fbpx

HFM

Yamaha YH-E700A

020 023 Hifi 09 2021 004Yamaha jako ostatnia z wielkich firm elektronicznych opracowała bezprzewodowe słuchawki z aktywną redukcją hałasów otoczenia. Ponoć lepiej późno niż wcale, ale ten poślizg wyszedł jej na dobre.

YH-E700A to aktualnie jedne z najnowocześniejszych słuchawek na rynku. Wyposażono je w rozwiązania rzadko stosowane nawet we flagowcach innych firm. Są dostępne w dwóch kolorach: klasycznej czerni oraz bieli. I w obu prezentują się, hmm, kontrowersyjnie, o czym za chwilę.



Budowa
Już na etapie rozpakowywania widać, że Japończycy potraktowali YH-E700A prestiżowo. Słuchawki spoczywają w eleganckim pudełku z grubego lakierowanego kartonu, zaopatrzonym w zamek magnetyczny. Zanim do niego dotrzemy, trzeba się przedrzeć przez równie elegancką zewnętrzną obwolutę. Po pokonaniu wszystkich przeszkód naszym oczom ukazuje się duże owalne etui, które poza nausznikami zawiera akcesoria.
„Siedemsetki” są potężne. Określenie to zwykle nie pasuje do sprzętu przenośnego, a już na pewno nie do słuchawek, ale w przypadku Yamahy żadne inne nie przychodzi mi do głowy.
Muszle z przetwornikami mają 9 cm średnicy i wraz z poduszkami aż 5,5 cm grubości, co sprawia, że nawet przy standardowych konstrukcjach przewodowych wydają się ogromne. Optycznie jeszcze powiększa je pałąk. Układa się na głowie niemal poziomo i załamuje w dół pod kątem prostym, z dala od skroni. Krótko mówiąc, YH-E700A wyglądają na takie, których można używać w kapeluszu bez zaginania ronda.
Pomijając kilka „designerskich” modeli dla celebrytów, większość słuchawek bezprzewodowych cechuje pewna dyskrecja. Owszem, w plenerze, poza najpopularniejszą czernią widuje się sporo modeli białych, szarych i pastelowych, ale wszystkie są w miarę płaskie i starają się przylegać do głowy. Wszystkie, ale nie Yamahy. Bez względu na kolor wykończenia, YH-E700A rzucają się w oczy niczym jegomość we fraku i cylindrze wśród plażowiczów. Albo odwrotnie. Naprawdę, potrzeba sporo odwagi, by się w nich pokazać na mieście, zwłaszcza gdy wybierzemy białe wykończenie. Podejrzewam jednak, że nie brakuje młodych ludzi, chcących oryginalnymi słuchawkami podkreślić swój indywidualizm, a YH-E700A nadają się do tego, jak rzadko które. Potężne gabaryty nie są jednak dziełem przypadku i mają swoje techniczne uzasadnienie.
Nauszniki w całości wykonano z porządnego tworzywa sztucznego, a pałąk dodatkowo wzmocniono paskiem stalowej blachy. Wszystkie połączenia precyzyjnie spasowano i wzmocniono śrubkami.
Wewnątrz muszli pracują przetworniki o średnicy 40 mm. Osadzono je bardzo głęboko – od krawędzi padów dzielą je ponad 3 cm. Od strony ucha osłania je plastikowa płytka dyfuzyjna. W obudowach umieszczono także wydajne akumulatory, wystarczające na 35 godzin pracy, oraz liczne układy elektroniczne, uprzyjemniające życie melomana.
Grube wokółuszne poduszki wypełniono pianką termokształtną i wykończono ekoskórą, podobnie jak pałąk. I tu mała uwaga praktyczna: jeżeli się wahacie, wybierzcie czarne. Mniej łapią brud.
Na prawej muszli umieszczono wszystkie manipulatory do obsługi telefonu i odtwarzacza muzyki, natomiast na lewej tylko przycisk zmiany trybu ANC. Pozwala to uniknąć pomyłki. Wszystkie przyciski są pod placem, choć można było lepiej je wyróżnić na tle obudowy.
Jedyne zastrzeżenie, jakie zgłaszam na tym etapie, dotyczy ceny. Rozumiem, że wszystkie mądre układy elektroniczne kosztują, ale za podobne pieniądze zarówno europejska, jak i amerykańska konkurencja oferuje już nierdzewną stal, naturalną skórę i wysokiej rozdzielczości DAC USB, umożliwiający podłączenie komputera.



020 023 Hifi 09 2021 001

 

Oznaczenia kanałów
od wewnątrz muszli.
 


Wyposażenie i obsługa
W słuchawkach Yamahy znajdziemy wiele przydatnych funkcji. Zacznijmy od najbardziej oczywistej, czyli aktywnej redukcji hałasów.
Układ Advanced ANC został wsparty autorskim rozwiązaniem Yamahy, którego działanie polega na analizie i usuwaniu odgłosów otoczenia bez ingerencji w brzmienie. I nie są to czcze przechwałki działu marketingu, bowiem włączenie ANC praktycznie nie wpływała na charakter dźwięku. Gdyby nie krótkie komunikaty, to w cichym pomieszczeniu nie sposób byłoby odróżnić pracy słuchawek z włączoną redukcją szumów i bez niej.
Drugą przydatną funkcją jest tryb przezroczystości, nazwany przez Japończyków Ambient Sound. W pierwszej chwili wydaje się bez sensu, bowiem głównym zadaniem konstrukcji z ANC jest całkowita izolacja od otoczenia, ale tryb ten przyda się na dworcach i w sklepach, a w przypadku słuchawek Yamahy także… w warunkach domowych. W odróżnieniu od większości tego rodzaju rozwiązań, wszystkie odgłosy otoczenia uwypuklane w trybie Ambient Sound brzmią naturalnie i nie są elektronicznie zniekształcone. Po jego aktywacji YH-700E zachowują się wręcz jak konstrukcja otwarta, czyli można w nich słuchać muzyki, utrzymując jednocześnie kontakt z domownikami. Odgłosy muzyki, rzecz jasna, nie przedostają się na zewnątrz.
Trzecim i zarazem najciekawszym systemem jest Listening Optimizer. Składa się z pary mikrofonów zamontowanych wewnątrz muszli. Co 20 sekund badają one szczelność otoczenia uszu i na tej podstawie optymalizują dźwięk. Brzmi intrygująco, prawda?
Ostatni układ poprawiający komfort słuchania to autorskie rozwiązanie Yamahy o nazwie Listening Care. Jest to ni mniej, ni więcej, tylko płynny loudness, podbijający skraje pasma przy cichym słuchaniu. W miarę podkręcania potencjometru krzywa się linearyzuje.
Do aktywacji powyższych funkcji służy firmowa aplikacja Yamahy na smartfony z Androidem i iOS-em. Jest dostępna w polskiej wersji językowej, a za jej pomocą można dodatkowo ustawić okres bezczynności, po którym słuchawki automatycznie się wyłączą. Tam też znajdziemy linki do całej dokumentacji online wraz z instrukcjami użytkowania.
Komunikacja ze źródłem sygnału odbywa się przez Bluteooth 5.0 z kodekiem aptX Adaptive, umożliwiającym transfer danych do 24 bitów/96 kHz. O współpracy z asystentami głosowymi wspominam tylko z obowiązku.
Patrząc na słuchawki w naturze lub na głowach modelek, można się trochę obawiać o komfort noszenia. Bezpodstawnie. Wprawdzie w pierwszej chwili odczujemy dość mocny docisk muszli, co zresztą przekłada się na bardzo dobrą izolację pasywną, ale już po chwili można o nim zapomnieć. Same słuchawki sporo ważą, jednak dzięki odpowiedniemu wyważeniu praktycznie nie czuć ich masy na głowie. Nawet po kilku godzinach słuchania nie miałem potrzeby ani ochoty ich zdejmować.
Układ ANC jest jednym z najlepszych, z jakimi się do tej pory zetknąłem. Przepuszcza wyłącznie najwyższe częstotliwości tła i to tylko jako ciche brzęczenie. Powyższa uwaga dotyczy jednak sytuacji, gdy nie musimy nosić okularów. Po włożeniu tychże zauszniki rozszczelniają połączenie poduszek z głową i część odgłosów otoczenia przedostaje się przez ten przesmyk.



020 023 Hifi 09 2021 001

 

W sztywnym etui standardowy
zestaw akcesoriów. Przewodu sygnałowego
można nie wyjmować.
 

Wrażenia odsłuchowe
Słuchawki Yamahy trafiły do mnie fabrycznie nowe i pierwszy kontakt z nimi okazał się mało zachęcający. Zaraz po wyjęciu z pudełka zabrzmiały szaro i ziemiście. Dźwięk był pozbawiony góry i głębszego basu. Lepiej zatem unikać powierzchownych kontaktów z niewygrzanym egzemplarzem. Ocena brzmienia na tej podstawie będzie tyleż niesprawiedliwa, co całkowicie błędna.
Do planowanego testu miałem jeszcze kilka dni, więc poddałem YH-E700A intensywnemu wygrzewaniu. Po 50 godzinach pracy były to już zupełnie inne słuchawki.
Powyższy akapit poddaję pod rozwagę wszystkim, którzy kupią „siedemsetki” w ciemno i przez pierwsze dni będą zachodzić w głowę, co w nich widzą inni.
Jako że ze względu na gabaryty YH-E700A mogą pełnić rolę pełnoprawnych słuchawek domowych, test rozpocząłem od trybu pasywnego. Podłączyłem przewodem do wzmacniacza Pro-Ject Pre Box S2 Digital i...
Pierwsze wrażenie niemal zmiotło mnie z fotela. Yamahy zademonstrowały bas, jaki nie zawsze udaje się odnaleźć nawet w subwooferach. Potężny, głęboki i lekko ocieplony, schodził w rejony, w których słychać już tylko mowę wielorybów. Przetwornik robił świetną robotę i te 8 Hz w tabeli danych technicznych nie jest wyssane z palca. Oczywiście mój sterany latami testów słuch tam nie sięgał, ale najniższe częstotliwości odczuwałem niemal całą górną połową ciała.
Minuty mijały, zmieniały się utwory, ale słuchawki jakby tego nie dostrzegały. W brzmieniu wciąż dominował przepotężny dół, kładący się cieniem na średnicy i górze. W końcu poczułem znużenie i przerwałem ten monotonny spektakl.
Coś mi się tu nie zgadzało. Japończycy przyłożyli się do debiutu, a pokazali światu taką bułę? I właśnie w tym momencie przypomniały mi się Sennheisery PXC 550-II, które – podłączone najpierw kabelkiem do telefonu – zagrały jak nieszczęście. Nie czekając dłużej, włączyłem zasilanie. Alleluja!



020 023 Hifi 09 2021 001

 

Złożone słuchawki
idealnie mieszczą się w etui.
 

Już samo aktywowanie układów elektronicznych korzystnie wpłynęło na dźwięk. Darowałem sobie płynny loudness i, przynajmniej na początku, tryb ANC. Następnie odpiąłem kabel sygnałowy, żeby sprawdzić tryb bezprzewodowy, w którym zapewne słuchawki będą użytkowane najczęściej. I już z wykorzystaniem łączności Bluetooth przeprowadziłem całą resztę testu odsłuchowego.
Przede wszystkim dało się zauważyć postęp w dziedzinie niskich tonów. Głębia pozostała nienaruszona, jednak całe towarzystwo niskich herców zostało zebrane do kupy, ustawione do pionu i poddane surowej krytyce za niesubordynację. W rezultacie dół przestał dominować nad resztą pasma, a zamiast tego wziął się dziarsko do dyktowania tempa. Ruszył do działania z takim samym zacięciem, jak wyposzczony bywalec siłowni, który usiłuje nadrobić spadek formy po miesiącach bezczynności. Natomiast w nagraniach muzyki organowej i elektronicznej pozwalał sobie na pewną nonszalancję. Nigdy jednak nie przekraczał granicy dobrego smaku. Nawet przy wysokim poziomie głośności nie dudnił, czego można się było obawiać, mając w pamięci odsłuchy po kablu.
Uwolniona od tłustego balastu średnica odetchnęła pełną piersią i był to bardzo interesujący oddech. Lekko ocieplona, podobnie jak dolny skraj pasma, odznaczała się ową unikalną zmysłowością, która z każdej banalnej śpiewogry czyniła namiętną balladę. No i wreszcie wysokie tony.
Mon Dieu, jak mawiają starzy górale z okolic Chamonix, soprany można było jeść łyżkami. Również i one zostały poddane zmysłowemu zmiękczeniu, co na szczęście nie odbiło się na ich detaliczności. Rezultat okazał się znakomity. W grze gitarzystów klasycznych świsty palców przesuwających się po strunach zachowały czytelność, co w połączeniu z namiętną średnicą sprawiało, że ciarki dosłownie chodziły po grzbiecie. Świetnie zabrzmiały także partie, w których jazzowi perkusiści grają miotełkami. Najlepsze zostawiłem jednak na koniec.
Kilka akapitów wyżej wspominałem o ponadprzeciętnych gabarytach YH-E700A. Przypuszczalnie główną ideą przyświecającą konstruktorowi było maksymalne odsunięcie przetworników od uszu. A szeroki rozstaw głośników powinien… tak, dobrze myślicie.
Odsunięcie głośniczków od uszu zaowocowało stereofonią dorównującą najlepszym otwartym konstrukcjom w zbliżonej cenie. Zamknięte zwyczajnie zdeklasowała. Instrumenty były dokładnie ogniskowane na scenie i żaden z muzyków nie właził sąsiadowi na kolana ani nie szturchał go w plecy. Wyśmienicie słuchało się nagrań koncertowych, gdzie bardzo szeroka scena dosłownie otaczała głowę. Polecam posłuchać fragmentów płyty Joe Bonamassy „Muddy and Wolf at Red Rock Live”, gdzie na początku każdej części poświęconej jednemu z pionierów bluesa słychać monofoniczne nagrania Muddy Watersa i Howlin’ Wolfa. A po nich wchodzi Joe z gitarą, cały w stereo. Tylko najpierw naszykujcie sobie coś miękkiego pod brodę.
Jakiej muzyki słuchało się najlepiej? Każdej, bez wyjątku. Świetnie brzmiały klasyka, akustyczny i elektryczny jazz, szeroko pojęta muzyka świata, elektroniczne pejzaże i wszelki blues oraz rock. Chwilami żałowałem, że nie mam kilku głów i nie mogę słuchać wszystkiego jednocześnie. Zresztą, niewiele by to dało. Do testów przyjechały tylko jedne YH-E700A.



020 023 Hifi 09 2021 001

 

Muszle z poduszkami
mają ponad 5 cm grubości.
 

Konkluzja
Warto było czekać na słuchawki Yamahy, nie ma dwóch zdań. Nie sposób się z nimi nudzić, a jeśli przesłuchacie już wszystkie ulubione płyty, zawsze możecie sięgnąć po zupełnie nieznane gatunki. Japońskie nauszniki tylko na to czekają.


 

 

yamahayhe700a

 

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 09/2021