fbpx

HFM

Audio-Technica ATH-AWAS

024 026 Hifi 001Audio-Technica jest kojarzona jako „firma słuchawkowa”. Z jednej strony słusznie, bo w ofercie ma więcej nauszników niż kilku innych specjalistów razem wziętych. Z drugiej – takie zaszufladkowanie jest krzywdzące, bo produkuje też świetne wkładki, gramofony oraz całe stada mikrofonów i urządzeń studyjnych.



Już najtańsze słuchawki japońskiej wytwórni wzbudzają zaufanie jakością wykonania. W najdroższych znajdziemy luksus, połączony z nowoczesną technologią i, wbrew pozorom, umiarkowanymi cenami. Owszem, AWAS-y trudno uznać za tanie, ale na tle konkurentek z audiofilskich manufaktur wypadają atrakcyjnie. Zwłaszcza kiedy przyjrzymy im się z bliska.


Budowa
AWAS-y raczej nie trafią do studia. Powstały z myślą o audiofilach, którzy będą je wykorzystywać, siedząc w wygodnym fotelu. Dlatego zamiast pancernego futerału opakowano je w duże pudełko ze sztywnej tektury, wykończone od zewnątrz materiałem przypominającym welur. Wewnątrz wklejono piankowy profil, obszyty mikrofibrą o jedwabistym połysku. Jeżeli będziemy dbać o słuchawki i odkładać je do tego futerału, to nawet po kilkunastu latach na obudowach nie powinny się pojawić ryski. Szkoda by było, bo AWAS-y są po prostu piękne i już na pierwszy rzut oka widać, że to sprzęt dużego kalibru.
Efektowny i niepowtarzalny wygląd to zasługa drewna asady zakury, czyli chmielograbu japońskiego (ostrya japonica), osiągającego pożądane parametry po 100 latach. Audio-Technica od dawna eksperymentowała z drewnianymi obudowami i ten gatunek wybrała nie tylko ze względu na właściwości akustyczne, ale również trwałość. Struktura drewna jest gęsta, dzięki czemu po sezonowaniu przestaje pracować, czyli się nie odkształca. Rzadko rozłożone słoje dodają mu urody, podobnie jak czerwonawa barwa, przypominająca drewno różane. Z upływem lat będzie się zmieniać i nabierze purpurowej głębi.

024 026 Hifi 002

 

Chmielograb pięknobrzmiący.


ATH-AWAS to wokółuszna konstrukcja zamknięta, obliczona na komfort użytkowania. Muszle są ogromne, ale słuchawki – relatywnie lekkie dzięki zastosowaniu stopu magnezu i aluminium. Wykonano z niego pałąk i widełki, na których zawieszono okrągłe obudowy z drewnianym frontem. Obracają się bez problemu i w niewielkim zakresie w poziomie i pionie, tak aby bezobsługowo dopasować się do głowy. Ręcznie ustawia się tylko wysunięcie pałąka, zbudowanego z dwóch płaskich ramion z zapadkami. Poduszki są mięciutkie, wykończone skórą. Materiał jest wysokiej jakości, bo przy długim odsłuchu nie męczy, a skóra pozostaje miła w dotyku.
Jak na konstrukcję zamkniętą, kojarzącą się z dobrą izolacją od otoczenia, nacisk jest zaskakująco niewielki, porównywalny ze słuchawkami otwartymi. Uzyskano to dzięki starannemu wyprofilowaniu poduszek i dokładnemu przyleganiu do głowy. Testowany egzemplarz nosiło kilka osób i zawsze pasował; dopiero dla dziecka poniżej 10 lat okazał się zbyt luźny. Z drugiej strony, w komorach otaczających uszy mieszczą się też te duże i odstające. Komfort noszenia AWAS-ów należy do najwyższych wśród słuchawek tego typu. Jedyny słaby punkt to nacisk na czubek głowy, który zaczyna się odczuwać po dwóch, trzech godzinach. Paradoksalnie, im kto ma większą łepetynę, tym mniej to zauważy.

024 026 Hifi 002

 

Japońska precyzja montażu
i szycia.


Należy też pamiętać, że są to słuchawki stacjonarne. Nie nadają się na spacery, a już w żadnym razie do uprawiania sportu. Nacisk na uszy dobrano z myślą o maksymalnym komforcie, a nie trzymaniu się głowy. Przy gwałtownych ruchach słuchawki mogą spaść. Jedyne zastosowanie „na wynos” to podróż pociągiem lub samolotem. Choćby dlatego, że z uwagi na parametry techniczne (oporność i skuteczność) AWAS-y bez problemu współpracują z urządzeniami przenośnymi.
W tych słuchawkach wszystko jest duże, ale najbardziej cieszą rozmiary przetwornika. Na jego membranę o średnicy 53 mm naniesiono bardzo twardą, niekorodującą powłokę węglową DLC (Diamond-Like Carbon). Od strony ucha jest zabezpieczona metalowym dyfuzorem w kształcie latającego spodka, z wyciętymi okrągłymi otworami i warstwą cienkiego materiału, przypominającego pończochę. Od wewnątrz znajduje się podwójna komora akustyczna (D.A.D.S. – Double Air Damping System), optymalizująca przetwarzanie najniższych częstotliwości i poprawiająca tłumienie zewnętrznych hałasów.
W komplecie producent dołącza dwa przewody. Oba o długości 3 m, różniące się wtykami oraz budową. Od strony muszli zostały zakończone dwustykowymi konektorami A2DC. Od strony źródła zwykły kabel ma duży jack 6,35 mm (w wyposażeniu jest też przejściówka na mały – 3,5 mm); symetryczny – 4-pinowny XLR.
Jakość materiałów i wykonania ATH-AWAS jest wybitna lub – jak kto woli – japońska w high-endowym wydaniu. Precyzja spasowania elementów i szycia skóry to efekt ręcznej roboty i nowoczesnego parku maszynowego w fabryce w Tokio.

024 026 Hifi 002

 

Pałąk.


Wrażenia odsłuchowe
ATH-AWAS nie biorą jeńców. Zakładamy je na głowę. Słuchamy dwie minuty i albo szukamy dalej, albo karta kredytowa wędruje do terminala. Pierwszą decyzję zrozumiem, jeżeli ktoś szuka brzmienia ciepłego, relaksującego; takiego, które pozwala słuchać godzinami bez skaleczenia ucha. Drugą popieram, bo lubię słyszeć wszystko bez wysilania wyobraźni.
Na Audio-Technikach słychać wszystko od razu. Ilość informacji osoby mniej zaznajomione ze sprzętem tej klasy może wprawić w zdumienie. Dlatego zaprzyjaźnianie się z AWAS-ami sugeruję rozłożyć na raty. Kiedy już mózg się przyzwyczai, będzie można odkrywać płyty na nowo. Teoretycznie zdążyłem się oswoić z taką estetyką, bo miałem wcześniej kontakt z zamkniętymi ATH-A2000Z. Tam jednak dźwięk balansował na granicy agresji. W AWAS-ach również odnajdziemy ten sam ostry pazur, ale więcej jest szlachetności i równowagi. Góry nadal słychać bardzo dużo i wiele osób uzna, że dominuje nad pozostałymi zakresami. Może nawet zarzucą jej odstępstwo od neutralności, ale to dobrze, bo każdy ma prawo do własnych preferencji. Jeżeli jednak ktoś lubi, kiedy sprzęt się nie cacka i serwuje wysokie tony bez wahania, to wpadł jak śliwka w spirytus i będzie w nim dojrzewać. Szybko zauważy bowiem, że jakość wysokich tonów to pierwszy sort wśród słuchawek, a brzmienie instrumentów jest zróżnicowane i bogate. Zawartość alikwotów, otwarcie i blask trąbek czy talerzy perkusyjnych stają się główną atrakcją spektaklu. Za nimi idą czytelność i przejrzystość, które przenoszą się na resztę pasma. W koncertowych albumach Marcusa Millera każde szarpnięcie struny czy uderzenie pałeczki w membranę werbla zostaje wyrysowane skalpelem. Do tego dochodzą wyjątkowa kontrola i konturowość, a wszystko to zostaje wpompowane wprost do ucha. Dźwięk jest szybki, a dynamika – spektakularna, i tylko przydałoby się odrobinę więcej ciężaru w basie, jak to oferują otwarte Audio-Techniki z podobnej półki. Jest za to precyzyjny i zebrany, aż do przesady.

024 026 Hifi 002

 

Pałąk.


W mniej skomplikowanych fakturach brzmienie pozostaje jasne, świeże i przejrzyste. Zrozumiałość tekstu w piosenkach Cata Stevensa, ale też w operowych ariach i dialogach filmowych jest porównywalna z najwyższymi modelami Grado, czyli najlepsza, z jaką miałem do czynienia. Amerykańskie słuchawki podają sybilanty oszczędniej, a głosy mają mocniejszą podstawę. Z kolei Audio-Technica unika eksponowania ich na pierwszym planie. Tu pomimo ekspozycji góry dźwięk pozostaje spójny. Dół płynnie przechodzi w średnicę, a ta łączy się z górą.

024 026 Hifi 002

 

Dwie komory.


Spójność podkreśla prezentacja przestrzeni. Obok szczegółowości to ona decyduje o wyjątkowości AWAS-ów. Scena jest malowana z rozmachem. Jej rozmiary rosną w stosunku do tego, co pamiętamy z odsłuchów na kolumnach. Owszem, pierwszy plan jest bliski, jak to zwykle w nausznikach, ale kształtowanie pogłosu to mistrzostwo świata. Dźwięk dosłownie fruwa, odbijając się od ścian. Dyskretne echo wypełnia przestrzenie pomiędzy instrumentami, te zaś stoją stabilnie w konkretnych miejscach. W dodatku odróżniamy sygnał bezpośredni od odbitego. Gradacja planów, lokalizacja źródeł, akustyka sali – wszystko to wywołuje uśmiech na twarzy.
Warto sięgnąć po albumy Pink Floyd, gdzie te atrakcje stanowią element dzieła. Można też po „Equinoxe” Jarre’a. Tam efekty przestrzenne wydają się czasem toporne, ale dobry sprzęt pokazuje ich drugie oblicze – wyrafinowane i intrygujące. AWAS-y są jedną z najlepszych opcji, żeby się o tym przekonać.

024 026 Hifi 002

 

W wyposażeniu
dwa przewody. Oba długie.


W zasadzie to repertuar drewnianym Audio-Technikom nie robi specjalnej różnicy. Zawsze zachowają swój charakter. Pokażą, co trzeba, i pozwolą rozebrać miks na części pierwsze. Dodatkowo posadzą nas za każdym razem w innym pomieszczeniu. Dźwiękowcy byliby nimi zachwyceni, bo pracowaliby krócej. Inna sprawa, że ta precyzja i szczegółowość przy długich sesjach zmęczy nieprzyzwyczajone ucho. Najlepiej to zrozumiecie, słuchając całego albumu Dream Theater nieco głośniej niż zwykle. Jeżeli chcecie dać czadu, to chyba już bardziej nie można. Przy okazji część z Was pomyśli, że to tak naprawdę „metalowa symfonika”.
A co z tą „normalną”? Powinna pokazać słuchawki od gorszej strony, skoro wspomniało się wcześniej o przesunięciu punktu ciężkości pasma na wysokie tony. Paradoksalnie, orkiestra w wielkim późnoromantycznym składzie brzmi… najlepiej. Nie ma już dyskusji o neutralności, bo instrumenty słyszymy takimi, jakimi są na żywo. A że mają więcej blasku i łatwiej je wyodrębnić? Czy to przypadkiem nie zalety dobrego nagrania? Doceniamy także barwy zestawień „wynalezionych” przez takich mistrzów instrumentacji, jak Prokofiew, Szostakowicz, Bartok, a potem ich kontynuatorów – kompozytorów muzyki filmowej. Właśnie: soundtracki potrafią zachwycić. Jeżeli myślicie, że ścieżka dźwiękowa z „Gwiezdnych wojen” już Wam już przejadła, to macie szansę poczuć to samo, co wtedy, kiedy po raz pierwszy usłyszeliście „Marsz imperialny”.

024 026 Hifi 002

 

W wyposażeniu
dwa przewody. Oba długie.


Konkluzja
Czy wiecie, jak oddycha orkiestra? Jak pracuje, co się dzieje na deskach sceny? Możecie to zobaczyć. Wystarczy zamknąć oczy i użyć wyobraźni. Choć w sumie nie potrzeba; AWAS-y namalują wszystko – każdy smyczek, klapkę i strunę. Nie pozostawią niedomówień. I nie wypada mówić o przesadzie, bo to tak, jakby zarzucać Mozartowi, że pisał „za dużo nut”.
To zdanie ponoć tak naprawdę nigdy nie padło, więc lepiej nie być pierwszym.   

2021 03 24 19 56 30 024 026 Hifi 03 2021.pdf Adobe Reader

Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 03/2021