fbpx

HFM

artykulylista3

 

Aurorasound VIDA

050 055 Hifi 10 2020 001
Aurorasound debiutuje na naszych łamach przedwzmacniaczem gramofonowym VIDA. To środkowy model phono stage’a w katalogu japońskiej wytwórni o zdecydowanie high-endowych aspiracjach. Przekazaniu urządzenia towarzyszyła szczególna atencja dystrybutora. Skąd taka troska?





Aurorasound ma 10-letni staż w świecie dalekowschodniego hi-endu. Do Polski zawitała dopiero w tym roku.
Założycielem firmy i projektantem jest Shinobu Karaki, wcześniej przez blisko trzy dekady związany z Texas Instruments. Stosowane przez niego rozwiązania łączą sprawdzone schematy, wzorowane m.in. na urządzeniach Western Electric, z nowoczesnymi technologiami. W przedwzmacniaczu VIDA (Vinyl Disk Amplifier) znajdziemy więc topologię LCR, ale nie lampy, gdyż nie zapewnią one niskich zniekształceń przy wysokich wzmocnieniach. Zastępują je wzmacniacze operacyjne Burr Browna i tranzystory. Zapewne z tego samego powodu PREDA, czyli przedwzmacniacz liniowy, również korzysta z technologii solid state. Lampy mocy pojawiają się dopiero w monoblokach PADA-300B oraz w hybrydowej końcówce mocy PADA-EL34. Poza wymienionymi, aktualna oferta zawiera jeszcze dwa preampy korekcyjne: podstawowy VIDA-Prima oraz znacznie bardziej zaawansowany VIDA-Supreme o budowie przewidującej stosowanie modułów rozszerzających funkcjonalność. Katalog uzupełniają: transformator dopasowujący (step-up) SP03L dla wkładek MC oraz wzmacniacz słuchawkowy HEADA.

050 055 Hifi 10 2020 003

Obudowa wyraźnie
podnosi wartość postrzeganą…



Budowa
Aurorasound VIDA to, przyznaję, urządzenie nietuzinkowe. Widok przedwzmacniacza po wyjęciu z bardzo porządnego opakowania i po odwinięciu z papieru (!) zaskakuje jeszcze bardziej. A to przez wygląd przedniej ścianki. Precyzyjnie wycięta z aluminium, z dyskretnymi i pewnie działającymi przełącznikami hebelkowymi, została wyposażona w uderzająco techniczny (może nawet przemysłowy), podświetlany na pomarańczowo przycisk wyciszenia (Mute). Optyczną przeciwwagą dla niego jest naklejone wielobarwne logo Aurory. Pod nim znajdują się dwie awangardowe, różowo-fioletowe diody. Całość z boków, góry i od dołu zamyka pięknie fornirowana skrzyneczka z krawędziami podciętymi od frontu. Nie stanowi głównej obudowy (ta jest w całości aluminiowa), a jest jedynie na nią nasuwana. Nadaje preampowi oldskulowy look.
Samo logo sprawiło mi pewien kłopot, wydając się jakby niedopasowane, a jednocześnie znajome. Czcionka jest mocno stylizowana i wygląda jak liternictwo mojej ulubionej Alfy Romeo. Już tylko z tego powodu naturalnie je zaakceptowałem. Skorzystałem też z okazji i poprosiłem o opinię goszczącą w domu młodzież maturalną. Werdykt był jednoznacznie pozytywny i zawierał określenia takie jak: witrażowe, bajkowe czy fantazyjne. Marianno, dziękuję w imieniu redakcji!
Na froncie znalazło się pięć przełączników. Ten najbardziej po lewej załącza demagnetyzację wkładki. Przytrzymanie go przez 20 sekund pomoże przywrócić jej optymalne warunki pracy. Kolejny przełącza tryby stereo i mono, a środkowy odcina niskie częstotliwości poniżej 15 Hz. Najczęściej będziecie korzystać z kolejnych dwóch – przełącznika wejść (MM/MC) oraz impedancji (High/Low).

050 055 Hifi 10 2020 003

Detal obudowy.



Tylna ścianka to dwa wejścia – MM i MC (każde z zaciskiem uziemienia) i jedno wyjście – wszystkie ze wspaniałymi rodowanymi złączami RCA. Ostatnie, trzypinowe gniazdo służy pod podłączenia zewnętrznego zasilacza liniowego, umieszczonego w estetycznej aluminiowej obudowie.
Za przednią ścianką ulokowano podłużną płytkę z przełącznikami funkcji. Na większej, zajmującej znaczą część powierzchni, oraz na kolejnej, ułożonej ponad nią, znalazły się elementy toru sygnałowego. Kanały rozdzielono, dzięki czemu wnętrze przedstawia się jako uporządkowane i symetryczne.
Zastosowano montaż powierzchniowy oraz przewlekany. Uwagę zwracają cztery ekranowane transformatory Lundahl, po dwa na kanał. Biorą one udział w korekcji RIAA, odpowiadając za parametry tonów wysokich (roll off) oraz niskich (turn over). Zastosowanie ich jako filtrów w układzie LCR to jedna z wizytówek Aurory. Przed układem korekcji, w stopniu wzmocnienia wstępnego oraz za nim, w stopniu wyjściowym, pracują wzmacniacze operacyjne oraz elementy dyskretne. Takie rozwiązanie pozwoliło uzyskać doskonałe i stałe parametry krzywej RIAA i wzmocnienia oraz wyeliminować kondensatory z toru sygnałowego.
Wzmocnienie dla wejścia MM wynosi 39 dB, a dla MC – 64 dB. Impedancja wejściowa, tradycyjnie równa 47 kΩ dla MM, w przypadku wejścia MC ma dwa stopnie regulacji, oznaczone jako High i Low. Są odpowiednie dla wkładek o wyższej (10-100 Ω) oraz niższej (0,6-10 Ω) impedancji wewnętrznej. Przedwzmacniacz można również zamówić w indywidualnej konfiguracji, np. z dwoma wejściami MC zamiast MM, z wejściami i wyjściami XLR lub większą liczbą ustawień dla MC. Rozwiązanie zastosowane w testowanym egzemplarzu jest, zdaniem konstruktora, w ogromnej większości przypadków wystarczające, a poza tym upraszcza obsługę. W pełni się z tym zgadzam.
Umieszczenie zasilacza w osobnej obudowie pozwoliło uzyskać ekstremalnie niski szum, dla wejścia MC wynoszący -138 dB. Między innymi dzięki temu VIDA generuje bardzo skontrastowane i czyste brzmienie. Jakość wykonania oraz parametry prezentują bardzo wysoki poziom i zapowiadają mocnego zawodnika na ringu.

050 055 Hifi 10 2020 003

…jednak to wewnątrz
bije analogowe serce VIDY.



Wyposażenie i obsługa
Do testu otrzymałem opcjonalny przewód zasilający SPC-VIDA, łączący zewnętrzny zasilacz ze stopniem korekcyjnym. Nie spodziewałem się aż takiej różnicy w brzmieniu. Poprawa w zakresie swobody grania, sceny i mikrodynamiki jest warta każdej dołożonej złotówki. W tej sytuacji wielka szkoda, że przewód nie znalazł się w wyposażeniu standardowym.
Jest tam natomiast ostentacyjny przycisk Mute, który w trakcie użytkowania bardzo się przydaje. Dzięki niemu unikniecie słyszalnych w głośnikach kliknięć, towarzyszących przełączaniu wejść MM/MC, czy też dźwięków wynikających z obsługi ramienia i wkładki. Drugi argument przemawiający za korzystaniem z tej funkcji okazuje się jeszcze bardziej praktyczny. Zgodnie z instrukcją, zasilacz najlepiej umieścić na tyle daleko od głównej obudowy, na ile pozwala długość przewodu zasilającego i nie bliżej niż 20 cm. Czyli będzie to oddzielna półka i to miejsce gdzieś z tyłu. Tym samym główny włącznik przedwzmacniacza, znajdujący się na zasilaczu, nie zawsze będzie łatwo dostępny. Jako że urządzenie gra lepiej kilka godzin po włączeniu, to na co dzień warto pozostawić je włączone, a wyłączać dopiero na czas dłuższej bezczynności lub wyjazdu.

050 055 Hifi 10 2020 003

Szczelnie wypełniony środek.



W trakcie testu nie odnotowałem żadnych oznak interferencji sygnału ani zakłóceń z sieci zasilającej.
Konfiguracja systemu
W systemie odsłuchowym wystąpiły aż trzy źródła: gramofon Brinkmann Taurus z ramieniem SME-312, wkładką Audio-Technica AT33PTG/2 (typ MC) i przewodem phono Van den Hul D-501; Garrard 401 z ramieniem Origin Live Silver mk II i wkładką Audio-Technica AT-F7 (MC) oraz Pro-Ject X2 z karbonowym ramieniem, wkładką Ortofon 2M Silver (MM) i przewodem Pro-Ject Connect It E.
Pozostałe elementy systemu stanowiły przedwzmacniacz McIntosh C52 z wejściami liniowymi, phono MM i MC, monobloki McIntosh MC301 i kolumny ATC SCM-50PSL. Przewody XLR, głośnikowe i zasilające to Fadele Coherence One, a jako łączówkę RCA wykorzystałem Ortofona 6NX TSW-1010. System, ustawiony na stolikach StandArt STO i SSP, grał w zaadaptowanej akustycznie części pomieszczenia o powierzchni około 24 m².

050 055 Hifi 10 2020 003

Zasilacz należy umieścić
dalej od przedwzmacniacza.



Wrażenia odsłuchowe
Na pierwszy rzut oka VIDA wydaje się bardzo zachowawcza. Po włączeniu… po prostu gra.
Żadnych wstrząsów, opadania szczęk, spadania kapci, odpływania krwi i innych anafilaksji. Po prostu gra. To sytuacja o tyle intrygująca, że według podsłuchów Aurorasound jest w Japonii objawieniem i wieści się jej sukcesję po legendach hi-endu. Intuicyjnie oczekiwałem więc dreszczy. Tymczasem napotkałem dostojny spokój i opanowanie.

050 055 Hifi 10 2020 003

Przewód SPC-VIDA
– spektakularny upgrade!



Długo wchodziłem w to brzmienie, chociaż pewnie nie było to aż tak konieczne. Od razu trzeba było się zachować tak, jak w przypadku innych high-endowych urządzeń. Zwykle chodzi po prostu o idealny balans. Połączenie osiągnięć dynamicznych z naturalnością barwy i muzykalną płynnością grania. Wtedy dopełnia się całość i trudno dzielić włos na czworo. To właśnie równowaga wydaje się najprostszym i jednocześnie najtrafniejszym określeniem charakteru japońskiego przedwzmacniacza.
Słuchanie różnorodnego repertuaru przebiega gładko i bezbłędnie. Za zadanie miałem dogrzać urządzenie, którego staż odsłuchowy był relatywnie krótki– według informacji dystrybutora około dwie trzecie należnego. Mogło to wpływać na pierwsze postrzeganie przedwzmacniacza jako niegotowego. Niektóre urządzenia trzeba wszak oswoić, a w skrajnych przypadkach, jak głoszą audiofilskie anegdoty, do ich dźwięku trzeba po prostu dorosnąć. Na szczęście Aurorasound to nie ten przypadek.

050 055 Hifi 10 2020 003

Aurorasound VIDA



Po kilku tygodniach potwierdziłem, że VIDA staje się starym znajomym, na którym można polegać w każdej sytuacji. Znam takie muzyczno-sprzętowe spotkania z przeszłości. Zwykle pozostają w pamięci na długo; niektóre na zawsze.
Bach, Johann Sebastian, którego lipski grób odwiedziłem przed trzema laty. Syn raczej nie przepada, żona lubi. Jednym z nowszych nabytków w płytotece jest „Partita no. 2” w wykonaniu Daniela Pioro (Octatonic). To pierwsza pozycja w katalogu wytwórni. Dobrze więc zacząć od Bacha.
Skrzypcowe wykonanie to gra szczegółami. Każdy mikrodynamiczny odcień ma kolosalne znaczenie dla muzycznej prawdy. Ile dała radę wyciągnąć z tej świetnej realizacji wkładka, tyle potrafiła przekazać dalej VIDA. Dużo mówi o towarzyszącym źródle. Muzykalna Audio-Technica AT33PTG/2 okazała się trafnym wyborem. Delikatnie zaokrąglona, o wyważonej dynamice, pozwoliła się przedwzmacniaczowi wykazać szczególną muzykalnością i równowagą tonalną. Pięknie i naturalnie zabrzmiały te skrzypce. Z przyjemnością chłonąłem muzykę, jej porządek i ponadczasowość. Instrument brzmiał jak tuż obok, a sposób wydobywania dźwięku przez wykonawcę był oczywisty i klarowny. Otwarta, dźwięczna góra pasma realistycznie podkreślała jego barwę. Cała moja uwaga skupiła się na soliście i w żadnym momencie nie potrafiłem przyłapać preampu na uproszczeniach czy też skrótach. Te skrzypce brzmiały rzetelnie i jednocześnie wyrafinowanie. Bliżej nieba niż kolumn. Marzenie!
Z większej wykonawczej swobody korzystał zespół na płycie „Ain’t But A Few Of Us Left” (Pablo Records). Milt Jackson i Oscar Peterson w towarzystwie Grady Tate’a oraz Raya Browna uczynili wieczór szczególnie radosnym. Może nawet jeszcze bardziej po przełączeniu źródła na Pro-Jecta X2 z wkładką Ortofon 2M Silver.

050 055 Hifi 10 2020 003

Złącza zasilacza.



Wysokonapięciowy przetwornik stworzył z VIDĄ zgrany i dopasowany duet. Prezentacja zyskała dodatkowy pęd i energię, podkreślane wyraźną linią kontrabasu. Przedwzmacniacz zagrał dźwięczniej, choć może mniej czarownie. Efektem było brzmienie bardziej dosłowne i nieco mniej emocjonalne. Wkładka i gramofon zrobiły wyraźną różnicę w klimacie. Bardzo podoba mi się taka transparentność preampu na zmiany podłączanego źródła. Jego dyskrecja i umiejętność pozornego znikania z toru. A przecież cały czas robi swoje, pieczołowicie i wiernie wzmacniając sygnał przenoszony z płyty przez wkładkę. Jako aktywny użytkownik dwóch gramofonów i czterech ramion po raz kolejny doceniłem dwa zestawy wejść. Bardzo łatwo wtedy dopasować system do repertuaru.
Przesłuchanie albumu „The Later Years 1987 – 2019” Pink Floyd rozpocząłem od przetwornika MM. Brzmienie było dynamiczne, szybkie, delikatnie utwardzone, dość neutralne, choć skłaniało się ku chłodniejszej stronie. Zapewniło to znakomitą czytelność nagrania oraz zgrabnie zarysowaną głębię. Znowu świetnie skontrolowany i zróżnicowany bas oraz czyste wokale. W wysokich tonach było dźwięcznie i bez natarczywości, bogato i bez szorstkości. Bardzo trafione zestawienie do odkrywania nagrań, a w przypadku tej płyty – do porównywania umieszczonych tu wersji koncertowych ze studyjnymi. VIDA wnosi trudną do przecenienia asystę brzmieniową. Każde z wykorzystywanych w odsłuchach źródeł mogło pokazać swój charakter, preferencje i zalety.

050 055 Hifi 10 2020 003

Tylna ścianka: wejścia MM i MC,
wyjście i gniazdo zasilania.



Trzeba też przyznać, że przedwzmacniacz nie obnażył ich wad, a także – że nie dziesiątkuje płytoteki. W rocku wypada tak samo prawdziwie i rzetelnie, jak w klasyce i jazzie. Można wytypować wkładkę, na której określony repertuar brzmi optymalnie. Powrót do AT33PTG/2 uplastycznił brzmienie. Wpuścił więcej przestrzeni i rozszerzył scenę. Dodał dźwiękom gładkości, delikatnie luzując basową dyscyplinę poprzedniego zestawienia. Obie estetyki połączyła AT-F7. Przedwzmacniacz pozwala bez problemu zauważyć te zmiany, będące w rzeczywistości niuansami, a nie kardynalnymi różnicami.
Aurorasound VIDA obiektywnie podchodzi do swoich zadań, a to oznaka bardzo wysokiej klasy. Jakże łatwo pogubić szczegóły lub uśrednić dźwięk, wzmacniając sygnały rzędu miliwoltów. W tym przypadku wszystko działa jak w japońskim zegarku.
Przez cały test brzmienie pozostawało nasycone i barwne, odważne dynamicznie i kontrolowane w całym spektrum, a starsze nagrania elektroniczne wypadły pod tymi względami porywająco. „Les Chants magnetiques” J. M. Jarre’a rozwinęły całe pejzaże dźwięków. Atak jest błyskawiczny, a pulsujący elektroniczny krajobraz szeroki i wypełniony w każdym calu przestrzeni. Ekscytująco wypada taki właśnie repertuar – służą mu mocna dynamika, wyśmienita stereofonia, czysta barwa, wyraźne zróżnicowanie i pełne wybrzmienie dźwięków. Mimo upływu dekad i pewnej muzycznej staroświeckości nagrania te pozostają świeże i atrakcyjne. Bo VIDA potrafi bez wysiłku uczynić odsłuch właśnie atrakcyjnym. Czego więcej oczekiwać?

050 055 Hifi 10 2020 003

W duecie z zasilaczem.



Konkluzja
Aurorasound VIDA łączy w sobie high-endowe aspiracje i nie skromniejsze możliwości brzmieniowe z oryginalną japońską klasą wykonania oraz nieodstraszającą ceną. To atrakcyjna pozycja do odsłuchu dla rozważających nawet większy wydatek. Zachęcam do zapoznania się z jej aparycją, urodą, a przede wszystkim brzmieniem. Jest skrojone tak, by pokazać charakter gramofonu i wkładki. Opcjonalny biały przewód zasilający jest warunkiem mojej wysokiej oceny przedwzmacniacza.

 

 

2020 10 24 19 02 07 050 055 Hifi 10 2020.pdf Adobe Reader

 

Paweł Gołębiewski
Źródło: HFM 10/2020