepcji i rozpoznawalny dla „złotego ucha”.

068 075 Hifi 11 2018 001MA8000 i MA9000 z tyłu. Różnice
niewielkie, ale dla wielu – istotne.

 

   


Czy warto dopłacić? Jeżeli zadajecie sobie to pytanie, to znaczy, że nie czytaliście uważnie. Polecam, zamiast konkluzji, wrócić do akapitu „co nowego?”. W moim odczuciu McIntosh zrobił to, czego oczekiwałbym od innych legendarnych marek. Zostawił w spokoju świetną konstrukcję, dostosowując równocześnie funkcjonalność do aktualnych oczekiwań odbiorców. Natomiast dwóm poważnym grupom użytkowników zaproponował nową jakość brzmienia, tym razem bez cienia wątpliwości.

068 075 Hifi 11 2018 001MA8000 i MA9000 z przodu.
Różnice jedynie na wyświetlaczu.

 

 

MA9000 prezentuje się identycznie, jak MA8000 cztery lata temu, czyli po królewsku. Nadal stanowi szpicę wąskiej grupy wzmacniaczy zintegrowanych, które wyznaczają poziom odniesienia w cenie do 50000 czy nawet 70000 zł. Wszyscy producenci z tej elitarnej jednostki zdążyli już podnieść ceny. Nie pojawił się jednak „killer”, który mógłby mu zagrozić.

 

 

2018 11 22 20 21 50 068 075 Hifi 11 2018.pdf Adobe Reader

 

 

 

Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 11/2018


Pobierz ten artykuł jako PDF