fbpx

HFM

artykulylista3

 

Marantz PM-10

50 57 HIFI 09 2017 001

Po raz pierwszy Marantz pokazał serię New Reference jesienią 2016. Wzmacniacz PM-10 i odtwarzacz SA-10 zagrały w czasie Audio Video Show 2016. Prezentację prowadził Rainer Finck – długoletni współpracownik Kena Ishiwaty.

Premiera handlowa szczytowego duetu Marantza odbyła się wiosną w Warszawie. Ishiwata wziął w niej udział jako ambasador firmy, projektant i prezenter. Gościem specjalnym był ambasador Japonii, Shigeo Matsutomi, co, jak słusznie zauważył we wstępniaku Redaktor Naczelny („HFiM” 3/2017), podniosło rangę wydarzenia o kilka pięter.
Bywalcy wystaw wiedzą, że Ken Ishiwata mało opowiada o technice, a więcej o idei przyświecającej projektantom. Nawiązuje tym samym do reklamowej sentencji firmy: „Ponieważ muzyka ma znaczenie”. Tym razem mówił, że nie zawsze najdroższe komponenty dają lepsze brzmienie, a decydujące znaczenie ma ich właściwy dobór. A ponieważ jest miłośnikiem pięknych głosów i realizacji, które uchwyciły ulotną aurę nagrania, te aspekty u Marantza stoją zawsze na pierwszym miejscu.

 

Historia firmy jest związana z jej założycielem, Saulem B. Marantzem, urodzonym w 1911 roku na Brooklynie. Melomana i bywalca koncertów nie zadowalało brzmienie, popularnych wówczas zestawów, złożonych z radia i gramofonu. Postanowił zbudować urządzenie, które zaoferowałby mu lepszy dźwięk.  Ze swojego samochodu Mercury rocznik 1940 wymontował radio, którego w czasie jazdy i tak nie słuchał. W piwnicy swojego domu na Kew Gardens wykorzystał jego elementy do zbudowania… przedwzmacniacza. Efekt tak mu się spodobał, że postanowił opracować wersję komercyjną. Tak w 1952 roku powstał monofoniczny preamp Audio Consolette. Rok później Saul założył firmę, po czym sto urządzeń z logiem Marantza na złocistej przedniej ściance opuściło piwnicę.

50 57 HIFI 09 2017 002Zatrzęsienie płytek i elementów,
ale porządek – wzorowy


Były to pierwsze lata płyt długogrających, których brzmienie dawało się znacząco poprawić poprzez odpowiednie wyrównanie charakterystyki pasma. Audio Consolette oferował aż 36 ustawień, stosowanych przez ówczesne wytwórnie. Był to także czas wojny formatów: 33 1/3 kontra 45 obrotów na minutę (RPM). Powodzenie przedwzmacniaczy zaskoczyło samego konstruktora, który wkrótce musiał przenieść firmę do osobnego budynku. W 1954 roku pojawił się przedwzmacniacz Model 1, seryjna wersja Audio Consolette, sprzedawany za około 150 dolarów, a więc całkiem drogo jak na tamte czasy. Następnie dołączyła do niego monofoniczna końcówka mocy Model 2, zaprojektowana przez świeżo pozyskanego inżyniera Sydneya Smitha.

50 57 HIFI 09 2017 002Zatrzęsienie płytek i elementów,
ale porządek – wzorowy


Przełomowych produktów Marantz miał wiele. W 1958 roku pojawiły się płyty stereofoniczne, więc Audio Consolette przeobraził się w Stereo Console. Potem zastąpił go Model 7, który (najpierw w wersji lampowej, a następnie tranzystorowej) okazał się hitem amerykańskiej firmy. Właśnie Model 7 zauroczył młodego Kena Ishiwatę, który u przyjaciela swego ojca usłyszał płytę Julie London. Właściwie to zauroczył go naturalny głos Julie, ale – jak wyjaśnił posiadacz sprzętu i płyty – była to zasługa Modelu 7.
Stereofoniczna końcówka mocy Model 8, tuner Model 10B i tenże preamp są najbardziej poszukiwanymi przez kolekcjonerów urządzeniami vintage. Ich ceny nieustannie rosną.

50 57 HIFI 09 2017 002Elegancja w każdym calu.


Ale nie to jest powodem wysokich cen, jakie firma ustaliła na nowy wzmacniacz PM-10 i odtwarzacz SA-10. Oba wskoczyły na szczyt oferty Marantza i zyskały miano New Reference. Zanim uznanie zdobyły odtwarzacze CD projektu Kena Ishiwaty, Marantz słynął właśnie ze wzmacniaczy w wersjach zintegrowanych i dzielonych.
Jak zapowiedział Ken Ishiwata, seria 10 pozostanie na szczycie katalogu przez wiele lat. Teraz firma skupi się na niższych modelach.

50 57 HIFI 09 2017 002Głośniki wypadną
z obudowy, jeśli wykręcimy
śruby z tyłu kolumny


Budowa
Wygląd wzmacniacza składa nabywcy obietnicę solidności wykonania i elegancji, połączonych z nowoczesną linią. Subtelny rys ekstrawagancji przejawia się w niebieskim podświetleniu centralnej części przedniej ścianki.
Od kilku lat Marantz stawia na jednolite wzornictwo i niewiele zmienia w kolejnych modelach. I te droższe, i te tańsze wyglądają podobnie; różnią się tylko detalami. PM-10 zachował charakterystyczne okrągłe okienko na froncie. Wcześniej znajdował się w nim wskaźnik temperatury końcówki mocy, podświetlany żaróweczką. Następnie żaróweczkę wymieniono na żółtą diodę, która z czasem zmieniła kolor na chłodny niebieski. Taką też zastosowano w PM-10.
Wyświetlacz LCD pokazuje informacje o wybranym wejściu i poziomie sygnału w decybelach. Przy korzystaniu z pilota pojawią się inne wskazania, jak np. balans czy parametry wejścia gramofonowego.

50 57 HIFI 09 2017 002Transformator Bando
i cewki filtrujące w zasilaniu.


Diody świecące w tym samym kolorze co display umieszczono także w podcięciach na przedniej ściance. Gdyby komuś przeszkadzały, może je wyłączyć.
Z prawej strony znajduje się pokrętło sterujące potencjometrem głośności MAS6116 firmy Micro Analog Systems. Umożliwia on płynną regulację w zakresie 0-100 dB w krokach co 0,5 dB. Takie samo pokrętło po lewej to wybierak wejścia. Oba nie mają skali, więc obracając trzeba obserwować informacje na wyświetlaczu. Centralnie umieszczono główny włącznik zasilania, a obok wyjście słuchawkowe 6,3 mm (duży jack).

50 57 HIFI 09 2017 002W pokrywie zamontowano siatki
ułatwiające odprowadzanie ciepła.


Obudowa składa się z grubych, odlewanych płyt aluminiowych. Znaczną część pokrywy zajmują kwadratowe wentylatory z grubej siatki. Podklejone cienkim filcem nóżki odlano z aluminium.
Na tylnej ściance widać dwa liniowe wejścia XLR i cztery RCA. To przeznaczone dla CD jest większe i wykonane z rodowanej miedzi. Pozostałe też nie wyglądają przeciętnie i są solidne. Dodatkowa pętla umożliwia np. podłączenie magnetofonu. Jest także wejście RCA bezpośrednio do końcówki mocy (power amp in). Szkoda, że nie zdublowano go XLR-ami.
Z myślą o użytkownikach gramofonów Marantz wyposażył PM-10 w wejście MM/MC. Tu również wykorzystano rodowane gniazda RCA, takie jak w CD. Rodzaj wkładki (MM, MC Low, MC High) wybieramy z pilota. Wzmacniacz jest dostarczany z zatyczkami: wejścia gramofonowego i wejścia do końcówk mocy. Pozwalają zredukować przenikanie zakłóceń i szumów EMI/RFI.

50 57 HIFI 09 2017 002Pokrętło potencjometru
nie ma skali.


Tylną ściankę zrobiono z galwanizowanej miedzi, co zapewnia trwałość na dziesiątki lat. Miedź cieszy oko przy podłączaniu do wzmacniacza sprzętu i kolumn, ale – co ważniejsze – jest najlepszym ekranem, chroniącym obwody wewnętrzne przed wpływem niepożądanych pól elektromagnetycznych.
Terminale głośnikowe zdublowano, co ułatwia bi-wiring. Ich konstrukcja jest własnym opracowaniem Marantza. Wykonane z czystej miedzi SPKT-100+, przyjmują banany, widełki i gołe przewody.
Na tylnej ściance umieszczono także gniazda Remote Control. Służą do przesyłania komend pomiędzy komponentami Marantza, tak aby zestaw można było włączyć i wyłączyć jednym przyciskiem. Przełącznik stereo/bi-amping zmienia tryb pracy końcówki mocy. Gniazda F.C.B.S. (Floating Control Bus System) pozwalają połączyć do czterech wzmacniaczy Marantza i zbudować w ten sposób system wielokanałowy.

50 57 HIFI 09 2017 002Kręcąc pokrętłem wyboru wejścia,
trzeba obserwować wyświetlacz


Po zdjęciu pokrywy doznajemy zawrotu głowy od liczby podzespołów, ale po chwili uspokaja nas porządek i konsekwencja w rozmieszczeniu licznych płytek. PM-10 to cztery wzmacniacze w konfiguracji zmostkowanej albo, inaczej mówiąc, cztery monobloki i zbalansowany preamp, zamknięte we wspólnej obudowie. Jako że wzmacniacz jest w pełni symetryczny (od wejść do terminali głośnikowych), układy zostały zdublowane. Zasilanie jest mocno rozbudowane. Dla przedwzmacniacza przewidziano toroidalny transformator specjalistycznej malezyjskiej firmy Bando. Końcówki mocy korzystają z czterech odrębnych zasilaczy impulsowych. Dodatkowo prąd z gniazda IEC jest wstępnie filtrowany przez dwie duże cewki toroidalne.

50 57 HIFI 09 2017 002Wyświetlacz.


Wzmacniacz dysponuje wysoką mocą nominalną: 2 x 200 W przy 8 omach, którą podwaja przy spadku impedancji obciążenia do 4 omów. Stopień końcowy pracuje w klasie D.
Rama wzmacniacza, do której przymocowano płytki drukowane, została pokryta miedzią. Układy są rozdzielane ekranami z blachy miedzianej. Ścieżki na płytkach wyjściowych, jak również zasilania, mają podwójną grubość.
W przedwzmacniaczu liniowym zastosowano moduły HDAM SA3 (Hyper Dynamic Amplifier Module). Osobne układy HDAM SA3 pracują w przedwzmacniaczu korekcyjnym. HDAM powstały w wyniku niezadowolenia inżynierów Marantza ze wzmacniaczy operacyjnych, oferowanych przez masowych producentów. Nie mogąc uzyskać z nich oczekiwanej jakości, postanowili zaprojektować własne. W torze sygnałowym znajdziemy ponadto kondensatory Elna Silmic i Elna Cerafine, jak również rezystory typu MELF (bez wyprowadzonych połączeń), wymagające specjalnego lutowania, ale zdaniem projektantów – trwalsze.

 

50 57 HIFI 09 2017 002A może odtwarzacz
do kompletu?


W zestawie otrzymujemy pilot RC004PMCA. Jest ciężki i dobrze leży w dłoni. Przyciski są dokładnie opisane, więc nawet bez czytania instrukcji obsługi można się zorientować, do czego służą. Ten sam sterownik służy do obsługi odtwarzacza SA-10. Umożliwia m.in. wybór trybu Purest, który prowadzi sygnał najkrótszą drogą. Odłączony zostaje wtedy wzmacniacz słuchawkowy, wyjście oraz obwód wykrywający brak sygnału po określonym czasie i przełączający wzmacniacz w stan czuwania. W czasie odsłuchów PM-10 pracował w trybie Purest.

50 57 HIFI 09 2017 002Miło popatrzeć na miedziowaną płytę tylną.


Konfiguracja
Do redakcji dotarł PM-10 w kolorze szampana, choć można wybrać również czarny. Wzmacniacz był już wygrzany i brzmienie nie zmieniło charakteru przez cały czas testu. Sygnał dostarczał odtwarzacz CD/SACD Marantz SA-10. Początkowo korzystałem z kolumn Monitor Audio Gold 300, a następnie - z Tannoyów Monitor Gold Lancaster.

50 57 HIFI 09 2017 002Miedziane terminale głośnikowe SPKT-100+ to oryginalna
konstrukcja Marantza.


Wrażenia odsłuchowe
Duet PM-10 i SA-10 prezentował dźwięk neutralny, muzykalny i pełen  ekspresji. Do głowy przychodziło mi określenie „dźwięk tak żywy, jak w naturze” i dopiero podłączenie innego odtwarzacza SACD i wysokiej klasy DAC-a pozwoliło zorientować się, jaki charakter ma brzmienie PM-10, kiedy nie współpracuje z firmowym źródłem sygnału. Mógłbym powtórzyć te same superlatywy, zaznaczając jednak, że Marantz obnaży każdą słabość partnerów. Nie jest stworzony do tuszowania niedoskonałości, a do eksponowania tego, co  najważniejsze. A cóż to jest? Niektórzy nazywają tę cechę „muzykalnością”, ale to worek, do którego można zmieścić wszystko. Określiłbym to raczej jako płynność i spójność dźwięków, składających się na melodię, czy powtarzane w określonej sekwencji akcenty, tworzące rytm.

50 57 HIFI 09 2017 002Przełącznik trybu pracy
stereo/bi-amping oraz złącza
sterowania systemowego.


Muzyczne wydarzenie rozgrywa się w przestrzeni kreowanej przez realizatora. Oczywiście, jeden będzie dbał o odwzorowanie sytuacji w studiu lub na scenie, inny stworzy ją na nowo na konsolecie, korzystając z własnej wyobraźni.
PM-10 rysuje scenę ostrą, wyrazistą kreską, a przy tym dba o harmonię. Mocy wystarcza, by nawet trudne do wysterowania kolumny zaśpiewały pełnym głosem i z rytmicznym przytupem. Nie miałem akurat pod ręką prądożernych zestawów, ale testowany na pokazie Marantz swobodnie sobie radził z wymagającymi Elipsami Sonus Fabera.


Jako że Ken Ishiwata jest miłośnikiem żeńskich głosów, sięgnąłem po mój ulubiony – Dianę Krall w zróżnicowanym zestawie „The Very Best Of”. Już w pierwszej minucie otwierającego CD utworu „’s Wonderful” zadałem sobie pytanie, dlaczego wcześniej nie słyszałem tylu niuansów z perkusjonaliów, zawieszonych półtora metra nad podłogą. Przecież brzmią tak wyraźnie, że nie mogło ich tam wcześniej nie być. Odpowiedź nasunęła się już po chwili. To PM-10 w połączeniu z SA-10 wydobywa z muzyki detale, które wcześniej pozostawały zamaskowane. Łagodna fala orkiestry smyczkowej nie zalewa ich, lecz tworzy spójne tło. Można by się obawiać, czy tak precyzyjnie działający wzmacniacz nie zacznie eksponować sybilantów, ale o tym pomyślał już realizator, Al Schmitt, który ustawił przed Dianą jakiegoś starego Neumanna z osłoną.

50 57 HIFI 09 2017 002Zatyczki wejść Phono
i Power Amp In chronią
przed zakłóceniami EMI/RFI.


W drugim utworze – „Peel Me A Grape” – ważną rolę odgrywa kontrabas. Brzmi tak sugestywnie, że chciałoby się samemu szarpnąć strunę. Delikatne akordy gitary elektrycznej w tle nie konkurują z fortepianem, którego akordy wybrzmiewają tak naturalnie, jakby potężny steinway stał w moim pokoju.
Koncert Patricii Barber, utrwalony na płycie „Companion”, wprawił mnie w prawdziwą ekstazę. Tym razem nie chodzi jednak o głos, ale o wieloplanową warstwę instrumentalną, która, jak na mały klub The Green Mill w Chicago, okazała się imponująca. Fortepian, organy Hammonda, kontrabas, gitara i instrumenty perkusyjne wprost wyskakiwały z Tannoyów Monitor Gold. Świetny kontrabas to zasługa kontroli głośników, jaką zapewnia wzmacniacz. Jego konturowość, rozciągnięcie i zróżnicowanie niskich dźwięków z pudła, jak i z Hammonda, skłoniły mnie do kilkakrotnego przesłuchania albumu w ciągu trzech tygodni testów.

50 57 HIFI 09 2017 002Pilot ciężki i ergonomiczny


Intymna bliskość Melody Gardot byłaby wręcz nieznośna, gdyby nie moje uwielbienie dla jej matowego głosu i interpretacji utrwalonych na płycie „My One And Only Thrill”. Majstersztyk aranżacji utworu „Who Will Comfort Me” z udziałem instrumentów dętych, gitar i męskiego chórku umiejscowił wokalistkę na tle takiego bogactwa barw i detali, że tylko charyzma wokalistki uchroniła ją przed dominacją instrumentów. Zachwycająca trąbka z tłumikiem uzmysłowiła mi, jakie tajemnice skrywa jeszcze płyta kompaktowa.


Czy słuchanie SACD i plików Hi-Res to doznanie jeszcze głębsze? Niekoniecznie, bo wszystko zależy od realizacji. Te najlepsze przeniosą nas w stan nirwany; słabsze będą o tyle angażujące, o ile taka jest muzyka. Marantz PM-10 tylko eksponuje zalety. A jeśli na płycie ich nie ma? Pozostaje  wzmacniaczem pewnie kontrolującym wszystkie aspekty brzmienia i eksponującym naturalność. Jest przy tym dynamiczny i ekspresyjny. Słowem: żwawy samuraj z Kraju Kwitnącej Wiśni.

50 57 HIFI 09 2017 002Elegancja w każdym calu.


Konkluzja
Topowy Marantz gwarantuje „Real Sound of Music” – chciałoby się sparafrazować tytuł musicalu. Zestawy pre-power będą miały twardy orzech do zgryzienia, zwłaszcza w aspektach precyzji i muzykalności. Przed okrzykiem „Okazja!” powstrzymuje mnie tylko cena.

 

 


 

Marantz PM 10 o

 

 

 

 

 



Janusz Michalski
Źródło: HFM 09/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF