fbpx

HFM

artykulylista3

 

Rotel RCX-1500

52-55 01 2011 01W 1950 roku w North Reading w stanie Massachusetts powstała firma Roland, zajmująca się dystrybucją amerykańskich telewizorów Sylvania na Dalekim Wschodzie. Jedenaście lat później pod nazwą Roland zaczęto produkować radia tranzystorowe oraz podzespoły elektroniczne na zamówienie kilku amerykańskich wytwórców sprzętu RTV.

W 1971 roku firma zmieniła nazwę i zajęła się urządzeniami hi-fi. Od tej pory świat zna ją pod imieniem Rotel of America Inc.


60 lat Rolanda i 40 Rotela było dobrą okazją do wypuszczenia zupełnie nowej serii urządzeń oznaczonych symbolem „15”. W jej skład wchodzi m.in. kilkanaście klocków stereofonicznych i wielokanałowych, lecz uwagę najbardziej przykuwa dość okazałe ustrojstwo RCX-1500. Według szefostwa Rotela to najwszechstronniejsze urządzenie w dziejach firmy.

Budowa
Już pierwszy kontakt z Rotelem budzi pozytywne odczucia. Przednią ściankę wykonano z grubego plastra szczotkowanego aluminium wykończonego na krawędziach polerowanymi ćwierćwałkami. RCX-1500 jest dostępny w wersji srebrnej i czarnej, jednak ta pierwsza jest zdecydowanie ładniejsza.
Najbardziej eksponowane miejsce na froncie zajmuje duży, czytelny wyświetlacz. Mieszczą się na nim aż cztery wiersze, co ma, jak się wkrótce okaże, istotne znaczenie. Na lewo znalazły się: wyłącznik sieciowy, wejście USB, gniazdo słuchawkowe oraz małe guziczki umożliwiające bezpośredni dostęp do każdego z ośmiu źródeł dźwięku. Na prawo umieszczono przyciski dostępu do menu oraz sterujące napędem płyt.
Zamiast standardowej wysuwanej szuflady zastosowano mechanizm szczelinowy „połykający” srebrne krążki tak, jak ma to miejsce w odtwarzaczach samochodowych. To jedyne podobieństwo, bowiem w RCX-1500 pracuje wieloformatowy napęd pochodzący z kosztującego blisko 3500 złotych odtwarzacza RCD-1520.
Mając w pamięci osiem źródeł, do których przyciski dostępu widać na froncie, po odwróceniu urządzenia przeżyłem spore zaskoczenie. Zamiast najeżonej terminalami tablicy rozdzielczej ujrzałem tylko dwa gniazdka antenowe, jedno wejście i wyjście stereo, optyczne i koaksjalne gniazda cyfrowe oraz drugie złącze USB. Pojedyncze, złocone terminale głośnikowe akceptują każdy cywilizowany sposób zakończenia kabli, a tę skromną kolekcję gniazd uzupełnia solidna sieciówka z uziemieniem.
Choć Rotel RCX-1500 zalicza się do zawodników wagi średniej, jest wykonany wyjątkowo solidnie. O jego klasie świadczy tak pozornie nieistotny element, jak pokrywa. Wykonano ją z arkusza stalowej blachy grubości 1,5 mm, przez co waży ponad 1,7 kg. Pokażcie mi drugą taką w budżetowym sprzęcie! Z nieco cieńszej blachy skręcono chassis, do którego przymocowano aluminiowy front.
Wnętrze RCX-1500, jak na najwszechstronniejsze urządzenie firmy przystało, jest skomplikowane. W zasilaczu zastosowano transformator toroidalny z odczepami prowadzącymi do dwóch oddzielnych zasilaczy. Jeden dostarcza energię przedwzmacniaczowi i sekcji cyfrowej, drugi – końcówkom mocy. Ekranowany transport osadzono w czymś w rodzaju stelaża izolującego od czynników zewnętrznych. Nad nim widać dużą płytkę z układami sterującymi, ozdobioną kością Mediateka.
W torze audio mamy przetwornik Wolfsona WM8740 pracujący w trybie 24 bity/192 kHz. Nad „płytą główną”, mieszczącą przedwzmacniacz i sekcję cyfrową wraz z obsługującym je zasilaczem, znalazły się moduły zawierające tunery radiowe oraz kartę sieciową, która służy do łączności z komputerem. Na największą niespodziankę natknąłem się pod ochronnym koszem ze stalowej siateczki. Zamiast tradycyjnych końcówek mocy, opartych na tranzystorach, w RCX-1500 użyto wzmacniaczy ICEpower Bang & Olufsena. Technologię „ICEpower” (Inteligent Compact Efficient) opracowano na Politechnice Kopenhaskiej. Jej wdrożeniem zajęła się duńska firma Bang & Olufsen, znana z rozwiązań tyleż niekonwencjonalnych, co kosztownych. Jako że od ładnych kilku lat oferuje ona wszystkim chętnym gotowe moduły wzmacniające oraz z powodzeniem stosuje je we własnym sprzęcie, ryzyko niepowodzenia było znikome.
Wzmacniacze dostarczone Rotelowi różnią się od modułów oferowanych indywidualnym klientom, a przy ich budowie uwzględniono liczne sugestie projektantów RCX-1500. W efekcie z niewielkich układów udało się wycisnąć 100 watów na kanał, a umiarkowany apetyt na energię będzie w stanie zadowolić nawet najbardziej radykalnych ekologów.

52-55 01 2011 02     52-55 01 2011 05

Wyposażenie i obsługa
Jako że Rotelowi bliżej do komputerów niż szlifierek i wzmacniaczy triodowych, jego wyposażenie wykracza poza kanony przyjęte dla audiofilskiego sprzętu hi-fi. Oprócz odtwarzania standardowych płyt CD RCX-1500 umożliwia słuchaniemuzyki z plików MP3 zapisanych na srebrnych krążkach. Poza tym do wejścia USB na froncie można podłączyć dowolny zewnętrzny nośnik pamięci lub przenośny odtwarzacz MP3. W przypadku empetrójek wyposażonych w dodatkowe karty pamięci Rotel „zobaczy” tylko katalogi umieszczone w głównym urządzeniu. Znacznie ciekawsze funkcje wiążą się z drugim USB.
W kartonie znalazłem dwa pendrajwopodobne szpindle. Jeden z nich pełni rolę przejściówki USB-LAN, umożliwiającej podłączenie RCX-1500 do dowolnego komputera za pomocą standardowego kabla sieciowego. Dzięki temu na Rotelu można słuchać muzyki zgromadzonej na twardym dysku, zapisanej w najpopularniejszych formatach (m.in. WAV, MP3 i FLAC). Sterowanie może się odbywać bezpośrednio z komputera, jak i za pomocą pilota. Podobnie wygląda wyszukiwanie internetowych rozgłośni radiowych – można to robić siedząc przy komputerze lub korzystając ze sterownika RCX-1500.
No dobrze, a co w sytuacji, gdy nie można pociągnąć kabla z komputera do RCX-1500? Tu na scenę wkracza drugie ustrojstwo, które okazało się zewnętrznym modułem Wi-Fi. Gdy po raz pierwszy włożymy je do tylnego gniazda USB, Rotel automatycznie wyszuka wszystkie okoliczne routery. Następnie wystarczy zalogować się do domowej sieci i instalacja jest ukończona. Na razie nie da się bezprzewodowo odtwarzać na Rotelu nagrań zgromadzonych w komputerze, a moduł Wi-Fi służy do słuchania internetowego radia. Wyszukiwanie ułatwia klucz geograficzny i definiowanie charakteru stacji, ale można też wpisać konkretną nazwę lub jej fragment, np. „jazz” (kilkaset pozycji). I w tym miejscu wracam do dużego i czytelnego wyświetlacza, bez którego cała zabawa byłaby utrudniona.
Ostatnimi atrakcjami RCX-1500 są: analogowy tuner FM i cyfrowy DAB, które w naszych warunkach będą średnio przydatne. Pomijając kompresję dynamiki, jakiej poddawane są obecnie wszystkie nagrania w studiach radiowych przed wysłaniem w eter, liczba stacji dostępnych z powietrza nijak się ma do ich listy w sieci. Natomiast cyfrowego radia DAB w Polsce zwyczajnie nie ma.
Korzystanie z maszyny Rotela byłoby czystą i niczym niezmąconą przyjemnością, gdyby nie pilot. Tak nowoczesne urządzenie zasługuje na elegancki aluminiowy sterownik z ekranem dotykowym, który już ładnych kilka lat temu bywał dołączany do urządzeń tej firmy. A co znalazłem w pudle z akcesoriami? Toporny kawał plastiku, zaprojektowany z pogardą dla elementarnych zasad ergonomii. Jeśli ktoś nie korzystał do tej pory z żadnego pilota, z czasem może się do tego paskudztwa przyzwyczai, choć o polubieniu go raczej nie będzie mowy. Pozostałych czeka droga przez mękę. Na szczęście swoją robotę wykonuje bez szemrania.

52-55 01 2011 03     52-55 01 2011 07

Wrażenia odsłuchowe
Skoro nowoczesne, wielofunkcyjne urządzenie audiofilskiej firmy kosztuje tyle, co średniej klasy wzmacniacz stereo, to nie ma siły, gdzieś musi być schowany trup. Nie jest nim oszczędnościowa budowa, nie są kiepskie układy elektroniczne, więc gdzie tkwi haczyk? W jakości brzmienia?
Takie właśnie, sceptyczne myśli przelatywały mi przez głowę, gdy szykowałem się do przesłuchania RCX-1500. Choć nie spodziewałem się po nim ekstatycznych doznań, zaskoczenie przeżyłem już na samym początku testów.
Sesję tradycyjnie rozpocząłem od klasyki i już pierwszy krążek wessany przez szczelinę na froncie ukazał największy atut Rotela. Jest nim stereofonia. Obszerna przestrzeń śmiało wykraczała poza fizyczne ustawienie kolumn, zaś czytelność planów można porównać do dobrych wzmacniaczy stereo w cenie RCX-1500. A tu przecież mamy jeszcze odtwarzacz CD i mnóstwo dodatkowych funkcji.
Drugi atut Rotela to coś, co nazywamy muzykalnością. Pomimo 100-procentowej cyfrowej duszy z odtwarzanych nagrań emanowały emocje i uczucia nieobce żywym ludziom. Ten kombajn bez wątpienia kocha muzykę. W utworach kameralnych RCX-1500 cyzelował drobne dźwięki i pozwalał im wybrzmieć do końca. Natomiast gdy przyszła pora na symfonikę, jego możliwości dynamiczne nasunęły skojarzenia z kinem domowym. Już pierwsze minuty samplera „Tutti!” Reference Recordings zatrzęsły chałupą, a wieńcząca krążek „Wielka Brama Kijowska” w wykonaniu Minnesota Orchestra została zagrana z całym monumentalizmem tego dzieła. Niejako przy okazji ujawnił się bas, godny krzepkiej końcówki mocy.
Zmiana repertuaru na jazzowy jeszcze bardziej podkreśliła obie zalety Rotela. Wygenerowanej sceny nie zawaham się nazwać bardzo dobrą. Cassandra Wilson śpiewająca utwory Milesa Davisa była na wyciągnięcie ręki, a towarzyszący jej muzycy ustawili się w półkolu, wyraźnie za solistką. To była jednak tylko rozgrzewka przed następną płytą. Wydany przez Opus 3 krążek Bena Watersa „Live at the Pawnshop” okazał się rewelacją. Pełna energii atmosfera występu na żywo została przeniesiona do mojego domu. Klimat i emocje koncertu z udziałem publiczności zawsze różnią się od studyjnych imitacji z doklejonymi oklaskami i Rotel nie pozostawił najmniejszych wątpliwości co do miejsca powstania nagrania.
Gdy przyszła pora na ostatnią płytę formalnego testu, nieśmiertelną „Amused to Death” Rogera Watersa, Rotel wspiął się na szczyt swoich możliwości. Bez wysiłku wygenerował wiarygodną scenę, na której były basista Pink Floydów zaprezentował swój spektakl. Otwierający płytę i pałętający się przez całe nagranie gadający telewizor zlokalizowałem dobry metr na zewnątrz od lewej kolumny, a gdy odgłos wyładowania atmosferycznego na początku trzeciego numeru przetoczył się dokładnie nad moją głową, odruchowo rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu dodatkowych głośników efektowych.

Reklama

Konkluzja
Już dawno nie trafiłem na urządzenie, które tak bardzo by mi się spodobało.

52-55 01 2011 T

Autor: Mariusz Zwoliński
Źródło: HFiM 01/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF