fbpx

HFM

artykulylista3

 

Accustic Arts Tube Preamp II Mk2 i AMP I Mk2

2025 2015 06 05
Accustic Arts jest marką stosunkowo młodą, gdy ją porównać z takimi wytwórniami zza naszej zachodniej granicy, jak Burmester czy MBL. Pierwsze produkty zaprezentowała w roku 1997.

Jej właściciele – Fritz, Martin i Steffen Schunk – pomimo technicz nego wykształcenia deklarują, - że najważniejsza jest dla nich muzyka. Z miłości do niej założyli firmę Schunk Audio Engineering GmbH, do której należy Accustic Arts. W aktualnej ofercie znajdziemy wzmacniacze zintegrowane, przedwzmacniacze, końcówki mocy oraz odtwarzacze CD i przetworniki c/a w trzech seriach: Evolution, Top i Reference. Wszystkie produkty Accustic Arts są projektowane i ręcznie montowane w Niemczech.



Recenzowane dziś urządzenia pochodzą z różnych serii: końcówka mocy AMP I Mk2 – z Top, a przedwzmacniacz Tube Preamp II Mk2 – z Reference. Przyczyna jest prosta – w linii Top nie ma przedwzmacniacza.

Przedwzmacniacz Tube Preamp II
Tube Preamp II wygląda atrakcyjnie. Obudowę wykonano z grubych płyt aluminiowych, poskręcanych śrubami imbusowymi, których łby pochowano w wyfrezowaniach. Na przedniej ściance, także aluminiowej, widać chromowane logo firmy. Po jego obu stronach znalazły się dwa przyciski. Pierwszy załącza wzmacniacz słuchawkowy, odłączając jednocześnie wyjście liniowe. Drugi okazuje się… maskownicą wyjścia słuchawkowego. Są też dwie duże gałki. Lewa to wybierak źródła; prawa – regulator głośności.
Poniżej loga widać trzy diody oraz dwa przyciski. Patrząc od lewej, są to:  standby (odłączający zasilanie lamp), detektor podczerwieni pilota, diody sygnalizujące pracę urządzenia i odwrócenie fazy o 180 stopni oraz przycisk załączający tę ostatnią funkcję. Górną ściankę zdobi otwór wentylacyjny w kształcie symbolu lampy próżniowej, zabezpieczony siatką. Tylna ścianka obfituje w gniazda. Znajdziemy tam trzy wejścia XLR, dwa RCA, wyjście do urządzenia nagrywającego oraz przelotkę do kina domowego, omijającą regulację głośności. Wyjścia to dwa RCA i dwa XLR. Ostatni element to gniazdo zasilania IEC, zintegrowane z głównym włącznikiem oraz bezpiecznikiem.

Układ elektroniczny zmontowano na jednej dużej płytce, do której przymocowano niewielki laminat z czterema lampami (podwójne triody E83CC/12AX7). Układ wzmacniający jest zbalansowany i pracuje w klasie A. Do regulacji głośności wykorzystano poczwórny potencjometr Alpsa, napędzany silniczkiem.

2025 2015 06 01


Zasilacz oparto na dwóch ekranowanych transformatorach toroidalnych o mocy 75 VA każdy. Wszystkie podzespoły użyte do budowy są dobierane i parowane, ze szczególnym uwzględnieniem lamp. Accustic Arts poleca bańki ze współczesnej produkcji, jako powód podając problemy z dostępnością odpowiednio dobranych NOS-ów.
Ciekawostką jest fakt, że wyjścia z przedwzmacniacza są różne – zarówno w wersji zbalansowanej i niezbalansowanej mamy jedno wyjście sprzężone napięciowo i jedno prądowo. Producent ma pewne sugestie dotyczące wyboru, ale radzi też eksperymentować, bo każde z nich gra nieco inaczej (choć są to zmiany subtelne).

Wzmacniacz mocy AMP I
Końcówka mocy AMP I jest nieco wyższa i głębsza od przedwzmacniacza, ale niewiele cięższa. Tak jak w preampie, zastosowano front z grubego aluminium, jednak góra i boki są już z blachy. Na przedniej ściance, oprócz chromowanego logo, znajdziemy jedynie trzy diody – informującą o pracy urządzenia oraz sygnalizujących przeciążenie danego kanału.
Na tylnej ściance ulokowano tylko to, co zdaniem producenta niezbędne. Do wyboru wejścia XLR lub RCA służy niewielki przełącznik. Wyjścia głośnikowe to solidne terminale, przyjmujące każdy rodzaj końcówek. Znajdują się bardzo blisko gniazda zasilania (IEC z włącznikiem), co może utrudnić podłączenie, jeśli stosujemy naprawdę grube przewody.
Zasilanie dostarcza ekranowany transformator toroidalny o mocy 600 VA. Łączna pojemność kondensatorów filtrujących wynosi 80000 µF. Osiem wyjściowych tranzystorów MOS-FET przymocowano do solidnego radiatora. Jest na tyle duży, że zapewnia odpowiednie chłodzenie nawet w trakcie długiego odsłuchu z wysokim poziomem głośności.
Oba urządzenia są dostępne w kolorze naturalnego aluminium albo, za dopłatą, w czerni.
Krzysztof Kalinkowski

aatp o1

Wszystkie moje dotychczasowe kontakty z produktami Accustic Arts dotyczyły źródeł – napędu CD oraz DAC-a. Spotkania te były przyjemne, ponieważ urządzenia grały spójnie i miło dla ucha. Perspektywa odsłuchu innych elementów z logo niemieckiej manufaktury bardzo mnie ucieszyła.
Po podłączeniu wzmacniacza zapewniłem mu kilka godzin rozgrzewki. Już wtedy wychwyciłem pierwsze pozytywne sygnały. Nawet grając w tle, muzyka brzmiała wciągająco.
Poważne odsłuchy rozpocząłem od repertuaru, który nadzwyczaj dobrze ilustruje, co się dzieje w niskich rejestrach. Jest to dla mnie szczególnie istotne w przypadku wzmacniaczy, ponieważ kolumny B&W 804S nie są łatwym obciążeniem i z nie dość wydajnym piecem łatwo tracą kontrolę nad niskimi zakresami.

2025 2015 06 01


Tym razem niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Niemiecki zestaw pokazał bas wypełniony, mięsisty, ale też zwinny i konturowy. Pomruki z płyt Nilsa Pettera Molvaera trzepotały nogawkami, a syntetyczny podkład z albumu Chrisa Cornella zatrzymywał oddech. Jednocześnie każdy dźwięk był wyraźny. Dotychczas takie wyczyny słyszałem ze znacznie droższymi konstrukcjami, jak monobloki Moona czy Corus i 625 Jeffa Rowlanda. Accustic Arts znalazł się bardzo blisko tego poziomu. Na dodatek z B&W radził sobie lepiej niż mój własny wzmacniacz…
W czasie słuchania trudno było się skupić tylko na jednym aspekcie brzmienia. To dla mnie sygnał, że muzyka jest przez urządzenie traktowana poważnie. To, co dobiegało z głośników, powodowało, że przestawałem się koncentrować na ocenie, a zaczynałem słuchać dla przyjemności. Dla recenzenta nie jest to dobre, ponieważ wydłuża czas przygotowania tekstu. Trudno się jednak temu oprzeć. Accustic Arts wciągał mnie w tworzony przez siebie spektakl, niezależnie od tego, czy słuchałem „Dziewczyny z Ipanemy”, czy Black Sabbath.
Przeciwległy skraj pasma był równie dobry jak bas. Wysokie tony przenosiły mnóstwo energii i informacji, choć nigdy nie działo się to w oderwaniu od reszty pasma. Płyta Anny Marii Jopek „Jasnosłyszenie”, która zdradza tendencje do eksponowania sibilantów, zabrzmiała rewelacyjnie; ostro, gdzie trzeba, i spokojnie, lirycznie w innych momentach. Nierozerwalnie z tą częścią pasma są związane przestrzenność oraz rozdzielczość. W obu dyscyplinach Accustic Arts radzi sobie znakomicie.
Nie mogłem się powstrzymać przed posłuchaniem mojego ulubionego nagrania Dire Straits „You and Your Friend” z albumu „On Every Street”. Ta kompozycja, z „rozmową” gitary elektrycznej i dobro, idealnie się nadaje do oceny wybrzmień, rozdzielczości i spójności. Niemiecki wzmacniacz wszystkie testy zdał celująco. Było słychać każde trącenie strun gitary, rezonans dobro, każdy niuans, a przy tym cały czas najważniejsze pozostawały emocje wygrane i wyśpiewane przez Marka Knopflera. Utwór odtwarzałem w pętli chyba przez godzinę. Nie mogłem się od niego oderwać.

2025 2015 06 01


O scenie stereofonicznej można się wypowiadać w samych superlatywach. Jest szeroka i głęboka, z pierwszym planem cofniętym w stosunku do bazy i wyraźnie zarysowaną głębią.
Jak na zestaw z lampowym przedwzmacniaczem przystało, średnica jest wypełniona i rozdzielcza. Lampy Tube Pre II dodają do brzmienia magię i doświetlają wokale, ale dzieje się to bez popadania w przesadę. Niektóre wzmacniacze lampowe polewają muzykę ciepłym syropem. Accustic Arts jest pod tym względem inny. Na pierwszy rzut ucha można by stwierdzić, że to tranzystor, bo jest dokładny i szybki. Dopiero po chwili udaje się w dźwięku wyłuskać zawartość pierwiastka lampowego.
Po rozdzieleniu obu urządzeń okazuje się, że o charakterze basu decyduje w znacznej mierze końcówka mocy, zaś pozostała część pasma to głównie zasługa przedwzmacniacza. Dlatego oba elementy najlepiej zabrzmią w fabrycznym zestawieniu. Mnie osobiście bardzo się ono spodobało, szczególnie że trzymało na krótkiej smyczy niełatwe przecież kolumny. Nie bez znaczenia jest także fakt, że oba urządzenia bardzo dobrze się prezentują.
Jeżeli ktoś poszukuje dobrego wzmacniacza na długie lata, powinien koniecznie posłuchać kompletu Accustic Arts. Ten zestaw poradzi sobie z większością głośników, z każdym repertuarem i – co nie mniej istotne - gra równie wciągająco głośno, jak i cicho.
Krzysztof Kalinkowski

aatp o12

Po raz pierwszy miałem przyjemność posłuchać produktów Accustic Arts. Tak, zdecydowanie była to przyjemność. Zarówno wygląd, jak i dźwięk niemieckich urządzeń przypadły mi do gustu.
Szczególnie zafascynowała mnie końcówka mocy AMP I, która zaprezentowała wyrafinowanie, gładkość i wyjątkową czystość dźwięku. To cechy spotykane niezbyt często – przejrzystość wolna od szorstkości. Ta ostatnia zwykle towarzyszy sprzętom stawiającym na dokładność przekazu. Dużo łatwiej jest o urządzenia z dźwiękiem wypełnionym, przyciemnionym czy też łagodzącym sybilanty. Pastelowa barwa wydaje się bardziej strawna dla większości odbiorców. Problem w tym, że zwykle prowadzi to do maskowania detali zawartych w nagraniu.
Accustic Arts potrafi łączyć ogień z wodą; brzmi miło i bardzo detalicznie zarazem. Przyjemność słuchania nie bierze się ze sztuczek, lecz z bezkompromisowego podejścia do czystości oraz dynamiki, zarówno tej w mikro-, jak i w makroskali.
Wysokie tony natychmiast przyciągają uwagę. Dzwonki, dźwięki talerzy, trójkąta i innych instrumentów operujących w górze pasma brzmią naturalnie i ujmująco. Dźwięczność połączona z gładkością daje efekt zbliżony do tego, co możemy usłyszeć na koncertach akustycznych. W domowych systemach często brakuje wybrzmień. We wzmacniaczu Accustic Arts wszystko okazuje się naturalne i niewymuszone. Zastanawiałem się, co powoduje tę niezwykłość brzmienia. Dopiero powrót do urządzeń odniesienia pomógł znaleźć odpowiedź. To brak podbarwień i swoboda oddawania impulsów.

2025 2015 06 01


Średnie tony płynnie się przenikają z pozostałą częścią pasma. Można docenić cechy takie jak czarne tło, nieskrępowana dynamika czy szlachetność. Wokaliści mieli naturalny tembr głosu, brzmieli bardzo czytelnie. Efekt ten opisuje się jako zdjęcie koca z kolumn. Zollery z Audionetem uważam za przejrzyste, jednak to, co się stało po wpięciu Accustic Arts, było zmianą spektakularną.
Niskie tony to rytm i znakomite oddanie skoków dynamiki. Oba aspekty w wykonaniu Accustic Arts przypominały to, co można usłyszeć z monobloków Krella 402 Evo. Nie ma sensu rozwijać opisu niskich tonów. Wszystko było na swoim miejscu; zebrane i plastyczne, z pięknym zejściem w dół.

Scenę cechowała naturalna wielkość, a ustawienie instrumentów nie budziło wątpliwości. System z elektroniką Audioneta cechowała odrobinę większa szerokość i głębia, za to mniejsza precyzja źródeł pozornych. Nie były to wielkie różnice, jednak zauważalne. Wokół instrumentów znajdowało się sporo powietrza, choć tutaj wzmacniacze w pełni lampowe mają czasami więcej do pokazania.
Niemieckich urządzeń słuchałem w duecie, ale także osobno. Przedwzmacniacz brzmi neutralnie, mimo że przecież zastosowano w nim lampy. Gdybym nie wiedział, że tam są, prawdopodobnie bym się nie zorientował. Z kolei końcówka mocy AMP I w głównej mierze odpowiadała za spektakularny efekt rześkości i czystości dźwięku. Co tu kryć, zauroczyła mnie jak rzadko co. Jeżeli dysponujecie wystarczającym budżetem, to koniecznie sprawdźcie ten wzmacniacz w swoim systemie. Jest kapitalny! Czy bez wad? Dźwiękowo niemal tak. Użytkowo – poćwiartowałbym projektanta, który umieścił terminale głośnikowe w bezpośredniej bliskości gniazda zasilania…
Robert Trzeszczyński

 



 

acousticartsamp o




Pobierz ten artykuł jako PDF