fbpx

HFM

artykulylista3

 

Rotel CD11 Tribute/A11 Tribute

010 015 Hifi 001Korzenie Rotela sięgają wczesnych lat 50. XX wieku, kiedy jeszcze pod nazwą Roland firma zajmowała się dystrybucją amerykańskich telewizorów Sylvania.

W 1961 roku przeprowadzono reorganizację, w wyniku której nazwę zmieniono na Rotel. Wtedy też rozpoczęto projektowanie i montaż urządzeń  elektronicznych w systemie OEM, która to działalność wkrótce stała się głównym źródłem dochodu japońskiej wytwórni.



W tym samym czasie, na drugim końcu tokijskiej aglomeracji, kilkunastoletni Ken Ishiwata budował swój pierwszy przedwzmacniacz. Przypadek? To się jeszcze okaże.


Za chwilę dalszy ciąg programu…
Przygotowywany przez Kena klon Marantza Model 7C był wzorowany na sprzęcie pożyczonym od ojca kolegi. Choć pod względem topologii wiernie odtwarzał oryginał, to wykonanie z najtańszych części spowodowało, że dramatycznie odbiegał od niego brzmieniem. Ishiwata miał małą zagwozdkę. Wymieniając kolejne podzespoły i analizując efekty, zrozumiał, że każdy, nawet najdrobniejszy szczegół budowy i wykonania wpływa na dźwięk. Chcąc zgłębić temat, stał się stałym bywalcem okolic dworca Akihabara, zwanego „Elektrycznym Miastem”.

Rejon ten jeszcze w XIX wieku był głównym dworcem towarowym japońskiej stolicy, a po II wojnie światowej przeobraził się w centrum tokijskiego czarnego rynku. Wśród najróżniejszej kontrabandy trafiały się lampy elektronowe i inne podzespoły, na które polowali studenci elektroniki pobliskiego Tokyo Denki University. Dynamiczny rozwój aglomeracji wymusił zmianę lokalizacji targowiska i przy okazji jego legalizację. W 1950 roku w Elektrycznym Mieście funkcjonowało już ponad 50 sklepów z elektroniką, a kilka lat później można tam było kupić dosłownie każdy znany ludzkości podzespół. Dla młodego Kena była to prawdziwa mekka.
Jako stały bywalec Akihabary, przez lata zgromadził ogromną wiedzę na temat różnic w brzmieniu wprowadzanych przez kondensatory i rezystory rozmaitych marek. Obserwacje spisywał w grubym zeszycie, z którym nigdy się nie rozstawał. Po wielu latach Ken znał na pamięć akustyczne sygnatury i specyfikę konkretnych typów i marek kondensatorów, rezystorów oraz diod i, co ważne, ich wzajemne oddziaływania. Wiedzę tę stale pogłębiał i wykorzystywał do modernizacji urządzeń Marantza.

010 015 Hifi 011

 

zewnątrz Tribute różnią się
od standardowych 11 tylko
okolicznościowymi plakietkami.

No dobrze, ale co to ma wspólnego z Rotelem? Cierpliwości.
W 2018 roku, dla uczczenia 40. rocznicy współpracy z Kenem Ishiwatą, Marantz zaprezentował limitowany zestaw stereo KI Ruby. Gdy na ręce konstruktora zewsząd spływały listy gratulacyjne, z cichym gwizdem nadeszła tzw. zła godzina.
Kilka miesięcy po zakończeniu obchodów jubileuszu audiofilski świat obiegła szokująca informacja o rozstaniu firmy z jej słynnym ambasadorem. Nie znam faktycznych przyczyn zakończenia wieloletniej współpracy, a nie chcę powtarzać plotek, ale powiedzmy oględnie, że swojego biura Ishiwata nie opuszczał cały w skowronkach. Myliłby się jednak ten, kto po tym incydencie widziałby go w kapciach, bawiącego wnuki opowieściami z przeszłości. Wraz z wieloletnim przyjacielem Karl-Heinzem Finkiem (tak, tym z Fink Team) z miejsca zaangażował się w kilka nowych przedsięwzięć.

 

010 015 Hifi 011

 

Wysokotonowiec AMT
wyprodukowany przez Mundorfa.

Nieoczekiwana zmiana miejsc
Na niespodziewane rozstanie Marantza z Ishiwatą błyskawicznie zareagował Rotel. Prezes tokijskiej firmy Peter Kao, wnuk jej założyciela Tomoki Tachikawy, oraz dyrektor ds. technologii Darren Orth w wielkiej tajemnicy nawiązali współpracę z konstruktorem. Ten zaś podjął się dla nich zmodernizowania budżetowego zestawu stereo. Po krótkich konsultacjach jako bazę do modyfikacji wybrano odtwarzacz CD11 oraz zintegrowany wzmacniacz A11. Ken dostał wolną rękę przy doborze komponentów, a niewygórowana cena obu urządzeń pozwalała na małe szaleństwa bez windowania jej w okolice hi-endu.
Dobry interes jest wtedy, kiedy zadowolone są obie strony transakcji. Tak też się stało w tym przypadku. Ken Ishiwata był szczęśliwy, że mógł się znowu zająć ulubionym „strojeniem”, a szefowie Rotela zachwyceni pozyskaniem do współpracy legendarnego konstruktora.
Ken Ishiwata dziarsko wziął się do pracy i już wczesną jesienią 2019 roku zaprezentował prototypy. Niestety, jego śmierć w listopadzie tego samego roku postawiła cały projekt pod znakiem zapytania.

010 015 Hifi 011

 

Wysokotonowiec AMT
wyprodukowany przez Mundorfa.

 

W normalnej firmie po takiej tragedii prototypy i szkice zostałyby opieczętowane, po czym zaniesione w najdalszy kąt archiwum. Rotel jednak nigdy nie był „normalną firmą”, przynajmniej według korporacyjnych standardów. Po 60 latach działalności w jednej z najbardziej konkurencyjnych branż pozostaje rodzinnym przedsiębiorstwem, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Wkrótce do szefów Rotela zgłosił się Karl-Heinz Fink, który wraz z kilkoma dawnymi współpracownikami Kena podjął się dokończyć dzieło Mistrza. W rezultacie, jesienią 2020 roku rozpoczęto produkcję zmodernizowanych CD11 i A11. W polskich sklepach seria 11 Tribute pojawiła się w grudniu 2020 i tym samym jesteśmy jednym z pierwszych czasopism na świecie, które publikują ich test.

010 015 Hifi 011

 

Wyświetlacz we wzmacniaczu
to całkiem niegłupi pomysł.

Budowa
Pod względem wizualnym seria 11 Tribute praktycznie powtarza wzornictwo bazowych „jedenastek”, testowanych przez nas w wydaniu z czerwca 2019 („HFiM” 6/2019). Tym, co wyróżnia tuningowane przez Ishiwatę urządzenia, są srebrne tabliczki z napisem „Tribute” oraz japońskim słowem 敬 (Kei) oznaczającym „Szacunek”.
Odtwarzacz CD11 Tribute
Front odtwarzacza CD11, podobnie jak wzmacniacza, wykonano z aluminiowych odlewów. Do wyboru mamy wersję czarną albo srebrną. Ze względu na okoliczności powstania serii Tribute, bardziej stosowna wydaje się ta pierwsza, zwłaszcza że wyraźniej widać na niej okolicznościową plakietkę z nazwą.
Centralnym elementem frontu jest niebieskawy wyświetlacz, przekazujący niezbędne informacje na temat słuchanej płyty. Obok rozmieszczono przyciski do obsługi najważniejszych funkcji. Te mniej używane znajdziemy na dołączonym pilocie. Pod wyświetlaczem znalazł się transport płyt z aluminiową maskownicą, a przy lewej krawędzi – główny włącznik zasilania.

010 015 Hifi 011

 

Tylne ścianki
do bólu klasyczne.

 

Tył CD11 nie odbiega specjalnie od urządzeń w zbliżonej cenie. Obok szeroko rozstawionych wyjść analogowych widać koaksjalne wyjście cyfrowe. Obraz dopełniają serwisowy port RS-232, Rotel Link, 12-woltowy wyzwalacz i porządne gniazdo zasilania, pozbawione uziemienia.
Wnętrze maszyny „strojonej” przez Ishiwatę z pozoru nie różni się od standardowego CD11. Kiedy jednak rzucić okiem po raz drugi i trzeci, można zauważyć drobne zmiany wprowadzone przez Japończyka.
Większość elektroniki zmontowano na niewielkiej płytce drukowanej przymocowanej do tylnej ścianki. Zainteresowanie wzbudza nietypowy zasilacz. Zastosowano tu hybrydę analogowo-impulsową, w której ścieżka sygnałowa jest obsługiwana przez transformator rdzeniowy, natomiast pozostałe obwody – przez układ impulsowy. Ten ostatni zaopatruje w energię m.in. scalak Toshiby TMPM321F10FG z architekturą ARM, będący mózgiem urządzenia. Na tym etapie można zauważyć ingerencję Kena Ishiwaty. Wymienił on mianowicie wszystkie dziewięć standardowych kondensatorów Nichicona na jasnozielone i złote z prestiżowej serii Muse.
Obok obwodów zasilacza analogowego umieszczono przetwornik c/a, oparty na scalaku Burr-Brown/TI PCM5102A 24 bity/192 kHz. Kolejne efekty „strojenia” CD11 widać w torze analogowym – wymieniono jeden rezystor oraz osiem czarnych Nichiconów na jasnozielone i złote Muse. Ostatnie zmiany to podklejenie pokrywy kawałkiem miękkiej gumy oraz wymoszczenie jej na styku z panelem czołowym. Podobne zabiegi zastosowano we wzmacniaczu. Jak łatwo się domyślić, miały na celu redukcję wibracji.

010 015 Hifi 011

 

W CD11 Ken Ishiwata
wymienił wszystkie kondensatory
w zasilaniu i osiem
w torze analogowym.

Wzmacniacz A11 Tribute
Pod względem wizualnym A11 idealnie pasuje do CD11. Najważniejszym elementem wspólnym obu urządzeń jest niebieskawy wyświetlacz w centrum przedniej ścianki. Pokazuje standardowe informacje, jak źródło czy poziom głośności, ale także te bardziej zaawansowane ustawienia, jak balans i barwa dźwięku, wybrany profil brzmienia (Rotel Boost i Tone Max) oraz kilka innych parametrów. Służą do tego trzy guziczki na prawo od wyświetlacza, choć wygodniej to zrobić pilotem. Rząd przycisków pod displayem daje bezpośredni dostęp do pięciu źródeł dźwięku.
Do A11 Tribute można podłączyć dwie pary głośników. Aktywują je guziki w sąsiedztwie głównego włącznika zasilania. Obok znalazło się gniazdo słuchawkowe 3,5 mm. Jedyne pokrętło, wytoczone z aluminium, należy do potencjometru głośności.
Tył A11 Tribute nie wywoływałby żadnych kontrowersji, gdyby nie jeden element. Znajdziemy tam cztery wejścia liniowe oraz jedno dla gramofonu z wkładką MM, wyjście z przedwzmacniacza oraz wspomniane dwa komplety terminali głośnikowych, przyjmujących dowolne końcówki kabli. Do tego dochodzi wystająca kapsuła, mieszcząca antenę transmisji bezprzewodowej, połączona z zamontowanym we wnętrzu modułem Bluetooth aptX. Problem w tym, że brakuje choćby jednego wejścia cyfrowego, umożliwiającego np. podłączenie streamera. Dziwi to tym bardziej, że przecież we wzmacniaczu umieszczono DAC, zresztą identyczny jak w odtwarzaczu. Zastanawiałem się, dlaczego pominięto element, który istotnie podnosi walory użytkowe. Może to kwestia oszczędności, a może A11 Tribute w założeniu miał być bazą dla wyższego modelu, wyposażonego w owe udogodnienia? Trudno powiedzieć, jednak znając niechęć Ishiwaty do wzmacniaczy z wbudowanym przetwornikiem c/a, prawdopodobnie dla świętego spokoju pozostawił on moduł „odziedziczony” po A11 i nie ciągnął tematu.

010 015 Hifi 011

 

Wnętrze odtwarzacza
nie jest przeładowane elektroniką

 

Zasilacz bazuje na solidnym toroidzie, wspomaganym dwoma elektrolitami Nichicona o łącznej pojemności 13600 µF. Rotel wszystkie transformatory wytwarza we własnym zakresie, o czym świadczą stosowne napisy na nalepkach. Układy sterujące, podobnie jak w CD11, zasila mały moduł impulsowy. Resztę wolnego miejsca wypełnia duża płytka drukowana, zawierająca elementy zasilania, przedwzmacniacz z modułem korekcyjnym MM oraz stopień wyjściowy. Sekcja cyfrowa wraz z układami sterującymi i modułem Bluetooth firmy Qualcomm znalazła się na wąskiej płytce tuż nad częścią analogową.
Do odlewanych radiatorów przymocowano końcówki mocy w klasie AB, zbudowane na Sankenach A1695/C4468. Wentylację zapewniają szczeliny w dnie oraz pokrywie obudowy. Ken Ishiwata maczał palce w torze sygnałowym. Połowę komponentów preampu, czyli sześć standardowych kondensatorów Nichicona, zastąpił złotymi i zielonymi Muse. W torze wyjściowym wymienił wszystkie dziesięć kondensatorów i dwa rezystory.
A teraz niespodzianka dla wszystkich, którzy się zastanawiają, jak zabiegi słynnego Japończyka wpłynęły na ceny urządzeń. Otóż w 2019 roku odtwarzacz CD11 kosztował 2300 zł, a wzmacniacz A11 – 3200 zł, czyli za cały zestaw trzeba było zapłacić 5500 złotych. Natomiast aktualna cena kompletu 11 Tribute, bez zniżek czy promocji, wynosi… 4700 zł. Tak, to nie pomyłka.

010 015 Hifi 011

 

Zielone i złote „odciski palców”
Mistrza Ishiwaty we wzmacniaczu.

Wrażenia odsłuchowe
Kilkanaście miesięcy temu, nie mając jeszcze pojęcia o nadchodzącej serii Tribute, z czystej ciekawości posłuchałem standardowego zestawu 11. Nie robiłem przy tym notatek, ale zapamiętane odczucia pokrywają się z opisem Macieja Stryjeckiego, opublikowanym w „Hi-Fi i Muzyce” 6/2019. Czytamy tam: „Pierwsze wrażenie, bez względu na repertuar, to spokój. System podchodzi do nagrań z lekkim dystansem, co wyraźnie go odróżnia od taniej elektroniki. Nie krzyczy, nie eksponuje wysokich tonów i na pewno efekt nie jest obliczony na porównanie w sklepie, gdy pod wpływem pierwszych dźwięków klient ma najpierw szeroko otworzyć oczy, a następnie portfel.”

010 015 Hifi 011

 

Rotel wszystkie transformatory
wykonuje we własnym zakresie.

 

I to jest kwintesencja brzmienia rotelowego zestawu.
Dalej mamy szczegółowy opis zakresów, który z grubsza pokrywa się z moimi wrażeniami. Co w takim razie zmienił Ken Ishiwata? Wymieniając kilkadziesiąt elementów, zachował ogólny charakter brzmienia „jedenastek”, wzbogacając je składnikami, których próżno szukać w budżetowym sprzęcie.
Na aksamitne i kulturalne wysokie tony pierwowzoru rzucił dodatkowe snopy światła, przez co zyskały na dźwięczności i detaliczności. Skrzypce, klawesyny czy perkusjonalia potrafią przyciągnąć uwagę nie dlatego, że dominują nad pozostałymi instrumentami, ale dlatego, że prezentują wyrafinowanie, którego nie oczekiwałem od zestawu za niespełna 5000 zł. Znikł delikatny muślin spowijający górę pasma, odsłaniając różnorodność jej barw.
Niżej pojawia się odrobinę schłodzona, „miętowa” średnica, różniąca się od lekko ocieplonego pierwowzoru. Gdyby zachowano jej pierwotny charakter, mogłaby sprawiać wrażenie wycofanej, a tak – idealnie pasuje do otwartej góry. W głosach wokalistów nie brakuje głosek szeleszczących, jednak nie odwracają one uwagi od głównych wydarzeń. Czytelność i plastyczność głosów sprawiają, że nawet kilkudziesięcioletnie nagrania brzmią rześko i świeżo.
W kontekście powyższych wrażeń można się było spodziewać konturowego dołu. I bas 11 Tribute w zasadzie spełnia to oczekiwanie. Jest szybki, zwinny i czysty na przełomie ze średnicą, co szczególnie łatwo zauważyć w nagraniach akustycznego jazzu. Natomiast w muzyce filmowej i rocku zastyga w stabilny fundament, na którym wyższe podzakresy spokojnie rozgrywają swój muzyczny spektakl.

010 015 Hifi 011

 

Rotel 11 Tribute

 

Opisane elementy mogłyby być udziałem niejednego zestawu stereo, jednak ingerencja Ishiwaty dodała do nich coś nieuchwytnego. Coś, czego kulminację mogliśmy usłyszeć z zestawu Marantza KI Ruby („HFiM” 4/2019). To, co prawda, nie ta półka cenowa, ale w trakcie odtwarzania nagrań na żywo w brzmieniu Rotela 11 Tribute odnalazłem podobny rys emocjonalny co w znacznie droższym Marantzu. Pojawił się i w koncercie kwartetu Dave’a Brubecka, zagranym w Carnegie Hall w mroźny wieczór 21 lutego 1963, i w występie reaktywowanego The Eagles, zapisanym na „Hell Freezes Over”, a także w leżącym na przeciwległym biegunie stylistycznym koncercie muzyki filmowej Hansa Zimmera w praskiej O2 Arenie, zarejestrowanym 7 maja 2016. Można nie lubić jazzu, można się krzywić na myśl o amerykańskich Orłach. Można też nie gustować w bombastycznych soundtrackach kina akcji, ale trudno nie ulec towarzyszącym im emocjom.
Nie znaczy to bynajmniej, że tylko nagrania live wywoływały żywsze bicie serca. Płyty J.M Jarre’a i Vangelisa brzmiały równie nienagannie, a fragmenty „Mutter” Rammsteinu wywoływały ciarki, jednak to oklaski i atmosfera towarzyszące występom budowały nić porozumienia między wykonawcami a słuchaczem. Czy to czasem nie jest magia?
Zdaję sobie sprawę, że powyższe „ochy” i „achy” wydają się w kontekście ceny zestawu 11 Tribute cokolwiek przesadzone, ale na tym właśnie polega geniusz dawnych japońskich mistrzów. Robili coś, co z pozoru wydawało się proste – bo czymże jest wymiana garści kondensatorów – tyle że szlifowaniu swoich umiejętności poświęcali niekiedy całe życie.
Arigatōgozaimasu, Ishiwata-san!


Konkluzja
Zestaw Rotela 11 Tribute to ostatni system, który osobiście „stroił” Ken Ishiwata i warto go kupić choćby ze względu na to. Piękne brzmienie dostajemy w gratisie.

 

 

  

2021 03 24 18 19 58 010 015 Hifi 03 2021.pdf Adobe Reader

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 03/2021

Komentarze  

0 #1 Migel 2021-10-19 16:38
Rotel trochę niedoceniony sprzęt, ale nawet top hifi opowiedziało o tym egzemplarzu na youtube. Dzięki za szczegółową recenzję!
Cytować | Zgłoś administratorowi
0 #2 Mayhem 2021-10-24 23:31
Widać od środka że dobrze wykonana robota. Taki sprzęt odpłaca się dźwiękiem
Cytować | Zgłoś administratorowi