fbpx

HFM

artykulylista3

 

Focal Stellia

028 035 Hifi 06 2019 001
W połowie 2016 roku Focal zaszokował audiofilski świat słuchawkami o nazwie Utopia. Już sama nazwa, nawiązująca do flagowej linii kolumn, dawała przedsmak atrakcji. Natomiast cena, oscylująca wokół 18000 zł, lokowała je wśród najdroższych seryjnie produkowanych nauszników na Ziemi.

Prace nad Utopiami trwały przez pięć lat, a efekt był zgodny z oczekiwaniami: zachwyt przemieszany z niedowierzaniem. Jeśli jednak myślicie, że po premierze zespół projektowy z Saint-Étienne pojechał na zasłużone wakacje, to jesteście w błędzie. Po ukończeniu Utopii rozpoczęło się projektowanie zamkniętej wersji flagowców. Dlaczego w takim razie od nich nie zaczęto? Ponieważ konstrukcje otwarte zbudować znacznie prościej. Że co? Że bzdury opowiadam?



A zauważyliście, kiedy Sennheiser wprowadził zamkniętą wersję topowych „osiemsetek”? Chyba nie dlatego, że niemieckim inżynierom brakuje wiedzy.
Prace nad Stelliami trwały „zaledwie” trzy lata, ponieważ przy ich konstruowaniu wykorzystano część rozwiązań z Utopii. Nie jest to jednak ich zamknięta wersja, przeniesiona w skali 1:1, lecz nowa koncepcja, która bazuje na wcześniejszych doświadczeniach i nawiązuje do flagowca wyglądem. Tak przynajmniej oficjalnie głosi Nicolas Debard, Product Manager Focala.
Światowa premiera Stellii odbyła się 12 lutego br., a pierwszy publiczny pokaz miał miejsce cztery dni później, na nowojorskiej wystawie CanJam. Do naszej redakcji recenzowany egzemplarz dotarł już na początku marca, więc niniejszy opis będzie jedną z pierwszych drukowanych recenzji na świecie.

028 035 Hifi 06 2019 002Stelliom zamkniętym w sztywnym
pokrowcu nie zagrozi nawet upadek
ze sporej wysokości.

Geneza
Twórcy Utopii byli świadomi faktu, że te słuchawki są obarczone pewną „wadą genetyczną”, wynikającą z otwartej konstrukcji. Najczęściej słuchamy muzyki przez nauszniki wtedy, gdy nie możemy tego robić przez kolumny. Audiofilskie konstrukcje otwarte oferują nierzadko świetne brzmienie, ale… tylko wtedy, kiedy korzystamy z nich w ciszy, np. w nocy. Zwykle jednak na drodze do błogostanu stają dźwięki dochodzące z telewizora i odgłosy codziennej krzątaniny domowników. W takim otoczeniu nawet najlepsze otwarte nauszniki stają się źródłem frustracji.
Projektanci Utopii wzięli pod uwagę owe niedogodności i postanowili opracować wysokiej klasy słuchawki zamknięte, będące odpowiednikiem flagowców. Wbrew pozorom, jest to trudny temat.

W przypadku konstrukcji otwartych wysiłki projektantów koncentrują się na przetworniku oraz na tym, co się dzieje pomiędzy membraną a uchem. Cała reszta, czyli dźwięki z tyłu membrany, umownie nie istnieją. Słuchawki takie można potraktować jako monitory bliskiego pola z otwartą odgrodą, pracujące w nieskończenie dużym pomieszczeniu, nie mającym większego wpływu na brzmienie (w wielkim uproszczeniu, ma się rozumieć). Słuchawki zamknięte są nadal traktowane jak monitory bliskiego pola, jednak pracujące w bardzo małym pomieszczeniu, którego wielkość jest ograniczona przez poduszkę otaczającą ucho oraz pojemność obudowy przetwornika. A za jego membraną rozgrywa się istna bitwa pod Grunwaldem. Trudność polega więc na okiełznaniu akustycznych żywiołów, mających zgubny wpływ na brzmienie.

Równolegle ze strojeniem układu trwały konsultacje dotyczące wyglądu oraz pozostałych elementów wizualnej otoczki „projektu Stellia”.

028 035 Hifi 06 2019 002Najelegantszy na świecie
futerał podróżny prosto z paryskich
domów mody.

Oprawa wizualna
Zazwyczaj najważniejsze jest pierwsze wrażenie, a to w przypadku Stellii po prostu obezwładnia. Choć żadne zdjęcie nie odda ich urody, od razu można rozpoznać francuskie wzornictwo. Nie jest to pseudobarok ani ostentacyjny luksus, ale wysmakowany dobór faktur, kształtów i kolorów. Strona wizualna była tu równie ważna co właściwości brzmieniowe.
Zanim dobierzemy się do samych słuchawek, trzeba się przebić przez wielkie i ciężkie opakowanie. Po zdjęciu ochronnych kartonów i pianek, oczom ukazuje się oklejony skórą prostopadłościan. Po obwąchaniu okazało się, że owa „skóra” jest doskonałą imitacją naturalnego materiału, co nie zmienia faktu, że robi mocne wrażenie. W dodatku pudło nie ma widocznego zamknięcia – jest bowiem nasunięte na nieco mniejsze, które skrywa słuchawki wraz z akcesoriami. O dbałości o detale świadczy choćby wyklejenie wnętrza sztucznym zamszem.

028 035 Hifi 06 2019 002Piękność z profilu.

W środku mniejszego prostopadłościanu znajdziemy duży płaski „piórnik”, także oklejony sztuczną skórą, zawierający zestaw przewodów oraz podłużny portfelik z dokumentacją. Same słuchawki leżą w sztywnym futerale ochronnym, wyposażonym w rączkę do przenoszenia. Wzornictwem nawiązuje ono do dizajnerskich torebek paryskich elegantek. Na temat jego urody mój znajomy wyraził się dość obrazowo: w Dzień Kobiet mógłby nawet wyjść z nim na miasto.
Wreszcie, po uporaniu się z zamkiem błyskawicznym, oczom ukazują się Stellie.


Budowa
Najnowsze Focale są najpiękniejszymi słuchawkami, jakie kiedykolwiek widziałem! Wszystkie ociekające złotem Finale czy Sonus Fabery wyglądają przy nich jak bazarowe kiecki przy kreacji Diora. Osoby odpowiedzialne za stronę wizualną postanowiły zawrzeć w Stelliach kwintesencję francuskości właśnie poprzez kształt futerału oraz dobór barw słuchawek i akcesoriów. W stereotypowym pojęciu Paryż kojarzy się z wieżą Eiffla, dźwiękami akordeonu oraz kafejkami okupowanymi przez mieszkańców i turystów, godzinami siedzących przy filiżance kawy i kieliszku koniaku. I właśnie połączenie tych trzech odcieni brązu: kawy mokki (ciemny płyn i jaśniejsza pianka) oraz koniaku dało ten niezwykły efekt. Delikatne przecierki na pałąku, odsłaniające naturalne aluminium, tylko podkreśliły szlachetną urodę słuchawek.

028 035 Hifi 06 2019 002Berylowe przetworniki oddziela
od uszu sztywna płytka dyfuzyjna.

Wystarczy zerknąć na Utopie, by natychmiast dostrzec wizualne pokrewieństwo pomiędzy nimi a Stelliami. Do budowy tych ostatnich użyto jednak nieco innych, odrobinę mniej luksusowych materiałów. Na przykład jarzmo łączące obudowy przetworników z regulowanym pałąkiem wykonano z anodowanego aluminium, zamiast znacznie droższego włókna węglowego. Identyczny jest natomiast sam pałąk, obszyty delikatną skórą, od strony głowy wyposażony w otwory wentylacyjne.
Pierścienie otaczające obudowy wycięto na wieloosiowych obrabiarkach CNC z litych bloczków lotniczego aluminium. W dolnych częściach pierścieni głęboko schowano gniazdka 3,5 mm (mały jack). Oznaczenia kanałów w okolicach gniazd są ledwie widoczne, jednak potrzebne będą wyłącznie przy podłączaniu przewodów. Przy wkładaniu słuchawek na głowę najlepiej będzie się kierować asymetrycznie rozmieszczonymi srebrnymi kapselkami na muszlach.

Obudowy przetworników wykonano z tworzywa sztucznego, którego skład pozostaje tajemnicą Focala. Wykończenie to wysokiej jakości sztuczna skóra. Przed zarysowaniami chroni je aluminiowa siateczka z wytłoczonymi otworami o różnej średnicy, mogącymi wywołać skojarzenie z… Ultrasone Edition 15. W przypadku otwartych niemieckich słuchawek zróżnicowane otwory odgrywały jednak istotną rolę w kształtowaniu brzmienia, w Stelliach zaś służą wyłącznie do ozdoby.

Okrągłe kapselki za przetwornikami, poza nazwą modelu i logiem producenta, skrywają małą tajemnicę. Ale o niej za chwilę.

028 035 Hifi 06 2019 002Francja elegancja.

 

Naturalnym przy konstruowaniu Stellii wydawało się włożenie przetwornika Utopii do zamkniętej komory. Ze względu na zupełnie inne warunki pracy pomysł okazał się jednak ślepą uliczką. Dlatego konieczne było opracowanie nowego przetwornika, w którym również wykorzystano berylową membranę.
Na temat berylowych membran napisano już całe tomy, nie będę więc niepotrzebnie zajmował miejsca na łamach. Ich najważniejsze cechy to minimalna masa (liczba atomowa berylu wynosi 4), niezwykła sztywność i bardzo dobre tłumienie wewnętrzne. Na papierze beryl jest idealnym materiałem na membrany (znacznie lżejszym od tytanu i twardszym od szkła), jednak na drodze do szczęścia stoi jego niewielka dostępność oraz trudny i żmudny proces uzyskiwania czystego metalu. A z takiego właśnie zbudowane są Focalowe przetworniki. Jeśli dodać do tego cenę, kilkadziesiąt razy wyższą od złota, to wysokie ceny kolumn i słuchawek wykorzystujących berylowe kopułki przestają dziwić. Kiedy problemy natury technicznej zostaną pokonane, wystarczy się  uporać z silną toksycznością oparów berylu i można wstąpić do najbardziej elitarnego klubu w świecie hi-fi.

028 035 Hifi 06 2019 002Srebrne kapselki
z logo Focala mają
swoje małe tajemnice.

 

Focal opracował własną technologię eliminującą toksyczne właściwości berylowych membran, także w przypadku fizycznego uszkodzenia głośnika. Ale nawet mimo to przetworniki w kolumnach chowa się za stalowymi siateczkami. Proces detoksykacji berylu musi być jednak skuteczny, skoro w słuchawkach membrany są oddalone od głowy zaledwie o milimetry. Na wszelki wypadek przetworniki oddziela od uszu sztywna perforowana płytka dyfuzyjna oraz gęsta tekstylna siateczka. Z ich strony nic słuchaczowi nie grozi.
Z uwagi na fakt, że słuchawki zamknięte są domyślnie przeznaczone także do sprzętu przenośnego, konieczne było zmniejszenie impedancji oraz zwiększenie sprawności układu. W tym celu berylową folię, używaną do produkcji membran, pocieniono o kilkanaście mikronów, co powinno się przełożyć na szybkość reakcji. Następnie nadano jej znany z Utopii kształt spłaszczonej litery M o średnicy 40 mm. Także napęd jest niemal wiernym odwzorowaniem przetworników ze szczytowego modelu.

028 035 Hifi 06 2019 002Wybór materiałów użytych
do wykonania poduszek
nie był dziełem przypadku.

W głośniczkach montowanych we flagowcu użyto cewki pozbawionej karkasu, co wpłynęło na obniżenie masy układu drgającego. W połączeniu z silnym układem magnetycznym powinno się to przełożyć na przyspieszenie reakcji w porównaniu z konwencjonalnymi konstrukcjami dynamicznymi. Impedancja Utopii wynosi 80 omów, co jest wartością odpowiednią dla sprzętu stacjonarnego, jednak w przypadku przenośnych odtwarzaczy działa niczym zaciągnięty hamulec ręczny. W Stelliach zmniejszono wysokość cewki – z 5 mm do 4 mm – co wpłynęło na obniżenie impedancji do 35 omów, czyli poziomu akceptowalnego przez sprzęt mobilny. I choć konstruowanie berylowych przetworników jest najeżone przeszkodami, to największe problemy w czasie prac nad Stelliami czyhały po drugiej stronie membran.
Używanie tych samych przetworników w konstrukcjach otwartych i zamkniętych przypomina słuchanie tych samych kolumn w małym i dużym pokoju. Wiadomo, że tylko w jednym z nich zagrają poprawnie. W słuchawkach zamkniętych będą to duże kolumny w małym pokoju, co od razu rodzi długą listę problemów. Cześć z nich rozwiązano poprzez przeprojektowanie przetwornika; z pozostałymi poradzono sobie dzięki unikalnej konstrukcji muszli zamykających głośniki.

028 035 Hifi 06 2019 002Serce Stellii składa się zaledwie
z kilku elementów, za to jakich!

 

Wewnętrzne strony muszli zostały ukształtowane na podobieństwo gęstych dyfuzorów. Dzięki temu pochłaniają energię za membraną i rozpraszają fale stojące. Poza tym znacząco usztywniają obudowy. Za osiami przetworników umieszczono jeszcze plastry sprężystej pianki EVA, pochłaniające nadmiar wysokich tonów.
Wykorzystując swoje doświadczenia przy projektowaniu kolumn z bas-refleksem, konstruktorzy ulokowali w zewnętrznych srebrnych kapselkach, a konkretnie w logo Focala, system otworów stratnych. Ich zadanie polega na wyrównaniu ciśnienia wewnątrz muszli w zależności od głośności, z jaką pracują słuchawki. Powinno się to przełożyć na lepsze rozciągnięcie oraz kontrolę basu. Same przetworniki lekko przesunięto do przodu i skierowano w stronę słuchacza, tak by efekt, na ile to możliwe, przypominał słuchanie przez kolumny.
Ostatni element muszli, czyli grube poduszki otaczające małżowiny, także są rezultatem eksperymentów. Przy ich produkcji wykorzystano naturalną skórę, pozbawioną perforacji i grubszą od tej użytej w Utopiach. Miało to na celu zwiększenie szczelności akustycznej. Wewnętrzne strony poduszek wykonano z dwóch materiałów, połączonych ze sobą w połowie wysokości. Części bliższe przetwornikom to specjalna tkanina pochłaniająca energię, natomiast skórzane pierścienie powinny ją rozpraszać. Według instrukcji obsługi wokółuszne poduszki są wymienne, jednak trzymają się obudów na tyle mocno, że nie odważyłem się użyć siły, by je oderwać.

028 035 Hifi 06 2019 002Berylowa membrana
o średnicy 40 mm.

Kable
Do słuchawek Focal dołącza dwa przewody z miedzi beztlenowej w nicianym oplocie, dopasowanym kolorystycznie do zestawu. Krótszy, o długości 1,2 m, zakończono wtykiem 3,5 mm, z nakręcaną przejściówką 6,3 mm. Jeśli nikomu nie przyjdzie do głowy chwalić się Stelliami na osiedlu, to krótszy kabelek sprawdzi się we współpracy ze wzmacniaczami biurkowymi, pozbawionymi wyjść symetrycznych. Zresztą, podłączenie ich do jakiegokolwiek telefonu będzie karygodną profanacją. Jeśli ktoś odważy się wyjść w nich na miasto, to sugerowałbym możliwie najlepszy odtwarzacz plików, a jeszcze lepiej sandwicz, złożony z odtwarzacza i przenośnego wzmacniacza słuchawkowego. Tylko po co kusić los?
Drugi kabel, o długości 3 m, to już hi-end pełną gębą. Na jego dalszym końcu zamontowano symetryczny wtyk Neutrik NC4MXX.

028 035 Hifi 06 2019 002Wewnętrzne strony muszli
w kształcie dyfuzorów.
Nadmiar wysokich tonów
pochłania plaster pianki EVA.

Użytkowanie
Pomimo niemałej masy, Stellie oferują bajeczny komfort użytkowania. Po kilku godzinach słuchania odczuwałem ich obecność na głowie tak, jakbym zamiast 40-dekowego hełmofonu nosił lekką konstrukcję przenośną. Poza tym, co godne podkreślenia, słuchawki nie powodowały pocenia się uszu.
Jeśli chodzi o izolację akustyczną, projektanci Stellii spisali się na medal. Słuchawki odcinały niemal wszystkie odgłosy codziennej krzątaniny czy dźwięki płynące z telewizora. Te, które przedarły się przez zaporę ze skóry i pianki termokształtnej wypełniającej pady, zostały skutecznie zneutralizowane przez muzykę. Natomiast do osób siedzących obok mnie w czasie głośnego słuchania, docierały pojedyncze dźwięki i tylko wtedy, gdy wokół panowała zupełna cisza.


Konfiguracja systemu
Równocześnie z premierą najnowszych zamkniętych słuchawek Focal przedstawił swój pierwszy wzmacniacz słuchawkowy o groźnej nazwie Arche. Wyposażono go w wyjście XLR. Niestety, nie dotarł do redakcji na czas testu Stellii. Na potrzeby recenzji sięgnąłem więc po topowego Sennheisera HDV 820. Od razu wybrałem połączenie symetryczne.
Źródłem muzyki był laptop Lenovo ThinkPad T530 (pliki) oraz odtwarzacz Oppo BDP-103D (płyty i pliki). Do konwersji sygnału wykorzystałem wbudowany DAC Sennheisera.

028 035 Hifi 06 2019 002Pudełko
z okablowaniem.

Wrażenia odsłuchowe
Słuchawki dotarły do redakcji prosto z fabryki, wiec konieczne było przynajmniej tygodniowe wygrzewanie. Ze względu na brak czasu, zabrałem się za Stellie dopiero po dwóch tygodniach. Można zatem uznać, że 200 godzin z okładem ciągłego grania powinno je już jako tako ułożyć. By ukazać pełnię możliwości, powinny zapewne popracować dwa razy dłużej, ale już na tym etapie dawały spore wyobrażenie o drzemiącym w nich potencjale.
Jeżeli na podstawie opisu technicznego spodziewacie się szybkości i przenikliwości, to nic z tego. Owszem, zamknięte Focale były mistrzami w swojej dziedzinie, ale nie była to laboratoryjna sterylność brzmienia. Ich prawdziwą naturą jest muzykalność.
W muzyce klasycznej w uszy rzucała się gładkość. Zamiast szpileczek, Stellie sączyły złocisty balsam. Chłonąłem kolejne nagrania, a dźwięki dostarczały niemal fizycznej przyjemności. Podobne wrażenie odniosłem wcześniej w trakcie testowania otwartych Elearów („HFiM” 11/16), jednak Stellie tamte doznania spotęgowały. I wcale nie chodzi o miluśkie, mięciutkie granie, lecz o dotarcie do sedna muzyki, do emocji, piękna i harmonii zapisanych w nutach.

028 035 Hifi 06 2019 002Do domu: trzymetrowy przewód
z wtykiem XLR. Symetrycznej
przejściówki nie przewidziano.

Scena nie została zwyczajowo podzielona na lewy i prawy kanał, z dodatkowymi dźwiękami dochodzącymi z przodu i z tyłu. Włożenie na głowę francuskich słuchawek przypominało nasunięcie dużej sfery, wyłożonej od wewnątrz głośnikami. Z przodu, z tyłu, po bokach i na górze. W czasie odtwarzania dużych form orkiestrowych autentycznie lądowałem wśród muzyków. Przed sobą miałem solistów, po bokach instrumenty, a za plecami, na lekkim podwyższeniu – chór, z podziałem na głosy męskie i żeńskie. W dodatku, dzięki znakomitej separacji instrumentów, odległości między wykonawcami zostały wyraźnie zróżnicowane. Taka prezentacja była bliższa instalacjom wielokanałowym niż stereofonicznym słuchawkom, choć jej charakter i wielkość zmieniały się z każdą płytą.
I tu dochodzę do kwestii, która części melomanów może popsuć humor. Otóż Stellie bezpardonowo obchodzą się z gorszymi technicznie nagraniami. Te przeciętne, nawet odznaczające się wysokimi walorami artystycznymi, zabrzmią na nich nijako. Pomijając spektakularną scenę, muzyce zabraknie życia, wigoru i czynnika angażującego. Natomiast audiofilskie realizacje stworzą przedstawienie z zupełnie innej bajki.

028 035 Hifi 06 2019 002Dla odważnych, którzy zabiorą
Stellie w teren – 1,2-m kabelek
z małym jackiem.

Mocny, głęboki i pewnie prowadzony bas budował opokę, na której wielobarwne skrzydła rozpościerała średnica. Wyjątkowość berylowego przetwornika przejawiała się tu nie w laserowej szybkości i jeździe bez trzymanki, lecz w fantastycznej, idealnie neutralnej barwie ludzkich głosów. Wszyscy śpiewacy byli tak realni, że chyba nawet realizatorzy nagrań nie doświadczali tego na swoim sprzęcie. Głosy były czyste, rześkie i bardzo bliskie obecności na żywo.
Obraz dopełniały lekko rozświetlone wysokie tony. Nie atakowały tyralierą alikwotów, lecz delikatnie trącały najczulsze struny organizmu, odpowiedzialne na wywoływanie dreszczy. W dodatku, by doświadczyć tych doznań, nie musiałem słuchać głośno. Już przy normalnych poziomach większość informacji była czytelna. Podkręcanie gałki potencjometru przybliżało wszystkie wydarzenia, niczym obiektyw ze zmienną ogniskową, przy zachowaniu dotychczasowej ostrości.
Jedyna różnica dotyczyła basu. Zwiększenie głośności powodowało, że było go więcej; zyskiwał na rozciągnięciu i sile, ale pozostawał wolny od podkolorowań. W chwilach ekspresji potrafił huknąć z siłą kieszonkowej haubicy, jednak takich atrakcji należy oczekiwać po nieco luźniejszym repertuarze.
Rozdzieliwszy nagrania na takie, które mogą uchodzić za pewniaki oraz całą resztę, skierowałem się w stronę jazzu. W sposobie budowy sceny nie zaszły radykalne zmiany, aczkolwiek przenosiny z dużych sal koncertowych i kościołów (typowych dla klasyki) do zadymionych klubów zaowocowały większą namacalnością instrumentów. W czasie perkusyjnych solówek berylowe membrany pokazały wreszcie, co to znaczy szybkość reakcji. Kilkuminutowe solo Alana Dawsona w „Take Five” na płycie „We’re All Together Again For The First Time” kwintetu Dave’a Brubecka rozwiało wszelkie wątpliwości, dotyczące klasy przetworników. Elementy zestawu odzywały się na różnych wysokościach, a nad wszystkim górowało szaleńcze tempo, narastające w miarę zbliżania się do finału. W takich momentach wyraźnie słychać, na co wydaliśmy niemałe przecież pieniądze.
O ile w muzyce klasycznej można było spokojnie kontemplować unikalną budowę sceny, to big bandy wciągały w wir wydarzeń. Szeroka przestrzeń, zróżnicowana pod względem lokalizacji instrumentów, znów otoczyła mnie ze wszystkich stron. Stellie zaprezentowały najlepszą, jak do tej pory, scenę, z jaką miałem w życiu do czynienia, bez względu na cenę. Oby tylko przedwcześnie nie popaść w ekstazę, bo ostanie słowo i tak będzie należeć do rocka.

028 035 Hifi 06 2019 002Do wzmacniaczy biurkowych
ten sam przewód, tyle że
z nakręcaną przejściówką 6,35 mm.

 

W części koncertowej jako pierwsza trafiła na tapetę płyta The Eagles „Hell Freezes Over” z zestawem jedenastu utworów, zarejestrowanych na żywo w kwietniu 1994 roku w kalifornijskim studio Warner Bros, na specjalnej imprezie MTV. Budowę sceny i lokalizację instrumentów bez wątpienia można zaliczyć do spektakularnych. Tym jednak, co zrobiło na mnie największe wrażenie, było zróżnicowanie barwy gitar i brzmienie fortepianu. Posłuchajcie nieśmiertelnego „Hotelu California” w wersji akustycznej. Ileż tam się dzieje wokół instrumentów! Jak bardzo różni się barwa gitar z nylonami od tych ze strunami metalowymi… Niuanse artykulacji były czytelne. Ba, „widziałem” nawet położenie prawej ręki względem otworu rezonansowego. Dodajmy do tego mnóstwo, mnóstwo detali w tle, a otrzymamy prawdziwy występ na żywo. Choć moim celem nie było odkrywanie tej płyty na nowo, to „Zamarzniętego piekła” można słuchać wielokrotnie i za każdym razem dostrzegać niuanse, które wcześniej umknęły uwadze. Pod warunkiem wszakże, że słuchane będzie na najwyższej klasy sprzęcie. Stellie bez wątpienia można do niego zaliczyć.
Rozochocony amerykańskimi Orłami sięgnąłem po nagrania Antonio Forcione i… przeżyłem głębokie rozczarowanie. Włoski gitarzysta zagrał miękko, wręcz pluszowo i całkowicie bez życia. Dźwięk został dziwnie zduszony, pozbawiony mikrodynamiki. Krótko mówiąc, Antonio wypadł na tyle blado, że bez żalu zamieniłem go na niemieckiego multiinstrumentalistę Friedmanna Witeckę.
I, jak mawiają rozemocjonowani sprawozdawcy sportowi, Focale wróciły z dalekiej podróży. Pojawiły się witalność, przestrzeń i oddech. Wokół strun zawibrowało powietrze, a scena ożyła. Każdy prezenter Stellii powinien wpisać nazwisko Witecki na listę nagrań obowiązkowych, bo wystarczy przesłuchanie dwóch, trzech utworów, by potencjalny klient nie wyobrażał sobie dalszego życia bez francuskich nauszników.

028 035 Hifi 06 2019 002Mistrzowski team Focala: Elear, Clear, Utopia, Elegia i Stellia.

 

Celowo opisałem przypadek Forcione, bowiem pomimo ogólnie przyjaznego charakteru Focale bywają kapryśne. Potrafią mieć własne zdanie na temat odtwarzanej muzyki; jednych wykonawców darzyć czymś na kształt sympatii, innych zaś dyskwalifikować. Do tych ostatnich zaliczyły, niestety, wielu gigantów klasycznego rocka.
Kompletnie bezpłciowo zabrzmiał koncert Davida Gilmoura w Pompejach. Legendarny japoński występ Deep Purple z 1972 roku można było w ogóle sobie darować, a podejście do nagrań Iron Maiden zakończyło się katastrofą. Nie stało się tak, bynajmniej, ze względu na niską jakość realizacji, bo wspomniane płyty nieraz zdawały egzamin w czasie testów high-endowych zestawów stereo. Jednak ze Stelliami, z niewyjaśnionych przyczyn, nie „zagrały”. Niewykluczone, że przyczyną obcesowego potraktowania ich przez Stellie była odwieczna niechęć Francuzów do synów Albionu. Wzajemna zresztą.
Na koniec ciekawostka. Najwyraźniej projektanci Stellii słuchają do snu kołysanek Rammsteinu, bo płyty „Mutter” i „Reise, Reise” zabrzmiały na nich najlepiej ze wszystkich rockowych nagrań, po które odważyłem się sięgnąć. Honoru Wyspiarzy dzielnie bronił tylko Steve Hackett („Wuthering Nights: Live in Birmingham”, 2017). Reszta niech pozostanie milczeniem.

028 035 Hifi 06 2019 002Aż się chce w nich zanurzyć...

Konkluzja
Focale Stellia to piękny przedmiot, oferujący równie piękne brzmienie. Idealny do relaksu przy ulubionych nagraniach. Właścicielowi do pełni szczęścia potrzebna będzie tylko filiżanka mocnej kawy, odrobina bursztynowego destylatu i ukochana muzyka, choć przy dwóch pierwszych bym się nie upierał.



 



2019 06 21 12 39 30 028 035 Hifi 06 2019.pdf Adobe Reader

 

 

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 06/2019


Pobierz ten artykuł jako PDF

 

 

 

 

Komentarze  

+3 #1 AROK 2019-10-07 16:57
Chora cena za słuchawki.
Cytować | Zgłoś administratorowi