fbpx

HFM

JBL Everest Elite 750NC

020 023 Hifi 06 2018 001
Amerykański koncern Harman International skupia ponad dwadzieścia firm z branży hi-fi oraz audio pro, w tym dwóch producentów słuchawek – AKG i JBL-a. Czyżby dwa grzyby w barszczu? Niekoniecznie.

Zgodnie z naczelną zasadą założyciela koncernu, Sidneya Harmana, wewnątrz grupy wszelka konkurencja została ograniczona do minimum, natomiast zalecane jest wzajemne korzystanie ze swoich osiągnięć przez firmy działające w pokrewnych branżach. Jak na dłoni widać to właśnie w nausznikach.
Segment słuchawek w koncernie Harmana został podzielony na obszary zagospodarowane przez Amerykanów i Austriaków. Ci pierwsi skupili się na niedrogich modelach przenośnych, przeznaczonych dla młodzieży i sportowców. Natomiast AKG adresuje swoje produkty głównie do audiofilów i profesjonalistów. Co prawda, po przejęciu koncernu Harmana przez Samsunga douszne pchełki AKG są dołączane do topowych smartfonów koreańskiego giganta, ale odnoszę wrażenie, że w tym przypadku mają one podkreślić prestiżowy charakter telefonu.


A transfer technologii między firmami?
W lutowym wydaniu „Hi-Fi i Muzyki” testowaliśmy flagowe słuchawki AKG N90Q, naszpikowane nowoczesną techniką, nad którymi Austriacy pracowali kilka ładnych lat w głębokiej tajemnicy, współpracując z amerykańskim producentem Quincy Jonesem. W ramach wewnątrzgrupowego przepływu technologii część tych rozwiązań trafiła do topowych nauszników JBL Everest Elite 750NC. Można by w tym momencie posądzić Amerykanów o żerowanie na owocach pracy inżynierów z Wiednia, ale użytkownicy N90Q i Everestów nie są dla siebie konkurencją.

020 023 Hifi 06 2018 002

Podobny system wysuwania pałąka można znaleźć
w nausznikach AKG.


Budowa
Flagowe modele kolumn JBL-a noszą przydomek „Everest” i nie jest on przypadkowy. Pod nazwą najwyższego szczytu na Ziemi JBL produkuje zespoły głośnikowe zawierające najbardziej zaawansowane rozwiązania, dostępne amerykańskim konstruktorom. Co prawda, kolumny JBL Everest DD67000 są od testowanych słuchawek prawie 300 razy droższe, jednak, wbrew pozorom, przydomek ów nie jest w ich przypadku na wyrost. Znalazły się w nich bowiem wszystkie specjalności szefa kuchni.
Zgodnie z przyjętą strategią, pod względem wizualnym Everesty pasują raczej do młodego odbiorcy. Są produkowane w kolorze białym, czarnym oraz eleganckim tytanie z „miedzianymi” wstawkami, określanym tu mianem „gunmetalu”. Ich rozmiary oraz stylistyka dalekie są jednak od dyskrecji.
Słuchawki niemal w całości wykonano z tworzywa sztucznego, w tym przypadku odpornego na warunki atmosferyczne ABS-u, co w kontekście ceny nie powinno dziwić. Obszerne, wokółuszne poduchy oraz fragment pałąka stykający się z głową obszyto sztuczną skórą, udatnie imitującą naturalny surowiec. Po wewnętrznej stronie muszli naniesiono wyraźne oznaczenia kanałów, co powinno wyeliminować ryzyko pomyłki. Za wrażenia muzyczne odpowiadają przetworniki dynamiczne o średnicy 40 mm.
W lewej muszli zamontowano gniazdo dla pojedynczego przewodu, wyposażonego w uniwersalny jednoprzyciskowy pilot z mikrofonem. Drugi mikrofon, załączany w trybie bezprzewodowym i wolny od efektu echa, umieszczono w obudowie prawego głośnika. W niej też ulokowano kilka przełączników oraz złącze microUSB do ładowania wbudowanych akumulatorów.

020 023 Hifi 06 2018 002

Sterowanie.

JBL-e Everest Elite 750NC należą do rodziny modeli bezprzewodowych z aktywną redukcją hałasów, jednak stwierdzenie to tylko w części oddaje ich możliwości. W topowych nausznikach Amerykanie zgromadzili wynalazki, jakich nie znajdziemy nawet we flagowych AKG.
Przede wszystkim, by wykorzystać pełnię swoich możliwości, muszą współpracować ze smartfonem, przynajmniej na początku muzycznej przygody. Na tę okoliczność należy zainstalować firmową aplikację JBL-a, umożliwiającą ich pełną konfigurację.
Po sparowaniu słuchawek z telefonem na drodze bezprzewodowej pierwszą czynnością będzie uruchomienie wbudowanego trybu TruNote. System sprawdza w nim kształt małżowin usznych, a następnie dostosowuje do nich charakterystykę dźwięku słuchawek. Patent ten pochodzi wprost z topowych AKG N90Q.

020 023 Hifi 06 2018 002

Oznaczenia kanałów nadrukowane wewnątrz muszli
to świetny pomysł.

 

Kolejnym etapem będzie wybór jednego z czterech trybów aktywnej redukcji szumów zewnętrznych, różniących się między sobą stopniem skuteczności. I tak, poruszając się po ruchliwej ulicy, dobrze będzie wybrać możliwość usłyszenia dźwięków klaksonów lub dzwonków rowerzystów, o ile zniżą się do tego, by je w ogóle zamontować. Natomiast używając Everestów w hałaśliwej kolejce, autobusie lub w obecności grającego telewizora, można je bardziej „uszczelnić”, co przy okazji przełoży się na niższe, a zatem także mniej męczące poziomy głośności, z którymi będzie można słuchać muzyki. Poza tym aplikacja JBL-a ma wszyty 10-punktowy korektor dźwięku z kilkoma ustawieniami fabrycznymi oraz możliwością zapisania własnych. Wisienką na torcie jest możliwość sprawdzenia poziomu naładowania akumulatora. Ale to nie wszystko. Producent udostępnił bowiem niezależnym twórcom mobilnych aplikacji zestaw narzędzi programistycznych SDK, które pozwalają na tworzenie indywidualnego oprogramowania dla 750NC. Tylko patrzeć, jak pojawią się np. odtwarzacze plików.

020 023 Hifi 06 2018 002

Rozmieszczenie funkcji przycisków – bez zarzutu.

Pod względem użytkowym amerykańskie nauszniki nie pozostawiają pola do krytyki. Siedzą na głowie pewnie i nawet przy gwałtownych ruchach nie mają zamiaru się z niej zsunąć. Wszystkie przyciski ułożono intuicyjnie i wystarczy kilkuminutowy trening, by swobodnie się wśród nich poruszać. W trybie bezprzewodowym i z włączoną aktywną redukcją szumów wbudowany akumulator powinien wytrzymać co najmniej 15 godzin. Bez ANC wyczerpie się po 20 godzinach pracy. Wtedy można skorzystać z kabelka, a obszerne poduszki z pianki termokształtnej dość dobrze izolują od otoczenia.
Wraz ze słuchawkami nabywca otrzymuje sztywne etui podróżne z nadrukowanym sposobem składania tak, by zajęły jak najmniej miejsca. W dodatkowym pojemniczku znajdziemy kabel USB do ładowania akumulatorów i ewentualnej aktualizacji wbudowanego oprogramowania oraz samolotową przejściówkę.

 

020 023 Hifi 06 2018 002

Pałąk wysuwa się
całkiem daleko.


Wrażenia odsłuchowe
Do redakcyjnych testów słuchawki przyjechały prosto z fabryki. Recenzenckim zwyczajem zafundowałem im solidny tydzień wygrzewania, jednak po tym czasie brzmienie było, mówiąc eufemistycznie, kontrowersyjne. Nad całością dominował przeogromny, przygniatający basss (w jego przypadku dwa „s” to za mało, nie mówiąc o jednym). Czym prędzej rzuciłem się do korektora wbudowanego w firmową aplikację i cały dół zredukowałem do minimalnych wartości. Brzmienie nabrało ludzkich kształtów, ale coś mi się nie zgadzało. Niemożliwe, by wielki koncern z jeszcze większymi tradycjami wypuścił takie kuriozum. Toż nawet fanatyczni miłośnicy basowego dudnienia po kilku minutach zerwą je z głowy. Wyłączyłem zatem korektor i podpiąłem Everesty na kolejny tydzień do rezerwowego odtwarzacza z wyjściem słuchawkowym.

020 023 Hifi 06 2018 002

Słuchawki ułożone w podróżnym
etui zajmą niewiele miejsca.

 

Dni mijały, ja zajmowałem się czymś zupełnie innym i srebrzyste JBL-e lekko  wyleciały mi z głowy. Z planowanego tygodnia zrobiły się trzy, aż w końcu wróciły na mój łysiejący czerep. I były to już zupełnie inne nauszniki.
W trybie bezprzewodowym, z włączoną redukcją szumów, brzmienie miało sporo cech wspólnych z wcześniejszymi obserwacjami, jednak zdecydowanie poprawiła się kontrola basu. Zebrał się, przestał popisywać sterydowymi muskułami i zamiast walić w głowę przy każdej okazji, zajął się podrzucaniem tempa. Pojawiła się też niezła stereofonia, z dźwiękami oderwanymi od uszu i swobodnie krążącymi wokół głowy.

020 023 Hifi 06 2018 002

Tak spakowane podręczne
akcesoria nie będą się plątały
w walizce.

 

W odróżnieniu od przygniatającej większości użytkowników słuchawek przenośnych uważam, że smartfony są beznadziejnym źródłem dźwięku i konsekwentnie ich unikam. Na co dzień używam odtwarzacza FiiO i to właśnie on był głównym partnerem słuchawek JBL-a w czasie tego testu.
Część potencjalnych użytkowników właśnie postukała się w głowę, bo zrezygnowałem z głównego atutu spacerowych Everestów, czyli bezprzewodowości, ale „po kablu” amerykańskie nauszniki zagrały znacznie lepiej niż przez Bluetooth.

020 023 Hifi 06 2018 002

Tytanowe wykończenie
wygląda elegancko.

 

Przede wszystkim, zostały przywrócone proporcje między zakresami. Owszem, obszerny i mocny dół wciąż nie pozwalał o sobie zapomnieć, ale towarzyszyły mu czysta, witalna średnica oraz delikatnie podkreślone wysokie tony. Całość przypominała lekko „uśmiechnięty” korektor, choć fabryczne ustawienia pozostały w pozycji neutralnej. Taki charakter brzmienia sprawdza się zwłaszcza w muzyce rozrywkowej, która zazwyczaj towarzyszy nam poza domem, więc niemal wyłącznie do niej ograniczyłem testowy repertuar.

020 023 Hifi 06 2018 002

Prosto ze sklepowej półki.

 

Żwawy, zróżnicowany bas dwoił się i troił, by sprostać wymaganiom rockowej sekcji rytmicznej, zaś w nagraniach elektroniki zapuszczał się w rejony zwyczajowo zarezerwowane dla subwooferów. Bezpośrednie, lekko rozjaśnione wokale, drapieżna gitara i subtelnie rozświetlone dęciaki potrafiły ożywić nawet najbardziej ponury dzień. Nad całością górowały natomiast zaskakująco detaliczne i czytelne wysokie tony. I choć zwracałem baczną uwagę na dolne skraje pasma, być może zasugerowany pierwszym kontaktem z Everestami, to właśnie perliste wysokie tony były małymi bohaterami tej historii. Odpuśćcie sobie ciężkie riffy, elektroniczne transowe rytmy i tłuste bity osiedlowych gwiazd hip-hopu. Włączcie akustycznego bluesa, granego przez kilku ciemnoskórych dziadków, zamknijcie oczy i dajcie się ponieść muzyce. A gdy wrócicie z zakurzonej pipidówki zagubionej gdzieś wśród bezdroży Teksasu, z przedmieść Chicago czy zadymionego nowojorskiego klubu, spojrzycie na JBL-e zupełnie innymi oczami.

020 023 Hifi 06 2018 002

Mamy wszystko, co może się
przydać w podróży.

 

Reasumując: amerykańskie nauszniki mają ogromny potencjał, który bardzo łatwo zaprzepaścić przez brak uwagi lub wygodnictwo. Niedrogie audioflskie odtwarzacze plików hi-res dostępne są już za cztery stówki z groszami i pod względem jakości brzmienia deklasują wypasione smartfony. Owszem, nie da się przez nie rozmawiać ze znajomymi, łazić po Internecie ani robić selfików, jednak podłączenie do telefonu topowych JBL-i będzie zwykłym wyrzuceniem pieniędzy w błoto.

020 023 Hifi 06 2018 002

Lekko wygięta, elastyczna
wtyczka zapobiega nadłamaniu
przewodu.

Konkluzja
Przydomek „Everest” okazał się jak najbardziej właściwy.

 



2018 07 29 13 03 10 020 023 Hifi 06 2018.pdf Adobe Reader

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 06/2018


Pobierz ten artykuł jako PDF