fbpx

HFM

Sennheiser CX Plus True Wireless

014 017 Hifi 12 2021 004
Pierwszymi prawdziwie bezprzewodowymi słuchawkami, jakie trafiły do naszych testów, były Sennheisery Momentum True Wireless. Działo się to w marcu 2019 roku.

Od tamtej pory minęły niespełna trzy lata, ale w tym czasie świat przenośnych słuchawek zmienił się całkowicie. Traktowane z początku nieufnie TWS-y coraz częściej zastępują na ulicach konstrukcje nauszne, a współcześnie produkowane modele oferują funkcje, o jakich użytkownicy pierwszej generacji mogli jedynie pomarzyć. Świetnym przykładem są najnowsze Sennheisery CX Plus.


Niemiecki potentat do niedawna miał w katalogu tylko dwa modele TWS: CX i Momentum 2. Pierwsze, jako podstawowy model w ofercie, spełniały tylko niezbędne wymagania, czyli – jak mówią handlarze samochodów – jeździły, skręcały i hamowały. Z kolei Momentum 2, jak na produkt z flagowej linii przystało, oferowały pełnię możliwości, jednak za przyjemność ich posiadania trzeba było sporo płacić. Powstała między nimi luka, która aż się prosiła o nowy model. „Momentum Minus” oczywiście nie wchodziły w rachubę, należało zatem podrasować podstawowe CX-y. I tak wczesną jesienią 2021 roku światło dzienne ujrzały Sennheisery CX Plus True Wireless.


Budowa
Słuchaweczki okazują się zaskakująco małe; równie niewielkie jest etui z wbudowaną ładowarką. Obudowy przetworników wykonano z wysokiej jakości tworzywa sztucznego. Nie mają żadnych widocznych manipulatorów, ponieważ  obsługa odbywa się za pośrednictwem paneli dotykowych z logiem Sennheisera. Wewnątrz zamontowano 7-mm przetworniki TrueResponse, stosowane także w najwyższych dokanałówkach z Wedemark. Prawdopodobnie nie jest to trzecia generacja, montowana we flagowych IE 900, ale i tak nie ma co narzekać. Obok przetworników zmieściły się układy elektroniczne oraz wydajne akumulatory, wystarczające na 6 godzin pracy z włączonym ANC i aż 8 godzin bez niego. Na tle konkurencji jest to znakomity rezultat. Dwukrotne doładowanie do pełna może ten czas wydłużyć do okrągłej doby.

 

 

014 017 Hifi 12 2021 001

 

Do obsługi wykorzystano
panele dotykowe.

 
  

 

 


Wyposażenie i obsługa
W pudełku ze słuchawkami znajdziemy krótki przewód zasilający USB-A/C oraz zestaw silikonowych nakładek w czterech rozmiarach, od XS do L. Jak dotąd żadne mecyje, ale największe atrakcje ukryto przed ludzkim wzrokiem.
CX Plusy są najnowocześniejszymi w pełni bezprzewodowymi słuchawkami w katalogu Sennheisera i jednymi z najnowocześniejszych na rynku w zbliżonej cenie.
Zamontowano w nich moduł Bluetooth 5.2 z kodekiem aptX Adaptive. Ponadto pracują w trybie TWS+, co oznacza, że sygnał jest odbierany przez każdą ze słuchawek niezależnie, bez podziału na master i slave. Dzięki temu, poza lepszym brzmieniem, można używać ich pojedynczo, np. do rozmów telefonicznych w zastępstwie samochodowego zestawu głośnomówiącego. Zdecydowanie odradzam natomiast kierowanie pojazdem z obiema słuchawkami wetkniętymi w uszy, ponieważ po włączeniu muzyki praktycznie odcinają od odgłosów świata zewnętrznego, co może być bardzo niebezpieczne.
Obok modułu BT znalazł się układ aktywnej redukcji hałasów z trybem przezroczystości. Jako że CX Plusy bardzo dobrze izolują od otoczenia w trybie pasywnym, włączanie trybu aktywnego potrzebne będzie tylko w wyjątkowych sytuacjach. Poruszając się po spokojniejszych okolicach, w ogóle nie korzystałem z ANC i tryb aktywny włączałem dopiero w hałaśliwych środkach komunikacji miejskiej. Zresztą, po każdorazowym uruchomieniu Sennheisery mają domyślnie wyłączoną redukcję szumów, zapewne w celu oszczędzania akumulatorów.
Kolejną przydatną funkcją niemieckich dokanałówek są czujniki zbliżeniowe, zatrzymujące muzykę po wyjęciu jednej z nich z ucha. Ułatwienie to przydaje się na przykład kiedy zostaniemy na ulicy zagadnięci przez przechodnia, choć jak wspomniałem, CX Plusy wyposażono także w tryb przezroczystości.

 

 

014 017 Hifi 12 2021 001

 

Logo Sennheisera
na dousznych pchełkach świadczy
o dobrym guście użytkownika.

 
  

 

 


Aplikacja
Wszystkie powyższe oraz kilka dodatkowych funkcji, np. okres bezczynności, po którym słuchawki przechodzą w stan uśpienia, można skonfigurować za pośrednictwem firmowej aplikacji na smartfony. Sennheiser w swoich materiałach zawsze polecał Smart Control, ale z reguły niewiele można było w niej zwojować. Ja z kolei rekomendowałem firmową apkę CapTune, która przynajmniej miała wbudowany odtwarzacz plików. Teraz role się odwróciły. O ile funkcjonalność tej ostatniej się nie zmieniła, to w Smart Control można dowolnie spersonalizować słuchawki, w szczególności przypisując funkcje panelom dotykowym, według uznania i przyzwyczajenia. Nie wiem jednak, czy okaże się to konieczne, bo do fabrycznych ustawień praktycznie nie miałem zastrzeżeń, np. tryb przezroczystości włączał się po jednym dotknięciu lewej słuchawki, ANC po trzech, a każde muśnięcie błyszczącego panelu było dodatkowo potwierdzane cichym piknięciem.
Jedyna uwaga dotyczy regulacji głośności, która odbywa się poprzez dłuższe przyłożenie palca do panelu dotykowego. Trochę to mało precyzyjna metoda, w dodatku była to jedyna funkcja, której nie można zmienić w aplikacji.



 

 

014 017 Hifi 12 2021 001

 

Czujniki zbliżeniowe
w obudowach słuchawek
zatrzymują muzykę po wyjęciu
jednej z nich z ucha.

 
  

 

 


Wrażenia odsłuchowe
Z powyższego opisu wynika, że Sennheiser postawił na nowoczesność, ale czy nie odbyło się to kosztem jakości brzmienia? Zdecydowanie nie, choć charakter CX Plusów wyraźnie odbiega od większości aktualnie dostępnych modeli dokanałowych.
W pełni bezprzewodowe słuchawki cieszą się największym powodzeniem wśród młodzieży, a ta zazwyczaj ma określone oczekiwania dotyczące brzmienia. Doskonale wiedzą o tym producenci TWS-ów, czego efektem jest dźwięk z lekko podkreślonymi skrajami pasma przypominającymi uśmiechnięty korektor. Brzmienie w takim stylu sprawia wrażenie żywszego, fajniejszego i właśnie takie najlepiej się sprawdza poza domem. Czy to świadome wypaczanie rzeczywistości? Bynajmniej, po prostu czego innego oczekujemy, słuchając w domu, a czego innego – na spacerze czy treningu. Każdemu według potrzeb, jak mawiał klasyk.
Na tym tle CX Plusy stanowią ewenement. Zamiast uśmiechniętego korektora dostajemy niemal płaską charakterystykę pasma. Dobrze to czy źle? Młodym użytkownikom TWS-ów brzmienie Sennheiserów może się wydać nijakie, natomiast ich rodzice powinni docenić neutralność, naturalność i dojrzałość. W pierwszej chwili dźwięk może nie będzie porywający ani nie wywoła efektu „wow”, ale po kilku minutach trudno będzie się z nim rozstać.
Zacznijmy od neutralności. W tabelce z ocenami dostała maksymalne 6 punktów i pod tym względem CX Plusy mogą konkurować nawet z  droższymi słuchawkami przewodowymi Sennheisera, a to nie w kij dmuchał. Jeżeli ktoś chce się dowiedzieć, jak naprawę brzmią głosy ulubionych wokalistów i towarzyszące im instrumenty akustyczne, powinien choć przez chwilę posłuchać ich na niemieckich TWS-ach. Pod tym względem stanowią bowiem punkt odniesienia dla wszystkich tego rodzaju konstrukcji, niezależnie od ceny.



 

 

014 017 Hifi 12 2021 001

 

Dioda z przodu etui
sygnalizuje poziom naładowania
akumulatorów.

 
  

 

 


Neutralność odnosi się zresztą nie tylko do średnicy, ale do całego pasma. Osoby na co dzień używające niedrogich dokanałówek mogą ją subiektywnie odebrać jako zubożenie basu, ale nie dajcie się zwieść pozorom. Owszem, niskie tony w nagraniach muzyki elektronicznej nie wprawiają całej głowy w drgania, ale w CX Plusach Sennheiser postawił na jakość, nie na ilość. Posłuchajcie choćby nagrań Briana Bromberga. Co za detaliczność, masywność, a jednocześnie kontrola... Słychać niuanse artykulacji, szczególnie w czasie podszczypywania strun kontrabasu. Szybkość i jakość w tej cenie – nie do pobicia.
Na przeciwległym skraju pasma także trudno narzekać na braki w prezentacji. Wysokie tony, co prawda, nie atakują uszu nadmiarem popiskiwań, przez co dla młodocianej klienteli mogą się okazać zbyt nudne, ale cechę tę ponownie mogą docenić ich rodzice. Wprawdzie z wiekiem nasz słuch się pogarsza, ale trudno nie zauważyć znakomitej detaliczności oraz różnicowania barw. Sennheisery bez wysiłku wydobywają z tła drobne odgłosy, zazwyczaj maskowane przez solistów. Robią to jednak bez ostentacji. Jeśli skupiłem uwagę na dalszych planach sceny, to bez problemów rozpoznawałem delikatne pobrzękiwania perkusjonaliów. CX Plusy nie robiły z tego jednak gwoździa programu. Najważniejsza pozostawała średnica.
Skoro jesteśmy przy wysokich tonach, trudno przemilczeć kwestię stereofonii i budowy sceny. Tutaj pojawia się szkopuł. Kiedy słuchałem nagrań zasługujących na miano audiofilskich, niemieckie słuchawki w dwójnasób wynagradzały starania realizatorów. Panorama stereofoniczna była szeroka, a na scenie panował iście pruski porządek. Czar pryskał, kiedy zmieniałem repertuar na nagrania popularnych artystów z kręgu bluesa i rocka. W takich chwilach wykonawcy łapali się za ręce i ciasno oplatali głowę, zaś część z nich lądowała wewnątrz niej, co jeszcze przed sekundą wydawało się nie do pomyślenia. Próbę tę przeprowadzałem kilkukrotnie i za każdym razem rezultat był ten sam. Morał? Pojęcie „audiofilskie słuchawki True Wireless” brzmi jak oksymoron, jednak niemieccy inżynierowie udowodnili, że nie zamierzają się przejmować ograniczeniami. Nie pierwszy raz zresztą.


Konkluzja
No i teraz szefowie Sennheisera mają ein großes Problem. Skoro CX Plusy są lepsze od niemal dwukrotnie droższych Momentum 2, to dział konstrukcyjny czeka wiele nieprzespanych nocy i wytężonych prac nad trzecią wersją flagowców. A zawistna konkurencja zastanawia się pewnie, jak wyłączyć prąd w Wedemark.

senheisercxplustw

 

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 12/2021