fbpx

HFM

artykulylista3

 

Meitner MA-1

5459 0708 2015 05
Kanadyjczyk Ed Meitner, projektant urządzeń studyjnych marki EMM Labs, zapragnął trafić pod strzechy tańszym przetwornikiem. Stworzył nowy brand pod własnym nazwiskiem i zastosował w Meitnerze MA-1 te same algorytmy co w sprzęcie profesjonalnym.


Każdy dobry realizator dźwięku kojarzy nazwisko Eda Meitnera. Słynie on z tego, że rozwiązuje problemy techniczne, z którymi nie poradzili sobie inni. Na początku lat 70. zaprojektował dla Olive Electrodynamics Company analogową konsolę miksującą, która do dziś jest ceniona przez profesjonalistów. Współpracował z firmami DBX, ADS i Shure. Był pionierem techniki cyfrowej, ale wiele jego rozwiązań musiało czekać na szybsze procesory.







Kiedy Philips i Sony rozpoczęły testowanie 1-bitowego systemu DSD, zaproponowały realizację pierwszych nagrań Tomowi Jungowi. Stał on wtedy na czele legendarnej wytwórni DMP (Digital Music Products). Jung zaprosił do współpracy właśnie Meitnera, który wykonał studyjne konwertery. Dlatego jego nazwisko znajdziemy na płytach SACD, wydanych przez DMP w tamtych latach, m.in. na bodaj najlepiej nagranym albumie „Just Jobim” pianisty Manfredo Festa.
Sony było tak zadowolone z rezultatu, że zamówiło ośmiokanałowe przetworniki do swoich nagrań.
Meitner od początku był przekonany do idei układów jednobitowych, ale ponieważ większość producentów sprzętu studyjnego obstawała przy wielobitowym PCM-ie, konstruktor skupił się na pracach prowadzących do redukcji jittera oraz bezstratnej konwersji a/c i c/a. Osiągnął w tych dziedzinach rezultaty, które przyniosły mu uznanie zawodowców i radość zamożnych audiofilów. Ci drudzy nareszcie mogli usłyszeć muzykę tak, jak została nagrana w studiu.

 

5459 0708 2015 01
Zasilacz pod metalową osłoną, cztery płytki i sporo kanadyjskiego powietrza.


Ciekawostkę stanowi fakt, że w latach 70. Meitner zaprojektował gramofon Museatex AT-2, którego mały talerz podpierał tylko środkową część płyty. Był wyposażony w firmowy docisk, a szczątkową obudowę podparto w trzech punktach. Rewolucyjny pomysł nie znalazł jednak uznania i wykonano tylko kilkanaście egzemplarzy. Meitner zbudował też znakomitą końcówkę mocy Museatex MTR-101. Najwyższe oceny otrzymał kolejny pomysł konstruktora – profesjonalny Meitner IDAT oraz jego tańsza wersja – Museatex BiDat.
Aktualnie Kanadyjczyk projektuje referencyjne urządzenia firmy EMM Labs, którą założył w 1998 roku. Pod tym szyldem znajdziemy produkty do studiów nagraniowych oraz kierowane do zamożnych audiofilów. Od niedawna pod własnym nazwiskiem Meitner sprzedaje konwerter MA-1 i odtwarzacz CD/DAC MA-2, który może pełnić również funkcję DAC-a.


Budowa
Konwerter Meitnera przyjechał w podwójnym kartonowym pudle i subtelnym, białym woreczku ze stosownym logo. Na pierwszy rzut oka nie robi wrażenia komponentu za 31 tys. złotych, jednak skromna obudowa kryje wyrafinowaną elektronikę. Na froncie znalazło się sześć przycisków uruchamiających wybrane wejście cyfrowe, a powyżej – niebieskie diody sygnalizujące to, które zostało włączone. Drugi rząd LED-ów wskazuje częstotliwości próbkowania.
Te podzielono na pochodne standardu CD: 44,1; 88,2 i 176,4 kHz oraz formatów DAT i DVD: 48, 96 i 192 kHz. Główny włącznik sieciowy umieszczono z tyłu. Z przodu zaś znalazł się przycisk, wybudzający konwerter ze stanu uśpienia.
Wejście IEC przyjmuje każdy rodzaj zasilania prądem zmiennym, jaki można spotkać na kuli ziemskiej: od 90 do 260 V i częstotliwości 50 albo 60 Hz. Układ zasilania automatycznie dostosowuje się do tego, co popłynie z gniazdka w ścianie. To rozwiązanie coraz częściej spotykane w urządzeniach o niewielkim poborze mocy. Napis „Designed and Manufactured in Canada” rozwiewa podejrzenia o dalekowschodni offset.

 

5459 0708 2015 01
Fragment zasilacza impulsowego w zbliżeniu.


Konwerter przyjmuje sygnały cyfrowe za pośrednictwem wejścia AES/EBU, dwóch wejść koaksjalnych RCA, dwóch optycznych toslinków i jednego USB. Akceptowane są sygnały o długości słów do 24 bitów i wspomnianych wyżej częstotliwościach. USB przesyła także DSD. Zapala się wtedy dioda, sygnalizująca 192 kHz.
Jest jeszcze osobne wejście serwisowe USB do aktualizacji oprogramowania. Terminal RS-232 umożliwia sprzężenie urządzenia ze sprzętem studyjnym i wymianę danych.
Wyjścia analogowe to RCA i XLR, o napięciu nominalnym 2,3 i 4,6 V. Przetwornik nie jest wyposażony w regulację głośności.


Mały i cienki pilot pozwala zdalnie przełączyć źródło i tylko to potrafi.
Pod pokrywą kryje się wiele tajemnic. Kluczowe dla konwersji sygnału elementy zamknięto w metalowych puszkach różnej wielkości. Największa ekranuje układ zasilania X Power System SMPS V 3.1. Musi być duży, żeby pomieścić automatykę wyboru zasilania i transformatorki.
Elektronikę rozmieszczono na czterech płytkach. Najmniejsza obsługuje przełączniki i diody na przedniej ściance. Układ MA Digital Input przeznaczono dla wejść cyfrowych i złącza serwisowego. Poniżej znajduje się Analog Board, na której wyróżniają się srebrzyste puszeczki, kryjące główny zegar taktujący M CLK-1 i dwa przetworniki M DAC-1. Centralnie umieszczono niewielką płytkę zawierającą mózg konwertera: MA1 Digital Board z modułem programowalnych bramek FPGA Xilinx Spartan. Zawierają one unikalne algorytmy obróbki sygnału cyfrowego, napisane przez Eda Meitnera.

 

5459 0708 2015 01
Wybierak wejść cyfrowych i diody częstotliwości próbkowania.


Nie mniej ważny jest asynchroniczny układ MFAST (Meitner Frequency Acquisition System), działający jak bufor danych cyfrowych i eliminator jittera. To właśnie jitter, czyli krótkookresowe odchylenia charakterystyki sygnału, jest uznawany za czynnik zakłócający konwersję c/a, co skutkuje tzw. „cyfrowym brzmieniem”. W projektowaniu zegarów taktujących Meitner ma największe osiągnięcia.
MA-1 podnosi częstotliwość próbkowania sygnału PCM do wartości 2 x DSD, czyli 5,6 MHz. W tym środowisku Ed Meitner czuje się jak Herbert von Karajan dyrygujący symfonią Beethovena.

 

5459 0708 2015 01
Meitner MA-1 – wzornictwo proste i wyraziste zarazem.


Wrażenia odsłuchowe
Nie ulega wątpliwości, że Meitner MA-1 lubi współpracować z systemami na wysokim poziomie. Wtedy daje z siebie wszystko. Ale muzyka, którą przekazuje, poprawi brzmienie nawet zestawu średniej klasy. Pozytywne działanie urządzenia jest tak sugestywne, że prowokuje pytanie: dlaczego tak trudno zaprojektować dobry odtwarzacz CD czy DAC. I dlaczego te najlepsze muszą być takie drogie? To najtańszy Meitner i być może jedyna okazja uzyskania referencyjnego brzmienia w takiej cenie. Wokół MA-1 warto zbudować system.
Zdarzało mi się zetknąć z urządzeniami, które na pierwszy rzut ucha nie były spektakularne, a w czasie odsłuchu dochodziłem do wniosku, że danego elementu w systemie... nie ma. Pozostawiał po sobie jedynie muzykalność. Dla mnie to wierny przekaz brzmienia instrumentów i aury je otaczającej. Sprawia on, że zapominam o technice, a koncentruję na muzyce: kompozycji i interpretacji bądź improwizacji. Tak było i tym razem.

 

5459 0708 2015 01
Najmniejszy pilot w branży.


Znalazłem gdzieś uwagę, że Meitner MA-1 nie jest wrażliwy na źródło sygnału cyfrowego. Sprawdziłem więc dwa odtwarzacze: średnio drogi i droższy. Rzeczywiście, różnica była niewielka, za to prawdziwa jazda zaczęła się przy słuchaniu muzyki z plików. Meitner nie pozostawia wątpliwości co do oceny pracy realizatora.


Nie pierwszy ogień poszło wspomniane CD „Just Jobim” brazylijskiego pianisty Manfredo Festa (DMP, 1998). Tak słodko brzmiącego fortepianu dawno nie słyszałem, a dzięki grającemu na instrumentach perkusyjnych Cyro Baptiście ujawniło się też mnóstwo niuansów. W utworze „Double Rainbow” perkusjonalia łechcą uszy i po raz pierwszy wyraźnie odczułem, na jakiej wysokości uderza w nie Cyro.
Na „Balladynie” Tomasza Stańki (ECM, 1976) kontrabas ma tendencję do rozlewania się w tle, ale tym razem szarpnięcia Dave’a Hollanda zyskały wyraźny kontur. Meitner różnicował brzmienie każdego instrumentu. Nawet unisona grane przez Stańkę i Szukalskiego miały wyraźną strukturę i pozwalały rozróżnić każdy dźwięk saksofonu i trąbki. Uderzenia Edwarda Vesali w czynele dodały pikanterii otwierającemu utworowi „First Song”. Ten wspaniały album musiał czekać prawie czterdzieści lat, by zabrzmieć tak efektownie.
Nieodzowna w testach Diana Krall z CD „The Very Best Of” (Verve, 2007) zmaterializowała się niebezpiecznie blisko mnie. Nieskazitelna artykulacja, delikatnie wyeksponowana chrypka wokalistki i gładkość smyczków tworzących wielobarwne tło to siódme niebo, do którego dane mi było wstąpić z pomocą Meitnera. Dianę otacza aura powietrza, która sugeruje, że stoi przed mikrofonem Neumanna śpiewając nieco do góry. To nie wyobraźnia, a efekt dokładnego przetworzenia zapisanego dźwięku. Z tego wrażenia wynika, że partie fortepianowe i wokalne nagrywała osobno. Kto by się spodziewał tylu informacji na krążku CD!

 

5459 0708 2015 01
Wejścia cyfrowe: XLR, RCA, Toslink i USB. Wyjścia analogowe: RCA i XLR – stałe.


Pierwsze wysokie „C” Anny Netrebko z płyty „Verdi” z miejsca wbiło mnie w fotel. Mikrofon odstawiają jej pewnie na półtora metra, bo śpiew słychać z pewnego dystansu. Odkryłem też pewien niuans – wyważenie dźwięczności w wysokich rejestrach i zmatowienie w niskich. Nie słyszałem jej na żywo, więc nie wiem, czy to cecha nagrania czy naturalne właściwości głosu. Ale żeby w ogóle dywagować na taki temat, trzeba dysponować urządzeniem na studyjnym poziomie.
Japońskie wydanie SHM „Love Over Gold” Dire Straits, zremasterowane przez Boba Ludwiga, brzmi momentami ostro i drapieżnie. Ludwig wydobył w studiu obszerną przestrzeń oryginalnego nagrania, a Japończycy wytłoczyli płytę tak, że brzmi jak plik wysokiej rozdzielczości. Słuchanie mojego ulubionego „Private Investigations” sprawiło mi wyjątkową przyjemność za sprawą nylonowych strun gitary akustycznej Knopflera i jego melodeklamacji z nosowym akcentem, na który wcześniej nie zwróciłem uwagi. Właśnie to potrafi Meitner. Ukazać dźwięki takie, jakimi są w istocie; zaskakiwać naturalnością. Tak zapewne usłyszał to realizator, muzycy i Bob Ludwig.
To, co za sprawą MA-1 wyprawiają cykady otwierające album „Caravanserai” Santany (BSCD2, Columbia Japan), mogą sobie wyobrazić tylko ci, którzy słyszeli to robactwo w gorącą noc nad Adriatykiem. Są na wyciągnięcie ręki; rozłażą się po pokoju. Chwilę później przestrzeń wypełniają gitarowe riffy.

 

5459 0708 2015 01
Tuż za tylną ścianką płytka wejść cyfrowych. Pod nią – cała sekcja konwersji i wyjść analogowych


Czas przejść do plików o wysokiej rozdzielczości. A właściwie o różnej rozdzielczości, ale przesłanych z laptopa przez USB za pomocą oprogramowania J River Media Center, polecanego przez Meitnera. Zripowane CD brzmią nieco bardziej przestrzennie, ale nie jest to różnica, która skazywałaby srebrne krążki na odesłanie do lamusa. Dobry napęd i jeszcze lepszy przewód cyfrowy potrafią się obronić.
Świetne nagranie kompozycji Gershwina „An American In Paris” (Leonard Slatkin dyryguje orkiestrą z Saint Louis; MFSL UDSACD 4007, 1975) zachwyca licznymi planami. Meitner, kiedy trzeba, integruje i rozdziela dźwięki. Smyczki są jak szeroka fala oceanu. Instrumenty perkusyjne wybijają się ponad orkiestrę, a solowe partie klarnetu płyną niczym miód.

 

5459 0708 2015 01
Zasilacz pod metalową osłoną, cztery płytki i sporo kanadyjskiego powietrza.


Remaster albumu Franka Sinatry „In The Wee Small Hours”, zapisany w pliku 24/192, wydał mi się sztucznie rozdmuchany. DAC Meitnera uwypuklił to, co prawdopodobnie zostało z nim zrobione w studiu. Jakiś „mistrz” uznał, że trzeba dodać wszystkiego, a wtedy Frank ożyje. Nic podobnego – na CD słyszałem go w lepszej formie.
MA-1 doskonale radzi sobie z DSD. Mam takich niewiele; większość to sample wytwórni 2L i Blue Coast Music. Wszystkie brzmią znakomicie. W całości i z wielką przyjemnością wysłuchałem plików starego albumu „Count Basie and the Kansas City 7”. DSD zabrzmiało przyjemniej dla ucha; podpisuję się pod opinią Meitnera.


Ale oto zaskoczenie. Trafił do mnie skompresowany do 320 kbps plik mp3 nowego albumu Kendricka Lamara, który jest bestsellerem w USA. Ileż tam się dzieje! Akustyczne instrumenty, dęciaki, elektronika, chórki, głosy solowe, raperzy i komputerowe rytmy, podane ze smakiem i ciekawie. Meitner musi dokonywać jakiejś restauracji utraconych informacji. A może rzeczywiście nie są one tak istotne? Przypomniało mi się, co powiedział kiedyś pewien zacny realizator, kiedy prychnąłem na pliki mp3. Stwierdził, że słucha i takich, kiedy muzyka jest dobra. A poza tym, podkreślił, nigdy nie wiadomo, co trafiło do kompresji. Jeśli źródło było dobre, nawet taki plik daje wyobrażenie o muzyce.

 

5459 0708 2015 01
Niebieska płytka MA1 Digital mieści mózg układu, czyli kość Xilinx Spartan, zaprogramowaną unikalnym algorytmem upsamplera


Dla kontrastu posłuchałem „The Four Seasons: The Vivaldi Album” amerykańskiej skrzypaczki Anne Akiko Meyers z pliku 24/96. Meyers ma szczęście grać na najlepszym instrumencie Vieuxtemps Guarneri del Gesu z 1741 roku, uznawanym za „Monę Lisę skrzypiec” i wartym 16 mln dolarów. Brzmienie ma zachwycające, choć nie wiem, ile w tym zasługi Meitnera, ile Guarneriego, a ile Meyers. Z pewnością to dobrana trójka na zbliżonym poziomie profesjonalizmu.
I na koniec coś równie mistrzowskiego: „Kind of Blue” Milesa Davisa w wersji 24/192. Nagranie odzyskane dwa lata temu z taśm matek za pomocą najnowszych konwerterów. O dziwo, nie Meitnera, ale Pacific Microsonics Keitha O. Johnsona. Z kompletnie czarnego tła wyłoniły się sylwetki legendarnych artystów i popłynęła najpiękniejsza w jazzie muzyka. Zasłuchany, dobierałem w głowie superlatywy określające brzmienie. Analogowe i bogate w szczegóły. Gładkie jak atłas, wielobarwne jak paleta impresjonisty. A przy tym tak przyjazne dla ucha, że chciałoby się wziąć dwutygodniowy urlop tylko na odkrywanie płytoteki na nowo. A potem jeszcze tydzień zwolnienia, bo czasu zabrakło, żeby się wsłuchać we wszystkie niuanse, które płyną z Meitnera w krwioobieg systemu hi-fi.

 

5459 0708 2015 01
Serce układu – ukryte w puszkach moduły głównego zegara i przetworników.


Kanadyjski DAC nie pomija najdrobniejszej informacji. Rzetelnie zamienia bity w dźwięki, a kto bywa na koncertach unplugged, pomyśli, że Ed Meitner musi być melomanem.

Konkluzja
Meitner MA-1 mówi prawdę o dźwiękach i przestrzeni, w której się rozchodzą. Szczęśliwy posiadacz tego przetwornika doświadczy muzycznej nirwany. To bezcenne przeżycie.


 

MeitnerMA 1 o




Janusz Michalski
Źródło: HFM 07-08/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF