fbpx

HFM

artykulylista3

 

Sennheiser HD 560S

010 013 Hifi 12 2020 003
Przeglądając katalog Sennheisera, można dostać oczopląsu. Wśród blisko stu modeli znajdziemy słuchawki domowe, profesjonalne oraz przeznaczone do sprzętu przenośnego. Trzonem oferty pozostają jednak niezmiennie dwie serie: 500 i 600.


Trudno się dziwić, bo zwłaszcza ta ostatnia od dawna rozpala wyobraźnię miłośników dobrego brzmienia. W towarzystwie odpowiedniej amplifikacji modele HD 600 i HD 650 już od ćwierć wieku proponują wycieczkę w świat prawdziwego hi-endu za naprawdę niewielkie pieniądze. O tym, że firma nie spoczywa na laurach, przekonaliśmy się też w czasie testu fantastycznych HD 660S („HFiM” 1/2019). Stojąca w hierarchii oczko niżej seria 500, którą sam producent określa jako klasę hi-fi, też nie ma się czego wstydzić – nie tylko pod względem brzmienia, ale i jakości wykonania. Kremowe HD 599 zawsze wyglądały jak słuchawki z górnej półki i, szczerze powiedziawszy, podobały mi się bardziej od osławionych „sześćsetek”. Zwłaszcza że pod względem brzmieniowym uchodzą za jedne z najbardziej neutralnych z całej stawki. Przez długi czas w katalogu utrzymywała się idealna symetria pomiędzy siostrzanymi seriami, z których każda obejmowała trzy modele. Ostatnio jednak symetria została zaburzona za sprawą HD 560S, które uzupełniły linię 500. Nazwa nieprzypadkowo nawiązuje do oznaczenia wyższego modelu. Producent zaś deklaruje, że ich dźwięk jest „zakorzeniony w referencyjnym DNA cenionego modelu HD 660S” (polonistów prosimy o wyrozumiałość), natomiast ultralekka konstrukcja to de facto HD 599. Innymi słowy: idealny pomost pomiędzy dwiema seriami. Materiały reklamowe producenta dość jednoznacznie definiują charakter nowych słuchawek – powinny one oferować „analityczne, precyzyjne brzmienie w przystępnej cenie”, a docelową grupą odbiorców mają być początkujący audiofile. Co do przystępnej ceny – zgadzamy się od razu. Brzmienie ocenimy za chwilę.

010 013 Hifi 12 2020 001

Wszystko pięknie, tylko ten kabel…

 



Budowa

Przypuszczam, że nawet gdyby większości z nas przyszło rozpakować najnowsze Sennheisery po ciemku, od razu wiedzielibyśmy, z jaką firmą mamy do czynienia. Szkielet „pięćsetek” jest charakterystyczny tak samo, jak drewniane muszle Grado czy szary welur Beyerdynamików. Pod względem wyglądu i funkcjonalności jest to wybitnie udany projekt – zachodzący półkoliście pałąk tworzy wraz z muszlami niemal idealny monolit, dzięki czemu słuchawki są niezwykle zgrabne, kompaktowe i pewnie siedzą na głowie. Całość wykonano z tworzywa sztucznego, co sprawia, że HD 560S ważą niecałe ćwierć kilograma. To konstrukcja otwarta, jednak pady z mikrofibry przylegają na tyle ściśle, że – po pierwsze – wytłumią nieco hałasy z zewnątrz (choć nie spodziewajmy się cudów), a po drugie – zapobiegną przesuwaniu się słuchawek przy ruszaniu głową. Dzięki temu oraz przyjaznej wzmacniaczom impedancji 120 omów można je rozważyć jako słuchawki „spacerowe”. Pamiętajmy jednak, że ruch miejski czy hałaśliwe wnętrza nie będą ich żywiołem. Jeśli chcemy słuchać muzyki w biegu, lepiej rozważyć konstrukcję douszną lub zamkniętą. W katalogu Sennheisera jest w czym wybierać. Firma z Wedemark zawsze powściągliwie dawkowała informacje o stosowanych rozwiązaniach. Nie inaczej jest tym razem. Dowiadujemy się jedynie, że mamy do czynienia z zupełnie nowymi przetwornikami dynamicznymi, które wyposażono w magnesy o dużej mocy i membrany z mieszanki polimerów. Przetworniki ustawiono pod lekkim kątem, co ma poprawić wrażenia przestrzenne i nawiązywać do odczuć towarzyszących słuchaniu muzyki z kolumn. Temu samemu celowi służy dyfuzor znajdujący się na obrzeżu muszli. Ma postać niewielkiej twardej wypustki o nieregularnym kształcie, który został dobrany tak, by odpowiednio ukierunkowywać falę dźwiękową. Przetworniki są wentylowane przez metalową czarną siateczkę, która zamyka muszle od zewnątrz i na którą naniesiono firmowe logo. Same muszle są na tyle duże i sprytnie wyprofilowane, że bez problemu obejmą każde, nawet największe ucho. Pod tym względem „fizjologiczny” kształt Sennheiserów sprawdza się o wiele lepiej niż idealnie okrągłe muszle, stosowane przez większość producentów. Na samym początku możemy odczuć pewien dyskomfort, związany z dość mocnym przyleganiem padów. Z doświadczenia wiem jednak, że słuchawki Sennheisera z czasem się wyrabiają i dopasowują do kształtu głowy, a sprężysty pałąk rozluźnia swój uścisk i praktycznie przestajemy go odczuwać. Do HD 560S dołączono trzymetrowy przewód, który trudno uznać za powód do dumy. Izolowano go tanim tworzywem. Ma niewielki przekrój, a jednocześnie jest nadmiernie sztywny i wykazuje tendencję do sprężynowania i plątania się. Plusem jest to, że da się go odłączyć i wymienić na coś zacnego. Sennheiser nie zastosował połączenia na wcisk – i bardzo dobrze, ponieważ niemal zawsze z jego wciskanymi wtykami trzeba się siłować. Tym razem wykorzystano elegancki pojedynczy trzpień śrubowy, blokowany przez półobrót. Na drugim końcu przewód zakończono dużym jackiem (6,3 mm). Aby wpiąć słuchawki do sprzętu przenośnego, należy użyć 15-cm przejściówki na 3,5 mm, dołączonej w wyposażeniu.

 

010 013 Hifi 12 2020 001

Sennheisery zawsze się lubiły
ze wzmacniaczami lampowymi.

 

Konfguracja

Nie wiem, czy testowane słuchawki kiedykolwiek wystąpią w takim towarzystwie… Kiedy do mnie trafiły, kończyłem akurat odsłuch kolumn Dynaudio Confidence 60, sterowanych topowym zestawem Accuphase’a. A ponieważ japońska wytwórnia przykłada wielką wagę do jakości wzmacniaczy słuchawkowych, grzechem byłoby nie skorzystać z tego zamontowanego w przedwzmacniaczu C-3900. Sygnał płynął z dzielonego odtwarzacza DC/DP-950. Zdając sobie jednak sprawę, że nauszniki za niecałe 900 zł rzadko będą pracować ze sprzętem za blisko trzysta tysięcy, korzystałem również z mojego dyżurnego zestawu, na który składają się wzmacniacze Dubiel HV-1 i Q-Audio, a źródłem jest Rotel 991 AE. Jako sprzęt przenośny Sennheisery grały też ze smartfonem LG V30. Do bezpośrednich porównań wykorzystałem zarówno droższe Sennheisery HD 660S, jak i dwa modele z tej samej półki cenowej: Beyerdynamiki DT 880 SE oraz AKG K702, o czym dalej.

Wrażenia odsłuchowe

Nie wierzymy specom od marketingu i ich kwiecistym opisom, prawda? No to tym razem uwierzmy, ponieważ powtarzające się w materiałach firmowych stwierdzenia o analitycznym charakterze HD 560S i dostrojeniu przetworników pod kątem precyzji sprawdziły się co do joty. Po podłączeniu nowych Sennheiserów do dowolnego źródła zostajemy dosłownie zasypani szczegółami oraz informacjami o odsłuchiwanym nagraniu. W moim przypadku było to wrażenie dojmujące. Rozpocząłem od „Loverly” Cassandy Wilson. To świetnie zrealizowany album z mnóstwem dźwiękowych płaszczyzn, sekcją rytmiczną, uzupełnioną licznymi przeszkadzajkami w tle, i oczywiście wyeksponowanym głosem wokalistki. Z tym ostatnim jest pewien problem, ponieważ jego szeroki ambitus i sposób, w jaki Cassandra nim operuje, zwłaszcza w niskich rejestrach, sprawiają, że warstwa wokalu jest niejednolita – raz wyraźnie się wybija, innym razem potrafi lekko zanikać. Wiele zależy… no właśnie, od tego, na czym słuchamy. HD 560S nie uronią absolutnie niczego, oświetlając rzęsistym światłem wszystkie, nawet najbardziej ukryte warstwy nagrania. Konstruktor zastosował tu pewien prosty trik, o którym wie każdy realizator dźwięku – wyeksponował tzw. pasmo prezencji. Jest to obszar leżący mniej więcej w zakresie 3-5 kHz, którego delikatne podbicie sprzyja uwydatnieniu kluczowych elementów, leżących w górnej częstotliwości pasma. Pomaga to przede wszystkim uzyskać bardziej wyrazisty i zrozumiały wokal, który w miksie zostaje przesunięty lekko do przodu. Zaznaczam, że nie widziałem wykresu charakterystyki częstotliwościowej omawianych słuchawek, jednak daję sobie rękę uciąć, że właśnie w okolicy 5 kHz znajdziemy dość stromą górkę.

010 013 Hifi 12 2020 001

Ten kształt znamy
na pamięć, a i tak nigdy się nie opatrzy.
Dobre projekty są wieczne.

 

HD 560S a HD 660S

Porównując HD 560S z droższymi HD 660S, których używam na co dzień, nie mogłem się nadziwić, jak diametralnie różne szkoły brzmienia prezentują te dwa modele. „Sześćsetki” są nastawione na odprężenie i przyjemność płynącą ze słuchania. Bas jest obfity i miękki, średnica – soczysta, a wysokie tony stanowią delikatne dopełnienie całości. „Pięćsetki” każą nam maksymalnie skupiać uwagę na szczegółach i łowić coraz to nowe artefakty. Siłą rzeczy, koncentrujemy się na wyższej średnicy i sopranach, gdzie pojawia się multum detali. Czy to znaczy, że HD 560S grają głównie górą? Wcale nie. Mogą się też pochwalić szybkim, sprężystym basem, który jest tylko nieznacznie płytszy niż ten w HD 660S, a i to stwierdzamy dopiero w bezpośrednim porównaniu. Bądźmy jednak spokojni – podstawy basowej nie zabraknie w żadnym nagraniu, choć oczywiście nie ona jest tu głównym bohaterem. Słowa uznania należą się również kształtowaniu przestrzeni. Owszem, wyższa seria potrafi pod tym względem więcej, ale i tak udało się uniknąć kształtowania sceny „od ucha do ucha”, jak to bywa w niektórych konstrukcjach zamkniętych. Dźwiękowi nie brak swobody, a źródła pozorne chętnie wychodzą poza muszle. Wiele zależy oczywiście od samego nagrania, ponieważ – nie łudźmy się – HD 560S niczego nie poprawią, a wręcz z sadystyczną drobiazgowością ukażą wszelkie błędy i niedociągnięcia. Cóż, taka poetyka…

HD 560S i inni

Mając pod ręką dwie pary słuchawek w podobnej cenie, nie mogłem się powstrzymać od porównań. I po raz kolejny – nie wiem już który – zdziwiłem się, jak wiele dróg prowadzi do Rzymu. W zasadzie każdy producent proponuje w tej cenie coś innego. Beyerdynamic DT 880 to subtelna analityczność powleczona charakterystycznym firmowym aksamitem. Góra też jest tu wyeksponowana, ale nie w postaci punktowego podbicia danej częstotliwości, lecz delikatnego narastania całej charakterystyki. AKG K702 są niemal idealnie liniowe, przez co brzmią najbardziej zwyczajnie i najmniej spektakularnie. Zapewne da się dopisać do tej listy jeszcze parę innych szkół brzmienia.

Konkluzja

Sennheisery HD 560S proponują swoją własną, w dodatku rozpoznawalną od pierwszych dźwięków. Czy nam się ona spodoba, czy nie, będzie zależało wyłącznie od indywidualnych upodobań i oczekiwań względem brzmienia. Dlatego, panie i panowie, przed zakupem odsłuch obowiązkowy.





2020 12 19 10 53 14 010 013 Hifi 12 2020.pdf Adobe Reader

Bartosz Luboń
Źródło: HFM 12/2020