HFM

artykulylista3

 

Thrax Orpheus Signature

036 041 Hifi 06 2023 003Thrax Orpheus Signature to trzecie wcielenie lampowego stopnia korekcyjnego bułgarskiej firmy Thrax Audio. W odróżnieniu od poprzednika, czyli Orpheusa Mk2, w najnowszej odsłonie otrzyma nie liczbowe rozwinięcie nazwy, lecz zaszczytną sygnaturę. „Otrzyma”? Czy mówimy o przyszłości? Tak, ponieważ egzemplarz do testu zjawił się w redakcji znienacka, jeszcze przed oficjalną premierą, zaplanowaną na majowy High End 2023 w Monachium.




Z projektami Rumena Atarskiego i firmy Thrax spotkałem się przy okazji recenzowania gramofonu Yatrus („HFiM” 11/2019). Już wtedy wspominałem o konsekwentnym podejściu konstruktora do znaczenia ciszy i dźwiękowego tła w percepcji muzyki, a także czerpania z dawnej techniki lampowej w celu uzyskiwania nie coraz doskonalszych parametrów, lecz coraz prawdziwszego dźwięku. Tutaj nic się nie zmieniło, a napisane przystępnym językiem materiały na firmowej witrynie zapewniają sycącą wiedzą lekturę.
Orpheus Signature to zwieńczenie przemyślanego projektu, realizowanego w oparciu o doskonalenie starych topologii z zastosowaniem nowych i wykonywanych na zamówienie elementów elektronicznych oraz wielokrotne odsłuchowe weryfikacje efektu brzmieniowego.




036 041 Hifi 06 2023 001

 

Wyjścia sygnałowe.

 

Budowa
Orpheus Signature wygląda zdecydowanie nowocześnie. Aluminiowa obudowa – w testowanym egzemplarzu anodowana na czarny mat, ale dostępna także w kolorze srebrnym – jest masywna i sztywna. Górę i boki wykonano z gładkich, idealnie spasowanych płyt. Na żadnej powierzchni nie widać połączeń śrubami. Jedyne, które dostrzegłem, mocują nogi. Te dobrano pod kątem optymalnego tłumienia drgań. Rzeźba frontu to jedyna ozdoba urządzenia. Nie umieszczono na nim żadnych napisów. W zagłębionej środkowej część panelu znalazł się rząd okrągłych chromowanych przycisków oraz diod. Guzik po lewej aktywuje tryb standby (główny włącznik znajduje się z tyłu, nad gniazdem zasilania). Towarzyszy mu dioda świecąca na czerwono i zmieniająca kolor na zielony po wybudzeniu przedwzmacniacza. Kolejny przycisk to szybkie wyciszenie (mute). Przydaje się bardzo, gdy np. w czasie sesji odsłuchowej trzeba oczyścić igłę ze zbieranego z płyt kurzu. Dalej znajduje się odwrócenie fazy sygnału, z możliwością zapamiętania pozycji dla każdego z trzech wejść. Do ich wyboru służą następne dwa przyciski. W trybie standardowym przypisane wejściom diody świecą na zielono, a przy odwróconej fazie – na czerwono.




036 041 Hifi 06 2023 001

 

Trzy osobno konfigurowane
wejścia.

 

Wejścia
Trzy wejścia RCA odróżniają wersje Signature oraz Mk2 od Mk1, w której montowano dwa RCA i jedno XLR. Nad każdą parą gniazd znajdują się małe przełączniki. Górny to wybór MM/MC – druga pozycja oznacza włączenie w tor sygnałowy transformatora step up, który zwiększa wzmocnienie i dopasowuje impedancję dla wkładek z ruchomą cewką. Środkowy to wzmocnienie dla wkładek MC, oznaczone jako low/high, co prawdopodobnie oznacza, odpowiednio, 58 dB i 64 dB. Zmianie ulega także impedancja: 390/100 Ω. Wzmocnienie przy ustawieniu MM wynosi 38 dB, a impedancja – 47 kΩ. Wersja Mk1 była „głośniejsza” o 2 dB. Brak pełnych danych najnowszego Signature sprawia jednak trudność w precyzyjnym podaniu tych wartości. Najniższy przełącznik odłącza uziemienie, dzięki czemu można przerwać ewentualną pętlę masy pomiędzy komponentami systemu. Zacisk uziemienia jest wspólny i umożliwia wygodne dokręcenie małych widełek.
Wyjście zrealizowano na złączach XLR i RCA. Naraz można korzystać z jednej pary, wybranej przełącznikiem. Także w przypadku wyjść przewidziano możliwość odłączenia uziemienia. Ostatnim elementem tylnej ścianki jest gniazdo zasilania wraz z włącznikiem głównym oraz selektorem napięcia sieciowego.




036 041 Hifi 06 2023 001

 

Thrax Orpheus Signature

 

Wnętrze
Thrax Orpheus Signature to ewolucja wcześniejszych modeli Mk1 i Mk2. Stał się produktem dojrzałym i, zgodnie z informacjami uzyskanymi od Rumena Atarskiego, nie będzie dalej ulepszany. Wybierając go, użytkownik kupuje wersję ostateczną, dopracowaną i szczytową. Nie będzie też zaskakiwany zmianami koncepcji lub rozszerzaniem funkcjonalności w kolejnych generacjach. Dotychczasowe modyfikacje dotyczyły m.in. kluczowych komponentów (zasilacz, lampy, kondensatory), sposobów tłumienia wibracji, a także topologii niektórych sekcji. Egzemplarz przedpremierowy nie był otwierany. Przedstawiony opis opiera się na informacjach przekazanych przez producenta.

 

Reklama

Obudowa jest równocześnie radiatorem odprowadzającym wytwarzane we wnętrzu ciepło, którego część pochodzi zapewne z pracy lamp, choć najcieplejsza wydaje się lewa część obudowy, zawierająca elementy zasilacza. Zawiera on prostownik lampowy (duodioda prostownicza 6C4P), podwójnie ekranowany transformator C-Core oraz dławik wejściowy. Sygnał z wkładek MC wzmacniają kobaltowe transformatory wejściowe Lundahla z amorficznym rdzeniem.
Tor sygnałowy składa się z dwóch stopni lampowego wzmocnienia (bez pętli sprzężenia zwrotnego) oraz układu korekcji RIAA pomiędzy nimi. W pierwszym stopniu – jako triody – pracuje para niemieckich niskoszumnych pentod D3a. Zapewniają wzmocnienie i impedancję wyjściową odpowiednie dla stopnia pasywnej korekcji RIAA. Zbudowano go w topologii LCR, z customowymi cewkami nawiniętymi bezkryształowym drutem (wcześniej stosowano cewki Sowtera) oraz kondensatorami papierowymi nasączanymi woskiem (Jupiter Beeswax). Po korekcji, w drugim stopniu wzmocnienia, zastosowano dwie triody 6C4P, a za nimi – transformatory wyjściowe Goss C-Core (wcześniej były to Hashimoto), umieszczone przy prawej ściance urządzenia. Kondensatory sprzęgające to srebrne Jantzeny. Płytę główną wytłumiono żelem w celu zmniejszenia drgań i mikrofonowania lamp. Nad pracą zasilania oraz sekcji sygnałowej czuwa elektroniczny układ sterujący.




036 041 Hifi 06 2023 001

 

Spasowana obudowa
bez widocznych śrub

 

Konfiguracja
Jak ja lubię urządzenia, które łatwo włączyć w posiadany system. Thrax zastąpił mój Pre-Amplifikator Gramofonowy i pstryk! A dzięki trzem wejściom mogłem podłączyć nie tylko gramofon Brinkmann Taurus z dwoma ramionami – Brinkmann 12.1 z wkładką Air Tight PC-1 Coda (MC) oraz SME312 z wkładką Audio-Technica AT33PTG/II – ale też jedno z ramion Garrarda 401. W tym przypadku wybrałem Ortofona AS212 z Audio-Techniką AT440MLa (MM). Resztę systemu tworzyły przedwzmacniacz McIntosh C53, monobloki McIntosh MC301, kolumny ATC SCM-50PSL, a także kable XLR, RCA, głośnikowe i zasilające Fadel Coherence One. Przewody phono do Brinkmanna to Zavfino The Majestic, a do Garrarda – Van den Hul D501 Silver Hybrid.
System, ustawiony na stolikach StandArt STO i SSP, grał w zaadaptowanej akustycznie części pomieszczenia o powierzchni około 24 m².




036 041 Hifi 06 2023 001

 

Tylna ścianka.

 

Wrażenia odsłuchowe
Thrax Orpheus Signature to taki element toru analogowego, który ma podkreślić najważniejsze zalety słuchania muzyki z płyt winylowych i udowodnić, że format ma naturalną dla ucha rozdzielczość i potrafi oddać dynamikę nagrań. Dźwięk jest natychmiastowy, szybki, a przy tym w pełni kontrolowany. Opanowanie dynamiki daje poczucie wykorzystania maksimum możliwości gramofonu. Potencjał odwzorowania szczegółów i ich zróżnicowania jest chyba bardziej oczywisty i spodziewany. Ale i w tym zakresie poziom rozdzielczości brzmienia Thraksa zdecydowanie zaskakuje. A prawdziwe atrakcje dzieją się w zakresie dynamiki makro. Orpheus Signature po mistrzowsku planuje ten wysiłek. Gra nie jak osiłek, lecz jak champion, a może jeszcze trafniej: jak trener i wychowawca mistrzów. W dziedzinie dynamiki jest w mojej ocenie genialny. Odtwarzanie nagrań jest tak dopracowane i wyważone, by – z jednej strony – pozostać niezauważonym i nie wpływać na barwę dźwięku; z drugiej zaś – odblokować cały ten dynamiczny potencjał. Muzyka gra z rzadko spotykaną swobodą, a jednocześnie z pełną klarownością. Tak wyciszanie tła à la Thrax działa w praktyce.
Bas nawet ze średniej klasy wkładką MM okazuje się świetnie zróżnicowany. Przekazuje wiele detali, zwłaszcza w nagraniach akustycznych. Schodzi nisko i naturalnie dopełnia brzmienie. Audio-Technica AT-440MLa towarzyszy mi od lat, a wyczerpanie zapasów i trudny dostęp do nowych igieł chyba zmusi mnie ostatecznie do jej wymiany na model bardziej aktualny. Szlif micro line bardzo pasuje preferowanej przeze mnie estetyce brzmienia, chociaż według niektórych opinii przesuwa uwagę słuchacza w kierunku wyższych częstotliwości. Dlatego idealne ustawienie geometrii nabiera szczególnego znaczenia. W połączeniu AT-440MLa ze stopniem korekcyjnym Thraksa nie odniosłem nawet śladu takiego wrażenia. Brzmienie było wyrównane w pełnym zakresie, który z kolei wyraźnie rozciągał się poza słyszany z codziennego połączenia z wejściem MM w przedwzmacniaczu McIntosha. Bardzo dobry dół pasma i płynne przejścia pomiędzy zakresami muzycznego spektrum wyróżniają się i określają szczególne umiejętności Orpheusa Signature.
Przełączenie na gramofon Brinkmann Taurus z wkładką Air Tight PC-1 Coda pokazuje, o co w tej zabawie chodzi. Spłycając: chodzi o to, żeby usprawiedliwić lub uzasadnić wydatki. A bardziej filozoficznie: o to, żeby nie stawiać ograniczeń. Wybierzcie opcję, każdy dla siebie. Życzę, żeby taka zabawa zawsze kojarzyła się pozytywnie i nie powodowała frustracji.
Połączenia Brinkmanna z Air Tightem, które poznałem w trakcie recenzowania gramofonu Taurus z wkładką Opus 1 („HFiM” 7/2020), a następne wkładki PC-1 Coda („HFiM” 10/2020) były chyba pierwszymi konfiguracjami, które mnie przekonały do przekroczenia kolejnej bariery kosztów i przesiadki na analogowe źródło jeszcze wyższej klasy – brzmieniowej i cenowej. I mimo że, przyznaję, na co dzień nie słucham ich częściej niż Garrarda 401 i prostszych wkładek, to pozostaje kwestia doceniania momentów szczególnych i godnej ich celebracji. Air Tight PC-1 Coda ma bardzo niską impedancję wewnętrzną. Natychmiastowo eksploduje, ekscytuje i uderza we wszystkie zmysły, no… może z zapachem trochę przesadziłem. Thrax w żadnym aspekcie jego porywów nie temperuje.

 

Reklama

Dużo i wspaniale – tak można najprościej opisać wysokie tony tego zestawienia. Jakbym się nie starał, to nie uzyskuję takiej jakości z plików. Air Tightowi towarzyszy także aura, odczucie wibrowania powietrza wokół dźwięków odtwarzanych w klarownej, holograficznej i trójwymiarowej przestrzeni. Atak jest momentalny i bezkompromisowy. Może nawet niespodziewany, bo tak z winylu. Ale to właśnie jest ta opcja. Thrax gra tu w pełni angażująco, porywająco. Zmusza do wytrwania. Nawet nie wiem, czy na co dzień można by tak stale.
Gdzieś pośrodku klasy brzmienia ulokowała się Audio-Technica AT33PTG/II. Również szlif micro line i łagodniejsze wybuchy dynamiki w porównaniu z niskoimpedancyjnym Air Tightem sprzyjają słuchaniu nieco bardziej zrelaksowanemu. Choć nadal trudno mówić o jakimkolwiek rozleniwieniu. Raczej o przeniesieniu u słuchacza napięcia z mięśni przywłosowych, powodujących gęsią skórkę, na jarzmowe większe oraz śmiechowe, odpowiadające za wyraz zadowolenia na twarzy (wybaczcie, że nie zechciałem po łacinie). Z tej konfiguracji korzystałem ku ogromnej przyjemności słuchania Pink Floydów. „The Final Cut” kryje wiele ciekawych momentów, które powinny zostać zauważone nawet przy znacznych skokach dynamiki – od gładko i cicho, po sztorm dźwięków i ich fale przełamujące się tuż przed słuchaczem. Orpheus Signature potrafi bardzo dobrze porozdzielać taką muzykę na nurty: główny, akompaniujący (z jego ozdobnikami) oraz te mniej lub bardziej dyskretne akcenciki i dźwiękowe obrazy, nieoderwalnie połączone z wyobraźnią Rogera Watersa, a dzięki niemu wrosłe także i w moją. Wokale i ogólnie średnicę chłonąłem tutaj szczególnie zachłannie. Zaś lekkiego, delikatnego i jakby wzruszonego vibrata głosu w „The Gunner’s Dream” wysłuchałem chyba po raz pierwszy. Wcześniej był to utwór, w którym przy solo saksofonu często zmniejszałem głośność, zwiększoną uprzednio dla wydobycia cichszych fragmentów. Tym razem grało dosyć głośno, a pozwalało to usłyszeć zróżnicowane detale oraz godnie przyjąć uderzenia ściany dźwięków w klatkę piersiową. Taaak!

 

Reklama

W każdym razie, mimo że trzy wykorzystane w teście wkładki miały podobnie precyzyjny szlif igły, to Thrax bezbłędnie różnicował ich poziom i klasę brzmienia. Nie ograniczał ich możliwości, a raczej je uzupełniał o fenomenalny zapas dynamiki. Nawet jeśli w danym momencie nie jest ona potrzebą pierwszorzędną, to słuchacz jest świadomy jej obecności, wyczuwając to jakby przez skórę. Ufa, że jest zgromadzona i przygotowana do uwolnienia w dowolnym momencie. A wtedy trudno już się pogodzić z brakiem takiego komfortu.
Orpheus Signature okazuje się ekumeniczny i wyrozumiały w podejściu do różnej jakości nagrań i nie opiłowuje tych gorszych z szorstkości czy wyostrzenia. Może nieco poprawiać niskie tony, delikatnie je dociążając, ale raczej nie spowoduje, że cieniutkie, łopoczące w rękach winylki, jak mój „Mysterious Traveller” Weather Report, przemienią się w porządne audiofilskie tłoczenia. Pozwala więc oceniać i doceniać różne jakości, ale w sensie muzycznym ich nie wycina. Nie karze i nie każe chować w najgłębszych zakątkach płytoteki. Te „audiofilskie” tłoczenia to niejednokrotnie remastery. I chcący to usłyszeć rzeczywiście na Thraksie to usłyszą. Czy to dobrze, czy źle? Prawda jest dobra.
W tworzeniu sceny Thrax pokazuje rozmach i zdecydowanie. Przestrzeń jest odważnie rozbudowana. Jej rozmiar pozwala jednak bezproblemowo ogarnąć i przeszukać uchem każdy zakamarek. Plany są czytelne i proporcjonalne. Zwraca też uwagę zachowanie proporcji pomiędzy obszernością sceny, a jej wypełnieniem. Dźwięki i instrumenty zyskują namacalną strukturę. Wydaje się, że całkowicie wypełniają muzyczny pejzaż, a jednocześnie pozostają odseparowane i czytelne. Nie rozmazują się i nie stapiają w masę. Muzyka brzmi dzięki temu bardzo soczyście. Nie ma w niej pustki ani odchudzenia.
Kiedy szukałem porównań z najwyższej klasy phono stage’ami poznanymi we własnym systemie, przyszedł mi na myśl Air Tight ATE-3011. Notabene, również recenzowany w okolicach premiery. Odważę się zatem na pewne przymiarki. Główne różnice są oczywiście funkcjonalne: ATE-3011 obsługuje tylko wkładki MM, za to oferuje dopracowane opcje wyboru krzywych korekcji dla płyt sprzed ery RIAA. Brzmieniowe różnice będą wynikały także z użycia transformatora step-up dla wkładek MC oraz konieczności użycia dodatkowego interkonektu. Oba przedwzmacniacze grają w topowej lidze. Oba uciekają od przypisywanego lampom zmiękczenia i zaokrąglenia. Oba też dźwięku nie koloryzują i wydobywają z wkładek skrajnie dużo dynamiki, pozostając przy tym zaskakująco ciche. Powiedziałbym, że Air Tight może iść w tych względach odrobinę dalej, natomiast Thrax będzie bardziej uniwersalny. Bezpośrednie porównanie pozwoliłoby postawić kropkę nad „i”. Jednak pojedynki na szczycie to nie jest najszczęśliwszy sposób oceny urządzeń oraz określania różnic między nimi, bo takie oczywiście są i każdy rozsądnie myślący człowiek się ich spodziewa. Ba, nawet na nie liczy!
Cena ponad 23 tysięcy euro pozycjonuje Orpheusa wysoko. Z drugiej strony – takie urządzenia nie wyskakują z kapelusza. W tym przypadku widać wysiłek włożony i w projekt, i w uzyskany efekt. Trzymam więc kciuki, by jak najwięcej osób mogło go posłuchać i należycie docenić.


Konkluzja
Thrax Orpeus Signature to propozycja uniwersalna pod względem użytkowym i bezkompromisowa w kategoriach brzmienia. Wydobywa najlepsze cechy toru analogowego, a posiadanym już komponentom nie stawia żadnych ograniczeń. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i życzę wszystkim jak najwięcej takich niespodzianek.

 

Reklama

 


thrax orheus

Paweł Gołębiewski
Źródło: HFiM 06/2023