fbpx

HFM

artykulylista3

 

Cocktail Audio N15

3033052017 001Nazwa Cocktail Audio może się kojarzyć ze wszystkim, tylko nie z poważnym sprzętem grającym. Wbrew pozorom, koktajlowego katalogu nie wypełniają jednak głośniczki Bluetooth ani plastikowe słuchawki dla gimnazjalistów, lecz nowoczesne urządzenia sieciowe.

Ich producentem jest koreańska firma Novatron, powstała w 2003 roku. Z początku zajmowała się sprzętem komputerowym, ale wraz ze wzrostem zainteresowania zdematerializowanymi nagraniami powołała do życia markę Cocktail Audio. Pod tą nazwą oferuje zaawansowane odtwarzacze plików muzycznych.
W ofercie Cocktail Audio znajdziemy cztery odtwarzacze strumieniowe z wbudowanymi napędami płyt oraz jeden bez niego. N15 jest właśnie tym rodzynkiem.





Budowa
Widok urządzenia na żywo wprawia w konsternację – na zdjęciach nie wygląda na takiego mikrusa. Lista funkcji wymienionych na stronie producenta jest imponująca, natomiast sam odtwarzacz, na pierwszy rzut oka, sprawia wrażenie namiastki prawdziwego sprzętu.
Obudowę wykonano z grubych aluminiowych płyt, anodowanych na czarno. Dla osób o nieco weselszym usposobieniu przygotowano wersję srebrną. Przednia ścianka mieści podświetlany włącznik zasilania, port USB 2.0, wyjście słuchawkowe typu duży jack oraz potencjometr głośności zintegrowany z przyciskiem wyciszania. Dziwić może brak wyświetlacza – cała obsługa N15 odbywa się za pomocą smartfonu.
Widok tylnej ścianki to kolejne zaskoczenie. Na niewielkiej powierzchni wciśnięto aż trzy wejścia USB: dwa mikro i jedno pełnowymiarowe 3.0, złącze LAN oraz dwa wyjścia cyfrowe – koaksjalne i optyczne. Nad całym tym towarzystwem góruje analogowe wyjście RCA, wykręcone chyba z jakiegoś high-endowego źródła.
To jeszcze nie koniec niespodzianek. W dolnej części znalazło się miejsce na kieszeń opcjonalnego twardego dysku, który można zamontować wewnątrz urządzenia. Konstruktorzy N15 nie odpuścili także zasilaniu. Zamiast spodziewanego kabelka do lampki nocnej lub gniazdka zewnętrznego zasilacza, zamontowali porządną trzybolcową „koniczynkę”, używaną m.in. przez Lenovo.
Boczne panele w kształcie poziomych radiatorów nie są tam tylko dla ozdoby. Wykonane na nich liczne perforacje poprawiają chłodzenie urządzenia.
Zdjęcie pokrywy wymaga nieco wysiłku intelektualnego, za to wnętrze, w świetle funkcjonalności N15, okazuje się zaskakująco skromne. Cała kluczowa elektronika zmieściła się na jednej dużej płytce. Zamontowano ją do góry nogami, więc bez małej dewastacji trudno zgłębić jej zawartość.
Sercem N15 jest 32-bitowy układ scalony ESS Sabre ES9018K2M, pełniący funkcję przetwornika cyfrowo-analogowego. Mózg to dwurdzeniowy procesor ARM Cortex A9 o taktowaniu 1 GHz.
Pod płytką ulokowano ekranowaną kieszeń na wspomniany 2,5-calowy twardy dysk SATA lub SSD. Montaż jest dziecinnie prosty: wystarczy wykręcić dwie śruby mocujące szufladę, umieścić dysk w prowadnicy i wsunąć ją z powrotem na miejsce. Pozostałą przestrzeń obudowy wypełnił rozbudowany zasilacz impulsowy z osobną linią, poprowadzoną do sekcji analogowej.

Wyposażenie
N15 nie jest tylko prostym odtwarzaczem plików. W niewielkim urządzeniu zmieściły się także: porządny wzmacniacz słuchawkowy, radio internetowe oraz DAC, umożliwiający podłączenie komputera. Kartę wi-fi dostaniemy za dopłatą, co jest, moim zdaniem, strzałem w kolano. Płacąc blisko trzy tysiące za filigranowe urządzonko, oczekiwałbym pełnej funkcjonalności, a konieczność poniesienia dodatkowych wydatków można potraktować jako próbę naciągania klientów. To tak, jakby sprzedawać samochody bez amortyzatorów – jeździć będą, ale za minimum komfortu trzeba dopłacić.
N15 może pracować w domowym systemie hi-fi na kilka sposobów. Najpierw jednak trzeba się połączyć z internetem. Na starcie dostajemy dostęp do kilku serwisów streamingowych (Qobuz, Tidal i Deezer) oraz do bezliku internetowych rozgłośni radiowych. I choć jakość emitowanych przez nie nagrań znacząco odbiega od audiofilskich wzorców, to do niezobowiązującego plumkania nadają się znakomicie.
Kolejnym krokiem będzie podpięcie zewnętrznej pamięci lub montaż twardego dysku oraz podłączenie do wzmacniacza. Odtwarzacz może pracować tylko jako źródło albo również jako przedwzmacniacz i wtedy można go podłączyć  bezpośrednio do końcówki mocy. W obu przypadkach zostaje zachowana możliwość regulacji siły głosu.
Następnym sposobem będzie wpięcie N15 między komputer a wzmacniacz stereo i korzystanie z zasobów zgromadzonych na dysku. Osoby posiadające obszerną bibliotekę plików mogą za pośrednictwem domowego routera podłączyć Cocktail Audio do serwera NAS.

Obsługa
O ile własności użytkowe N15 nie dają podstaw do krytyki, o tyle obsługa chwilami wołała o pomstę do nieba.
By w ogóle uruchomić urządzenie, trzeba niezbędnie skorzystać z aplikacji na smartfony. Menu tytułowe wygląda przyjemnie, aplikacja jest nawet częściowo spolszczona, jednak obsługa odtwarzacza plików okazuje się beznadziejna. Najbardziej irytowało mnie, że najpierw trzeba sporządzić listę utworów, których chce się posłuchać i dopiero później urządzenie łaskawie zaczyna je odtwarzać. Czepiam się? To spróbujcie tak odpalić jednym ciągiem całą płytę. W trakcie testów pojawiła się aktualizacja apki, w której przynajmniej znalazło się coś na kształt pilota, bo w poprzedniej wersji funkcję tę trzeba było specjalnie wywoływać. Mam nadzieję, że producent wsłucha się w głos ludu i szybko naprawi niedogodności.
Wzorcowo rozwiązano natomiast obsługę radia internetowego, z zaawansowanymi funkcjami wyszukiwania stacji i historią słuchanych rozgłośni.
N15 obsługuje wszystkie cywilizowane formaty plików. Ich długą listę znajdziecie w tabeli z danymi technicznymi.

Wrażenia odsłuchowe
W muzyce klasycznej dała się zauważyć ponadprzeciętna głębokość sceny. Materiał rejestrowany w kościołach i dużych salach koncertowych charakteryzował się długim pogłosem, adekwatnym do ich rozmiarów. Instrumenty nie miały konturów powycinanych skalpelem, jednak umiejscowienie ich w przestrzeni nie budziło zastrzeżeń.
Brzmienie ulokowało się po ciepłej stronie neutralności, jednak nie stało się to kosztem wysokich tonów. Skrzypce i klawesyn pozostały czytelne, doświetlone i perliste.
Mocny, konturowy bas w repertuarze organowym schodził dostatecznie nisko, by wywołać niepokój u sąsiadów zerkających w stronę bezchmurnego nieba. Na szczęście, obyło się bez nieprzyjemnego dudnienia.
Po zmianie repertuaru na jazzowy okazało się, że owa cofnięta scena jest cechą charakterystyczną N15. Pod względem neutralności można urządzeniu to i owo zarzucić, natomiast sposób przedstawienia nagrań zdecydowanie może się podobać. Nawet występy jazzowego tria, zarejestrowane na deskach niewielkiego klubu, miały w sobie coś z prawdziwego koncertu, co w warunkach domowych uzyskać niełatwo. Większe składy, np. big bandy, spokojnie mieściły się pomiędzy kolumnami, a lokalizacja grup instrumentów pozostawała wiarygodna. Swingujący bas umiejętnie podkreślał tempo, a siła połyskujących złotem dęciaków stała w jawnej opozycji do rozmiarów N15.
Spory dystans miedzy słuchaczem a sceną niezbyt dobrze sprawdził się natomiast z albumem „Amused to Death” Watersa czy w nagraniach J. M. Jarre’a. Zamiast w pełni zaangażować i wciągnąć słuchacza w spektakl, N15 przeznacza dla niego miejsce obserwatora, co chyba nie do końca było zgodne z intencją realizatorów dźwięku. Za to w nagraniach koncertowych gigantów bluesa i rocka N15 był w swoim żywiole. Im więcej instrumentów na scenie, tym większą sprawiało mu to frajdę i nawet starsze, niekoniecznie perfekcyjne realizacje traktował z szacunkiem.

Konkluzja
CocktailAudio N15 potrafi zaskoczyć doświadczonego użytkownika. Ze względu na walory użytkowe i gabaryty świetnie się sprawdzi w gabinecie, sypialni lub pokoju nastolatka. Ostatnią niespodzianką jest jego cena, moim zdaniem trochę przesadzona.

3033052017 002MP100 – elektronika na dużej
płytce.

 

 

 

 

Cocktail Audio N15 o

 

 

 

 

 



Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 05/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF