fbpx

HFM

artykulylista3

 

Baltlab Epoca 1 V3

batlab
Gdańską _firmę Baltlab założyli w 1999 r. Ryszard Kozłowski i Gerard Wiśniewski. Pierwszą konstrukcją Laboratorium Techniki Zbalansowanej była produkowana do dziś Epoca 1.


Aktualnie dostępny wzmacniacz nic jest jednak taki sam jak egzemplarze z pierwszej serii. W ciągu czterech lat dokonano kilku modyfikacji, w wyniku których powstała wersja Epoki I oznaczona jako „V3". Konstruktor uznaje ją za ostateczną, przynajmniej jeżeli chodzi o stronę układową. W planach jest już jednak Epoca wyposażona w zdalne sterowanie i wejście XLR.

 

 
 

Druga modyfikacja jest o tyle godna zainteresowania, że pomimo wyposażenia w wejścia niesymetryczne aktualnie produkowany Baltlab ma konstrukcję zbalansowaną. Symetryczne prowadzenie sygnału od źródła uodporniłoby go na zakłócenia i poprawiło dynamikę dzięki kasowaniu szumu. Można byłoby również pominąć symetryzator, który teraz siłą rzeczy musi się znajdować przed stopniem końcowym. Data wprowadzenia nowej wersji nie jest jeszcze znana. Wiadomo natomiast, że cena wyniesie 4000 zł. Jest to dokładnie tyle, ile Baldab kosztował przed Audio Show 2002. Od wystawy cena Epoki spadła o 20% i dziś wzmacniacz kosztuje 3200 zł. Co otrzymamy za tę cenę? Popatrzmy.

Budowa
Z zewnątrz. Epoca I prezentuje się raczej skromnie, ale widać że samo wykonanie jest solidne. Panel przedni to 8mm bloczek szczotkowanego aluminium. Wzmacniacz jest dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych — srebrnej i czarnej. Wyposażenie jest skromne, by nie powiedzieć: minimalistyczne. Trzy pokrętla służą do: wyboru źródła, włączenia i regulacji głośności. Nie ma osobnego selektora do nagrywania, gniazda słuchawkowego, ani też wspomnianego wcześniej zdalnego sterowania. Epoca I V3 robi wrażenie urządzenia świadomie pozbawionego dodatków, choćby nawet praktycznych, i skierowanego do purystycznego odbiorcy. Wrażenie to pogłębia surowe, niemal techniczne wzornictwo przedniej ścianki
i widoczny w lewym dolnym rogu napis: dual mono amplifier. Układ gniazd głośnikowych na tylnej ściance również sugeruje, że mamy do czynienia z dwoma monofonicznymi wzmacniaczami włożonymi do wspólnego pudełka. Terminale umieszczono blisko zewnętrznych krawędzi, w bezpośrednim sąsiedztwie radiatorów chłodzących końcówki mocy. Same gniazdka nie zachwycają jakąś szczególną solidnością — są to standardowe komponenty ze złoconymi śrubami i plastikowymi nakrętkami. Akceptują dowolny :rodzaj wtyku, jak również gole przewody o sporej średnicy. Problemem jest natomiast ustawienie ich w pionie. O ile dysponujemy przewodami z końcówkami bananowymi, nie ma to specjalnego znaczenia, kłopoty zaczynają się jednak, kiedy chcemy zainstalować widełki. W takim przypadku pozostaje w zasadzie przykręcenie ich z boku, co w przypadku ciężkich kabli będzie powodować ich wyginanie.


Podobnie rzecz ma się z przewodami pozbawionymi izolacji. Ich dokręcenie w normalnej pozycji, czyli od dołu to prawdziwa ekwilibrystyka, a poza tym istnieje spore ryzyko przypadkowego zwarcia. Lepiej było zostać przy orientacji horyzontalnej, tym bardziej, że spokojnie znalazłoby się miejsce. Druga uwaga dotyczy lokalizacji gniazda sieciowego. Umieszczono je bardzo blisko lewej pary gniazd głośnikowych, a w dodatku również zorientowano pionowo. Oba te czynniki powodują, że w wielu instalacjach kabel głośnikowy i sieciowy będą biec równolegle, co jest układem niekorzystnym dla dźwięku. Pole elektromagnetyczne powstające wokół sieciówki może modulować sygnał transmitowany przewodem głośnikowym i w ten sposób zniekształcać dźwięk. Korzystniej byłoby odsunąć wtyczkę IEC od wyjścia i dodatkowo ustawić ją poziomo. Sygnał byłby bezpieczniejszy, a i instalacja kabla łatwiejsza. Bolce w gnieździe sieciowym obsadzone są tak, że aby uzyskać prawidłową polaryzację, przewód gorący powinien dochodzić do górnego. Do Epoki I możemy podłączyć 4 dzid' la liniowe oraz magnetofon. Nie ma wyjścia pic out, na dodatkową końcówkę mocy, ani phono, za którym tęskni chyba coraz mniej osób. Ci którzy korzystają z gramofonu, raczej zdążyli się już zaopatrzyć w odpowiedni przedwzmacniacz. Obudowę wykonano z grubej blachy stalowej, dzięki czemu jest bardzo sztywna. Dodatkowymi wzmocnieniami są aluminiowy panel frontowy oraz przykręcane do boków radiatory, odlewane z metali lekkich. Powierzchnia radiatorów jest duża, a mimo to mocno się nagrzewają (producent podaje temperaturę 65°C). Oznacza to, że stopień końcowy pracuje z wysokim prądem spoczynkowym. W początkowym zakresie mocy możemy się cieszyć zaletami czystej klasy A. Dodatkowe otwory wentylacyjne wycięto w dnie i górnej pokrywie. Ta ostatnia nie przylega bezpośrednio do obudowy, a spoczywa na gąbkowych podkładkach, dzięki czemu obudowa nie dzwoni. Malo praktycznym pomysłem było natomiast podklejenie nóżek filcem. W jego wlaściwości tłumiące wątpić niepodobna, ale po pierwsze — krążki nie zostały da cięte idealnie, a po drugie — bardzo łatwo o przypadkowe przesunięcie wzmacniacza ustawionego na gładkiej powierzchni. Lepsze byłyby podkładki z gumy — tłumi pewnie nie gorzej od filcu, ale się nie ślizga. Jednak po zdjęciu górnej pokrywy wszelkie wątpliwości mijają jak ręką odjął. Powiedzmy to wprost — pod względem konstrukcji wewnętrznej Baltlab nie ma konkurencji w tej stawce. Wydaje się, że można pójść jeszcze dalej i stwierdzić, że gdański wzmacniacz stanowi ewenement w swojej grupie cenowej. Mamy tu bowiem do czynienia z konsekwentnie zrealizowanym układem podwójnego mono i pelnosymetryczną końcówką mocy. Zasilacz bazuje na dwóch transformatorach o mocy 200 VA. W początkowym etapie produkcji Epoki (pierwszych 5 sztuk) wykorzystywano trafa I 50VA. Później zdecydowano się na większą wersję i tak już zostało. Toroidy pochodzą z firmy Noratel; są mocowane do chassis śrubą i dociskane blaszanymi krążkami. Toroidy zajmują centralną część obudowy, dalsze sekcje zasilacza zamontowano już na płytkach monobloków mocy. Na każdej widzimy po jednym mostku prostowniczym i po dwa kondensatory elektrolityczne na 35 V o łącznej pojemności 66 000µF na kanał. W ścieżce sygnałowej widać dążenie do minimalizmu i skrócenia jej, jak to tylko możliwe.

Gniazda wejściowe z niklowanymi kontaktami są lutowane bezpośrednio w płytkę drukowaną. Załączanie wejść odbywa się za pośrednictwem wysokiej klasy przekaźników tajwańskiego Naisa. Przekaźniki wybieraka źródeł z przełącznikiem na przedniej ściance łączy komputerowa taśma, dzięki czemu sygnał nie musi pokonywać palnej głębokości obudowy. Potencjometr głośności umieszczono tuż obok selektora źródeł, a z pokrętłem na froncie łączy go aluminiowa przedłużka. Odległość między granatowym tłumikiem Alpsa a przekaźnikami to raptem parę centymetrów. Gdyby producent wybrał mniej eleganckie rozwiązanie, mogłaby się zwiększyć do ponad trzydziestu. Po tłumiku sygnał trafia do symetrywora i dalej już biegnie kablami do końcówek umieszczonych wzdłuż radiatorów. Cały układ wzmacniaczy mocy bazuje na MOSFETach. W każdym kanale stopnia wyjściowego mamy po trzy komplementarne pary tranzystorów IRF 540/ 9540 na fazę sygnału, co daje razem 24 tranzystory w stereofonicznym wzmacniaczu mocy. Układ pracuje bez globalnego sprzężenia zwrotnego, co wynika z przekonania konstruktora o brzmieniowej wyższości tego rodzaju konstrukcji. Niedogodnością, o której trzeba powiedzieć, jest stosunkowo wysoka, jak na uklad tranzystorowy, impedancja wyjściowa. Wg danych producenta wynosi ona 0,4 n, co przy zastosowaniu kolumn nominalnie 8—omoywych daje współczynnik tłumienia rzędu 20. Wartość ta jest bliższa wzmacniaczom lampowym i mimo sporej mocy i rezerwy zasilacza sugeruje uważny dobór kolumn głośnikowych. Baltlab zaleca łączenie Epoki z kolumnami „trzymającymi bas w ryzach". Osobiście doradzałbym głośniki niezbyt trudne do wysterowania, dysponujące swobodnym, ale nie wymagającym amerykańskich pieców basem. Epoca I V3 nie jest wzmacniaczem, któremu należy fundować wyczynowy tor przeszkód. Lepiej szukać kolumn w rodzaju Proaków 125, Harbethów HL5SE czy użytych w teście Audio Physiców Tempo II. Te ostatnie wysterowuje nawet 9watowa trioda singleended, a wrażenia odsłuchowe, w tym zasięg basu, potrafią zadziwić nawet doświadczonego słuchacza. Podsumowując: pod względem konstrukcyjnym Baldab wyznacza poziom nieosiągalny dla zagranicznej konkurencji w tej cenie. Pelnosymetryczny układ z zasilaczem dualmono za 3200 z1 to prawdziwy ewenement. Brak globalnej pętli sprzężenia zwrotnego nakazuje staranny dobór kolumn głośnikowych. Racjonalne w tej sytuacji wydaje się traktowanie Epoki jak mocnej, pentodowej lampy. Nie trzeba się specjalnie pieścić, ale też nie ma sensu forsować wzmacniacza.

Wrażenia odsłuchowe
Już podczas odsłuchu okazało się, że wzmacniacz dobrze się czuje w towarzystwie szybkich kable o minimalnej pojemności i impedancji. Mówiąc prościej, należy szukać okablowania o jak najmniejszych właściwościach filtrujących czy innymi słowy: maksymalnie transparentnego. Flatline Red Dawn okazał się rozwiązaniem bliskim ideału. Pewnie dlatego, że nie miałem akurat pod ręką SPMa. Można być też niemal pewnym, że dobrze się sprawdzi się Tara Labs z klasy wyższe-jśredniej — RSC Reference Gen 2, może nawet Air 3. Stanowczo odradzam natomiast kable trudne do wysterowania, przeznaczone do dużych amerykańskich końcówek mocy. Harmonie Technology, MIT, Transparent Audio, szczytowe modele Tary raczej nie będą tutaj na miejscu. W konfiguracji z Tarą Thc One, jakkolwiek nierealną ze względu na horrendalną cenę, dźwięk mial za malo swobody i otwartości. Wysokie tony byty wydelikacone, a w brzmieniu brakowało oddechu. Za to z Nordostem zagrało wprost bajecznie. Z Red Dawnem i AP Tempo II Epoca zaoferowała dźwięk co najmniej o klasę lepszy od konkurencji. Nie potrafię powiedzieć, co mnie bardziej urzekło — kultura brzmienia, czy kreacja przestrzeni. Obie cechy zostały zaprezentowane na takim poziomie, że gdyby wzmacniacz kosztował dwa razy więcej, uznałbym je za bardzo dobre. Za 3200 zl jest to dla mnie poziom wybitny i może stanowić wzorzec dla urządzeń z tego segmentu. Głębia sceny dźwiękowej w klasyce była zdumiewająca. Gdyby istniał człowiek, który nigdy w życiu nie zetknął się z orkiestrą symfoniczną, po wysłuchaniu koncertów fortepianowych Chopina w wykonaniu Krystiana Zimermana, mógłby chyba narysować plan instrumentarium i określić przybliżone odległości pomiędzy sekcjami. O takich rudymentach jak ogniskowanie pozycji fortepianu nawet nie wspominam. Było po prostu czytelne jak na dłoni. To samo dotyczy mniej licznych składów, jak chociażby małe zespoły jazzowe. Znów mamy wyraźną informację o rozstawieniu muzyków i możemy bez trudu wskazywać zmiany ich pozycji w kolejnych utworach albo dokonywane na bieżąco korekty realizatorów. Ale nie tyle dokładne odwzorowanie sceny co zobrazowanie jej akustycznych realiów jest zdaje się największą zaletą Baltlaba. Do tego poziomu ciszy i ciemnego aksamitu z tyłu przestrzeni żadna z opisywanych dzisiaj konstrukcji nawet się nie zbliżyła. Dźwięk byl spokojny, poukładany i gładki. Zawartość ciszy, a co za tym idzie — odwzorowanie mikrodynamiki na poziomie nie zawsze dostępnym za dwutrzykrotnie większe pieniądze. Być może trzeba mieć trochę szczęścia, żeby trafić w konfigurację. Warto jednak się pomęczyć, bo satysfakcja z udanego zestawienia będzie ogromna. Wzmacniacz daje tak dokładny wgląd w nagrania, a jednocześnie czyni to z taką kulturą, że niezwykle trudno oderwać się od słuchania.

Brzmienie jest pozbawione jakichkolwiek śladów ostrości nawet przy głośnym słuchaniu. I to na Nordostach, uznawanych przecież za dokładne, ale jednak trochę rozjaśnione. W dźwięku Epoki I nie ma nawet odrobiny szorstkości, a to, co dochodzi do naszych uszu, jest wyśmienicie jednorodne. Średnica ma wreszcie naturalne ciepło, które umiejętnie łączy się z przejrzystością. Może czasem brakuje jej odrobiny drapieżności
ale to zastrzeżenie byłoby na miejscy, gdybyśmy mieli do czynienia ze znacznie droższym urządzeniem. W tej cenie tak okrągłe, a zarazem jędrne i witalne wokale zdarzają się wyjątkowo rzadko. A Baltlab nie dość, że potrafi je tak zaprezentować, to jeszcze niby od niechcenia osadza je w wiarygodnej akustyce Zazwyczaj przy opisie komponentów w tym zakresie ceny nawet nie poruszam tak subtelnych kwestii. Epoka I V3 maluje dźwiękowe obrazy tak wyraźnie i zwiewnie zarazem, że po prostu nic sposób pominąć ich milczeniem. Bas pozostaje po miękkiej stronie neutralności. Zastrzeżeń nie budzi ani jego rozpiętość, ani barwa. Jeżeli chodzi o energię i kontrolę Cayin 220Ci potrafił na pewno więcej. Tam niskie tony były bardziej motoryczne i naładowane energią. Tutaj są delikatniejsze, co nie powoduje jakiegoś dyskomfortu, ale nie ulega wątpliwość, że można lepiej. Bas nie jest tu supergwiazdą. Pełni raczej rolę funkcyjną — buduje stabilny fundament, na którym będą się rozgrywać muzyczne zdarzenia.

Konkluzja
Batlab czuje muzykę i potrafi ją zaprezentować z ogromną kulturą i wdziękiem. Barwa jest gładka, średnica naturalnie ciepła, a w przestrzeni wreszcie widać czarny welwet i słychać ciszę. Albo powiem krótko: pozamiatane. Gorąco polecam.
 




 



 

2875 12

2875 12

2875 12

 


Źródło: Hi-Fi i muzyka 03/2003

Pobierz ten artykuł jako PDF