fbpx

HFM

artykulylista3

 

Bowers & Wilkins PX7 Carbon Edition

016 019 Hifi 02 2021 Strona 1 Obraz 0001
Lądy i morza przemierzam,
Kulę ziemską z otwartym czołem.
Polski mam paszport na sercu,
Skąd – pytam, skąd go wziąłem?
A wziąłem go z dumy i trudu,
Ze znoju codziennej pracy.
Ze stali, z żelaza, z węgla,
A węgiel to koks, to antracyt.*

 


Bowers & Wilkins, co prawda, legitymuje się paszportem brytyjskim, a nie polskim, ale kolumny tej firmy w drodze do odbiorcy faktycznie przemierzają lądy i morza. Choć nieodmiennie jest kojarzona z zestawami głośnikowymi, to już przed dekadą wyprodukowała swoje pierwsze słuchawki.

 

*Miś - reż. S.Bareja




Eleganckie P5 pod względem wizualnym wyróżniały się na tle konkurentów i zdefiniowały styl wzorniczy wszystkich następnych modeli.
By uczcić okrągłą rocznicę powstania P5, jesienią 2020 roku Anglicy zaprezentowali specjalną wersję flagowych PX7, którą nazwali Carbon Edition. Na pierwszy rzut oka można w niej odnaleźć podobieństwo do debiutanckiego modelu, jednak w wymiarze technologicznym obie konstrukcje dzieli przepaść.


Budowa
„Karbonowe” PX7 pozostały eleganckie. Od standardowych „siódemek” różnią się pałąkiem z polimerowego kompozytu, wzmacnianego włóknem węglowym, oraz ozdobnym szlifem wokół aluminiowych dekielków z nazwą producenta. No i są w dostępne jedynie w kolorze antracytowym.
Elastyczny pałąk i poduszki wyłożono gąbką z efektem pamięci oraz wykończono ekoskórą i tkaniną o gęstym splocie.
B&W PX7 Carbon Edition są zamkniętą konstrukcją wokółuszną, ale mimo to nie sprawiają wrażenia ponadprzeciętnie dużych. Owalne muszle szczelnie obejmują małżowiny, a dzięki stanowczemu dociskowi dobrze izolują od otoczenia w trybie pasywnym. Po włączeniu aktywnej redukcji hałasów słuchacza otacza aksamitna cisza. Na lewej muszli umieszczono przycisk wyboru jednego z trybów ANC. Na prawej – pozostałe manipulatory oraz 3,5-mm wejście sygnałowe i zasilające USB-C. Wewnątrz obudów zamontowano autorskie przetworniki o średnicy 43,6 mm. Przesunięto je do przodu i skierowano do wewnątrz tak, aby wrażenia ze słuchania były możliwie bliskie uzyskiwanym z kolumn.
W sąsiedztwie przetworników znalazł się moduł Bluetooth 5.0 z kodekiem aptX HD i najnowszym aptX Adaptive, umożliwiającym transfer sygnału do 24 bitów/96 kHz. Obok zamontowano układ redukcji szumów, DAC oraz wydajne akumulatory, wystarczające na 30 godzin pracy z włączonym trybem ANC. Gdyby komuś nagle zabrakło energii, to dzięki opcji szybkiego ładowania już po kwadransie będzie mógł słuchać jeszcze przez pięć godzin.

016 019 Hifi 02 2021 Strona 2 Obraz 0003

Oznaczenia kanałów wewnątrz
poduszek.

 

Wyposażenie i obsługa
Powiedzieć o PX7 Carbon Edition, że są naszpikowane elektroniką, to nie powiedzieć nic.
Użytkownik ma do dyspozycji trzy tryby redukcji szumów: high (przydatny w jednolicie hałaśliwym środowisku), low (gdy nie chcemy tracić kontaktu z otoczeniem) oraz auto (adaptacyjny ANC). Nie zapomniano także o trybie przeźroczystym, przydatnym np. w sklepach czy na dworcach. Kolejną praktyczną funkcją jest przetwornik c/a, który pozwala podłączyć słuchawki bezpośrednio do wyjścia USB komputera, z pominięciem wyjścia słuchawkowego. W dołączanym w wyposażeniu sztywnym futerale znajduje się standardowy 1,2-metrowy kabelek USB-A/C, ale gdyby ktoś chciał częściej korzystać z tej opcji, powinien się zaopatrzyć w coś dłuższego. Poza tym Bowersy PX7 CE realizują przydatną funkcję zatrzymywania muzyki przy zdejmowaniu ich z głowy, dzięki czemu odpada konieczność gmerania przy przyciskach. W celu oszczędzenia energii automatycznie wyłączają się po kilku minutach bezczynności, a ten oraz inne parametry można ustawić w firmowej aplikacji na smartfony. No właśnie, oszczędność energii…

016 019 Hifi 02 2021 Strona 2 Obraz 0003

Pałąk z kompozytu
wzmacnianego
włóknem węglowym.

 

Energia
B&W PX7 Carbon Edition są jednymi z nielicznych współcześnie produkowanych słuchawek, które niezależnie od trybu pracy muszą być stale włączone, nawet jeżeli słuchamy przez przewód analogowy w trybie pasywnym. Tym istotniejszego znaczenia nabiera tryb szybkiego ładowania, działający także w trakcie słuchania muzyki przez gniazdo USB.
W pierwszej chwili trudno mi było znaleźć w tym sens, ale po głębszym zastanowieniu… Otóż wygląda na to, że kluczowy wpływ na jakość dźwięku słuchawek mają wbudowane układy elektroniczne. Bez względu na tryb pracy (Bluetooth, przewód USB lub analogowy, włączone ANC) PX7 oferowały podobne brzmienie. Nie identyczne, ponieważ porównanie dźwięku nauszników podłączonych przewodem analogowym do wzmacniacza, a następnie wyjścia w laptopie ukazało słabowitość tego drugiego. Jednak nawet korzystanie z dziurki w smartfonie nie wywoływało zgrzytania zębami. Owszem, ze względu na wątłą moc smartfonowego wzmacniacza siadła dynamika, a dół utracił większość atutów, jednak efekty przestrzenne specjalnie na tym nie ucierpiały.


Docisk
Wcześniej wspomniałem o mocnym docisku muszli, ale nie ma się czego obawiać. Pomimo tego oraz słusznej masy już po kilku minutach zapomina się o obecności PX7 na głowie. Na uznanie zasługuje wyróżnienie uniwersalnego przycisku pomiędzy regulatorami natężenia dźwięku, zdecydowanie ułatwiające obsługę. Także zmiana głośności odbywała się niemal liniowo, co nieczęsto się trafia w słuchawkach BT.

016 019 Hifi 02 2021 Strona 2 Obraz 0003

Wszystkie przyciski
„pod kciukiem”.

 

A jak grają „karbonowe” PX7?
Wrażenia odsłuchowe
Wyobraźcie sobie rozjuszony steampunkowy parowóz, pędzący po torach niczym ognisty pocisk i sypiący wokół iskrami. Już? To właśnie będzie brzmienie B&W PX7 Carbon Edition.
Podstawę tworzy mocny, gęsty i bardzo głęboki bas, bez oporu schodzący na samo dno piekieł. Pewnie po nowe porcje ognia. Wystarczy energiczne uderzenie w struny gitary basowej, by zawarczał niczym wściekły doberman. Prawdziwe, krwiste mięcho – miód na serce wszystkich miłośników ciężkiego rockowego łojenia, muzyki elektronicznej i klubowej. Na szczęście, masie i energii towarzyszy zróżnicowanie barw, a dzięki mocnemu trzymaniu lejców dół wyrabia się nawet na karkołomnych zakrętach.
W świetle powyższych atrakcji średnie tony mogłyby zrezygnować z rywalizacji o względy słuchacza, ale w tym przypadku nie poszły na łatwiznę. Gęsta, kremowa i nasycona detalami średnica idealnie pasuje do basowego fundamentu, a jej motto można streścić w dwóch słowach: nie nudzić. W audiofilskich nagraniach odgłosy artykulacji wokalu pozostają czytelne, choć nie dominują przekazu. Wyraźne i delikatnie ocieplone głosy nie cierpią z powodu basowego nalotu, którego można się było obawiać w kontekście ofensywnego dołu pasma.
Nad całością unoszą się wysokie tony. Otwarte i roziskrzone, zdobią każde nagranie. Posłuchajcie płyty „Tof Miriam” Zohara Fresco, dostępnej w serwisach streamingowych. Ileż tam się dzieje na górze! Wszelkiej maści perkusjonalia, których nawet nie podejmuję się wymienić, w rękach Zohara zaczynają żyć własnym życiem. Zewsząd otaczały mnie przeróżne dzwonki, tamburyny, jakieś grzechotki i inne przeszkadzajki, kontrastujące z łagodnymi dźwiękami fortepianu, fletu i melancholijnymi wokalizami izraelskiego muzyka. Świetna płyta, choć niełatwa w odbiorze, a Bowersom udało się ukazać jej atuty. Najlepsze jednak zostawiłem na deser.
O ile koniec wieńczy dzieło, to zwieńczeniem możliwości brzmieniowych PX7 CE jest stereofonia. Trzeba powiedzieć, że wbrew wysiłkom konstruktorów, scena nie przypomina tej towarzyszącej słuchaniu muzyki przez kolumny, za to jest tak szeroka i wysoka, że spokojnie mogłaby stanowić atut niejednej konstrukcji otwartej. W efektownych realizacjach big-bandów, elektroniki i rozbudowanych aranżach wykonawców soulowych efekty przestrzenne nierzadko potrafią zaskoczyć odgłosami dochodzącymi z tyłu czy znad głowy. Ale nie tylko, bowiem na wspomnianej „Tof Miriam” scena wykraczała dobrych kilkadziesiąt centymetrów na zewnątrz muszli. A przecież płyty nie zrealizowano w technice binauralnej z użyciem „sztucznej głowy”.

016 019 Hifi 02 2021 Strona 2 Obraz 0003

Słuchawki
się nie łamią
ani nie składają.
Można tylko skręcać muszle.

 

Konkluzja
„Karbonowe” PX7 w pełni zasługują na miano flagowca B&W. Jeżeli rozglądacie się za słuchawkami nowoczesnymi, bogato wyposażonymi, o bardzo dobrym brzmieniu i niebanalnej stylistyce, to najnowsze Bowersy możecie wpisać na sam szczyt listy zakupów.

 


 
 

2021 02 21 11 25 07 016 019 Hifi 02 2021.pdf Adobe Reader

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 02/2021

Komentarze  

0 #1 Piotr Sz 2021-06-20 23:30
Jako były właściciel tych słuchawek pozwolę sobie na kilka słów komentarza. Brzmienie faktycznie bez najmniejszego zarzutu - energetyczne, ale nie napompowane i mimo wszystko zrównoważone, w tym sensie, że nie mogę (mogłem) znaleźć nic, co można poddać krytyce w poszczególnych podzakresach. Pod tym względem to jedne z najlepszych słuchawek w swojej lidze technologicznej i cenowej. Uwaga ba marginesie - wersja „specjalna” carbon edition brzmieniowo niczym nie różni się od PX7, w wersji „nie-specjalnej”. Więc historia o wersji specjalnej to tylko marketing. To gwoli ścisłości.
To, co muszę poddać krytyce, to komfort użytkowania, a konkretnie siła nacisku. Przy kilkukrotnym odsłuchu w salonie, słuchawki były bardzo wygodne. Niestety dłuższe sesje odsłuchowe to silny nacisk na uszy i przede wszystkim ból na czubku głowy. Niestety słuchanie było nieprzyjemnym kompromisem jakości dźwięku, z dużym dyskomfortem fizycznym. W finale Bowersy zostały wymienione na BeoPlay H9.
Cytować | Zgłoś administratorowi