fbpx

HFM

artykulylista3

 

B&W C5

48-56 ks2012 BWC5C5 wyglądają jak małe dzieła sztuki i są wykonane z dbałością o detale. Może nie ma w tym nic dziwnego, bo i cena zobowiązuje, ale mimo wszystko przyjemniej wyjmować słuchawki z twardego etui wykończonego zamszem niż ortalionowego worka ze ściągaczem.

Brytyjczycy postanowili wykorzystać przewód jako element służący stabilizacji słuchawki w uchu. Działa to lepiej niż elastyczne listki zakładane na małżowinę. Aby zmniejszyć tendencję C5 do wypadania, od strony czaszki zostały one dociążone rtęcią. Z drugiej strony znajdują się natomiast porowate filtry,

wyglądające jak dziesiątki ściśniętych rysików do ołówków. Na przewodzie prowadzącym do lewej słuchawki umieszczono pilot z trzema przyciskami, służący do obsługi wiadomo czego. Tłumienie zewnętrznych zakłóceń jest nie gorsze niż w przypadku naprawdę dobrych zamkniętych słuchawek wokółusznych.

Brzmienie
C5 przypominają to, co oferują P5 z tym, że tutaj mamy ciut więcej wysokich tonów. Brzmienie jest oparte na nisko schodzącym, mięsistym basie. Jak na moje ucho, jest go nawet trochę za dużo, ale to chyba taka estetyka.
Średnica brzmi tak, jak można się było spodziewać po produkcie z Worthing – poprawnie, czysto, ale trochę bezosobowo. Brakuje w tych słuchawkach odrobiny ciepła. Ale, z drugiej strony, rzetelność i prawda to coś, czego szukamy w dobrych słuchawkach. Inżynierowie B&W chętnie się posiłkują komputerami, ale czy te słuchawki zaprojektowali ludzie, czy AutoCAD? To bez znaczenia.
C5 to bardzo dobry, niemal perfekcyjny produkt.

Jest jak grupa dobrze współpracujących ze sobą studentów politechniki. Może nie ma w tym dźwięku magii i urzekającej muzykalności, ale są za to poprawność i rzetelność, które nie pozwalają postawić im żadnych zarzutów.

 

48-56 ks2012 BWC5 T

Źródło: Słuchawki - Katalog testów 2013

Pobierz ten artykuł jako PDF

Reklama