fbpx

HFM

artykulylista3

 

Tsakiridis Aeolos

056 061 Hifi 12 2017 008 fit 732x488

Wiadomo, z czym Polakom kojarzy się Grecja: piękna pogoda, ciepłe morze, pyszna kuchnia i liczne zabytki. Małą konsternację może wywołać prośba o wyliczenie greckich muzyków, choć temat Mikisa Theodorakisa z „Greka Zorby” zna chyba nawet niepiśmienny wypalacz węgla z najdalszych zakątków Bieszczad.


A greccy miłośnicy dobrego brzmienia? Na placach można policzyć firmy z Hellady, posiadające swoich przedstawicieli nad Wisłą, zaś o prestiżowym Ateńskim Klubie Audiofila słyszeli tylko pasjonaci tematu. Przeciętny zjadacz pierogów muzyczną stronę Grecji kojarzy  z pseudoludowym sertaki, tańczonym na wieczorkach integracyjnych w czasie wakacyjnych wojaży.


Z tym większym zainteresowaniem należy odnotować nie tak znów dawny polski debiut Tsakiridis Devices – greckiego producenta wzmacniaczy lampowych. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że firma obchodziła właśnie trzydziestą rocznicę działalności.
Początki były modelowe dla wielu audiofilskich manufaktur. Tsakiridis zaczynał jako firma rodzinna, założona przez dwóch braci i ich ojca. Pierwszy z nich, Kostas, zdobywał fachową wiedzę jako łącznościowiec w greckiej armii. Drugi, Odyseusz, posiadł gruntowne wykształcenie elektroniczne w Athens Technical College, zaś patriarcha rodu, papa Panagiotis, z typowo grecką pewnością siebie twierdził, że zna się na wszystkim. Łączyło ich umiłowanie antycznej kultury helleńskiej oraz miłość do muzyki. Przez lata bracia grali nawet w kilku zespołach.

056 061 Hifi 12 2017 002Kondensatory United Chemicon.

 

Pierwsze wzmacniacze, jak na garażową manufakturę przystało, były produkowane na potrzeby własne oraz bliższych i dalszych znajomych. Po trzech latach krąg odbiorców poszerzył się na tyle, że postanowiono sformalizować działalność, nie rezygnując jednak z rodzinnego charakteru. Wszystkie urządzenia nadal wytwarza się ręcznie, w suterenie trzypiętrowego budynku. Znajduje się on przy jednej z wąskich uliczek Aten, obstawionych skuterami i obwieszonych suszącym się praniem, leżącej dosłownie rzut oliwką od Akropolu.
O siedzibie leciwej, bądź co bądź, firmy informuje tylko niewielka mosiężna tabliczka na ścianie. W równie niepozornych okolicznościach powstają słuchawki Grado czy wzmacniacze Kondo. Nikt więc nie powinien mieć kompleksów.

056 061 Hifi 12 2017 002Pod tylnym pudłem umieszczono
ręcznie nawijane transformatory.

 

Pomimo estetyki, przywodzącej na myśl DIY, greckie wzmacniacze nie mają w sobie nic z amatorskiej przypadkowości. Największym odbiorcą jest rynek niemiecki. Wszystkie parametry muszą spełniać wymogi niemieckiego dystrybutora, Thomasa Kühna, który w wolnych chwilach zajmuje się m.in. produkcją kolumn głośnikowych i okablowania pod marką Audioplan. Mało tego, dzięki własnoręcznej selekcji używanych w produkcji lamp Thomas Kühn ma wpływ na brzmienie greckich wzmacniaczy.
Obecnie w ofercie Tsakiridisa znajdziemy kilka wzmacniaczy zintegrowanych, przedwzmacniaczy, końcówek mocy oraz preamp gramofonowy i trzy kondycjonery. Wśród nazw, zamiast nic nie znaczących symboli, pojawiają się bohaterowie greckiej mitologii, co podkreśla helleńskie korzenie urządzeń. Obiekt dzisiejszego testu, bóg wiatrów Aeolos, to najtańsza integra w katalogu Tsakiridisa. Od droższych braci, Aeolosa Plus i Ultra, różni się lampami oraz mocą.

056 061 Hifi 12 2017 002Elektronika na dwustronnie
drukowanej płytce.


Budowa
Aeolos dotarł do recenzji w wielkim pudle, znacznie przekraczającym gabaryty urządzenia. W środku było mniejsze, a w nim, w otoczeniu ochronnych paneli, spoczywał wzmacniacz zapakowany w obszerny worek uszyty z granatowego, mięsistego aksamitu, z wyszytym złotym logo. Po delikatnych styropianowych wytłoczkach i cienkiej folii, z jakimi często mamy do czynienia, pierwszy kontakt z greckim piecykiem był pozytywnym zaskoczeniem.

056 061 Hifi 12 2017 002Po zdjęciu stalowego pudła Aeolos wreszcie przypomina wzmacniacz lampowy.

 

Po uwolnieniu Aeolosa z krepującej opończy, ujrzałem urządzenie urody cokolwiek kontrowersyjnej.
Przede wszystkim jest to kawał kloca. Nie sposób go od niechcenia postawić na standardowej szafce ze sklepu meblowego, bo przy blisko półmetrowej głębokości (plus kable) będzie sporo zwisał z przodu.
Grecki wzmacniacz, w wersji podróżnej, składa się z trzech stalowych pudeł różnej wielkości i aparycją bardziej przypomina jakiś zabytkowy transformator spawalniczy albo inne równie wyszukane urządzenie techniczne.
Do metalowej podstawy przymocowano dwa prostopadłościany wygięte z grubej stalowej blachy, pomalowane szarym lakierem strukturalnym. Wentylację umożliwiają liczne szczeliny. Na mniejszym pudle otwory wentylacyjne układają się w nazwę firmy oraz charakterystyczne logo. Ciekawy pomysł, ale nie tego spodziewałem się po piecyku lampowym. Nie czekając dłużej, złapałem za długi, cienki wkrętak i już po chwili uwolniłem Aeolosa od przedniego prostopadłościanu. O tak, ten widok tygrysy lubią najbardziej.

056 061 Hifi 12 2017 002Audiofilski
transformator
spawalniczy
w pełnej krasie.

 

Front wzmacniacza wyrżnięto z półcentymetrowej aluminiowej płyty i wykończono szarym lakierem proszkowym. W tym momencie w pełni ujawnia się rzemieślnicze pochodzenie urządzenia. Precyzja cięcia aluminiowej płyty czołowej znacznie odbiega od poziomu prezentowanego choćby przez chińskiego Yaqina MS-30L („HFiM” 9/17). Podobnie jest z łączeniami blach tworzących obudowę oraz pudła ochronne. Również wygląd przedniej ścianki wydaje się triumfem pragmatyzmu nad estetyką. Owszem, masywna gałka potencjometru prezentuje się nieźle, ale już chromowany przycisk sekwencyjnego selektora wejść na tle matowego frontu trochę razi. Przemysłowy włącznik zasilania pasuje tu jak walonki w wiedeńskiej operze. Widać, że nad projektem Aeolosa ciąży piętno młodzieńczych lat Tsakiridisa, kiedy to papa Panagiotis z synami składali piecyki z tego, co akurat było pod ręką.

056 061 Hifi 12 2017 002O aktywnym źródle informują
zielone diody z prawej strony.

Tylne stalowe pudło stanowi osłonę dla ręcznie nawijanych transformatorów, natomiast przednie chroni komplet lamp. Jego odkręcenie nie będzie wyzwaniem nawet dla laika. W Aeolosie zastosowano cztery pentody EL24 pracujące w końcówkach mocy, sterowane kompletem 12AT7. Wszystkie lampy osadzono na porządnych podstawkach ceramicznych. W przedniej części oczy cieszy para wskaźników wychyłowych, pokazujących wartość prądu spoczynkowego w obu kanałach. W woreczku z akcesoriami znalazłem mały śrubokręt do regulacji, a w instrukcji obsługi – niezbędne wskazówki eksploatacyjne.
Aeolos oferuje dwa tryby pracy, triodowy i pentodowy. W tym pierwszym wzmacniacz oddaje 20 watów w klasie AB1; w drugim moc rośnie do 35 W. Stosowne przełączniki, dla każdego kanału osobno, ulokowano pomiędzy szklanymi bańkami. Umieszczono tam również pstryczki służące do wyboru wzmocnienia – niskiego i wysokiego. Rzut oka do instrukcji nie zdradził dodatkowych szczegółów, a po przekopaniu internetu dowiedziałem się, że najlepiej będzie poeksperymentować i dopasować brzmienie wzmacniacza do własnych upodobań.

056 061 Hifi 12 2017 002Przeniesienie włącznika
sieciowego na boczną ściankę
z pewnością nie ujęłoby
wzmacniaczowi urody.

Tylna ścianka wygląda przyzwoicie. Do wzmacniacza można podłączyć cztery źródła liniowe. Jest też wyjście z pętli magnetofonowej, np. dla przedwzmacniacza słuchawkowego. Szeroko rozstawione gniazda RCA przyjmą nawet grube łączówki. Plastikowe zakrętki terminali głośnikowych nie wyglądają zbyt solidnie i mogą nie przeżyć wielokrotnego podłączania widełek, ale w przypadku wtyczek bananowych nie ma to znaczenia. Aeolos sam wykrywa impedancję głośników i automatycznie dostosowuje do niej tryb pracy; nie było potrzeby montowania osobnych odczepów dla kolumn 4- i 8-omowych.
Zanim odwróciłem grecki wzmacniacz na grzbiet, musiałem znowu przymocować to cholerne pudło chroniące lampy. Bardzo pomocna była przy tym kątowa pęseta, którą przytrzymywałem niesforne śrubki.

056 061 Hifi 12 2017 002Otwory wentylacyjne
transformatorów ułożono
w formie nazwy producenta i logo.

 

Po odkręceniu dna mieszane uczucia, wywołane estetyką piecyka, pierzchły niczym stado szpaków. Wnętrze Aeolosa wygląda bowiem naprawdę porządnie, przywołując na myśl najlepsze konstrukcje w zbliżonej cenie.
Centralne miejsce obudowy zajmuje dwustronnie drukowana płytka z oddzielnymi ścieżkami zasilającymi i sygnałowymi. Zabieg ten pozwolił ograniczyć do minimum plączące się kable, a te, które musiały się tam znaleźć, pospinano w eleganckie wiązki.
W sekcji zasilacza widać kondensatory United Chemicon, a w torze sygnałowym – wysokiej jakości kondensatory polipropylenowe oraz metalizowane rezystory foliowe z tolerancją 1%. Za regulację głośności odpowiada niebieski Alps poruszany silniczkiem.

056 061 Hifi 12 2017 002Duże wskaźniki wychyłowe
ułatwią precyzyjne ustawienie
prądu spoczynkowego.

 

Ostatnim elementem, zupełnie niepasującym do Aeolosa, jest pilot. Kupując piecyk za blisko siedem tysięcy złotych, można oczekiwać firmowego sterownika albo chociaż opatrzonego stosownym logo produktu OEM. Ale nie tym razem. Panowie Tsakaridis poszli po linii najmniejszego oporu i do Aeolosa dołączyli tani uniwersalny pilot z wgranymi kodami. Pomiędzy nim a ramocikiem przywołanego wcześniej Yaqina zieje istna przepaść. Dlatego – kiedy już sprawdziłem jego skuteczność – sterownik wylądował z powrotem w pudle, a ja pozostałem przy ręcznym obracaniu gałką potencjometru.
Co by o greckim wzmacniaczu nie mówić, z pewnością nie jest urządzeniem bez charakteru. Opisując jego budowę, przed oczami miałem zawadiackiego Alexisa Zorbę, który nieśmiertelność zawdzięcza kreacji genialnego Anthony Quinna. Jego niefrasobliwość i szalone wizje, bez zawracania sobie głowy przyziemnymi problemami, jak w soczewce skupiały grecką naturę. Podobnie jest z Aeolosem.

056 061 Hifi 12 2017 002Kwintesencja.

Świetnym pomysłom i entuzjazmowi założycieli firmy towarzyszy niedostrzeganie nieistotnych, ich zdaniem, dupereli w stylu mało precyzyjnego wykończenia czy badziewiastego pilota. Z jednej strony, mamy bardzo dobry projekt i wyselekcjonowane komponenty; z drugiej, „finezyjny” włącznik zasilania. Czy pod względem brzmienia Aeolos będzie równie nieprzewidywalny?

 


Wrażenia odsłuchowe
Urządzenie dotarło do mnie, ustawione w trybie triodowym. Tak też rozpocząłem odsłuchy.
Pierwszą cechą, na którą zwróciłem uwagę, okazała się przestrzeń. Przeogromna, zewsząd otaczająca słuchacza i wypełniona mnóstwem dźwięków. Nawet kameralne składy brzmiały obszernie, a duże orkiestry w pełni zasługiwały na miano spektakularnych. Szerokiej i głębokiej scenie bez wątpienia należą się wysokie noty. Źródła pozorne zostały na niej precyzyjnie zlokalizowane – kontury dźwięków były wyraźne; nie tworzyły tylko dźwiękowych plam.

056 061 Hifi 12 2017 002Szeroko
rozstawione
terminale
głośnikowe.

 

Kiedy się już oswoiłem z nowymi rozmiarami mojego pokoju, zacząłem dostrzegać inne aspekty brzmienia, takie jak barwa, równowaga tonalna i naturalność.
Rozpocząłem od średnicy pasma, bo – co jak co – ale to właśnie jej magia w dużej mierze działa na wyobraźnię amatorów lampowych piecyków. Także w tej dziedzinie Aeolos okazał się indywidualistą. W zasadzie średnica spełniała wszystkie kryteria lampowego brzmienia, czyli była ocieplona, wyrazista i plastyczna, ale muzyczne opowieści greckiego piecyka nieco mijały się z prawdą – trochę je koloryzował (tu się kłania Alexis Zorba) i dodawał im dramaturgii. Czynił to jednak w tak intrygujący sposób, że przymknąłem oko na odstępstwa od neutralności. Dla podkreślenia ekspresji potrafił bez wahania solidnie huknąć basem, natomiast liryczne fragmenty umiejętnie ozdabiał krystalicznym trianglem i chwytającymi za serce skrzypcami.

056 061 Hifi 12 2017 002Porządnym gniazdom
niegroźne nawet grubsze
łączówki.

No właśnie, niskie i wysokie tony w trybie triodowym w pełni odpowiadały charakterowi średnicy. Na dole pasma czułem moc, głębokie zejście i lekkie zaokrąglenie krawędzi. Na przeciwległym krańcu – czystość, dźwięczność oraz złagodzenie wyostrzeń.
Po zmianie trybu na pentodowy wyraźnie wzrosła dynamika, a brzmienie częściowo straciło swój stereotypowo pojmowany lampowy charakter. Jeśli w trybie triodowym dźwięk można by porównać do przytulaśnych nagrań Diany Krall, to w pentodowym przed mikrofonem stanęła Irene Papas z albumem „Odes”. Miejsce whisky z miodem zajęła karafka wytrawnej raki, a zamiast opowieści o miłości Aeolos snuł historie o dramatycznych dziejach Grecji i jej walce z Imperium Otomańskim, opowiadane surowym, mocnym głosem kruczowłosej aktorki i pieśniarki. I tylko od tego, czy wolicie brunetki, czy blondynki, będzie zależało, którą estetykę wybierzecie.

 

056 061 Hifi 12 2017 002Pilot jest do… spójrzcie na logo.


Konkluzja
Obok Aeolosa trudno przejść obojętnie. Jedni zwrócą uwagę na jego niecodzienną nazwę, inni na słuszne gabaryty, jeszcze inni ulegną urokowi połyskujących srebrem szklanych baniek. Pod względem brzmienia natomiast jest to współczesne wcielenie syna króla Hippotesa. Jeżeli tylko złapiecie wiatr w żagle, muzycznym podróżom nie będzie końca.

 

 

 

aeolos o

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 12/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF