HFM

artykulylista3

 

Audionet Watt

030 035 Hifi 06 2018 001
Zawsze uważałem, że ciężkim i solidnym obudowom Audioneta nic nie zaszkodzi – nawet upadek z pierwszego piętra. Ponieważ kilka razy wyraziłem to przypuszczenie na głos, a mieszkałem właśnie na pierwszym piętrze, nie wiedzieć czemu, nie dostawałem do testów urządzeń tej marki. Aż do dziś.

Wprawdzie po przeprowadzce do parterowego budynku nie mogę już brutalnie sprawdzić odporności berlińskich urządzeń na uszkodzenia, ale uznanie dla solidności ich wykonania pozostało. Wystarczy zresztą rzut oka na bohatera dzisiejszego testu – topowy wzmacniacz zintegrowany Watt. O takich przedmiotach Amerykanie mawiają: „made to last”, co oznacza: zbudowane, by trwać.


Budowa
Audionet Watt nie jest ani największą, ani najcięższą superintegrą na rynku, a jednak zwarta sylwetka, ascetyczny wygląd i monochromatyczna kolorystyka przydają mu monumentalności. I chyba właśnie na taki efekt liczył producent –  na jego stronie internetowej nie znajdziemy zakładki o nazwie „produkty” ani „urządzenia”. Są za to groźnie brzmiące „maszyny”. Cóż, skoro Berlin, to musi być też industrial.
Watt może się podobać ze względu na brak ekstrawagancji i prostotę, lecz ta ostatnia to tylko pozory. Tu nic nie jest proste i niczego nie pozostawiono przypadkowi, poczynając od obudowy.

030 035 Hifi 06 2018 002

Od drgań podłoża
izolują aluminiowe nóżki.


Na pierwszy rzut oka odnosimy wrażenie, że jest ona monolitem wykrojonym z jednego bloku metalu. Bierze się to stąd, że śruby mocujące zostały w przemyślny sposób ukryte przed oczami ciekawskich i przeniesione na spód urządzenia. Sama obudowa to grube, spasowane pod odpowiednim kątem płaty szczotkowanego aluminium (12 i 6 mm), które skręcono z precyzyjnie dobraną siłą, co ma zapobiec wibracjom.

030 035 Hifi 06 2018 002

Laserowo grawerowane logo.


Duże, ciężkie pokrętło regulacji głośności – jedyny wystający element – to znów pozory. Nie ma tu klasycznego potencjometru, a regulacja siły głosu jest realizowana za pomocą układu scalonego i drabinki rezystorowej. Pośrodku grubego frontu znalazł się niewielki, dwukolorowy wyświetlacz matrycowo-punktowy. W czasach, gdy nawet w zmywarkach instaluje się duże kolorowe wyświetlacze, można się nieco zżymać na to dość archaiczne rozwiązanie. Dla producenta ważniejsze było jednak zapobieżenie ewentualnym interferencjom, jakie mógłby powodować rozbudowany display. Zresztą – powiedzmy sobie szczerze – pasowałby on do ascetycznego Watta jak wół do karety.

030 035 Hifi 06 2018 002

Kilka przycisków do obsługi
podstawowych funkcji.


Umieszczone po prawej stronie cztery chromowane przyciski dają dostęp do najważniejszych funkcji. Pozostałe można uruchomić z aluminiowego pilota, równie solidnego jak całe urządzenie.
Po lewej stronie widać jeszcze wycięte laserowo logo producenta i… to już wszystko. Prostota, elegancja i brak udziwnień to właśnie to, czego oczekuję od wyglądu najdroższych wzmacniaczy zintegrowanych (czy w Chordzie mnie słyszą?).

030 035 Hifi 06 2018 002

Wyświetlacz nieco retro,
ale spełnia swoją funkcję.


Widok tylnej ścianki to miód na serce audiofila. Najwyższej jakości złącza logicznie rozplanowano, stawiając na symetrię. Terminale głośnikowe to przepiękne i praktyczne rodowane Furutechy, do których podłączymy przewody zakończone dowolnymi końcówkami. Oprócz czterech stereofonicznych wejść analogowych, w tym jednego XLR, znajdziemy wyjście słuchawkowe typu duży jack, wyjście do zewnętrznej końcówki mocy, dwa wejścia optyczne, służące podłączeniu innych urządzeń Audioneta oraz magistralę komunikacyjną RS 232. Opcjonalnie wzmacniacz można wyposażyć w płytkę preampu korekcyjnego MM/MC.

030 035 Hifi 06 2018 002

Duże, wygodne pokrętło
regulacji głośności


Symetryczny układ wejść i wyjść nie jest przypadkowy. Wzmacniacz zbudowano w układzie dual-mono, dublując praktycznie wszystkie układy: od zasilacza, przez przedwzmacniacz (dwie płytki), aż do końcówek mocy. Po otwarciu obudowy widać, że konstruktor przykładał wielką wagę do wydajnego zasilania, co w przypadku wzmacniacza zawsze stanowi kwestię kluczową. Końcówki mocy są zasilane z dwóch transformatorów po 700 VA każdy, a przedwzmacniacz – z jednego o mocy 50 VA, ale tu wyprowadzono osobne uzwojenia dla każdej płytki. Ściśle upakowane stado kondensatorów zapewnia olbrzymią pojemność filtrującą, spotykaną częściej w monoblokach niż integrach – 200000 mikrofaradów.

030 035 Hifi 06 2018 002

Aluminiowa obudowa jest
mocowana tak, by tłumić drgania.


Co ciekawe, rozbudowane zasilanie nie przekłada się na wysoką moc znamionową. Ta bowiem osiąga skromne 167 watów przy ośmiu omach. Wzmacniacz pozostaje za to stabilny nawet przy obciążeniu dwuomowym, oddając wtedy niemal 450 W! Taką umiejętnością mogą się pochwalić nieliczne urządzenia.
Zdublowany przedwzmacniacz oparto wcale nie na elementach dyskretnych, ale na scalakach Burr Browna, podobnie zresztą jak wzmacniacz słuchawkowy. Końcówki mocy składają się z dwóch par tranzystorów bipolarnych, pracujących w układzie push-pull. Radiatory nie są duże, ale ciepło oddawane jest w dużej części przez otwory na górze obudowy i na tylnej ściance. Spora liczba elementów biernych jest opatrzona logiem Audioneta, co oznacza, że firma sama dobiera, paruje i przeprowadza pomiary części. To zawsze dobrze wróży.

030 035 Hifi 06 2018 002

Diody kontroli napięcia zerkają
zza otworów wentylacyjnych.
W zaciemnionym pokoju
to niepowtarzalny widok.


Wprawdzie wśród audiofilów panuje (częściowo słuszne) przekonanie, że nawet najlepsze parametry niekoniecznie muszą się przekładać na wrażenia słuchowe, jednak w przypadku Watta warto się przez chwilę zatrzymać przy paśmie przenoszenia. Wynosi ono aż 0,3 Hz – 650 kHz! Oczywiście nie łudźmy się, że usłyszymy coś więcej niż w przypadku wzmacniaczy o węższym paśmie. Słabym ogniwem pozostaną i tak nasze kolumny, a przede wszystkim fizjologia ludzkiego słuchu, która ma swoje ograniczenia. Jednak pasmo przenoszenia znacznie przekraczające 20 kHz mówi nam wiele o reakcji urządzenia na tzw. strome zbocza sygnału. Innymi słowy – świadczy o jego szybkości. Im szersze pasmo przenoszenia, tym większa szybkość wzmacniacza, a to już powinniśmy usłyszeć i poczuć. Jak będzie w rzeczywistości – sprawdzimy.

030 035 Hifi 06 2018 002

Schludnie, oszczędnie, elegancko.


Zajrzyjmy jeszcze na chwilę pod maskę. Pewne zdziwienie może wywołać widok desymetryzatora, umieszczonego tuż za wejściem XLR. Ale w sumie – czemu nie? Pamiętajmy, że XLR to przede wszystkim standard studyjny, służący nie tyle poprawie brzmienia, co zapobiegający zniekształceniom sygnału biegnącego kablami o długości bardzo nieaudiofilskiej (od kilku do nawet kilkudziesięciu metrów). W Audionecie nie wierzą w brzmieniową przewagę XLR-ów nad RCA, choć – zapewne znając uprzedzenia audiofilów – nie odważyli się zaproponować samych wejść RCA.
Niemiecki wzmacniacz imponuje nie tylko jakością wykonania i doborem podzespołów, ale też przemyślanymi, nie zawsze typowymi w branży hi-fi rozwiązaniami. Jeśli chodzi o wydajność zasilania, Watt jest urządzeniem absolutnie bezkompromisowym.
Po włączeniu wzmacniacza w zaciemnionym pomieszczeniu naszym oczom ukazuje się niepowtarzalny widok – przez otwory wentylacyjne prześwitują dziesiątki malutkich diod, służących jako wzorce napięcia. Przypomina to nieco widok rozświetlonego miasta, oglądanego nocą z pokładu samolotu.
Tak oto nowoczesna technika przełożyła się na wrażenia estetyczne, przynajmniej w warstwie wizualnej. A co z warstwą dźwiękową?

030 035 Hifi 06 2018 002

Watt – topowa integra Audioneta.


Konfiguracja
Watt przepięknie się komponuje z przeznaczonym mu źródłem o bardzo naukowej nazwie – Planck. Niestety, nie było mi dane... Sygnał popłynął więc z mniej szlachetnego, lecz niezawodnego duetu Primare CD32/Hegel HD 25 i trafiał do Audioneta zarówno za pośrednictwem studyjnych łączówek symetrycznych Klotza, jak i amatorskich Cardasów Neutral Reference RCA. Testowany wzmacniacz zasilił kolumny Dynaudio Contour 1.8, czego prawie nie odczuł. Przypuszczam, że przy tak dopracowanym zasilaczu nawet „uciągnięcie” Evidence Temptation nie byłoby wielkim wyzwaniem, a i mezalians cenowy byłby mniejszy. W każdym razie, nie sugerujmy się mocą znamionową i śmiało podłączajmy berlińskiego mocarza do kolumn trudnych i wymagających. Spadki impedancji naprawdę mu nie straszne.

030 035 Hifi 06 2018 002

Wstrzemięźliwa elegancja.
Kolor jasnej wersji jest trudny
do określenia i zmienia się
w zależności od kąta padania światła.


Wrażenia odsłuchowe
Ten dźwięk nie bierze jeńców. Biję się w piersi, bo wiem, że to nie po polsku, jednak Watt brzmi tak, że metaforyka frontowa nasuwa się sama. To dźwięk potężny, spiżowy i monumentalny, choć wcale nie przeskalowany ani zbyt ciężki. Moje skromne Contoury, kiedy tylko dostały się w stalowy uścisk Watta, zabrzmiały niczym potężne kolumny trójdrożne – z niesamowitą werwą, dynamiką i żelazną dyscypliną.

030 035 Hifi 06 2018 002

Potężne toroidy ukryto
pod płytkami przedwzmacniacza.
Jest moc.


Zacznijmy od samego dołu, bo tu się dzieją rzeczy, o których audiofile śnią po nocach, a potem budzą się z żalem, że to tylko sen. Motyw przewodni serialu „Twin Peaks” ma pięknie wyeksponowany najniższy bas, który świetnie się nadaje do testowania głębi zejścia i kontroli niskich tonów. Przy mocniejszych wzmacniaczach zazwyczaj zaczynają drżeć szyby. Tym razem w odczuwalne całym ciałem wibracje wpadła dębowa podłoga usadowiona na solidnej betonowej wylewce. Oczywiście, głębokie zejście basu to dopiero połowa sukcesu. W przypadku Watta nie mniejsze wrażenie robi bezwzględna kontrola nad infradźwiękami. Nie ma tu miejsca na najmniejsze przeciągnięcie czy opóźnienie. Jest potężny atak w formie mocnego uderzenia i wyliczone co do milisekundy wybrzmienie.

030 035 Hifi 06 2018 002

Radiator niezbyt duży, ale
w połączeniu z ażurową pokrywą sprawnie odprowadza nadmiar ciepła.


Bas jest twardy i krótki, lecz przy tym wypełniony i barwny. Watt umiejętnie różnicuje niskie tony w zależności od tego, z jakim repertuarem mamy do czynienia, a przede wszystkim – czy jest to dźwięk generowany syntetycznie czy przez instrumenty akustyczne. Wspólna pozostaje wspomniana kontrola i podskórna pulsacja, która sprawia, że pracę sekcji rytmicznej nie tylko słyszymy, ale i odczuwamy całym ciałem, a wokół strun kontrabasu niemal widzimy wibrujące powietrze.

030 035 Hifi 06 2018 002

Prawdziwe dual-mono.


Do tej pory wydawało mi się, że szybki i nisko schodzący bas ze wzmacniaczy zintegrowanych to przede wszystkim domena Gryphona i Marka Levinsona. Okazuje się jednak, że inżynierowie-elektronicy nie spoczywają na laurach i udowadniają, że zawsze da się coś poprawić. Tym razem poprzeczka została zawieszona naprawdę wysoko i przypuszczam, że wiele wody upłynie w Wiśle, zanim komuś uda się ją przeskoczyć.

030 035 Hifi 06 2018 002

Wnętrze rozświetlone diodami.


Podziw dla basu Audioneta sprawia, że mimowolnie kierujemy uwagę w dół pasma. To z kolei może tworzyć wrażenie, że Watt ma przesuniętą równowagę tonalną w stronę niskich tonów. Nic bardziej mylnego! Brzmienie niemieckiej „maszyny” jest wyrównane, choć faktura dźwięku jest faktycznie gęsta, wręcz oleista. Mamy tu do czynienia z paradoksem, który często występuje w przypadku urządzeń z najwyższej półki. Watt gra dźwiękiem niezwykle nasyconym i nieco ciemnym, a jednocześnie pokazuje więcej szczegółów niż niejedna integra uchodząca za analityczną. Tyle że owe szczegóły pojawiają się  niejako mimochodem, w sposób niewymuszony, idealnie wplecione w całość muzycznej tkanki.

030 035 Hifi 06 2018 002

Uwagę zwraca duża ilość
kondensatorów filtrujących.


Wielka w tym zasługa przestrzeni, która jest tworzona w dość nietypowy, by nie powiedzieć: autorski sposób. O ile rozciągnięcie sceny nie zwraca szczególnej uwagi i mieści się w okolicach „high-endowej średniej”, o tyle głębia ostrości i prezentacja zdarzeń na osi słuchacz-linia bazy może wywołać stany euforyczne. Przy dobrze zrealizowanych nagraniach odniesiemy wrażenie, że perspektywa w głąb w zasadzie nie ma końca. Tak było między innymi w czasie odsłuchu „Beekeeper” Tori Amos. Choć znam ten album na pamięć, Audionet sprawił, że chłonąłem go jak przy pierwszym słuchaniu, a przy każdym kolejnym utworze po plecach chodziły mi ciarki. Wokal pojawił się wyjątkowo blisko, tak jakby Tori zrobiła dwa kroki do przodu. Perfekcyjne oddanie tembru głosu wokalistki, w połączeniu z pieczołowitym ukazaniem licznych, nałożonych na siebie planów dźwiękowych (nie na darmo mężem Tori jest realizator dźwięku) sprawiło, że – jak nigdy dotąd – miałem dojmujące poczucie obecności żywej osoby w pokoju odsłuchowym.

030 035 Hifi 06 2018 002

Na bogato. We wzmacniaczach zintegrowanych nieczęsto widuje się tak gęsto zabudowane wnętrze.


I w zasadzie można by nie pisać nic więcej, bo przecież właśnie o to nam chodzi, prawda? O ten, choćby nawet krótki, moment, kiedy za sprawą pracowicie dobranego sprzętu przeniesiemy się do zadymionej sali klubu jazzowego, na widownię filharmonii lub na stadion, gdzie trwa koncert rockowy. Watt potrafi zapewnić emocje związane z odbiorem muzyki na żywo, a to chyba najbardziej pożądana cecha, której nie znajdziemy na żadnej tabliczce znamionowej.

030 035 Hifi 06 2018 002

Audiofilska biżuteria, czyli
rodowane gniazda Furutecha.


A jak się zachowa Audionet, gdy przyjdzie mu się zmierzyć z muzyką, w której mocarny bas, żelazna kontrola i dynamika nie odgrywają kluczowej roli? W słuchanych na przemian kwartetach smyczkowych Luigiego Boccheriniego i Grażyny Bacewicz uwagę zwracały kapitalny obrys instrumentów i wręcz namacalna akustyka pomieszczenia. Niemiecki wzmacniacz potrafił doskonale kontrastować nagrania i uczciwie pokazywał różnice w sposobie rejestracji, ustawienia mikrofonów czy muzyków na scenie. Bezbłędna równowaga tonalna ostatecznie potwierdziła moje przypuszczenie, że żaden zakres nie jest przez Watta faworyzowany, a dominacja niskich tonów jest tylko pozorna i wynika z ich wyjątkowego rozciągnięcia i jakości.

030 035 Hifi 06 2018 002

Terminale głośnikowe to również
Furutech.


Wzorcowe nagrania z muzyką Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego w wykonaniu brytyjskiego ansamblu The Sixteen obfitują w lubiane przez audiofilów niuanse: zmienną, migotliwą fakturę, zróżnicowaną agogikę, przede wszystkim zaś instrumenty dawne grające w różnych rejestrach. Występują tu trąbki, cynki i puzony wybrzmiewające unisono, a więc niezastąpiony probierz jakości wysokich tonów. W wykonaniu Audioneta są one dokładnie takie, jak reszta pasma – bezkompromisowe i bezpośrednie.

030 035 Hifi 06 2018 002

Tył obudowy zdradza,
że mamy do czynienia z konstrukcją
dual-mono.

 

Wzmacniacz nigdy nie przekracza umownej granicy, za którą kryje się zmęczenie przesytem informacji bądź nadmierne wyostrzenie. Owszem, są to typowo „tranzystorowe” soprany, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu: skrzące, doświetlone i z wyraźnie zaznaczonymi konturami. Mnie skojarzyły się z chłodnym, stalowym połyskiem. Dodajmy jednak, że była to stal najlepszego gatunku.

030 035 Hifi 06 2018 002

Aluminiowy pilot,
choć ciężki, jest
całkiem poręczny.


Konkluzja
A zatem zimny drań? Niekoniecznie. Delikatny chłód to tylko jedna z wielu cech Watta, i to wcale nie pierwszoplanowa. Dźwiękowy pedant? Już prędzej, choć pamiętajmy o pierwiastku emocjonalnym, jaki niesie ze sobą jego przekaz. A może po prostu – cud maszyna, która na dłuższy czas wstrzyma poszukiwania wzmacniacza idealnego? To chyba najprędzej.


 

2018 07 29 14 14 43 030 035 Hifi 06 2018.pdf Adobe Reader

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bartosz Luboń
Źródło: HFM 06/2018


Pobierz ten artykuł jako PDF