fbpx

HFM

artykulylista3

 

Sennheiser Momentum True Wireless

012 015 032019 001
Dawno, dawno temu, w czasach, kiedy dzieciom czytało się książki, moją ulubioną pozycją był „Pan Maluśkiewicz i wieloryb” Juliana Tuwima. Bohaterem powiastki był malutki, bodajże najmniejszy na świecie człowieczek, który jako zawołany podróżnik widział już w swoim życiu wszystko, z wyjątkiem tytułowego wieloryba.

Czy ostatecznie go spotkał, dowiecie się z lektury, ja natomiast, zerkając na najnowsze bezprzewodowe Sennheisery, oczyma wyobraźni widziałem je w salonie naszego dzielnego poszukiwacza przygód w charakterze… kolumn podłogowych.
Pod nazwą True Wireless kryją się jednak maleńkie, zaawansowane technicznie słuchawki douszne. „Prawdziwa bezprzewodowość” oznacza w ich przypadku brak jakiegokolwiek kabla, nawet łączącego oba kanały.




Budowa
Niemieckie pchełki kilkukrotnie mnie zaskoczyły. Po raz pierwszy stało się to w momencie rozpakowywania. Jeszcze przed testem z grubsza wiedziałem, z czym będę miał do czynienia, jednak konfrontacja wyobrażeń z rzeczywistością wywołała skrajne emocje. Z jednej strony zachwyt, bo w niewielkich obudowach zamknięto kilka zaawansowanych rozwiązań, zarezerwowanych dla konstrukcji pełnowymiarowych. Z drugiej – filigranowe obudowy budziły autentyczny niepokój. Wystarczy bowiem chwila nieuwagi w czasie przemieszczania się w środkach komunikacji miejskiej i… żegnajcie pieniądze (o ile mi wiadomo, nie można dokupić jednego kanału w przypadku zdekompletowania zestawu).

012 015 032019 002Eleganckie etui służy także
do ładowania słuchawek.

 

W eleganckim pudełku, poza parą słuchawek, znajdziemy estetyczne puzderko, oklejone płótnem, pełniące funkcję futerału, ładowarki oraz powerbanku. Poza tym były tam cztery zestawy silikonowych wkładek dousznych w różnych rozmiarach oraz krótki kabelek, służący do podłączenia ładowarki. O aktualnym trybie pracy oraz stanie naładowania słuchawek informuje mała dioda w sąsiedztwie złącza zasilania.
Same słuchawki wykonano z jubilerską precyzją. Korpusy odlano z wysokiej jakości tworzywa sztucznego. Z zewnątrz zamykają je aluminiowe dekielki, wyposażone w dotykowe panele, sterujące odtwarzaczem plików oraz odbieraniem rozmów. Poza tym True Wireless współpracują z asystentami głosowymi, więc w zasadzie ich obsługa nie wymaga wyjmowania rąk z kieszeni. Dzięki wodoodporności na poziomie IPX4 niestraszny im będzie nawet intensywny deszcz.
Wewnątrz niewielkich obudów zamontowano firmowe przetworniki o średnicy 7 mm. W każdej zmieścił się jeszcze moduł Bluetooth 5.0 aptX, przetwornik cyfrowo-analogowy, system aktywnej redukcji szumów z parą mikrofonów oraz akumulatory, zapewniające 3,5-4 godziny pracy. Jeśli wziąć pod uwagę, że każda słuchaweczka waży zaledwie 6,5 grama, to całość zaczyna się ocierać o technologie stosowane w NASA.

012 015 032019 002Z tyłu znalazły się gniazdo zasilania USB-C
oraz mała dioda, sygnalizująca
poziom naładowania powerbanku

Funkcjonalność
Budowa budową, ale znacznie ciekawiej wyglądają walory użytkowe bezprzewodowych Sennheiserów.


Po pierwsze – czas pracy
Jak wspomniałem, na jednym ładowaniu słuchawki pograją przez blisko cztery godziny. Czas ten będzie dodatkowo zależał od głośności (z tym radzę bardzo uważać) oraz aktywacji trybu redukcji hałasów. Na osobach używających nausznych słuchawek bezprzewodowych te cztery godziny nie zrobią żadnego wrażenia, ale nie zapominajmy o rozmiarach pchełek Sennheisera, a co za tym idzie – o wielkości wbudowanych akumulatorów.
Kiedy baterie się rozładują, wystarczy włożyć słuchawki do etui i, jeśli pozwala na to stan powerbanku, po około półtorej godziny można wrócić do aktualnej listy przebojów. Pełne naładowanie powerbanku w etui pozwala doładować słuchawki dwukrotnie i wydłużyć tym samym łączny czas pracy do 12 godzin. Dzięki temu można myśleć o zabraniu Sennheiserów w dłuższą podróż.

012 015 032019 004Panel dotykowy w lewej słuchawce obsługuje odtwarzacz plików.

Po drugie – dodatki
Do pełnej obsługi True Wireless producent napisał bezpłatną aplikację na smartfony. Za jej pomocą można na bieżąco sprawdzać stan naładowania baterii, korygować barwę tonu oraz regulować system aktywnej redukcji szumów. W zależności od hałasu otoczenia, system ten można całkiem wyłączyć, włączyć na stałe albo aktywować jedynie w trakcie słuchania muzyki. W tym ostatnim trybie każdorazowe zatrzymanie odtwarzacza zmienia działanie ANC. Zamiast wyłapywać wszelkie hałasy z otoczenia i odtwarzać je w przeciwfazie, do czego został opracowany, zaczyna wzmacniać dźwięk przekazywany wprost do uszu. W jakim celu? Ano w takim, by np. w czasie zakupów lub nieoczekiwanego zagadnięcia przez przypadkowego przechodnia słyszeć jego słowa bez wyjmowania słuchawek z uszu. To ważne, bo umieścić je w idealnym położeniu wcale nie jest łatwo.

012 015 032019 005True Wireless w komplecie.

Po trzecie: ergonomia
Obudowy przetworników są asymetryczne, więc nie da się przypadkowo zamienić kanałów. Samo wkładanie słuchawek wymaga nieco cierpliwości. Po umieszczeniu silikonowej wypustki w kanale słuchowym, należy słuchawki „wkręcić” w głąb ucha tak, by asymetryczne obudowy zaklinowały się o tylną część małżowiny. Na papierze brzmi to niewinnie, jednak w pierwszych dniach testów niezbędne było skorzystanie w tym celu z lustra. I kiedy wreszcie, po kilku minutach kręcenia i dopasowywania obie obudowy równo ułożyły się w uszach, zazwyczaj zaczynało mnie swędzieć jedno z nich. Nie ma co ukrywać, życie z konstrukcjami nausznymi jest zdecydowanie łatwiejsze.
Choć True Wireless siedzą w kanale słuchowym pewnie, to wsiadając w nich do autobusu, za każdym razem obawiałem się, że któraś przypadkowo wypadnie. Niewykluczone, że moje przewrażliwienie wynikało z tego, że w przypadku ewentualnej utraty jednego kanału czekałaby mnie trudna rozmowa w redakcji. Gdybym jednak zdecydował się kupić słuchawki po teście, to użytkowanie rozpocząłbym od spięcia ich kawałkiem miękkiej żyłki, np. za pomocą kleju na gorąco.
Bezprzewodowych Sennheiserów nie wyposażono w konwencjonalny włącznik. Po zbliżeniu ich do siebie na odległość około 25 cm aktywują się same, lecz gdy nie nawiążą połączenia ze źródłem, po chwili przechodzą w stan uśpienia.

012 015 032019 002True Wireless w komplecie.

Wrażenia odsłuchowe
Na wstępie przyznaję, że nigdy nie byłem fanem konstrukcji dousznych. A to kiepsko się trzymały i wypadały przy każdym ruchu głowy, a to słyszałem każde otarcie kabla o ubranie, a to każdy krok odbijał się głośnym echem w głowie. I o ile do tej pory udawało mi się wywinąć z ich testowania, to True Wireless wziąłem na warsztat z czystej ciekawości. I się nie zawiodłem, bo niemieckie maluchy grają dużym dźwiękiem.
Mając w pamięci 7-mm przetwornik, obawiałem się o jakość niskich tonów. Niepotrzebnie. Czysty, zaskakująco głęboki i kontrolowany bas budował coś, co można bez przesady nazwać stabilnym fundamentem. Nie odniosłem wrażenia sztuczności i nawet ostry rock nie pozostawił odczucia niedosytu. Co lepsze, bas był bezszwowo sklejony ze średnicą, a ta – z wysokimi tonami. I właśnie soprany okazały się prawdziwą ozdobą niemieckich słuchawek. Talerze perkusji lśniły w słonecznym blasku, a trąbka Milesa Davisa potrafiła wywołać ciarki na grzbiecie. Gdybym nie wiedział, z czym mam do czynienia, to brzmienie bezprzewodowych Sennheiserów porównałbym z porządnymi konstrukcjami nausznymi w zbliżonej, a może nawet nieco wyższej cenie. Z jednym wyjątkiem.
Największa różnica pomiędzy konstrukcjami dousznymi a nausznymi dotyczy budowy sceny. O ile w przypadku tych drugich duża cześć wydarzeń rozgrywa się na zewnątrz uszu, w przypadku słuchawek dousznych wszystko siedziało w głowie. Tylko w nielicznych, efektownie zrealizowanych utworach pojedyncze dźwięki dobiegały z zewnątrz; były to jednak tylko odstępstwa od ogólnej reguły. Choć w obrębie samej sceny w nagraniach małych składów jazzowych lokalizacja instrumentów pozostawała dokładna, to już w przypadku big bandów muzycy, by się pomieścić na scenie, kurczyli się do rozmiarów wspomnianego we wstępie Maluśkiewicza. Na szczęście, nawet w chwilach ekspresyjnego huknięcia dęciaków całość nie zlewała się w jedną zupę, co można chyba uznać na kolejną miłą niespodziankę.

012 015 032019 002Asymetryczna budowa
uniemożliwia używanie słuchawek
w przypadku zamiany kanałów.

Konkluzja
Sennheisery True Wireless mogą stanowić wielce kuszącą propozycję dla miłośników słuchawek dousznych. Jeśli przekonają do siebie także użytkowników konstrukcji nausznych, to niemiecki specjalista zyska prawdziwy powód do dumy.

 

 

 

2019 03 21 12 24 42 012 015 Hifi 03 2019.pdf Adobe Reader

 

 

Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 03/2019


Pobierz ten artykuł jako PDF