HFM

artykulylista3

 

Accuphase C-2300

048 055 Hifi 10 2023 007W październiku 1996 roku w lidze hiszpańskiej Barcelona wygrała z Valencią 3:2, a hat trickiem w tym meczu popisał się Ronaldo (ten oryginalny, nie mylić z późniejszymi). Z piłką u nogi mijał obrońców przeciwnika, jakby ich tam w ogóle nie było. Pamiętam, że jeden z komentatorów podsumował to spotkanie ciekawą metaforą: „Proszę państwa, w dniu dzisiejszym Ronaldo złamał jedno z najstarszych praw fizyki: to o nieprzenikalności ciał”.

Ta historia przypomniała mi się przy okazji testu najnowszego przedwzmacniacza firmy Accuphase.


Japoński producent od lat regularnie gości na naszych łamach, nie widzę zatem powodu, aby przedstawiać jego historię lub filozofię. Usprawiedliwiony może być ewentualnie rzut oka na aktualną ofertę przedwzmacniaczy. Rolę flagowca – w cenie 153 tys. zł – odgrywa obecnie C-3900. O 35 tys. zł tańszy jest C-2900, a testowany dziś C-2300 zajmuje najniższe miejsce w stawce. Poza tą trójką Accuphase liniowych preampów nie oferuje. Co prawda w katalogu widnieje jeszcze C-47, ale to preamp korekcyjny, czyli co innego. C-2300 to najmłodszy element w całej grupie. Zastąpił w ofercie obecny od roku 2017 model C-2450.


Budowa
Funkcjonalnie C-2300 to przedwzmacniacz stereo, ale producent nadał mu nazwę Precision Stereo Control Center. Nie bierze się ona znikąd – jest równie barokowa co wyposażenie. Bogactwo opcji od zawsze było wizytówką firmy, więc nie powinno nikogo dziwić. Zastanawiać może jedynie fakt, że oba wyżej sytuowane preampy mają w nazwie „preamplifier”, zaś testowany model jest jedynym wśród nich „centrum kontroli”.
Nie wchodząc już głębiej w ornamentykę terminologii, trzeba przyznać, że to, co oferuje C-2300, stanowi nie tylko całkowite zaprzeczenie high-endowego minimalizmu, ale przykład skrajnego wręcz maksymalizmu. Zobaczmy zatem, jakie atrakcje zostały dla nas przygotowane.
Z lewej strony umieszczono włącznik zasilania oraz pokrętło wybieraka źródeł, z prawej – regulację głośności, a pod nią wyjście słuchawkowe 6,35 mm oraz tajemniczo oznaczone przyciski „comp” oraz „att”. Pierwszy służy do podbicia niskich tonów przy cichym słuchaniu, drugi – do skokowego zmniejszenia poziomu głośności o 20 dB. Widoczne elementy frontu uzupełnia mechaniczny zwalniacz blokady klapki środkowej.
Po jej otwarciu ukazuje się krajobraz kilkunastu dodatkowych pokręteł i przycisków. Za ich pomocą można wybrać: aktywne wyjście analogowe oraz wejście cyfrowe, monitorowanie po taśmie, wzmocnienie (12, 18 lub 24 dB), balans kanałów, rodzaj wkładki gramofonowej, impedancję wejścia phono dla przetworników MC, treść informacji na wyświetlaczu, tryb mono albo stereo, a także aktywować filtr subsoniczny dla sygnału z wejścia phono i odwrócić fazę sygnału na wyjściu. Ponadto aż trzy przyciski oraz cztery pokrętła służą do korekcji barwy tonu zgodnie z naszymi upodobaniami.
Przestrzeń środkową, nad klapką, zajmuje oszklony panel. Z lewej strony umieszczono na nim pięć diod. Pokazują, czy jesteśmy w trybie mono, czy stereo; czy mamy odwróconą fazę; czy aktywna jest korekcja sygnału; czy sygnał jest monitorowany oraz czy jest doprowadzany z zewnętrznego procesora. Pośrodku znajduje się logo producenta podświetlane na seledynowo, a na prawo – trzy diody (sygnalizują aktywne wejście cyfrowe) oraz wielofunkcyjny wskaźnik. W domyślnym ustawieniu wskazuje on poziom wysterowania w decybelach, ale można go też przełączyć na informację o częstotliwości próbkowania DAC-a albo wyłączyć.

048 055 Hifi 10 2023 001

 

Pod osłoną znajdują się
moduły AAVA.

  


Z tyłu bardzo przejrzyście zaznaczono podział między gniazdami niezbalansowanymi (sekcja górna) oraz zbalansowanymi (na dole). Te ostatnie to dwa wejścia liniowe, wejście z zewnętrznego procesora oraz wyjście do końcówki mocy. Gniazd RCA tradycyjnie jest więcej: to pięć wejść liniowych, wejście z innego preampu, pętla  magnetofonowa oraz dwa wyjścia do końcówki. Czyż nie mówiłem, że będzie na bogato? Dodajmy jednak dla porządku, że uniwersalność tego „precyzyjnego centrum kontroli stereo” wzrasta do pełnego zakresu tylko wtedy, kiedy zdecydujemy się (za dopłatą) zainstalować dodatkowe moduły. Mam na myśli przetwornik c/a (polecany jest DAC-60 w cenie 6290 zł, ale C-2300 współpracuje też ze starszymi: DAC-50, DAC-40, DAC-30, DAC-20 i DAC-10) oraz moduł phono (AD-60 za 4990 zł albo starsze: AD-50, AD-30 i AD-20, AD-10 i AD-9). Sloty do instalacji mieszczą się z lewej strony tylnej ścianki. Tylko przy takim wyposażeniu w pełni funkcjonalne stają się wszystkie elementy umieszczone na froncie (jak przełącznik i sygnalizator cyfrowych wejść, wskazanie częstotliwości próbkowania, przełącznik rodzaju wkładki itd.). Do testu przedwzmacniacz dotarł w wersji bazowej. Warto wspomnieć, że – jak zwykle – Accuphase dostarcza w komplecie łączówkę RCA przyzwoitej jakości. To bardzo rzadka, ale jakże szlachetna praktyka! Nad tym, że w zestawie znajduje się także pilot, nie będziemy się już rozwodzić.
Od roku 2002 dumą Accuphase’a jest układ AAVA (Accuphase Analog Vari-gain Amplifier), odpowiedzialny za regulację wzmocnienia. To oryginalne rozwiązanie stanowi firmową alternatywę dla dominujących na rynku potencjometrów klasycznych i drabinek rezystorowych.

Reklama

Układ w formie klasycznej jest podzielony na 16 oddzielnych linii – konwerterów napięciowo-prądowych. Producent nie podaje, czy nadal jest ich 16, ale przyjmijmy, że tak – z tym że teraz na każdą połówkę sygnału. Bo aktualna wersja AAVA jest zbalansowana. Każdy konwerter odpowiada za inny, ściśle określony poziom wzmocnienia. W zależności od wybranego przez użytkownika położenia pokrętła potencjometru mikroprocesor oblicza, które z linii mają zostać wybrane do obsługi danego poziomu. Całkowita liczba możliwych kombinacji wynosi 65536. Wyprodukowany przez konwerter prąd jest następnie sumowany i po przejściu przez konwerter prądowo-napięciowy przekazywany do wyjścia. Układ AAVA, eliminując wady mechanicznego kontaktu elementów (jak w potencjometrach) oraz tłumienia rezystorowego, zapewnia nie tylko większą niezawodność, ale przede wszystkim precyzję i bezszumowość. W porównaniu z poprzednikiem, czyli C-2450, oraz w ogóle z poprzednią generacją AAVA aktualna wersja o nazwie Balanced AAVA gwarantuje szum o 10% mniejszy od i tak już bardzo wyśrubowanych osiągów oferowanych dotychczas.
C-2300 jest układem dual mono – zarówno w torze sygnałowym, jak i zasilającym. Każdy kanał ma własny ekranowany transformator oraz własny bufor filtrujący (dwa kondensatory 10000 µF na kanał).
Nie tylko elektronika regulacji siły głosu jest technologicznym dziełem sztuki; część mechaniczna również. Pokrętło zostało ultraprecyzyjnie wycięte z aluminium. Mechanizm elastycznie zawieszono na silikonowych tłumikach, a miejsce kontaktu mosiężnego wałka sterującego z zębatką czujnika naoliwiono specjalnie dobranym, zapewne bardzo audiofilskim smarem.
Powyższe uwagi wypada zamknąć stwierdzeniem, że jakość wykonania C-2300 dopełnia obraz perfekcji. Japończycy przywiązują wagę nawet do takich detali, jak możliwie jak najbardziej przyjazny użytkownikowi sposób pakowania sprzętu do pudełka.

048 055 Hifi 10 2023 001

 

Kondensatory zasilacza
z logiem Accuphase’a.

  


Konfiguracja systemu
Do odsłuchu C-2300 użyłem redakcyjnych monitorów Dynaudio Contour 1.3 mkII oraz końcówki mocy Accuphase P-4500. Samą końcówkę testowałem w ubiegłym roku („HFiM” 11/2022), więc charakter jej brzmienia nie był mi obcy. Dla pewności zdecydowałem jednak, że w celu lepszego „wydzielenia” brzmienia preampu przed testem przez dwa dni posłucham końcówki Accuphase’a z redakcyjnym preampem Conrad-Johnson PV12AL. Następnie, po zastąpieniu go przez C-2300, będę miał wszystko podane jak na dłoni.

048 055 Hifi 10 2023 001

 

Ekranowane transformatory
– po jednym na kanał.

  


Wrażenia odsłuchowe
C-2300 gra zgodnie z duchem swoich czasów. Czyli – z jednej strony – zachowuje firmowy pierwiastek wygładzenia, z którym od zawsze kojarzę Accuphase’a; z drugiej zaś nadaje brzmieniu odpowiednio wyważoną energetyczność. Jakieś 15 lat temu wspomniane wygładzenie miało charakter bardziej aksamitny; ostatnimi czasy zyskało więcej werwy. Nasuwa mi się tutaj analogia fotograficzna – dawny i obecny obraz z daleka wygląda tak samo, ale przy bliższej inspekcji obecny ma o wiele wyraźniej zaznaczony mikrokontrast. To jedynie uwaga wstępna, bo oczywiście każde urządzenie japońskiego producenta charakteryzuje inny rozkład zalet. I z pełną świadomością piszę tu o zaletach – bo, jak wiadomo, Accuphase wad nie ma. Miałem przyjemność testować niejedno urządzenie tej wytwórni, więc bardzo nieskromnie tym razem powiem, że naprawdę wiem, co mówię.

Reklama

Odsłuchy przedwzmacniaczy rządzą się nieco innymi prawami niż pozostałych elementów systemu. Bo tutaj właściwie wszystko opiera się na przezroczystości, a przezroczystość jest, mimo wszystko, bardzo względna.
Zawsze się podkreśla, że dźwięk jest tym lepszy, im mniej zmieniany przez urządzenia, przez które przechodzi. Ale to rozumowanie kryje dwie pułapki, o których nie chcemy myśleć lub których nie jesteśmy do końca świadomi. Po pierwsze, aby ocenić, czy system odtwarza sygnał, czy go w jakimś stopniu przetwarza, musimy znać jego „oryginał”. Innymi słowy, powinniśmy być obecni w sali koncertowej lub w studiu i słyszeć dokładnie ten sam dźwięk, który został następnie zarejestrowany. Ale nawet gdybyśmy rzeczywiście byli bezpośrednimi świadkami powstawania nagrania, co jest niezmiernie rzadkie, to nadal musimy pamiętać o drugiej pułapce. Sprzęt nie odtwarza przecież tego, co się działo w tej sali czy w studiu. On odtwarza jedynie to, co i jak zostało zapisane i dostarczone na nośniku danych (winyl, CD, plik). A zatem dochodzi tu jeszcze jeden element albo wręcz niewiadoma, utrudniająca ocenę – praca realizatora dźwięku. Skąd niby w tak złożonej sytuacji mamy wiedzieć, jak dane nagranie „powinno” zabrzmieć w naszym pokoju, skoro nie znamy punktu odniesienia?

048 055 Hifi 10 2023 001

 

Moduły DAC i phono
to wyposażenie dodatkowe.

  


To tyle uwag teoretycznych o potencjalnej przezroczystości urządzeń hi-fi. Owszem, mogą one być przezroczyste, ale bardzo trudno ocenić stopień owej przeźroczystości. A z kolei przezroczystość, jak wspomniałem, jest głównym probierzem jakości przedwzmacniaczy. I tym samym głównym elementem, na którym należy się skupić. Uważam nawet, że z uwagi na ich naturę gatunkową przedwzmacniaczy w niektórych kategoriach nie powinniśmy oceniać tak, jak pozostałych elementów toru. Bowiem o wiele trudniej na odcinku między źródłem i końcówką jest popsuć (lub znacząco zmienić) bas lub dynamikę, jeśli pozostałe urządzenia w systemie prezentują w tych aspektach wysoki poziom. O wiele łatwiej natomiast zepsuć nawet najbardziej wyśrubowaną i dostarczoną przez odtwarzacz szczegółowość, stereofonię i przejrzystość, a zapewne także soprany.
Nie twierdzę oczywiście, że moje zdanie jest jedynie słuszne i że każdy musi je podzielać. Niemniej poniższy opis wrażeń odsłuchowych, z objaśnionych wyżej powodów, zdecydowałem się skonstruować zgodnie z nieco innymi proporcjami. Bas i dynamikę załatwmy zatem krótko i po żołniersku, by następnie skupić się na pozostałych elementach brzmienia.
Bas zatem jest bardzo dobrze kontrolowany, masywny, ale nienachalny, stanowczy – ze zdecydowanym faworyzowaniem „drive’u” zamiast twardej konturowości. Czyli mamy wszystko, z czego i tak zapamiętałem końcówkę P-4500. W dynamice odnalazłem również ten sam co wtedy impet i rozmach. W związku z powyższym można sformułować wniosek, że zarówno niskie tony, jak i dynamika przenikają przez C-2300 bez uszczerbku, a także bez wartości dodanej. Nieco inaczej sytuacja wygląda, kiedy przejdziemy do analizy audiofilskich subtelności. Bo tutaj C-2300 z szarej eminencji zamienia się w high-endową gwiazdę.
Najszybciej docenimy stereofonię C-2300. Zarówno preampy Accuphase’a, jak i odtwarzacze, których miałem okazję słuchać, wyznaczają w tej dziedzinie punkt odniesienia. Niewielu konkurentów może równać do tego poziomu; przypuszczam, że Japończycy konkurują głównie sami ze sobą. Gdy włączymy nagranie przyzwoitej jakości, otrzymamy obraz dość szeroki i bardzo głęboki, z wyraźnie, ale nieprzesadnie wysuniętym do przodu pierwszym planem. Już taka przestrzeń może się podobać – jest duża i świetnie zorganizowana. Sytuacja się jednak zmienia, kiedy w tym przyzwoitym nagraniu albo innym bardzo dobrym, realizator postanowił trochę zaszaleć. Efekty stereofoniczne to jest coś, na co C-2300 rzuca się niczym nastoletnie dziewczyny na bilety na koncert Harry’ego Stylesa. Z zaciekłością odtworzy każdy dźwięk, nawet rzucony w najmniej spodziewany punkt pomieszczenia. Miłośnicy stereofonii będą piszczeć z zachwytu.

Reklama

Drugim elementem, w którym C-2300 może stanowić punkt odniesienia, jest szczegółowość. Co prawda wszyscy konstruktorzy preampów zdają sobie sprawę, że oddanie na wyjściu takich samych szczegółów, jakie są dostarczane na wejście, to jedno z ważniejszych, o ile nie najważniejsze zadanie tego rodzaju urządzeń. I w praktyce high-endowe preampy chyba bez wyjątku charakteryzuje dbałość o ten element brzmienia. Jednak w praktyce okazuje się, że niektórzy potrafią to robić minimalnie lepiej niż inni. A skoro, jak wiadomo, „minimalnie” w high-endzie może oznaczać „całkiem dużo”, to jest o co walczyć. I tutaj inżynierowie Accuphase’a po raz kolejny okazują się mistrzami. Ilość szczegółów ukrywających się na co dzień w mocno osłuchanych nagraniach może wprawić w zdumienie. Trzeba najpierw przywyknąć to tego rodzaju prezentacji, bo początkowy podziw trochę odciąga uwagę od esencji muzyki. Gdy już jednak wchłoniemy takie podejście, wszystko wraca na swoje miejsce. Przyjmując, że żadne urządzenie samo z siebie nie może stworzyć niczego, czego by nie było „na taśmie matce”, dochodzimy do wniosku, że  właśnie tak to powinno brzmieć. W dodatku Accuphase operuje szczegółowością z wielką klasą – podając ją wyraźnie, ale bez cienia przesady. Ta równowaga charakteryzuje zresztą wszystkie elementy brzmienia. Weźmy choćby średnicę.
Średnie tony imponują czystością. Ta cecha jest, moim zdaniem, wpisana w brzmieniowe DNA japońskiej wytwórni. W niektórych modelach czystość idzie bardziej w kierunku ogólnego wygładzenia dźwięku. W innych podkreśla przejrzystość. C-2300, mimo że ma obie wymienione cechy, to jednak zdecydowanie opowiada się po stronie przejrzystości. Barwy średnicy są tu idealnie zrównoważone, prawidłowo naświetlone i nasycone, ale bez żadnego akcentu własnego. Neutralność podkreśla dodatkowo idealnie dobrana konturowość. Bardzo dokładna, ale jeszcze nie „skalpelowa”. Dzięki temu średnica jest z umiarem napowietrzona i jednocześnie bezpiecznie oddalona od granicy sterylności. Muzykalność buduje się tu w oparciu o płynność i harmonię. Accuphase nie potrzebuje się uciekać do lampo-podobnych sztuczek, aby wydobyć z muzyki jak najwięcej… muzyki.
Na tej krystalicznej i przejrzystej średnicy budowane są wysokie tony, będące jej naturalną kontynuacją. Tak, to ten rodzaj sopranów, które pomimo ogromnego bogactwa ani o krok nie wychodzą przed szereg. Żadne sybilanty nie zakłują w uszy, nic tutaj nie zgrzytnie. Będzie za to bardzo wyraźne, ale jednocześnie z kulturą i rozsądnym naświetleniem brzmienia.
W czasie całego odsłuchu odnosiłem wrażenie (choć – jak wyjaśniałem – bez punktu odniesienia nie mogę mieć żadnej pewności), że C-2300 w kluczowych dla przedwzmacniaczy elementach, jak stereofonia, góra i szczegółowość, jest absolutnie przezroczysty. Tak jakby na drodze sygnału wcale nie było 19 kilogramów elektroniki, lecz jakby stali tam obrońcy Valencii, a sygnał pędził i przenikał przez nich niczym natchniony Ronaldo w 1996 roku.

048 055 Hifi 10 2023 001

 

Pilot w kolorze
– a jakże – szampańskim.

  


Regulacje barwy
Na koniec jeszcze uwaga związana z dostrajaniem dźwięku. Przy opisie atrakcji pod klapką na przedniej ściance wspomniałem, że kilka elementów służy do regulacji pasma przenoszenia. Można o maksymalnie 5 dB podbić lub stłumić bas, średnicę niższą, średnicę wyższą oraz tony wysokie. Dla każdego z tych podzakresów producent określa dokładnie częstotliwość, dla której wpływ regulacji jest największy. I tak średnica niższa i wyższa to, odpowiednio, 500 Hz i 2 kHz. Natomiast jeśli chodzi o skraje pasma, to możemy sobie wybrać, czy chcemy ingerować w 40 Hz, czy w 125 Hz na dole oraz 8 kHz i 20 kHz na górze. Można by zapytać: po co to wszystko? Czyż nie zainwestowano firmowego know-how w przygotowanie dźwięku jak najbardziej liniowego, a teraz dostajemy do ręki narzędzie, żeby to z premedytacją psuć? Ciekawa jest tutaj podpowiedź polskiego dystrybutora (bo Japończycy skupili się tylko na aspektach technicznych).

Reklama

Tych regulacji można użyć, jeżeli chcemy uzyskać lepszy efekt przy słuchaniu nagrań słabszej jakości. I w tym podejściu rzeczywiście jest sporo racji. Bo choć większej ilości szczegółów ze starych płyt nie wydobędziemy, to jednak rozjaśnić lub dociążyć brzmienie możemy w dość istotny sposób. Osobom z dużą i różnorodną płytoteką ten element wyposażenia C-2300 powinien przypaść do gustu. Mnie ogarnęła melancholia na wspomnienie dawnych czasów, kiedy kaset magnetofonowych nagrywanych z innych kaset magnetofonowych nie dało się słuchać inaczej, jak tylko „z wysokimi na maksa”. Accuphase byłby jak znalazł!
Jednak w tej oldskulowej beczce miodu jest także łyżka dziegciu. Nie da się regulacji tonów ustawić dobrze i raz na zawsze. Każde słabsze nagranie jest słabe inaczej i praktycznie przy każdej płycie, której taka reanimacja pomoże, trzeba wszystkie pokrętła ustawiać od nowa specjalnie dla niej. No i nie zapomnieć, że do odsłuchu realizacji dobrych powinniśmy wszelkie dostrajacze bezwzględnie wyłączyć.

048 055 Hifi 10 2023 001

 

Widok z przodu – pod klapką
kryje się jeszcze wiele atrakcji.

  


Konkluzja
C-2300 to godny kontynuator tradycji Accuphase’a. Ma w sobie wszystko, z czego japońska firma słynie, a jego przejrzystość niemal łamie prawa fizyki. Jeżeli nie wierzycie, to nie wiecie, co tracicie.

 

 

 

Reklama

 

accuphase c 2300


Mariusz Malinowski
Źródło: HFiM 10/2023