fbpx

HFM

artykulylista3

 

Cambridge Audio Azur 650A

57-69 12 2009 CambridgeAudioAzur650A 01W ubiegłym roku Cambridge Audio obchodziło 40. urodziny. Dowiedziałem się tego z... karteczki przymocowanej do płytki drukowanej.

Przez te lata firma pozostawała wierna swemu podstawowemu założeniu, by stosować możliwie najlepsze komponenty. Jeżeli dodamy do tego, że urządzenia oferowano w przystępnych cenach,

łatwo zrozumieć podstawy sukcesu. Reputację CA ustaliły już w latach 70. wzmacniacze z serii P, a w 80. – udane i nadal tanie odtwarzacze CD, w tym konstrukcja dzielona, osadzona w segmencie zintegrowanych produktów konkurencji. Obecnie firma korzysta z dobrodziejstwa najnowszych technologii, ma nowoczesne linie montażowe, ale pozostaje wierna wysokim standardom małych audiofilskich manufaktur.

Budowa
Wystarczy jedno spojrzenie na zdjęcia, by zrozumieć, że za 2349 zł otrzymujemy bardzo dużo. Zarówno staranność wykonania, jak i klasa podzespołów nie pozostawiają pola do krytyki. Płyta czołowa to szlifowane aluminium. Całą obudowę wykonano z metalu, a wzornictwo przypomina klasyczne rozwiązania z lat ubiegłych. Dla mnie to zaleta, bo nie lubię eksperymentów. Zwykle powodują, że sprzęt starzeje się szybciej, niż zdążymy się nim nacieszyć.
Na froncie znajdziemy sporo przycisków i pokręteł. Największe to regulacja głośności. Po jego lewej stronie znajduje się dwupunktowy korektor barwy, z prawej – balans. Wybór źródła rozwiązano za pomocą rzędu przycisków z małymi diodami. Myślę, że bardziej elegancko prezentowałaby się kolejna gałka, ale to już subiektywna opinia, oczywiście pochopna i krzywdząca. Wzmacniacz współpracuje tylko z urządzeniami o liniowym poziomie sygnału.
Aby posłuchać czarnych płyt, należy się zaopatrzyć w zewnętrzny przedwzmacniacz.

57-69 12 2009 CambridgeAudioAzur650A 02     57-69 12 2009 CambridgeAudioAzur650A 03

Do dyspozycji dostajemy także gniazdo słuchawkowe i koszmarnie „nieaudiofilskie”, choć entuzjastycznie przyjmowane przez młodzież wejście „MP3 in”. Konserwatystów ucieszy za to przycisk „direct”, odłączający regulacje i skracający drogę sygnału.
Wyłącznik sieciowy przeniesiono do tyłu, w okolice gniazda IEC. Obok znajdują się dwa komplety zacisków kolumnowych. Umieszczono je bardzo blisko siebie, więc instalowanie gołych kabli będzie okropnie niewygodne. Na szczęście można użyć wtyków bananowych. Złącza dla źródeł są złocone. Wśród pięciu kompletów mamy dwie pętle magnetofonowe; jest też wyjście do zewnętrznej końcówki mocy.
Wnętrze wygląda imponująco. Zwłaszcza zasilacz, oparty na 600-VA transformatorze toroidalnym. Prąd filtruje 8 kondensatorów elektrolitycznych, po 2200 μF każdy.
Końcówka mocy bazuje na czterech tranzystorach STD03P/N typu ThermalTrak, przykręconych i przyklejonych do centralnie umieszczonego radiatora. Stopień wejściowy oparto na 12 układach scalonych NE5532 Elektronika mieści się na dwóch dużych płytkach. Gniazdo słuchawkowe ma oddzielny stopień wzmocnienia, ponoć wysokiej jakości. Za regulację głośności odpowiada czarny Alps. Azur ma firmowy system zabezpieczający CAP5, balans to także patent CA – Black Box.

57-69 12 2009 CambridgeAudioAzur650A 04     57-69 12 2009 CambridgeAudioAzur650A 05

Wrażenia odsłuchowe
Potężny zasilacz robi swoje. Słychać to przede wszystkim w energii i kontroli basu. Pierwsze dźwięki mnie zdziwiły, bo nie spodziewałem się podobnych efektów po budżetowej konstrukcji. Cambridge dozuje niskie tony bez fałszywej skromności. Woli czasem popaść w przesadę, niż pozostawić niedosyt. W dynamicznym popie dół dociera do nas w postaci mocnych i głębokich impulsów. Czujemy, że są wysyłane z tempem, którego mogłyby pozazdrościć droższe integry. Każdy dźwięk ma wyraźnie zarysowany atak i równie konsekwentnie się kończy, nie ciągnąc za sobą ogona.
Taki bas nie może pozostać bez wpływu na dynamikę. Hity Prince’a brzmiały z koncertową energią i jeżeli szukacie piecyka do rocka, to koniecznie zwróćcie uwagę na Azura. Klasyczne i spokojne wzornictwo jest zaprzeczeniem jego energii. Posłuchajcie „Fury” i „The Word” z albumu „3121”. Wypieki na twarzy gwarantowane. Spokojniejszy materiał, jak choćby „All This Time” Stinga, brzmi plastycznie, choć znów fizycznie odczuwamy obecność basu.
Dopiero skupienie się na wokalach prowadzi do obserwacji, że góra pasma jest serwowana z równą obfitością. Tutaj nie doszukiwałbym go wyrafinowania, bo w brzmieniu instrumentów perkusyjnych czuć syczącą manierę, lekkie osuszenie i metaliczność. Trudno jednak wymagać od wzmacniacza za niewiele ponad 2000 zł aksamitnych sopranów, a wiele osób woli to od stłumienia góry.
W symfonice można wyczuć lekkie wyciszenie średnicy, za to dynamika i energiczny bas pozostawiają po sobie miłe wspomnienie. Cofnięcie centrum pasma nie jest na tyle wyraźne, abyśmy mówili o odstępstwie od neutralności, jednak brzmieniu smyczków i drzewa przydałoby się więcej ciepła i namacalności. Lekkie skonturowanie pasma zapewnia za to wrażenie masywności i dużych rozmiarów dźwięku. Podkreśla je dynamika, bo jeżeli chodzi o przestrzenność i rozmiary sceny, Cambridge nie odbiega poziomem od audiofilskiej konkurencji w zbliżonej cenie. Na najnowszej płycie Tomasza Stańki słychać uprzywilejowanie pierwszego planu. Dalsze przysunięto do słuchacza. Scena nie była przez to tak obszerna, jak przyzwyczaił nas do tego ECM, za to instrumenty brzmiały efektownie. No i dynamika – po prostu świetna! Przyznam, że po kilku minutach dostrzegłem zalety takiej prezentacji i doskonale zrozumiem osoby, które CA wybiorą po odsłuchu jednego utworu. Fortepian Włodka Pawlika z „Grand Piano” zabrzmiał jasno i klarownie. Może brakowało mu słodyczy i miękkości w środku skali, ale za to wyższe rejestry pokazały detaliczność nagrania.

Reklama

Konkluzja
Świetny wzmacniacz do rocka. Koncertowe brzmienie i bas przez duże „B”.

57-69 12 2009 CambridgeAudioAzur650A T

Autor: Maciej Stryjecki
Źródło: HFiM 12/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF