fbpx

HFM

artykulylista3

 

MBL Noble N51

058 065 Hifi 09 2018 001
Wprawdzie nie wszystko złoto, co się świeci, ale jeśli coś się świeci na złoto z dodatkiem czarnego akrylu, to może być tylko MBL. Wcielenie luksusu, niemiecka „Spitzenklasse” i obietnica brzmienia równie ekskluzywnego, jak samo opakowanie.

Skoro o luksusie mowa – w internecie można obejrzeć film ilustrujący proces produkcji najnowszych modeli Rolls-Royce’a. W przypominającej sterylne laboratorium hali uwijają się panowie w bawełnianych rękawiczkach. Dopieszczają tapicerkę, montują drewniane i chromowane elementy, a na końcu organoleptycznie oceniają jakość łączeń i fakturę materiałów. Oglądamy nie tyle powstawanie samochodu, co dzieła sztuki inżynierskiej.
Przypuszczam, że w berlińskiej fabryce MBL-a proces ten może przebiegać bardzo podobnie, jeśli nie identycznie. Dobitnie świadczy o tym sam produkt, którego jakości wykonania i osiągów wręcz nie wypada komentować. Tak jak w przypadku brytyjskiej limuzyny, są one nieodłączną częścią firmowego pakietu.
MBL-a z Rolls-Royce’em łączy jeszcze jedno – ich superluksusowe wzornictwo wcale nie musi się wszystkim podobać. Są klienci, którzy wyżej cenią sobie wysmakowany minimalizm i dyskretną elegancję niż ociekającą złotem i chromami ostentację. I doskonale ich rozumiem, ponieważ sam do nich należę.



Budowa
MBL N51 jest duży, czarno-złoty i ciężki. W zasadzie, na tym należałoby zakończyć opis techniczny, gdybyśmy mieli się opierać jedynie na pewnych i sprawdzonych informacjach. Dane dotyczące budowy wewnętrznej i szczegóły zastosowanej technologii (o czym za chwilę) są bowiem wydzielane w iście homeopatycznych dawkach. Niebagatelna jest za to masa urządzenia – 31 kilo razem z pudłem! – o czym się przekonałem na własnej skórze, próbując dźwignąć je razem z opakowaniem. Bez pomocy drugiej osoby raczej się nie obejdzie.

058 065 Hifi 09 2018 002

Szwajcarska precyzja,  amerykański
rozmach,
niemieckie wykonanie.

 

Na tym nie koniec niespodzianek. Okazuje się bowiem, że w przypadku N51 dość trudno określić, w jakiej klasie pracuje wzmacniacz. Skonstruowano go bowiem przy użyciu autorskiej technologii o nazwie LASA. Jest to akronim nazwy Linear Analog Switching Amplifier, co można by przetłumaczyć jako „liniowy analogowy wzmacniacz impulsowy”. Impulsowy, czyli pracujący w klasie D, prawda? Otóż właśnie… nie do końca. Producent zarzeka się, że mimo pewnych cech konstrukcyjnych zbliżonych do klasy D, urządzenie w technologii LASA jest czymś zupełnie innym i łączy w sobie najlepsze właściwości wzmacniaczy klas A, AB i D, eliminując jednocześnie ich największe wady. Przypomnijmy pokrótce: wzmacniacz w klasie D, zwany niepoprawnie cyfrowym lub – bardziej poprawnie – przełączającym, to taki układ, w którym tranzystory osiągają tylko dwa stany: włączony i wyłączony. Jego niewątpliwą zaletą jest niezwykle wysoka sprawność, dochodząca do dziewięćdziesięciu procent, niska temperatura pracy i zazwyczaj niewielkie wymiary. Dość istotną wadą są natomiast wysokie zniekształcenia harmoniczne oraz optymalizacja do pracy przy określonej rezystancji, np. czteroomowej. Efektem jest wyraźnie różne brzmienie z różnymi głośnikami, ponieważ rzeczywista impedancja kolumn zmienia się w zależności od częstotliwości. W przypadku wzmacniacza w technologii LASA odpowiedź częstotliwościowa nie zmienia się wraz z impedancją. Innymi słowy, pasmo przenoszenia będzie zawsze stałe, niezależnie od tego, jakie kolumny akurat podłączymy.

058 065 Hifi 09 2018 002

Nietypowe ułożenie
końcówek mocy. Radiatory może
i się nagrzewają, ale przez grubą
obudowę tego nie poczujemy.

 

N51 jest także pozbawiony zasilacza impulsowego, występującego w większości wzmacniaczy w klasie D. Chcąc uzyskać jak najmniejsze zniekształcenia, zdecydowano się na zastosowanie olbrzymiego transformatora toroidalnego z metalowym ekranowaniem, które ma zapobiegać przedostawaniu się zakłóceń magnetycznych z sieci do urządzenia. Wyposażono go także w specjalne ekranowanie elektrostatyczne. Efektem jest niemal idealna izolacja od sieci. Toroid faktycznie robi wrażenie, choć tak naprawdę go nie widać. Skrywa się bowiem pod iście pancerną kopułą, zabezpieczoną w dodatku dwiema solidnymi szynami, które mają eliminować wszelkie drgania. Sądząc po wyglądzie, odpowiada za co najmniej jedną trzecią masy urządzenia.

058 065 Hifi 09 2018 002

Tu mieszka Moc.

 

My przenieśmy jednak uwagę z trzewi germańskiego smoka na jego facjatę – w końcu to właśnie na przedniej ściance skupiony będzie wzrok szczęśliwego posiadacza. Umieszczony w centrum kolorowy, pięciocalowy wyświetlacz obramowano, a jakże, na złoto. Pojawiają się na nim nie tylko nazwy wejść, ale także ich symbole graficzne, co ułatwia obsługę. Ta jest rzeczywiście prosta, mimo dość rozbudowanego menu, i nie sądzę, żeby nastręczała problemów nawet tym osobom, które zaglądanie do instrukcji poczytują za dyshonor. Po bokach ekranu wygospodarowano miejsce na przyciski – po trzy z każdej strony. Zarówno z przodu, nad wyświetlaczem, jak i w podświetlanym logo na górnej ściance znajdziemy coraz modniejsze ostatnio czujniki zbliżeniowe, które rozświetlają ekran, kiedy tylko wyciągniemy w jego kierunku rękę. Pod wyświetlaczem widać dyskretne pokrętło głośności – jedyny wystający element. Sterowanie głośnością odbywa się całkowicie w domenie analogowej, za pomocą wysokiej klasy „zmotoryzowanego” potencjometru. Jeśli natomiast chodzi o zdalne sterowanie… Przyznaję, że miałem już do czynienia z dziesiątkami przedziwnych „leniuchów”, a jednak ten z logiem MBL-a przebija wszystkie.

058 065 Hifi 09 2018 002

Bateria kondensatorów.

 

Jest to zdecydowanie najoryginalniejszy, najelegantszy i chyba też najcięższy pilot obecny w tej chwili na rynku. Dziewięć przycisków na górnej podświetlanej powierzchni kolistego modułu służy do sterowania podstawowymi funkcjami wzmacniacza. Tymczasem głośność reguluje się, kręcąc srebrnym pierścieniem, umieszczonym na obwodzie. Jak się to sprawdza w praktyce? To zależy. Dopóki pilot leży na stole, zwrócony odpowiednią stroną w kierunku sprzętu, nie ma problemu. Ba, „kolista” regulacja głośności okazuje się szalenie wygodna. Schody zaczynają się, kiedy weźmiemy owo cudo do ręki. Po pierwsze, pilot waży niemal tyle, co hantle do ćwiczeń, więc długo go nie potrzymamy. Po drugie, istnieje spore niebezpieczeństwo, że wymsknie się nam z dłoni i upadnie na coś cennego, jak choćby duży palec u nogi. I w końcu – po trzecie – mając w dłoni idealny okrąg, musimy się uważnie przyjrzeć, żeby ustalić, gdzie ma przód emitujący fale, a gdzie nieaktywny tył.

058 065 Hifi 09 2018 002

Pod maską klasa D,
choć nie do końca.

 

Wielokrotnie zdarzało się, że chwytałem sterownik dokładnie na odwrót, a wiązka podczerwieni, zamiast do odbiornika we wzmacniaczu, trafiała w mój sterany niezdrowym stylem życia żołądek. Wydaje się, że pilot MBL-a należy, podobnie jak dawne sterowniki Meridiana, do kategorii stołowych. Najlepiej zda egzamin spoczywając na stoliku przed sprzętem.
Zerknijmy teraz na tylną ściankę. Choć w zasadzie nie ma tu niczego, co nie występowałoby w każdym wzmacniaczu wysokiej klasy, poczujemy się jak w najlepszym sklepie jubilerskim. Złocone wejścia i wyjścia wykonano z tak niesłychaną precyzją i zamontowano z taką pieczołowitością, że nie znajdziemy na nich najmniejszej skazy, choćbyśmy badali je ze szkłem powiększającym. Uwagę zwracają przede wszystkim wysokiej klasy miedziane gniazda głośnikowe WBT, niezwykle wygodne w użyciu i szeroko rozstawione. Oprócz tego znajdziemy tu sześć wejść analogowych, w tym jedno zbalansowane, oraz dwa wyjścia – jedno z przedwzmacniacza, drugie do nagrywania. Jest też powiew nowoczesności: dwa gniazda LAN do komunikacji z innymi urządzeniami MBL-a oraz slot na kartę SD, dzięki której będzie można wgrać ewentualne uaktualnienia oprogramowania wzmacniacza.

058 065 Hifi 09 2018 002

Audiofilskie powietrze wyparto niemal w całości. Do dźwigania
mamy całe trzydzieści kilo.

 

Obok gniazd XLR wygospodarowano miejsce na moduł przedwzmacniacza gramofonowego, który można dokupić w ramach opcji. Poniżej ulokowano jeszcze złoty zacisk uziemienia. Nawet jeśli go nie użyjemy, możemy popatrzeć – on też jest piękny.
Na koniec warto wspomnieć, że zewnętrzna, wykonana z akrylu część obudowy ma jedynie cieszyć oko. Funkcję usztywniającego szkieletu, który przy okazji wygasza drgania i wibracje, pełni solidna metalowa kratownica we wnętrzu.

058 065 Hifi 09 2018 002

Niby wszystko zwyczajne,
ale i tak nie można się napatrzeć. Jakość wykonania naprawdę
zasługuje na uznanie.

 

Wzmacniacz spoczywa na złotych nóżkach, a raczej potężnych nogach, które podklejono wkładkami antywibracyjnymi. Z zewnątrz nie dostrzeżemy żadnych śrub, łączeń ani spojeń. Jedynie idealnie wykończony czarno-złoty katafalk, który skrywa tajemniczą technologię LASA. Wiadomo jednak, że nie technologią, lecz dźwiękiem audiofil żyje. W tym przypadku możemy spać spokojnie. Jak skromnie twierdzi producent: „stworzyliśmy wzmacniacze, które nie mają rywala, jeśli chodzi o dźwięk.” Odsłuch powinien być jedynie formalnością.

058 065 Hifi 09 2018 002

Wzornictwo rozpoznawalne
na pierwszy rzut oka.

 

Konfiguracja systemu
MBL N51 należy do grona nielicznych wzmacniaczy zintegrowanych, które można traktować jak wydajne końcówki mocy. Niestraszna mu zmienna lub niska impedancja. Nie zrobią też na nim wrażenia wielodrożne kolumny wielkości szaf gdańskich. Ponieważ producent zadbał o zapas mocy i dopasowanie impedancyjne, my możemy skupić się wyłącznie na doborze urządzeń pod kątem brzmienia.
W teście MBL napędzał Dynaudio Contoury 1.8, a sygnał przyjmował z przetwornika Hegel HD 25 oraz Primare CD 32 w roli transportu. Jako łączówek użyłem kabli studyjnych Klotz w wersji XLR, natomiast przewody głośnikowe stanowiły Nordosty Red Dawn.

058 065 Hifi 09 2018 002

Wyświetlacz nie jest dotykowy.
Funkcje uruchamiamy przyciskami
po bokach.

 

Wrażenia odsłuchowe
„Dopust Boży” – pomyślałem, gdy tylko popłynęły pierwsze dźwięki. A może raczej marzenie inżyniera, a przekleństwo recenzenta?
MBL N51 należy do urządzeń, które skutecznie zniechęcają do snucia kwiecistych metafor i budowania oryginalnych porównań. Próżno tu szukać „ożywczych jak morska bryza” sopranów, średnicy „soczystej jak świeża mandarynka” lub „basowych czeluści”. Dźwięk MBL-a jest tak idealnie neutralny, beznamiętny i wolny od jakichkolwiek podkolorowań, że wyłowienie z niego cech indywidualnych graniczy z cudem.

058 065 Hifi 09 2018 002

Na takim ekraniku można
oglądać filmy. Menu złożone,
ale nawigacja prosta.

 

Zdecydowanie nie jest to urządzenie dla osób, które preferują określoną szkołę brzmienia bądź szukają wzmacniacza, który swoimi cechami zrekompensowałby niedostatki pozostałych elementów zestawu hi-fi. Niemiecki smok wypluje dokładnie to, co dostanie – tyle, że odpowiednio wzmocnione i idealnie ułożone w przestrzeni. Jeśli jednak chcemy w pełni docenić jego możliwości, warto przeprowadzić odsłuch porównawczy.

058 065 Hifi 09 2018 002

Logo na górnej płycie.
Dla krótkowidzów.

 

Brzmienie MBL-a może się z początku wydać całkiem zwyczajne, ba, wręcz nudnawe, dopóki nie zestawimy go z innym wzmacniaczem, choćby z tej samej półki cenowej. Nagle okaże się, że nasz berlińczyk prezentuje poziom neutralności niedostępny innym urządzeniom, a konkurenci grają przeważnie w sposób „przybrudzony”, „skażony” lub wręcz przekłamują brzmienie. Z góry zatem uprzedzam, że powrót do własnego systemu po wypięciu z niego, rzekomo nudnego, MBL-a może być przeżyciem dość traumatycznym.

058 065 Hifi 09 2018 002

UFO wylądowało. Od biedy
mieści się w dłoni, ale lepiej
położyć je na stoliku.

 

Jeśli po długim słuchaniu doszukamy się jednak śladowych cech charakterystycznych, to będą one miały więcej wspólnego z zastosowaną technologią niż wizją brzmieniową konstruktora. Wprawdzie producent zarzeka się, że LASA nie jest do końca klasą D, a jednak nie da się ukryć, że pod pewnymi względami analogowy MBL zachowuje się jak wzmacniacz „cyfrowy”. Dotyczy to głównie dynamiki. Nie ma tu ograniczeń ani momentów zawahania, nawet przy największych spiętrzeniach dźwięku.

058 065 Hifi 09 2018 002

Masywne nogi są nie tylko
pozłacane, ale i opatrzone
podkładkami antywibracyjnymi.

 

Skala logarytmiczna jest w tym przypadku autostradą, po której wzmacniacz porusza się z dowolną prędkością, przechodząc w ułamku sekundy od zera do dziewięćdziesięciu decybeli. Na więcej nie pozwoli standard CD, ale od czego są gęste formaty? Skoki dynamiki wykonane są tak płynnie i z taką gracją, że u słuchającego pojawia się po chwili złudne przekonanie o całkowitej naturalności i powszechności tego zjawiska. Tak przecież robią wszystkie urządzenia, prawda?

058 065 Hifi 09 2018 002

Tak nigdy nie róbmy.
Manewrowanie ciężkim pilotem
w pobliżu wzmacniacza
to proszenie się o wypadek.

 

No właśnie nie, nieprawda. Podobnie ma się rzecz ze spójnością brzmienia. Odtwarzane przez wzmacniacz pasmo jest słyszalne w sposób perfekcyjny, wyrównane pod względem barwy, w związku z czym rozbijanie go na czynniki pierwsze byłoby wręcz nietaktem. Jeśli ktokolwiek usłyszy tu wyraźne przejście między basem, średnicą a sopranami, to może być pewien, że winowajcą są źle zestrojone kolumny.

058 065 Hifi 09 2018 002

Solidne gniazda i sporo miejsca
na instalację okablowania.

 

Zaglądając po dłuższym czasie do moich notatek z testu, ze zdumieniem odkryłem, że neutralna i beznamiętna atmosfera, jaką kreuje wzmacniacz, udzieliła się również mnie. Niemal przy każdym teście moje koślawe zapiski opatrzone są mnóstwem wykrzykników, znaków zapytania i wielokropków. Rozpływam się w zachwycie, potępiam coś w czambuł, irytuję się, to znów zachwycam – a wszystkie te zmienne stany znajdują odzwierciedlenie w robionych na gorąco notatkach. Tym razem wyszło mi coś na kształt portretu psychologicznego szwajcarskiego zegarmistrza: „idealnie wyrównany w każdym rejestrze”, „dokładny, rzetelny, bez przekłamań”; „w dużej mierze podąża za sprzętem towarzyszącym”; „neutralna temperatura barw”. No właśnie, nigdzie nie pojawia się określenie „zimny”, o czym warto pamiętać, rozważając zakup MBL-a z myślą o konkretnym repertuarze.

058 065 Hifi 09 2018 002

Pięć liniowych wejść RCA
i jedno XLR. Opcjonalnie
można zamontować moduł phono.

 

Na przykład klasyka w postaci koncertów na trąbkę Haydna i na instrumenty mieszane Telemanna wypadła co najmniej poprawnie. Dźwięk był rozseparowany, trójwymiarowy i przestrzenny. Zachwycał gładkością, nienachalną precyzją i pieczołowitością w oddaniu detali i mikrodynamiki. Dało się jedynie zauważyć delikatne spłaszczenie głębi, co, moim zdaniem, jest piętą achillesową wszystkich wzmacniaczy pracujących w klasie D i pokrewnej. Zdumiały mnie za to głosy śpiewaków Collegium Vocale, ponieważ okazało się, że wcale nie potrzeba lampowego ciepła, żeby oddać je przekonująco. Przydałoby się wprawdzie nieco więcej cielistości i nasycenia, były jednak pięknie ułożone w przestrzeni i doświetlone.

058 065 Hifi 09 2018 002

Dwa wyjścia – do nagrywania
i dodatkowej końcówki mocy
albo subwoofera.

 

Nieco mniej spektakularnie wypadł jazz, choć i tutaj nie można było wytknąć żadnych niedostatków. Gdyby oceniać grę muzyków w kategoriach występu na żywo, można by jedynie stwierdzić, że byli precyzyjni, świetnie nagłośnieni, ale nieco zdystansowani. Ciężki rock? Proszę bardzo. Pojawi się głęboki, zwinny bas, a także, wspomniana już, świetna dynamika. Potężne organy, chór? Zespół kameralny, skrzypce solo? „Będzie pan zadowolony” – jak głosi popularna kwestia filmowa.

058 065 Hifi 09 2018 002

N51 pochodzi z serii Noble.
To sam środek oferty MBL-a.

 

Konkluzja
Czy wobec tego MBL-owi czegoś brakuje? Odpowiedź będzie w dużej mierze uzależniona od naszych oczekiwań, ale i przyzwyczajeń, które wyrabialiśmy w sobie latami, słuchając określonego sprzętu. Mnie zabrakło pewnej dozy szaleństwa i żywiołowości, które sprawiają, że muzyka pobudza nie tylko nasz zmysł słuchu, ale i potrafi rozpalić emocje. Z drugiej strony – mogłem się przekonać, co znaczy prawdziwa neutralność, do której dąży tak wielu audiofilów, a dla recenzenta powinna być cechą kluczową i ze wszech miar pożądaną. I bądź tu człowieku mądry! Może więc rozwiązanie salomonowe? Idealnie przezroczysty MBL w połączeniu z „klimatycznymi” kolumnami? A może źródło z lampowym wyjściem? A może… otwierają się przed nami dziesiątki

możliwości.

 

2018 09 28 16 23 59 058 065 Hifi 09 2018.pdf Adobe Reader

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bartosz Luboń
Źródło: HFM 09/2018


Pobierz ten artykuł jako PDF