fbpx

HFM

artykulylista3

 

Sennheiser IE 800 - Wyróżnienie 2016

image 442

wyróżnienie


Słuchawki douszne kojarzą się „młodzieżowo”, a więc z aktywnym trybem życia, słuchaniem muzyki przy okazji jazdy na rowerze, deskorolce albo w czasie podróży pociągiem.



Czyli wszędzie tam, gdzie musimy korzystać z namiastki sprzętu, bo inaczej się nie da. Nawet w samochodzie można przecież zainstalować dobry system hi-fi. Tak to przynajmniej wygląda z perspektywy starszego pokolenia, bo to młodsze ze sprzętu stacjonarnego korzysta rzadziej.
Muzykę można „mieć” wszędzie. W telefonie, na przenośnym odtwarzaczu, a przecież „hełmofonu” na ulicy nosić nie wypada. Plejery i słuchawki douszne to obecnie standard. Można nawet obstawiać, czy w danym autobusie więcej osób ma w uszach pchełki, czy kolczyki.

 

Do niedawna minisłuchawki były synonimem rozwiązania zastępczego i nikt nie poszukiwał w nich wybitnej jakości dźwięku, podobnie zresztą jak w przenośnych samograjach. Jeżeli jednak na świecie takich słuchawek używa miliard ludzi (nie zdziwiłaby mnie ta liczba), to siłą rzeczy muszą wśród nich być tacy, którzy przywiązują wagę do jakości. Może nawet audiofile?
Jeżeli chodzi o przenośne źródła, to jakoś nie widzę tu high-endowych, choć producenci lubią nadużywać tego określenia. Natomiast wytwórcy słuchawek już dostrzegli niszę. Pierwszym, oszałamiającym ceną, modelem były AKG K3001. Potem zetknąłem się z Denonami za blisko 2000 zł. Teraz dołączają Sennheisery IE 800 za blisko 3000 zł.


image 3
Połączenia
mini- i microjack.


Otoczka
Pamiętam czasy, kiedy najdroższe Sennheisery można było kupić za niewiele ponad 1000 zł. Legendarne HD 600 do dzisiaj cieszą się bardzo dobrą opinią. Po nich przyszła pora na HD 700 i HD 800. Te ostatnie to duże, wokółuszne i otwarte konstrukcje za 5000 zł. Ich premierę zapowiadano od miesięcy, natomiast IE 800 pojawiły się niejako z zaskoczenia. Cyferka w symbolu sugeruje, że to poziom HD 800.
Otoczka podkreśla ekskluzywność produktu. Oczywiście, pudełko mogłoby być drewnianą szkatułką, ale i tak tektura jest solidna, a całość na tyle estetyczna, że spokojnie można trzymać słuchawki obok domowego sprzętu hi-fi.
W pudełku znajdziemy cztery zapasowe komplety gumowych wkładek dokanałowych (dobieramy własny rozmiar), a same słuchawki schowano w gustownym skórzanym etui.
Jakość materiału, precyzja szycia i krojenia jest na poziomie drogich portfeli. Na zewnątrz widać dyskretnie wytłoczone logo Sennheisera, w środku mamy aluminiową tabliczkę z numerem seryjnym i napisem „Made in Germany”. Producent podkreśla, że wszystko, czyli słuchawki razem z dodatkami, wyprodukowano w Niemczech. Tak postępuje wiele firm, które zostawiają na miejscu wysokie modele, a tańsze ekspediują na Daleki Wschód. Na pudełku znajdujemy jednak informację: „Kraj pochodzenia – ChRL”. Dziwne, bo naklejka jest dziełem polskiego dystrybutora. Kto więc ma rację? Zasięgnąłem informacji u źródła i sprawa okazuje się banalnie prosta. Importer ma standardowe naklejki. Przylepia się je na etapie wysyłania towaru do sklepów i po prostu panowie w magazynie czasem się mylą. Wszystkich więc uspokajam: „osiemsetki” to dzieło teutońskich rzemieślników.


image 4
W komplecie tylko jeden kabel.
Z pilotem – opcja.



W „portfeliku” dostajemy piankową twardą wytłoczkę z miejscem na przetworniki i szparą na kabel, który zwijamy w zagłębieniu. Wtyki wciskamy w dziurki i w ten sposób przenosimy IE 800 doskonale zabezpieczone, a kabel się nie plącze.
Do kompletu dołączono plastikowy patyczek z drutem na zakończeniu. Służy on do nadziewania ubrudzonych gumek, które można myć pod kranem. Na wszelki wypadek radzę zatykać zlew, bo szkoda by było stracić końcówki. Sennheiser ich nie rozdaje, jak Sol Republic, więc wyekspediowanie zatyczek do Wisły będzie się wiązać z wydatkiem.

W komplecie otrzymujemy jeszcze skróconą instrukcję obsługi, również po polsku. Przewody łączą się pod szyją. Zaraz poniżej punktu ich spotkania są zakończone złoconym wtykiem microjack. Kabel jest zakończony gniazdem i ma długość około metra, a więc służy do urządzeń przenośnych.
I tutaj mam uwagę. W tej cenie wypadałoby dołączyć dłuższy, dla urządzeń stacjonarnych. Klient na pewno poczułby się bardziej komfortowo, a pomysł wpinania pchełek do przyzwoitego przedwzmacniacza nie powinien chyba nikogo dziwić, skoro mamy do czynienia z produktem flagowym. Teoretycznie klasa tych słuchawek powinna być wystarczająca do korzystania z naprawdę dobrych klocków, bo na razie przenośne plejery nie zbliżają się pod względem jakości brzmienia do systemów „pełnowymiarowych”. Oczywiście, producenci tych pierwszych na każdym kroku zapewniają, że jest inaczej. Jakoś jednak nie widziałem, żeby ktoś do drogiego dzielonego wzmacniacza i kolumn za dziesiątki tysięcy euro podłączał kieszonkową kostkę i zachwycał się symfoniami Beethovena czy albumami Floydów. Niewykluczone więc, że IE 800 są zrobione w pewnym sensie „na zapas” i wyprzedzają obecny stan technologii w dziedzinie plejerów.

Przewód wykonano z miedzi beztlenowej. Wersja standardowa nie zawiera pilota. Celowo, bo w opinii wielu osób jest on dodatkowym, nierzadko zbędnym  elementem w torze. Można jednak dokupić specjalny, dedykowany IE 800 przewód ze sterownikiem. Kosztuje 549 zł. Sporo, ale podobno zastosowane w nim rozwiązania są warte tego wydatku.

Niestety, w przypadku dłuższych, „stacjonarnych” przewodów nie mam dobrej wiadomości. Firma w ogóle nie oferuje własnego drutu. Uważam to za grube niedopatrzenie, także strategiczne. Wiele osób wydałoby nawet 1000 zł, żeby mieć święty spokój. Niektórzy mogą z kolei uznać, że skoro słuchawki „nie nadają się” do używania z systemem stereo, to po co wydawać tyle pieniędzy... Można jednak stosować inne kable, nie tylko Sennheisera. Nawet takie, które są uznawane za referencyjne, od kablarskiego specjalisty. Cardas proponował kiedyś przewód przeznaczony specjalnie do HD 600. Inna sprawa, że kosztował prawie tyle, co słuchawki, ale opinie zarówno prasy, jak i użytkowników mówiły jednoznacznie, że brzmienie poprawia się w każdym aspekcie. Ponieważ HD 600 były wówczas najlepszymi słuchawkami Sennheisera, każdy, kto chciał „iść do góry”, w zasadzie nie miał wyjścia i kupował Cardasa. Być może firma ma w ofercie coś dedykowanego „osiemsetkom”. A jeżeli nawet nie ma, to przewód do HD 600 będzie się nadawał. Szkoda byłoby podłączyć byle przedłużkę, skoro się już ma cudo, które producent uważa za przełomowe w swojej historii.


image 5
Z tyłu coś w rodzaju
bas-refleksu.


Budowa
Obudowa jest twarda i błyszcząca. Z początku myślałem, że to metal, ale okazało się, że muszle wykonano z wypalanej ceramiki. Są dość odporne na uszkodzenia mechaniczne, ale traktować ich młotkiem nie polecam.
Po przeciwnej stronie gumek znajdują się dwa małe otworki. Kiedy rozpakowaliśmy pudełko w redakcji, od razu padło pytanie: co to jest? Zażartowałem, że bas-refleks i… okazało się to prawdą. Przetwornik jest wentylowany, bo ponoć pracuje niezwykle energicznie i w zamkniętej obudowie by sobie nie poradził.


W ogóle konstrukcja jest oryginalna. W wysokich modelach dokanałówek producenci stosują zwykle kilka przetworników. Słyszałem o słuchawkach cztero-, a nawet pięciodrożnych. Celem takiego rozwiązania jest wyciśnięcie jak największej dynamiki i szerokości pasma, ale problem pojawia się w punktach jego podziału. To zrozumiałe, że nie da się skonstruować rozbudowanej zwrotnicy. Sennheiser zbudował natomiast jeden przetwornik, w dodatku malutki, który radzi sobie z pasmem 8 Hz – 41 kHz, co przy spadku 3 dB można uznać za wyczyn. Maksymalne ciśnienie akustyczne to aż 125 dB. IE 800 należy używać z rozwagą.
Sekret wydajności tkwi ponoć nie w samym przetworniku, ale w obudowie, którą nazwano dwukomorowym absorberem.


image 23
Pudełko i futerał.



Jeżeli chodzi o kompatybilność, nie mam dobrych wieści. Słuchawki nie tolerują tanich „empetrójek” i w połączeniu z nimi wypadają blado. Nawet nie chodzi o to, że wysokiej jakości przetwornik obnaża niedostatki sprzętu i nagrań o niskiej rozdzielczości. Potrzebny jest wydajny wzmacniacz, bo „osiemsetki” są dość trudne do wysterowania. Można oczywiście liczyć na to, że kto je kupił, raczej nie podłączy ich do byle czego. Ale jeśli tak zrobi, to żeby nie było, że nie ostrzegałem.
W stacjonarnych konfiguracjach ten problem nie występuje. Jedyny to odgnieciony tyłek, bo trzeba słuchać, siedząc na podłodze, blisko wzmacniacza. Nie miałem, niestety, Cardasa, a nie chciałem podłączać kiepskiego drutu, który na pewno ograniczyłby potencjał perełek Sennheisera.

Wrażenia odsłuchowe
Pamiętacie HD 600 i HD 650? Pierwszym zarzucano, że nie są neutralne, bo podkreślają skraje pasma. Wymądrzali się na ten temat zwłaszcza dźwiękowcy, używający na co dzień AKG za 300 zł. Mieli trochę racji, ale to skonturowanie pasma było po pierwsze, delikatne, po drugie zaś – zrobione ze smakiem. Z pewnością też celowo, bo nadawało „sześćsetkom” niepowtarzalny charakter.
Pamiętam, że miałem także AKG Q701, które były niemal idealnie liniowe. Owszem, barwa instrumentów była na nich bardziej naturalna i prawdziwa, ale coś sprawiało, że zawsze z przyjemnością wracałem do HD 600. Zresztą, nie tylko ja kochałem ich niesamowitą przestrzenność, krystaliczną przejrzystość i dźwięczność – a niech tam – wyeksponowanych wysokich tonów oraz sprężynę w basie.
Sennheiser na zarzuty odpowiedział modelem HD 650, „specjalnie dla dźwiękowców”. Określano je jako łagodniejsze, ale tak naprawdę było to bardziej liniowe strojenie. Jednak audiofile porównywali oba modele i dochodzili do wniosku, że HD 650 są nijakie i, skonfrontowane z bratem z katalogu, wypadają blado. Dźwiękowcy natomiast nie zauważyli tej modyfikacji. Stało się jasne, że przyczyną ich krytyki nie były wysokie tony, ale wąż w kieszeni.


image 24
W tym portfelu
zawsze nosimy prawie 3000 zł.



Jeżeli mieliście okazję słuchać obu flagowych modeli sprzed lat, to opis wrażeń odsłuchowych IE 800 można zamknąć w dwóch zdaniach. To HD 600 na sterydach. Ta sama recepta na brzmienie, ale podniesiona do potęgi.
To ostatnie słowo jest kwintesencją ich charakteru, a konstruktor chciał chyba osiągnąć efekt w rodzaju „mały, ale byk”. Podobne wrażenie odnosimy, słuchając malutkich monitorów, które przestawiają ściany. Tym razem powtórzę za krytykantami: IE 800 na pewno nie są mistrzem świata w neutralności. Nie nadają się do roboty w studiu, bo podkreślają bas i wysokie tony. Jednak nie delikatnie, jak HD 600, ale zdecydowanie i bez zawahania.

Wysokie tony są na granicy ostrości, a na pewno zmęczą po godzinie słuchania. Ale co z tego, skoro udało się osiągnąć naprawdę wybitną szczegółowość i dźwięczność? Ten nadmiar bogactwa spodoba się wielu osobom, zwłaszcza młodzieży. Daje bowiem odczucie krystalicznej czystości i sprawdza się w nagraniach koncertowych. W połączeniu z diabelską dynamiką odczuwamy czad nagrań. Możliwość uzyskania wysokich poziomów głośności jest tu spektakularna. Podobnie tempo narastania sygnału. Dźwięk tętni życiem, a każdy impuls urasta do rangi eksplozji.
Gdyby dodać do tego lekki albo kluchowaty bas, brzmienie byłoby nie do zniesienia. Ten jednak jest sprężysty i równoważy wysokie tony. Powiedzieć, że jest podkreślony, to mało. Jest ogromny, potężny i schodzi bardzo nisko. Wyjątkowo to, co piszą w materiałach informacyjnych, nie jest podkoloryzowane. Jeżeli miałbym posłużyć się potocznym językiem, powiedziałbym, że IE 800 urywają łeb. Już widzę, jak niektórym po pierwszych sekundach słuchania oczy powiększą się do rozmiaru pięciozłotówek, a szczęka opadnie do pasa. To jest brzmienie koncertowe, rockowe, pomnożone razy cztery.


image 53
Zapasowe gumki.



Jak wspomniałem, neutralności nie ma. Nikt nawet nie starał się zbliżyć do brzmienia fortepianu czy wokali na żywo. Cel był inny – skonstruować słuchawki o sile młota Thora. Został osiągnięty. Ale jeśli prześledzimy każdy zakres pasma osobno, to nie ma się do czego przyczepić. Zarówno bas, jak i średnica oraz góra są osobno wzorcowe. Tajemnica leży w proporcjach.
IE 800 przypominają mi słuchawki dokanałowe Denona z górnej półki. Są jednak od nich lepsze. Robią piorunujące wrażenie na osobach poszukujących mocnych doznań.
Jeżeli natomiast chodzi o przestrzeń – jak na douszne miniaturki jest znakomita; jedna z najlepszych, jakie słyszałem z takich konstrukcji. Na tle otwartych nausznych w tej cenie – wypada poniżej średniej, w szkolnej skali trójka z minusem. Ale to już specyfika takiej budowy. Jeśli poszukujecie ogromnej, holograficznej sceny, kupcie HD 800.

Konkluzja
Nasuwa mi się porównanie z największym rywalem IE 800 – AKG K3003. I widzę, jak różne mogą być teoretycznie podobne i podobnie kosztujące produkty. AKG grają naturalnie, spokojnie, z wyrównanym, niemal studyjnym pasmem. Sennheiser się tym nie przejmuje; nawet nie próbuje naśladować tej estetyki. Stawia na potęgę, dynamikę, basisko i przejrzystość, bliską legendarnym HD 600.




 


sanki o


Maciej Stryjecki
Źródło: HFM 02/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF