fbpx

HFM

artykulylista3

 

Kondo Overture PM-2i

058 065 Hifi 06 2018 001
Kondo to butikowa japońska manufaktura, specjalizująca się w wytwarzaniu wzmacniaczy, komponentów do ich budowy oraz okablowania. W niewielkim katalogu dominują końcówki mocy, ale znajdziemy tu również przedwzmacniacze liniowe i phono oraz kilka innych urządzeń.

W ciągu swojej historii firma przeszła od zupełnej niszowości i rozpoznawalności ograniczonej do Kraju Kwitnącej Wiśni, przez owocną współpracę z jej światowym promotorem – Peterem Qvortrupem, aż po burzliwe rozstanie i rozpoczęcie zupełnie nowego etapu działalności. Mimo że w wyniku sporu utraciła prawo do używania swej pierwotnej nazwy – Audio Note – wszędzie poza Japonią, to odzyskała niezależność. Aktualnie na rynkach międzynarodowych funkcjonuje pod marką Kondo, pochodzącą od nazwiska Hiroyasu Kondo – jej założyciela i głównego konstruktora. W 2006 roku pan Kondo zmarł, przekazując kierownictwo firmy i misję kontynuowania myśli twórczej swemu uczniowi i następcy, Masakiemu Ashizawie.


Masaki jest przemiłym, skupionym, a jednocześnie kontaktowym człowiekiem. Zdaje sobie sprawę, że wartością marki jest perfekcjonizm w każdym aspekcie projektowania i budowy urządzeń. Firma pozostaje wierna myśleniu o układzie elektrycznym jako o sumie idealnie dobranych i połączonych ze sobą elementów. Ich dobór, sprawdzanie i montaż trwają tyle, ile trzeba. Sporą część komponentów firma wykonuje sama. Inne zamawia wedle własnego projektu. Trzecią grupę stanowią podzespoły gotowe, poddawane przed montażem sezonowaniu i kilkuetapowej kontroli jakości. Wszystko to zajmuje czas, ale Masaki i jego współpracownicy z Audio Note Japan podchodzą do niego inaczej niż wiele firm produkcyjnych. Nie chodzi o to, żeby szybko „obrobić zamówienia”, ale żeby każde urządzenie – czy będą to szczytowe monobloki Kagura, czy transformator dopasowujący do wkładek MC – zostało zbudowane perfekcyjnie i wystawiało firmie piękne świadectwo. Z pewnością nie jest to podejście, które ułatwia pracę. Najwyższej klasy komponenty i materiały, latami dopracowywane topologie, wreszcie staranny ręczny montaż przestrzenny, którego celem jest idealna jakość połączenia oraz stabilność mechaniczna i elektryczna w czasie, sprawiają, że Kondo pozostanie maleńką wytwórnią, prowadzoną przez zapaleńców, a nie lukratywnym przedsięwzięciem biznesowym. To paradoks, bo ceny japońskich urządzeń potrafią przyprawić o zawrót głowy. Jednak reżim jakościowy i wymagania stawiane własnym technikom oraz podwykonawcom są tak wysokie, że produkcji nie da się ani przyspieszyć ani znacząco obniżyć jej kosztów.
O skali przedsięwzięcia najlepiej świadczy liczebność załogi. Pomimo międzynarodowej renomy, Audio Note Japan zatrudnia obecnie siedem osób. I ta siedmioosobowa załoga potrafi zaprojektować, przeprowadzić przez fazę prototypów, a następnie wyprodukować jedne z najlepszych i najwyżej ocenianych wzmacniaczy lampowych na Błękitnej Planecie. W high-endowych kręgach firma jest tak szanowana, że nawet odbiorcy, którym ze szklanymi bańkami nie po drodze, na wystawach z ciekawością przystają, żeby posłuchać, co też interesującego zaprezentowali Japończycy.

058 065 Hifi 06 2018 002

Płytka z układem sygnałowym. Najwyższej klasy kondensatory
sygnałowe nawijane srebrną folią
to własna produkcja Kondo.

Kondo nie stanie się międzynarodowym koncernem, oferującym przystępną cenowo elektronikę. Pozostanie niewielką manufakturą, która swą ofertę będzie kierować do zamożnych koneserów. Ludzi, którzy nie tylko potrafią docenić pieczołowite podejście, ale też mogą za nie zapłacić.
Aby nie bujać zupełnie w obłokach, przed kilkoma laty firma zaproponowała wzmacniacz cenowo o wiele przystępniejszy od dotychczas produkowanych. Zintegrowany, a w dodatku, jak na lampę, uniwersalny, bo dysponujący mocą ponad 30 W, uzyskiwaną w trybie przeciwsobnym (push-pull). Overture nadal nie był tani, ale w porównaniu z innymi dokonaniami Kondo jawił się jako prawdziwa okazja.

058 065 Hifi 06 2018 002

Wzorcowo zrealizowany
montaż przestrzenny.
Płytki z laminatu to tylko
podstawy montażowe. Nie ma
na nich ścieżek drukowanych,
a komponenty są łączone bezpośrednio odcinkami drutu.

Overture PM-2i
Historia modelu Overture nie jest długa. Pierwsza seria ujrzała światło dzienne w 2011 roku i była produkowana przez około półtora roku. Powstało wtedy jakieś 50 egzemplarzy, po czym przeprowadzono face lifting.
Druga generacja utrzymała się w katalogu znacznie dłużej – aż do roku 2016. W tym czasie nabywców znalazło około 90 egzemplarzy.
W październiku 2016 japońska manufaktura zaczęła wytwarzać aktualną, trzecią już generację, oznaczoną jako PM-2i.

058 065 Hifi 06 2018 002

Transformator zasilający
i część kondensatorów filtra
anodowego. Pod przeźroczystą osłoną widać wyprowadzenia do mocowania napięć zasilania obowiązujących
w różnych krajach świata.

Ogólna koncepcja Overture PM-2i jest taka sama, jak we wcześniejszych wersjach. Tyle że w przypadku Kondo pojęcie „ogólnej koncepcji”… nieszczególnie ma zastosowanie. Japończycy traktują układ wzmacniacza jako całość, w której ważne jest dosłownie wszystko. Nie tylko topologia i wartości podzespołów, ale także ich jakość, charakterystyka mechaniczna i brzmieniowa, sposób łączenia i materiały, z których je wykonano. Dwa kondensatory mogą mieć identyczne parametry, ale jeżeli tylko jeden pasuje do układu, to tylko on do niego trafi. Nie ma chodzenia na skróty. Nie ma zamienników ani rozwiązań „równie dobrych, a tańszych”. Nie ma myślenia w stylu: „Skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać”. Bo nawet jeśli w parametrach różnicy nie widać, to może się okazać, że będzie ją słychać.

058 065 Hifi 06 2018 002

Duży transformator zasilający,
za nim dławik.

Różnice
Od starszych generacji PM-2i różni się zarówno elementami zewnętrznymi, jak i detalami budowy wewnętrznej. Najłatwiej jednak rozpoznać go po wyglądzie tylnej ścianki. Teraz jest to miedziana płyta, na której zamontowano masywne terminale kolumnowe, będące notabene autorskim opracowaniem Kondo. Wcześniej była czarna i wykonywano ją z aluminium.
Oprócz tylnej ścianki miedziane są też platformy wewnętrzne, stanowiące podstawę do montażu całego układu. W wersji PM-2i instaluje się odcinek przewodu LS41, przesyłający sygnał z wybieraka źródeł do potencjometru siły głosu. Nowe są gniazda RCA – z grubą warstwą srebra w centrum i rodem na obwodzie. Poprawiono srebrne kondensatory sygnałowe, produkowane przez Kondo. Układ zasilania przekonstruowano pod kątem uzyskania lepszej separacji kanałów. W transformatorach wyjściowych dodano uzwojenie tylko do realizacji obwodu sprzężenia zwrotnego. Głębokość pętli również uległa zmianie, co pozwoliło uzyskać optymalny balans pomiędzy dynamiką sygnału a eliminacją zniekształceń. Drobniejsze zmiany zaszły w różnych punktach ścieżki sygnałowej, a suma wszystkich ulepszeń ma się przekładać na zauważalną poprawę walorów brzmieniowych.
Overture PM-2i jest więc podobny do poprzednika, a jednocześnie na tyle lepszy, by godnie go zastąpić.

058 065 Hifi 06 2018 002

Masywny potencjometr Alpsa
o wartości 50 kΩ. Najwyższej klasy komponent jest dostępny
tylko w Japonii.

Budowa
Wzornictwo jest znakomite – proste, z zarazem eleganckie i ponadczasowe. Poprzednie i obecna generacja Overture wyglądają niemal identycznie, nie licząc, rzecz jasna, koloru tylnej ścianki. Wzmacniacz nie jest może miniaturowy, ale bez problemu zmieści się na każdym standardowym stoliku ze sprzętem. Należy jedynie pamiętać, by zostawić mu wokół, a zwłaszcza od góry, trochę wolnej przestrzeni. Zapobiegnie to przyspieszonemu zużywaniu się podzespołów i ochroni przed przegrzaniem.
Obudowę skręcono w całości z metali niemagnetycznych. Boki, spód i wierzch to płyty lakierowanego na czarno aluminium, przykręcone do szkieletu  niemagnetycznymi śrubkami. Tył i platformy wewnętrzne są miedziane. Przednią ściankę zdobi centymetrowej grubości panel w kolorze naturalnym.
Wytoczone z aluminium pokrętło głośności pracuje płynnie i z wyczuwalnym oporem. Wybierak źródeł działa pewnie, podobnie jak mechaniczny włącznik zasilania.

058 065 Hifi 06 2018 002

Transformatory wyjściowe E-I
zalane substancją tłumiącą
i zamknięte w obudowach.

 

Wyposażenie jest nad wyraz skromne, by nie powiedzieć: spartańskie. Obejmuje cztery wejścia liniowe. Nie ma gniazda słuchawkowego, wyjścia do aktywnego subwoofera, przedwzmacniacza korekcyjnego do gramofonu ani pilota. Nie ma pętli magnetofonowej, więc o podłączeniu nauszników nawet przez zewnętrzny wzmacniacz słuchawkowy można zapomnieć. Nie przewidziano trybu czuwania (standby). Jedynym udogodnieniem funkcjonalnym jest… czerwona dioda sygnalizująca pracę. Dzięki niej nie trzeba się domyślać, czy wzmacniacz jest włączony.
Wyposażenie obejmuje tylko to, co naprawdę niezbędne, za to w najlepszym guście i jakości. Gniazda wejściowe to najwyższej klasy srebrno-rodowane RCA z teflonową izolacją. Terminale kolumnowe są po prostu bajeczne. Żłobione, masywne nakrętki ułatwiają pewny montaż końcówek dowolnego typu. Zrealizowano na nich odczepy dla kolumn o nominalnej impedancji 4 i 8 omów. Można się sugerować danymi producenta głośników albo samemu sprawdzić, w którym podłączeniu dźwięk jest lepszy. Czasem się zdarza, że teoretycznie 8-omowe zestawy grają lepiej z odczepu 4-omowego. Wzmacniacz się od tego nie zepsuje.
Warto dodać, że oba rodzaje złącz to własne projekty Audio Note Japan, produkowane na zlecenie przez zewnętrzne firmy z Japonii. W komplecie producent dołącza także firmowy przewód zasilający Avocado.

058 065 Hifi 06 2018 002

Piękna miedziana płyta to ozdoba, a zarazem podstawa montażowa całego wzmacniacza. Wokół ceramicznych podstawek lamp wywiercono otwory,
które poprawiają cyrkulację powietrza.

 

Wzmacniacz wspiera się na pięciu niskich nóżkach, toczonych z aluminiowych bloczków. Są mocowane nietypowo – każda dwiema dość dużymi śrubkami, co zapobiega choćby minimalnym luzom czy przemieszczeniom. Piąta nóżka znalazła się w miejscu, w którym wzmacniacz jest najcięższy – pomiędzy transformatorem zasilającym a wyjściowym. Na wszystkich powierzchniach równomiernie rozmieszczono otwory wentylacyjne, poprawiające cyrkulację powietrza. To ważne, ponieważ ze względów estetycznych wszystkie elementy Overture, włączając w to lampy mocy, pozostają zamknięte.
Nabywca każdego egzemplarza otrzymuje protokół z pomiarów i kontroli jakości oraz certyfikat autentyczności, drukowany na czerpanym papierze i wypełniony odręcznie, a następnie podpisany przez prezesa Audio Note Japan. Na certyfikacie znajduje się model wzmacniacza (tylko Overture, bez PM-2i) oraz pełny numer seryjny; ten ostatni musi się zgadzać z ledwie widocznym oznaczeniem na tylnej ściance. Warto zauważyć, że na przedniej ściance również umieszczono tylko napis Overture, bez dodatkowego symbolu. O wersji informuje dopiero napis z tyłu i na protokole pomiarowym. Z tego ostatniego dowiadujemy się, że testowany dziś egzemplarz dysponuje mocą 2 x 34 W przy 1 kHz i zniekształceniach 5 %.

058 065 Hifi 06 2018 002

Wybierak źródeł blisko wejść.
Z gniazdami łączą go starannie
lutowane odcinki ze srebrzonej
plecionki.

Wnętrze
Podstawę montażową (chassis) całego urządzenia stanowi sztywna płyta z grubej lakierowanej blachy miedzianej, przykręcana po obwodzie do ścianek zewnętrznych. Do niej mocuje się wszystkie elementy i podzespoły.
Cały układ zmontowano wyjątkowo starannie techniką przestrzenną (punkt do punktu). Płytki z elektroniką nie mają wytrawionych ścieżek; stanowią jedynie podstawę do mocowania komponentów.
Układ kołków montażowych jest bardzo skomplikowany, ponieważ każdy został osobno przynitowany do laminatu. Połączenia wewnętrzne zrealizowano plecionką srebrnych drucików. Każdy rezystor, bez wyjątku, został z obu stron lutowania zabezpieczony kroplą żywicy. Chroni ona wyprowadzenie przed wyłamaniem, a przy okazji może gasić mikrodrgania mechaniczne. To drugie jest jednak mniej istotne, ponieważ oporniki są montowane sztywno i już z tego względu nie powinny wpadać w wibracje.

058 065 Hifi 06 2018 002

Overture PM-2i to konstrukcja typu push-pull. W stopniu końcowym każdego kanału znalazły się
dwie popularne EL34 produkowane przez Svetlanę.

Zasilanie
Zasilacz oparto na transformatorze typu E-I, wspólnym dla obu kanałów. Nosi on oznaczenie „Kondo GS-5400”. Podobnie jak transformatory wyjściowe, jego produkcję powierza się zaufanemu, stałemu podwykonawcy z Japonii, a następnie sprawdza, przygotowuje do montażu i zamyka w obudowie wypełnionej substancją tłumiącą. Etap przygotowania i skład substancji stanowią tajemnicę Audio Note Japan.
Z transformatora głównego napięcie trafia do mostka prostowniczego 2 x 320 V, wykonanego z czterech diod krzemowych w obudowie ceramicznej. Dalej znajduje się mały opornik, który zabezpiecza przed prądem uderzeniowym, a za nim dławik, noszący oznaczenie „Kondo” i, podobnie jak transformatory, produkowany w Japonii. Dławik zastosowano do filtrowania tętnień zasilania. Obniża przydźwięk, ale istotne znaczenie ma również fakt, że kształtuje brzmienie w sposób, który cenią lampowi puryści.

058 065 Hifi 06 2018 002

Komplet lamp.
Standardowo w stopniu
sterującym pracują 12BH7A Electro-
-Harmoniksa. Tutaj – znakomity Rayethon.

Za dławikiem ulokowano dwa główne kondensatory elektrolityczne filtra anodowego, o wartości 100+100 μF/500 V, znów sygnowane marką Kondo. Jako że są podwójne, jeden został zwarty, drugi zaś rozdzielono. Za nimi następuje rozdział napięcia anodowego dla końcówek mocy obu kanałów. Tutaj pracują już po dwa duże elektrolity Kondo 100+100 μF/500 V.
Do kondensatorów filtrujących zasilanie wzmacniacza wejściowego dołączono równolegle niewielkie foliowe kondensatory AudioCap Theta 0,22 μF/600 V o małej indukcyjności wewnętrznej. Ich rola polega na usuwaniu  wysokoczęstotliwościowych zakłóceń, które mogą się pojawiać w napięciu anodowym.
Jako ciekawostkę warto dodać, że napięcia żarzenia do lamp wejściowych i sterujących wychodzą ze wspólnego punktu, ale są przesyłane czterema przewodami, doprowadzającymi je do każdej lampy z osobna. To bezkompromisowe rozwiązanie pozwala obniżyć przydźwięk i zmniejszyć szumy.

058 065 Hifi 06 2018 002

Harmonijne, proste wzornictwo
świetnie znosi próbę czasu.
Przednia ścianka Overture
od początku produkcji wygląda
tak samo.

Sygnał
Plecionka srebrnych drucików łączy gniazda wejściowe z wybierakiem źródła dźwięku, umieszczonym w ich bezpośrednim sąsiedztwie, a zatem blisko tylnej ścianki. Z selektora sygnał jest przesyłany do potencjometru siły głosu, zlokalizowanego tuż za ścianką przednią. Cały ten dystans przemierza wspomnianym wcześniej przewodem Kondo LS41.
Potencjometr głośności to unikalny Alps 50 kΩ, ulokowany w masywnej złoconej puszce. Jego sprzedaż została oficjalnie ograniczona do rynku japońskiego.
Fabrycznie urządzenie jest obsadzone lampami Electro-Harmoniksa. Wzmacniacze wejściowe zrealizowano na podwójnych triodach 12AY7/6072, zaś stopień sterujący i odwracacz fazy – na 12BH7A (triody o mocy 2 x 3,5 W). Do testowanego egzemplarza dystrybutor dostarczył również sterujące Rayethony, cenione za brzmienie.
Lampy osadzono w podstawkach ceramicznych ze srebrzonymi gniazdami.

058 065 Hifi 06 2018 002

Toczone z aluminium pokrętła
wybieraka źródeł oraz głośności
działają wzorcowo.

 

Stopień wyjściowy pracuje w trybie push-pull. Zbudowano go w oparciu o EL34 Svetlany, również w ceramicznych podstawkach.
Prąd spoczynkowy lamp mocy jest stały, ustawiany precyzyjnymi potencjometrami, znajdującymi się w sąsiedztwie każdej z nich. Zasilanie biasu filtrują elektrolity, co uniemożliwia sygnałowi muzycznemu modulowanie jego wartości. Rozwiązanie jest jak najbardziej tradycyjne i sprawdzone przez dekady.
Pomiędzy wzmacniaczami sterującymi, a pierwszą siatką lamp mocy zastosowano sprzęgające (sygnałowe) kondensatory Kondo 0,22 μF/1000 V. To komponenty najwyższej klasy, nawijane srebrną folią i z końcówkami podłączanymi srebrną splotką. Warto zauważyć, że wspomniane kondensatory zostały zlokalizowane możliwie najdalej od metalowych płaszczyzn obudowy. Unika się dzięki temu powstania efektu dodatkowego kondensatora i zapobiega niepożądanemu filtrowaniu wysokich składowych pasma.
Wykonanie Overture PM-2i można określić tylko jednym słowem: fantastyczne! Parametry, walory użytkowe i estetyka wzmacniacza pozostaną niezmienne przez wiele lat. Zwrócono uwagę nawet na takie, z pozoru nieistotne drobiazgi, jak złocenie kołków montażowych. Niby przerost formy nad treścią, ale to rozwiązanie gwarantuje odporność na działanie znajdujących się w powietrzu zanieczyszczeń.

058 065 Hifi 06 2018 002

Dioda sygnalizuje, że wzmacniacz
jest włączony.

Konfiguracja
Overture PM-2i grał w dwóch systemach. W pierwszym zasilał kolumny Avalon Transcendent, a sygnał dostarczały odtwarzacze CD Accuphase DP-700 i MBL N31. Pomieszczenie miało 16,5 m², więc nagłośnienie go nie powinno sprawić trudności nawet 30-watowej lampie. Drugi salon był znacznie większy – 46 m², o niestandardowej wysokości – ale zadanie wypełnienia go dźwiękiem wzięły na siebie Avantgarde Acoustic Duo Mezzo XD. Nie dość, że są układem półaktywnym, z wbudowanym 1000-watowym wzmacniaczem subwoofera, to jeszcze, według danych producenta, sekcja średnio-wysokotonowa osiąga efektywność 107 dB (!), a impedancja nominalna – 18 omów. Z takim głośnikiem poradzi sobie nawet słabowita trioda SE, co dopiero 34-watowy push-pull na EL34.
Wstępne przesłuchania potwierdziły, że moc Overture PM-2i jest wystarczająca do zestawienia go z kolumnami dynamicznymi o średniej skuteczności, co jednak nie oznacza, że taką konfiguracją nagłośnimy sylwestra. Z Duo Mezzo XD jest na to szansa.
W konfiguracji z Transcendentami istotne okazało się także napięcie wyjściowe źródła sygnału. Porównania pomiędzy Accuphase’em i MBL-em wykazały, że lepszym towarzyszem dla Kondo będzie ten pierwszy. Nominalne napięcie wyjściowe DP-700 wynosi 2,5 V, dzięki czemu gra głośniej od MBL-a, który oferuje standardowe 2 V. Ta pomoc się Kondo przydaje. Brzmienie jest bardziej  energiczne i ma lepszą dynamikę. Dźwięk się szybciej nasyca, nie tracąc przy tym sprężystości. Z MBL-em było trochę za ciepło i za słodko. Za dużo cukru w cukrze. Jego charakter będzie pasował do bardziej agresywnych kolumn, które swą słodyczą zrównoważy, a masą niskiej średnicy i basu – wypełni.
Pośrednio potwierdził tę tezę odsłuch Duo Mezzo XD z Aesthetiksem Romulus. Mimo że sygnał płynął z lampowego wyjścia odtwarzacza CD do lampowego wzmacniacza, przekaz nie wydawał się przesłodzony. Bezpośredniość i dosadność tub, temperowana ciepłym źródłem to dobry pomysł na uzyskanie dźwiękowej równowagi.
Tak czy inaczej, Duo Mezzo XD stworzyły Kondo cieplarniane warunki. Wzmacniacz nie musiał się wysilać, dzięki czemu mógł się skoncentrować na eksponowaniu zalet.

058 065 Hifi 06 2018 002

Kondo PM-2i – trzecia generacja
podstawowego zintegrowanego
wzmacniacza Audio Note Japan.

Wrażenia odsłuchowe
Z trwających kilka tygodni odsłuchów płynie jeden podstawowy wniosek: Kondo to nie są żarty. Taki dźwięk z tak popularnej, w domyśle: niezbyt wyrafinowanej lampy, w dodatku z mocno zwyczajnej konfiguracji push-pull mógł uzyskać tylko ktoś, kto naprawdę zna się na rzeczy. Overture PM-2i tak umiejętnie łączy nasycenie, subtelność i mikrodynamikę, że mówienie o uchwyceniu triodowego pierwiastka wcale nie jest na wyrost.
Przyzwyczailiśmy się traktować EL34 nieco pobłażliwie, jako lampę, która sprawdzi się tam, gdzie potrzeba mocy, a niekoniecznie eterycznej lekkości. Tymczasem Audio Note Japan buduje w oparciu o nią swój podstawowy wzmacniacz, który przeczy stereotypowi i każe się pozbyć uprzedzeń. Okazuje się, że w popularnej, łatwo dostępnej konstrukcji tkwi nieodkryty wcześniej potencjał. Że nadaje się nie tylko do dostarczania mocy, ale potrafi także zapewnić wyrafinowane przeżycia muzyczne. To duża niespodzianka.

058 065 Hifi 06 2018 002

Najwyższej jakości rodowane
gniazda RCA z izolacją PTFE.

Dźwięk jest delikatnie ocieplony, nasycony składowymi, dźwięczny i wsparty na wyraźnym, miękkim basie. Nie ma tutaj wysilonego koneserstwa, ani nieprzystępności. Równowaga nie przesuwa się w kierunku góry pasma, co podkreśliłoby detaliczność, ale mogłoby się odbić na namacalności. Muzyka ma oparcie w niskich rejestrach, które zapewniają masywność i naturalne wypełnienie. Wydaje się, że głównym celem tak ułożonego dźwięku jest sprawienie słuchaczowi przyjemności, ale też nie za wszelką cenę. Wzmacniacz się nie przymila ani nie maskuje mniej przyjemnych zgrzytów i świstów, o ile pojawiają się w nagraniach. Szczegółów budujących atmosferę jest cała masa, więc w dobrych realizacjach o efekt zwiewności nietrudno. Najważniejsze jednak, że wszystkie one nie funkcjonują w oderwaniu od reszty pasma, ale są z nim harmonijnie zespolone i łatwe w odbiorze. Nie trzeba być znawcą, by Kondo polubić i czerpać przyjemność z jego słuchania. Doświadczenie pozwoli natomiast docenić przepaść, jaka dzieli Overture PM-2i od mniej dopracowanych konstrukcji.
Klasa japońskiej integry nie ulega wątpliwości, zaś fakt, że wzmacniacz jest tak łatwy w odbiorze, tylko ją potwierdza. Słuchając go przez kilka tygodni, stopniowo dochodzi się do wniosku, że chciałoby się z nim zostać o wiele dłużej i że nawet przy dużej dozie złej woli nie bardzo jest co skrytykować. Owszem, bas jest miękki i na pewno nie tak konturowy jak z porządnego tranzystora. Przestrzeń z high-endowych monobloków też będzie wyraźniejsza, a instrumenty – pewniej osadzone w dalszych planach. Bez trudu można też sobie wyobrazić większy rozmach. Wszystko to prawda, tylko co z tego? Kiedy zaczynamy słuchać, wątpliwości pryskają niczym bańka mydlana. Brzmienie jest tak spójne, bogate i emocjonujące, że zamiast szukać dziury w całym, wolimy po prostu czerpać z niego radość. I wcale nie jest tak, że przymykamy oko albo dajemy za wygraną. Overture PM-2i spełnia wygórowane oczekiwania, ujmując zarazem bezpretensjonalnością i naturalną swobodą. Jest przystępny i szczery. Z miejsca budzi sympatię, a z czasem zyskuje uznanie. To przykład urządzenia, którego cała prezentacja jest warta więcej niż suma tworzących ją składników. A że składniki też są znakomite, powstaje coś wyjątkowego.

058 065 Hifi 06 2018 002

Nowa tylna ścianka
z litej miedzi i nowe terminale.
Przyjmują banany, widełki oraz
gołe przewody. Montaż końcówek
jest bardzo wygodny.

 

W przestrzeni postawiono na namacalność. Ekspozycja pierwszego planu ma podkreślić wrażenie obecności muzyków w pokoju odsłuchowym. Scena jest swobodnie budowana na boki, tak żeby boczne ścianki kolumn nie stanowiły bariery dla wykonawców i instrumentów. Głębia jest zarysowana poprawnie, aczkolwiek Avalony miały tu zapas i spokojnie mogły dać wyraźniejszy wgląd w dalekie plany. Istotne, że wzmacniacz panował nad sygnałem i nawet Czwarta symfonia Mahlera (Reiner z Chicago Symphony, 1958) nie wywołała bałaganu na scenie. Oczywiście z zastrzeżeniem, że głośność utrzymamy na średnim poziomie, bo odsłuch takiego aparatu wykonawczego z jej większym natężeniem to już ogromne wyzwanie dla sprzętu odtwarzającego. Siłą Overture PM-2i nie jest jednak generowanie natłoku decybeli, ale subtelność i elegancja. Cechy łatwo docenić w kameralnym repertuarze.
„Live in Warsaw” duetu Kocek/Możdżer ukazało znakomitą akustykę studia PR im. Witolda Lutosławskiego i harmoniczne bogactwo grających w nim instrumentów. Wzmacniacz pokazał różnicę barw, akcentował kontrasty i skoki dynamiczne; wraz z kompozycjami zmieniał nastroje. Słuchało się z wielką przyjemnością, a zarazem audiofilską satysfakcją i pewnością znakomitego odtworzenia.

058 065 Hifi 06 2018 002

Wzmacniacz wyposażono
w odczepy dla kolumn
4- i 8-omowych oraz
cztery wejścia liniowe.

Średnica pasma to bodaj największy atut Overture PM-2i. Jest ciepła, nawet ocieplona, ale to nie przeszkadza. Otwarta dzięki wyraźnej górze i stabilna dzięki basowi. Instrumenty brzmią naturalnie, choć w każdym odnajdziemy ledwie naszkicowany element miękkości. Inaczej się go odczuwa w ciężkim rocku, a inaczej w barokowej kameralistyce. Ale on tam jest. Przepięknie brzmią ludzkie głosy. Raz rozświetlają muzykę blaskiem, innym razem gaszą emocje matem. Zróżnicowanie barw w zakresach jednego składu nie stanowi dla wzmacniacza trudności. Podobnie jest z pokazaniem odmiennych charakterystyk czy właśnie podobieństw albumów. Kondo robi to swobodnie, a zarazem uważnie. Odbiorca zaś świetnie się bawi.
Temat basu przewinął się już wcześniej. Jest obfity, dzięki czemu dźwiękowi nie brakuje ciała. Na pewno nie bije rekordów w dziedzinie konturowości ani szybkości, ale przecież nie musi.
W dynamice znakomita jest skala mikro, a to ona decyduje o żywości i zróżnicowaniu muzyki. Poziomy makro, zwłaszcza kiedy słuchamy głośno, bywają utemperowane, ale to bezpośrednia pochodna obiektywnie niewielkiej mocy. Jak to mówią: z fizyką nie wygrasz. Tak czy siak, z różnicowaniem natężeń dźwięku i odwzorowaniem impulsów wzmacniacz radzi sobie dzielnie. Dźwięk jest żywy i energiczny. A jeśli ktoś chce mieć naprawdę głośno, może kupić bardzo skuteczne kolumny.
Pojęcie muzykalności jest tyleż pojemne co nadużywane. Ale jeżeli ktoś zadałby pytanie, czy Overture PM-2i jest muzykalny, to odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak. To wyjątkowo udany wzmacniacz, który daje ogromną radość ze słuchania. I wcale nie trzeba wymieniać lamp. Obsadzony fabrycznymi brzmi wystarczająco dobrze.

058 065 Hifi 06 2018 002

Dodatkowa nóżka w najcięższym
miejscu.

Konkluzja
Niby uwertura to ledwie przedsmak dzieła, smakowity wstęp, zaostrzający apetyt na więcej. Takim wstępem, zachęcającym odbiorcę, by zagłębił się w świat Kondo, miał być w zamyśle Overture PM-2i. A tu od razu mamy hit.
Za dobrze to wyszło, za dobrze...


 

 

2018 07 30 15 42 57 058 065 Hifi 06 2018.pdf Adobe Reader

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jacek Kłos
Konsultacja techniczna: Andrzej Marków
Źródło: HFM 06/2018


Pobierz ten artykuł jako PDF