fbpx

HFM

artykulylista3

 

Sennheiser HDV 820

046 049 Hifi 11 2018 007
Sądząc po liczbie premier, w Sennheiserze pracują już na trzy zmiany. Tylko w tym roku niemiecki specjalista zaprezentował nowe flagowe słuchawki zamknięte, przenośne bezprzewodowe oraz prototypowy soundbar. Nieco wcześniej katalog wzbogacił się zaś o następcę legendarnych HD 600 oraz to, co dziś interesuje nas najbardziej – pudełko, które to wszystko napędzi.

Kiedy wzmacniacz HDV 820 ujrzał światło dzienne, lamentowano, że jedyny słuszny kolor (według teorii Henry’ego Forda) nijak nie pasuje do mieniących się na srebrno HD 800 – jeszcze do niedawna najwyższego modelu w ofercie firmy. Dopiero kiedy z czeluści firmowej kazamaty wyłoniły się zamknięte HD 820, wszyscy zrozumieli – najnowszy wzmacniacz słuchawkowy ma być idealnym partnerem topowych słuchawek Sennheisera. Także pod względem wizualnym.
Czarne duo faktycznie wygląda imponująco, ale pokrewieństwa ze swoimi poprzednikami się nie wyprze. O tym, że podobieństwo zewnętrzne bywa złudne, pisaliśmy już przy okazji testu HD 820. A jak jest ze wzmacniaczem?



Budowa
Dostępny od dawna HDV 800 zyskał miano „naleśnika”, bo też – nietypowo wydłużony i płaski -  kojarzył się jednoznacznie. Jego testowany następca ów kształt odziedziczył, co mnie akurat bardzo odpowiada. Urządzenie jest estetyczne, niepozorne i nie będzie zwracać na siebie uwagi, niezależnie od tego, gdzie stanie. A wcisnąć je można zarówno między urządzenia stacjonarne, jak i na biurko bądź półkę – byle tylko wystarczyło głębokości, bo ta jest faktycznie niebagatelna (30 cm).
Chociaż naleśnik pozostał naleśnikiem, wystarczą pobieżne oględziny, by stwierdzić, że sporo się pozmieniało. Znikła szybka na górnej ściance, która jednych zachwycała, a innych irytowała. Tym razem nie zerkniemy wzmacniaczowi w trzewia, ponieważ obudowę stanowi monolityczny profil z metalu, na którym nie widać nawet śrub mocujących. Te znajdują się z tyłu i trzeba nieco technicznej smykałki, żeby po ich odkręceniu zzuć obudowę z podstawy.
Mała rewolucja zaszła na przedniej ściance. Oprócz czteropinowego wyjścia symetrycznego oraz dużego jacka (6,3 mm) znalazły się tu dwa wyjścia zbalansowane 4,4 mm typu Pentaconn. Ten nowy standard, wprowadzony przez japońskie stowarzyszenie JEITA, został ochoczo podchwycony przez Sennheisera i niewykluczone, że wkrótce inni producenci również pójdą tym śladem. W odróżnieniu od, zajmujących dużo miejsca, gniazd XLR, złącze „penta” jest małe, wygodne i estetyczne.
Poza tą zmianą – wszystko po staremu. Z lewej strony widać  podświetlany na kolor trupioblady włącznik zasilania; z prawej – wielkie pokrętło siły głosu i wybierak źródeł. Aktywne wejście sygnalizuje zapalona diodka, która – podobnie jak to było w HDV 800 – jest zainstalowana nie na panelu, ale na płycie głównej. Dopiero stamtąd światło jest przesyłane przezroczystą rurką (światłowodem?) na przednią ściankę.

046 049 Hifi 11 2018 001Sennheiser HDV 820


Selektor pracuje nie tylko pewnie i przyjemnie, ale przy przełączaniu źródeł nie słychać w słuchawkach nawet najcichszego trzasku. Wielki plus dla firmy.
Tył urządzenia, jak na high-endowy wzmacniacz przystało, jest szczelnie wypełniony wszelkim dobrodziejstwem. Oprócz wejścia i wyjścia XLR znajdziemy tam analogowe wejście RCA oraz trzy wejścia cyfrowe, którymi się podłączymy do wbudowanego przetwornika: koaksjalne, optyczne oraz USB. Znikło, niestety, AES/EBU, które wykorzystuję, gdy tylko się da. To bodaj najlepszy i najmniej podatny na zakłócenia zewnętrzne standard transmisji sygnału cyfrowego. Rozumiem jednak, że niewiele odtwarzaczy wyposażono akurat w takie wyjście, więc Sennheiser postanowił odpuścić i zaoszczędzić trochę miejsca.
Na otarcie łez dostajemy niewielkie pokrętło z pięcioma ustawieniami. Umożliwia ono skokową regulację wzmocnienia (gain). W tym celu należy się jednak zaopatrzyć w niewielki śrubokręt.
Spore różnice widać we wnętrzu, gdzie niezmieniony pozostał chyba tylko zasilacz impulsowy i niebieski potencjometr Alpsa. Sekcja analogowa i wzmacniacz mocy, które umieszczono na pojedynczej płytce, pochodzą wprawdzie z modelu HDV 800, ale – jak twierdzi producent – zostały gruntownie przeprojektowane. Widać to choćby po wewnętrznym aluminiowym radiatorze, którego nie zauważyłem u protoplasty.

046 049 Hifi 11 2018 001Zestaw marzeń.
Można brać w ciemno.


Zupełnie nowa jest natomiast, umieszczona na osobnej płytce, sekcja cyfrowa, która bazuje na przetworniku ESS Sabre. Może on pracować z danymi o granicznych parametrach 32 bity/384 kHz. Radzi sobie także z plikami DSD.
Wzmacniacz, choć z zewnątrz prosty, robi wrażenie elegancką formą i ponadprzeciętną jakością wykonania. Widać, że mamy do czynienia z nietuzinkowym produktem. Niestety, pierwsze wrażenie nie będzie najlepsze, ponieważ urządzenie trafia do klienta w wyjątkowo podłym tekturowym pudle, opatulone styropianowymi profilami. Na pocieszenie dostajemy pendrive ze sterownikami, instrukcję obsługi i szmatkę do czyszczenia obudowy.

046 049 Hifi 11 2018 001Wybrane źródło sygnalizuje
biała dioda.


Konfiguracja systemu
Tak się szczęśliwie złożyło, że w czasie odsłuchu, oprócz mojej stałej armady słuchawek, dysponowałem przysłanymi do testu Sennheiserami HD 820 i HD 660S. Zestawienia urządzeń tej samej firmy nie zawsze się sprawdzają, jednak w tym przypadku flagowy wzmacniacz i słuchawki naprawdę tworzą duet marzeń. Nie wiem, co było pierwsze – jajko czy kura – grunt, że jedno robiono tu z myślą o drugim. Jeśli więc ktoś ma zachomikowane dwadzieścia tysięcy, o których zapomniał powiedzieć żonie, to niech się nie waha. HD/HDV 820 to zestaw jeśli nie na całe, to przynajmniej na pół życia.
Oprócz wspomnianych słuchawek, w teście wzięły też udział wysokoomowe Beyerdynamiki DT 880 oraz studyjne DT 150. Wzmacniaczami odniesienia były: tranzystorowy Q-Audio oraz lampowy Skorpion HV-1. Sygnał, zarówno cyfrowy, jak i analogowy, dostarczały, na przemian, Rotel 991 AE oraz Primare CD 32.

046 049 Hifi 11 2018 001Do szczęścia zabrakło
tylko wejścia AES/EBU. Poza tym
podłączymy każde źródło cyfrowe
i analogowe


Wrażenia odsłuchowe
Powiem wprost: nowy naleśnik z Wedemark jest przepyszny. Przyrządzono go z mnóstwem smakowitych dodatków, które połączono tak umiejętnie i z takim wyczuciem, że nie wyobrażam sobie, żeby kompozycja nie przypadła komuś do gustu. Należy ją smakować powoli, delektując się każdym kęsem. Tylko wtedy będzie można w pełni docenić to, co przygotował dla nas szef kuchni Sennheisera.
Chwała mu za to, że nie przesadził z ostrymi przyprawami. Dynamika, przejrzystość i analityczność są w recepturze jak najbardziej obecne, i to w zakresie, o jakim tańsze urządzenia mogą tylko marzyć, jednak nigdy nie wysuwają się nachalnie na pierwszy plan. Nadrzędną cechą niemieckiego wzmacniacza są bowiem, charakterystyczne dla high-endowych urządzeń, elegancja i powściągliwość. Można powiedzieć, że mimo teutońskiego pochodzenia, w HDV 820 więcej jest manier angielskiego gentlemana niż porywczości germańskiego najeźdźcy. Muzyka jest prezentowana z wielką klasą, trochę od niechcenia i bez zbytecznego prężenia muskułów. A jednak, kiedy trzeba się popisać szybkim transjentem lub przyłożyć niskim basem, Sennheiser potrafi błyskawicznie zmienić swój charakter i zabrzmieć wręcz wyczynowo.
Niesłychanie ciekawie wypadło porównanie ze wzmacniaczem odniesienia – używanym przeze mnie na co dzień Q-Audio, który powstał z myślą o wysterowaniu nawet najbardziej opornych słuchawek. Choć oba urządzenia budowały przestrzeń podobnie, Sennheiser robił to o wiele bardziej finezyjnie, nie ograniczając się do rozciągnięcia dźwięku na boki i zaznaczenia głębi ostrości. Znacznie umiejętniej ukazywał muzyczne plany. Były one wyraźniejsze, lepiej doświetlone i poukładane. Co ważne, można je było podziwiać osobno lub chłonąć jako całość
HDV 820 pozostawia słuchaczowi wybór i mimo wzorowej szczegółowości nie narzuca się ze swoją analityczną wizją; nie kroi dźwięku na kawałki. Zachęca raczej do całościowego potraktowania każdego repertuaru. Dopiero później, z czasem, kiedy już się osłuchamy, zaczynamy zauważać szczegóły, które nam do tej pory umykały ze względu na sprzętowe niedostatki.

046 049 Hifi 11 2018 001Sennheiser HDV 820


Przyznam, że urzekła mnie barwa dźwięku, która – wbrew stereotypom dotyczącym „chropawego” brzmienia Sennheisera – była gładka i miękka jak zamsz. Nie można mówić o „sztucznym ociepleniu”, ponieważ konstruktor nie posunął się do tak tanich sztuczek. Chodzi raczej o wyjątkowo przyjemną dla ucha fakturę, która sprawia, że nawet wyeksponowane sybilanty czy ostre brzmienie barokowych skrzypiec nie spowodują, że odczujemy choćby śladowy  dyskomfort. Całość dopełnia zrównoważone i spójne pasmo, dzięki czemu muzyka brzmi naturalnie.
Zachwycając się nagraniami wokalnymi, długo szukałem określenia dla charakteru średnicy HDV 820. Nie jest ona ani sztucznie podbita, ani powiększona, żeby na siłę uatrakcyjnić przekaz, a mimo to zwraca uwagę za każdym razem. Wydaje mi się, że urządzenie po prostu dyskretnie „wspiera” średnicę, której na Sennheiserze słuchało mi się nawet lepiej niż za pośrednictwem triodowego Skorpiona, który przecież ewidentnie ją ociepla.
Nietrudno się domyślić, że HDV 820 nie jest urządzeniem, które przetrzebi naszą płytotekę, bezwzględnie punktując wady gorzej nagranych krążków. Przeciwnie, odniosłem wrażenie, że nie ukrywając specjalnie niedostatków realizacji, Sennheiser dyskretnie stara się z nich wycisnąć to, co najlepsze bądź przynajmniej dobre („Że bas brzmi jak z pudła? Nie przejmuj się, posłuchaj, jakie plastyczne wysokie tony. I całkiem nieźle poukładana przestrzeń.”).
Spora zmiana zaszła po przejściu z sygnału analogowego na cyfrowy. Brzmienie kształtowane przez wbudowany przetwornik okazało się znacznie bardziej dosadne i przejrzyste, bardziej bezpośrednie, ale jednocześnie odrobinę jednowymiarowe. Zabrakło szczypty niedopowiedzenia i finezji, jaką zapewniał sygnał analogowy, przesyłany przez złącza XLR. Ten ostatni można porównać do nie do końca przejrzystego, za to przyjemnie ciepłego światła klasycznej żarówki. Sygnał cyfrowy był tymczasem jak oślepiający LED – rzetelny, wyraźny, ale na dłuższą metę o wiele mniej przyjazny.

046 049 Hifi 11 2018 001Nowy standard – Pentaconn.
I to w dublecie.


Konkluzja
Flagowy wzmacniacz Sennheisera to propozycja dla dojrzałych audiofilów, którzy potrafią docenić brzmienie złożone i wysmakowane. Takie, które należy odkrywać niespiesznie, delektując się nim niczym dobrze zbudowanym winem.

 

2018 11 22 19 26 44 046 049 Hifi 11 2018.pdf Adobe Reader

 

Bartosz Luboń
Źródło: HFM 11/2018


Pobierz ten artykuł jako PDF